niedziela, 25 marca 2018

The Ordinary - tak czy nie?


Pielęgnacja skóry od zewnątrz może przyjmować różne oblicza. Bywa minimalistyczna, bardzo rozbudowana, oscyluje gdzieś pośrodku, albo w zależności od potrzeb, odpowiada na nie w rzeczywistym czasie tym, co jest akurat potrzebne. Może być naturalna, "tradycyjna", lub taka, która stawia sobie za cel efektywność, bez ściśle określonych ram składowych. Są nawet przekonania, w których brak pielęgnacji uznawany jest za jej najlepszą formę. 

Gdzie jesteście Wy?
Ja oczekuję przede wszystkim skuteczności. To dlatego chętnie sprawdzam różne możliwe ścieżki, dostosowując je w trakcie do swoich wymagań. Długo i wytrwale stawiałam na minimalizm pielęgnacyjny. Oczyszczanie, tonizacja i olejek, do tego złuszczanie i regularne maseczkowanie. Lubiłam ten mój prosty schemat i dotąd uważam, że takie podejście niesie za sobą mnóstwo pozytywnych aspektów. Jednym z nich jest wierniejsze oddanie rzeczywistych potrzeb skóry i lepsze zrozumienie jej działania, reakcji na bodźce pochodzące z zewnątrz i wewnątrz. Łatwiej skupić się w takim planie na konkretnych składnikach - służą nam, nie służą, czy pozostają obojętne? Bo właśnie... składy, to druga zasada, którą kieruję się od lat. Najbliższe mojemu sercu są te naturalne. Tak było i tak pozostanie. Wierzę w moc roślin, zresztą, nie tylko na słowo, bo niejednokrotnie miałam okazję przekonać się, jak dużo można z nich wycisnąć. Uwielbiam świeże kosmetyki, bez konserwantów z samym dobrem zamkniętym w zazwyczaj bogatej recepturze. Ale doceniam też technologię, lubię z niej czerpać, zwłaszcza, gdy widzę, że bardziej warto, niż nie ;) 
I mniej więcej tą ścieżką dotarłam do momentu, w którym uznałam, że chcę spróbować czegoś więcej. Coś dodać, coś poznać, do czegoś się przekonać. Nie przeczytacie tu o pielęgnacji złożonej z dwudziestu kroków, bo taka nie jest mi potrzebna, właściwie, myślę, że przy cerze tłustej, skłonnej do trądziku, przesadne ilości nigdy nie pójdą w parze. Ale dodanie kilku składników o ukierunkowanym działaniu zdecydowanie może pomóc każdej skórze.

Produkty zaprojektowane tak, by działać konkretnie i przejrzyście znajdziemy w linii kosmetyków marki The Ordinary. Podsumowując temat lakonicznie - ma być prosto i skutecznie. Mnie ten format przekonuje i choć nie wszystkie propozycje mogą poszczycić się idealnym składem, wybrałam dla siebie dziewięć formuł, które oddają trzy pielęgnacyjne nurty: przeciwtrądzikowy, przeciwstarzeniowy i ten skupiający się na nawilżeniu.

Pokrótce, z mojej perspektywy, przedstawię Wam każdy z nich:

Niacinamide 10% + Zinc 1%. To najpewniej jedna z bardziej rozpowszechnionych formuł The Ordinary. Nadzieję pokładają w niej głównie cery trądzikowe, lecz ze względu na wysokie stężenie niacynamidu, serum ma prawo zadziałać także przeciwstarzeniowo i rozjaśniająco na powstałe już przebarwienia. Jego głównym celem jest pomoc w uregulowaniu produkcji sebum i zmniejszeniu widoczności porów, co rzeczywiście w moim przypadku robi. Działa przeciwzapalnie, jest lekkie i nieproblematyczne w schemacie opartym o layering. Wchłania się szybko, pozwalając tym samym na natychmiastową aplikację kolejnych produktów. W mojej pielęgnacji serum odnajdowało się różnorako - dwa razy dziennie, raz dziennie, co jakiś czas. Najlepsze rezultaty przyniosło mi stosowane podczas porannej i wieczornej toalety, choć na dłuższą metę taka częstotliwość może przyczynić się do odczuwalnej nadreaktywności skóry. W takich przypadkach należy stosować je rzadziej. Bazując na zróżnicowanych opiniach, myślę, że nie jest to pewniak, który sprawi, że cera stanie się bilboardowym ideałem, lecz szanse na polepszenie jej stanu mają rację bytu i dlatego uważam, że warto spróbować. (30ml/5,90EUR)

Salicylic Acid 2% Solution. Lekkie serum o wielu możliwych zastosowaniach. Na całą twarz, punktowo, jako dodatek do maseczek... Działanie uważam za niepodważalne :) Gorąco polecam każdemu, kto boryka się z niechcianymi wypryskami. Serum widocznie przyspiesza ich gojenie, nie podrażnia skóry, nie wysusza, zmniejsza ilość wydzielanego sebum, a przy tym wszystkim także wygładza. (30ml/5,30EUR)

AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution. To kolejna formuła zdecydowanie godna uwagi. Należy jednak pamiętać, że przesadne z niej korzystanie może przynieść więcej szkody, niż pożytku. To złuszczająca kuracja kwasowa, która oczyszcza pory, wyraźnie wygładza skórę, przyspiesza gojenie zmian trądzikowych, rozświetla i nie powoduje przesuszania skóry. Nie złuszcza jej tak, jak silniejsze preparaty stosowane w gabinetach, lecz z pewnością uwrażliwia ją na działanie promieni słonecznych, więc jeśli nie stosujecie na co dzień filtrów, niezbędne jest ich włączenie. Tak, jak wspomniałam, nie należy przesadzać z częstotliwością zastosowań i pomimo sugestii producenta o używaniu tego produktu 1-2 razy w tygodniu, moim zdaniem ograniczenie go do 2 razy w miesiącu w większości będzie optymalnym rozwiązaniem. (30ml/7,20EUR)

Ascorbyl Glucoside Solution 12%. Jeśli szukacie skutecznego serum ze stabilną formą (/pochodną) witaminy C, polecam Wam właśnie to. Produkt jest mocno skoncentrowany i naprawdę działa jak należy. Ponownie - serum jest lekkie, szybko się wchłania, nie powoduje nadmiernego wydzielania sebum i przepięknie rozświetla cerę. Uwielbiam ten efekt! Regularnie stosowane zauważalnie walczy z przebarwieniami i świetnie nadaje się do tworzenia mikroemulsji, a więc mieszanin olejek-serum wodne, dzięki czemu każda olejkowa formuła wchłania się i działa nieporównywalnie lepiej. (30ml/12,90EUR)

Resveratrol 3% + Ferulic Acid 3%. To zespół dwóch niezwykle silnych antyoksydantów o bodaj największych stężeniach dostępnych na rynku kosmetycznym. Skład jest tutaj bardzo prosty, konsystencja oleista, nie wchłania się szybko i wiem, że nie trafi w każde preferencje. Niemniej, uważam, że warto! Zwłaszcza pod kątem pielęgnacji ukierunkowanej ściśle antystarzeniowo. Ja używam tego produktu zawsze w pielęgnacji wieczornej, wzbogacając nim inne serum olejkowe, krem lub maskę nocną. Właściwości, jakimi odznaczają się obydwa składniki aktywne tej formuły są zaprawdę imponujące i z pewnością zasługują na odrębną uwagę. To, czego można się po nich spodziewać, to m.in. działanie przeciwzapalne, redukujące przebarwienia i zapobiegające ich powstawaniu. Bardzo lubię i bardzo polecam. (30ml/7,20EUR)

Alpha Lipoic Acid 5%. Kolejny antyoksydant i kolejne wysokie stężenie. Ponownie mamy tutaj bardzo prosty skład i specyficzną, oleistą konsystencję. Ze względu na wspomniane stężenie (znów - najwyższe na rynku), preparat ten należy stosować w ściśle określonym schemacie, mianowicie tylko na noc, nie częściej, niż 2-3 razy w tygodniu, w ilości nieprzekraczającej 2-3 kropli. Zaręczam, że tyle w zupełności wystarczy! To jeden z moich faworytów, który przynosi efekty już po pierwszym zastosowaniu. Przepiękne rozświetlenie skóry, napięcie i wygładzenie. Jego właściwości antyoksydacyjne są nieporównywalnie większe od tych oferowanych przez witaminę C. Filtr w pielęgnacji codziennej wskazany. Polecam! (30ml/6,80EUR)

Retinol 0,5% in Squalane. Moje doświadczenie z retinolem nie obfituje w mnogość rozmaitych prób, dlatego do tej formuły podchodziłam długo i z dystansem. Skład jest prosty i całkiem przyjemny. Co istotne, bazę tej formuły stanowi skwalan, organiczny związek chemiczny będący składnikiem ludzkiego sebum. Z całą pewnością serum to wyrównuje koloryt skóry, napina ją, przyspiesza gojenie niedoskonałości i co niezmiernie dla mnie istotne - wyraźnie oczyszcza pory. Mojej cery nie podrażnia, choć stosowany dzień po dniu przez dłuższy czas bez wątpienia ją uwrażliwia. Częstotliwość stosowania z powodzeniem można dostosować ściśle pod swoje potrzeby. Uważam, że warto się nim zainteresować. (30ml/5,80EUR)

Buffet. To jedna z moich ulubionych formuł. Skład wypełniony jest po brzegi substancjami aktywnymi, kompleksami peptydów i probiotykami, które łącznie działać mają przeciwzmarszczkowo, wypełniająco, przeciwzapalnie, a przez dodatek kwasu hialuronowego także nawilżająco. Tak naprawdę nie mogę odmówić mu niczego - daje zapowiadane nawilżenie, stosowany regularnie ujędrnia skórę i wpływa na przyspieszenie procesu jej regeneracji. Obecnie mam w użyciu drugą buteleczkę i czekam, aż firma Deciem uraczy nas ulepszoną o peptydy miedziowe formułą, zapowiadaną już jakiś czas temu. (30ml/14,80EUR)

Marine Hyaluronics. To zdecydowanie najlżejsze serum, jakiego kiedykolwiek używałam. W konsystencji przypomina wodę, wchłania się w tempie ekspresowym i rzeczywiście pozytywnie wpływa na stopień nawilżenia skóry. Nie wiem, czy cery suche będą nim uraczone, lecz w pielęgnacji tłustych lub mieszanych powinno sprawdzić się bez zarzutu. Z całą pewnością warto rozważyć je pod kątem pielęgnacji na cieplejsze okresy. Skład jest ciekawy, lecz nie idealny - jeśli Wam odpowiada i szukacie czegoś, co zastąpi cięższy kwas hialuronowy, The Ordinary daje propozycję :) (30ml/6,80EUR).


Produktów jest sporo i zdecydowanie nie namawiam do kompletowania wszystkiego. Pomimo tego, że sama czerpię przyjemność z użytkowania każdej formuły, nie uważam, by cały ten zestaw był mi potrzebny w obrębie jednego planu pielęgnacyjnego. Tak czy inaczej, podsumowując, moim zdaniem warto dać szansę The Ordinary. Jak widzicie, są formuły, które wywarły na mnie większe wrażenie, są i takie, które są po prostu przyjemne. Oferta marki jest bogata i cały czas się rozbudowuje, łatwo się w tym pogubić. Zachęcam do przemyślanych zakupów po uprzednio udzielonej odpowiedzi na pytanie: "Czego potrzebuje Twoja skóra?". 


Swoją drogą, jak uważacie? Kiedy dużo, to już za dużo, mało to wciąż za mało, mniej znaczy więcej, a więcej mniej? 

Pozdrawiam Was ciepło,
Magda

16 komentarzy:

  1. Piekny zestaw, miałam wszystko prócz serum
    Marine, ale na niego przyjdzie czas już wkrótce.
    Swoją przygodę z The Ordinary zaczęłam od Serum Niacinamide, tutaj masz rację, trzeba obserwować skore, bo takie stężenie może podrażniać. Niacinamid najlepiej tolerowany jest przez skore w stężeniu 5%, może być wtedy stosowany „przewlekle”. Szukałam długo takiego produktu i wkrótce go będę mieć ;D
    Najrzadziej używam serum 30%AHA 2%BHA, mimo świetnych rezultatów boje się że może zbyt uwrażliwić skore w dłuższej perspektywie czasu. Zużyje go ... na plecy ;)
    Nie wszystkie formuły The Ordinary mnie porwały, czasem maja dobry pomysł, świetny składnik aktywny ale zamykają go w nie fo końca komfortowej formule, tak jest z ich nowym
    Serum z kwasem migdałowym ;)
    Fajne zestawienie i trafne spostrzeżenia,m. Co fo pytania na końcu to ja wiem, czy dużo to dużo, czy mało czy może akurat :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marine Hyaluronics to fajne, lekkie serum. Świetne także do mieszania :)
      A co to za kosmetyk z 5% niacynamidem wyszukałaś? :> 10% to faktycznie dużo, da się to wyczuć przy dłuższym stosowaniu. Szkoda, że producent nie podaje nigdzie informacji o ewentualności pojawienia się nadwrażliwości skóry, myślę, że to istotna sprawa.

      Tak jest, mam podobne zdanie w temacie tego kwasowego peelingu. Jest świetny, ale przesadne stosowanie nie jest wskazane. Nie wyobrażam sobie nakładać go 2 razy w tygodniu, a skórę mam jednak dość grubą, niezbyt skłonną do podrażnień. Niemniej, sięgam po niego w sytuacjach krytycznych i od razu mi lepiej :D

      A co z tym kwasem migdałowym? Nie mam tego serum i póki co nie planuję zakupu. Choć chętnie sprawdziłabym jego działanie, brak miejsca w pielęgnacji mojej jednej twarzy :D

      Dziękuję! No właśnie, chyba każda ilość jest "akurat", bo każdy potrzebuje innej.

      Usuń
  2. JA się przygotowuję do kwasów a nóż TCA sobie strzelę co do kosmetykó tej marki mi się podoba ich idea :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już dawno nie korzystałam z gabinetowych zabiegów.
      Idea marki do mnie też trafia, zwłaszcza, że za ich produktami idzie rzeczywiste działanie :)

      Usuń
  3. Tak się napaliłam na te produkty, zrobiłam listę zakupów i dermatolog mnie przystopowała. Musze najpierw ogarnąć to, co jest teraz, wykluczyć co mi szkodzi, a dopiero później zabierać się za rozbudowywanie mojej pielęgnacji.

    Kiedy dużo za dużo, a kiedy dużo to wystarczająco? Myślę, że wszystko co nam służy jest ok. Dla jednego to 50 różnych produktów, dla drugiego jeden krem. Oba rozwiązania są okej, jeśli dobrze się sprawdzają. Balans i złoty środek, niech każdy robi jak mu pasuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, do skóry zawsze trzeba podejść kompleksowo. Kosmetyki to tylko jeden z czynników, które mają na nią wpływ, zresztą, w wielu przypadkach znacznie mniejszy, niż to, co jemy i jaki tryb życia prowadzimy. Nie wspominając o zaburzeniach funkcjonowania organizmu. Dobrze, że masz wsparcie u lekarza, który ma takie podejście.

      Tak jest! Znalezienie złotego środka to zawsze klucz. Bez popadania w skrajności, które nas uwierają, w imię jakiejś idei, czy trendu. Natknęłam się ostatnio w kilku miejscach na różne wytyczne będące odpowiedzią na pytania - co zrobić, gdy moja skóra nie lubi tego, czy tamtego, albo wieloetapowego oczyszczania, albo gdy muszę umyć skórę rano, a przecież tak często słyszy się o tym, że to może nie jest najlepsze wyjście... Itd.
      Czasami zapominamy chyba, że każdy z nas jest po prostu inny. Ma swoje indywidualne potrzeby determinowane przez własne, charakterystyczne cechy. I zamiast skupić się na tym, idziemy za tłumem. Zastanawia mnie, dlaczego tak łatwo dajemy się ponieść.

      Usuń
    2. Kochana, właśnie tu pojawia się ten problem. Badania mam książkowe, żadnych nietolerancji itd więc pytanie o powód pozostaje ciągle nierozwikłane. Ale to prawda, trafiłam na super lekarza. Nawet dyskutowałam ostatnio o słuszności używania kremu pod oczy :D

      ja ostatnio trafiłam na ten modny trend smarowania się parafiną, żeby wszystko inne pod spodem lepiej się wchłaniało. Też dobrze, nie? :D

      Usuń
    3. Kurczę, a może to stres? Moja cera reaguje na takie samopoczucie momentalnie. Albo rzeczywiście jakiś składnik w kosmetykach tak kopie pod Tobą dołki? :/ Trzymam kciuki, by udało Wam się dotrzeć do przyczyny!

      O luduuu, ja o tym parafinowym ruchu nie słyszałam... Na samą myśl przeszły mnie ciarki i brwi dęba stanęły :D To znaczy... jeżeli komuś to służy, fajnie, ale czy nie lepiej posmarować się jakimś kremem z fajnymi składnikami? Przestraszny pomysł z mojej perspektywy.

      I co z tym kremem pod oczy? :D

      Usuń
    4. Wiesz co? Obstawiamy stres i brak snu. W ostatnich miesiącach miałam konkretny rollercoaster więc to może być przyczyna. Raczej żaden ze składników w kosmetykach, bo wszystko było zmieniane kilkukrotnie :/

      Slugging- tak się nazywa parafinowa metoda. Równie dobrze mogłabym się pokremować i przykryć reklamówką :D

      Jeśli chodzi o krem pod oczy sprawa jest prosta. Rekomendowała go jedynie wtedy, kiedy widać bardzo dużą dysproporcję w jakości skóry pomiędzy twarzą, a oczami. Polecała (chyba) Redermic z LRP. W innych przypadkach zaleca używanie tego samego kremu co na całą twarz, pod oczy także :)

      Usuń
    5. Kochana, mam nadzieję, że te nieprzyjemności już za Tobą.

      Czyli tak, jak rozmawiałyśmy gdzieś na blogu z dziewczynami - specjalistyczny krem pod oczy nie musi stanowić konieczności w pewnych przypadkach :)

      Lol, rozbawiłaś mnie do granic tą wizją okładania się reklamówkami :D Rozumiem, że ten pomysł z parafiną to coś żywcem zaczerpniętego z zabiegów parafinowych na dłonie... Pamiętam, że dawno-dawno temu to był prawdziwy hit :D

      Usuń
    6. Szczerze mówiąc to i ja mam taka nadzieję. Marzę aby wreszcie wiosną i latem sam krem BB mi wystarczył :)

      Serio? Ja nie pamiętam takiego trendu, a może wynika to z faktu, że ja jestem przeciwniczką parafiny od kiedy odkryłam, że to właśnie ona działa bardzo negatywnie na stan mojej skóry i nie mam na myśli tylko twarzy :D

      Usuń
    7. Ja też dążę do tego, by w makijażu ograniczyć się do lekkich formuł kremów koloryzujących lub minerałów, przy czym będę zwracać się ku naturalnym rozwiązaniom, w razie czego dwóch ulubieńców już mam :D

      Usuń
  4. Miałam wszystko oprócz witaminy C (mam tą inną formułę - Vitamin C Suspension 23% + HA Spheres 2% i jestem średnio z niej zadowolona) oraz Marine - lubię kwas hialuronowy, ale to mnie ciekawi jeszcze bardziej )

    Co do Niacinamide, salicylic acid - uwielbiam i muszę mieć zawsze, bardzo mi pomogły :) Kwasy AHA są genialne, ja czasami nakładam częściej i nic się nie dzieje, z tym, że moja skóra jest gruba jak u słonia, więc nic ją prawie nie podrażnia ;))
    Lipoic Acid, oraz Resveratrol też mam, nakładam często, ale sama nie wiem jaki finalnie mają wpływ na skórę, w sumie nie widzę ani mega wygładzenia, ani rozświetlenia, ale może też się przyzwyczaiłam już jak moja skóra wygląda?
    Retinol planuję kupić, aczkolwiek chyba bardziej mnie kusi LIQ CR Serum Night 0.3% Retinol SILK...
    Buffet mam, czeka zamknięty, bo boję się, że za dużo będę tego nakładała na skórę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta Twoja wersja witaminy C kiepsko działa? Po Ascorbyl Glucoside efekty widać dość szybko. Właściwie to takie orzeźwienie skóry na zawołanie, naprawdę dobry efekt, więc polecam :) Marine też jest spoko pod względem użytkowym, zupełnie nie przypomina typowego serum hialuronowego, wchłania się migusiem :)

      Jeśli chodzi o Resveratrol, mnie też trudno było określić jego działanie na początku, ale zauważyłam, że moja skóra wygląda gorzej, gdy wieczorem nie użyję tego kosmetyku. Dodatkowo wierzę w jego antyoksydacyjne działanie, więc stosuję i na pewno będę kupować nadal. Kwas liponowy zaś działa natychmiastowo, seriooo u Ciebie nie robi szału? No jak to? :P Po wszystkim mogłabym się tego spodziewać, ale nie po nim! :D

      Hmm, oferty LIQ jeszcze nie znam zbyt dobrze, ale wydaje mi się, że warto dać im szansę. Zdaje się, że zbierają dobre recenzje :)
      No jeśli nie masz potrzeby, to zostaw go sobie na potem. Gdy znajdzie się luka, zadziałaj :D Moim zdaniem to bardzo dobry produkt, ale do regularnego stosowania. Używany od przypadku do przypadku zachwytu raczej nie wywoła :)

      Usuń
  5. Z The Ordinary to ja do tej pory miałam ból głowy, bo nie wiedziałam na co się zdecydować. Bardzo dziękuję Ci za tego posta, bo na pewno po niego sięgnę, kiedy będę robiła zakupy z produktami marki :) Najbardziej póki co kusi mnie witamina C, tak na dobry początek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że post okazał się przydatny :)

      To prawda, wybór produktów jest naprawdę obfity, a tu kolejne formuły na horyzoncie! ;))

      Witamina C to bardzo dobry pomysł, zwłaszcza Ascorbyl Glucoside, myślę, że na początek to świetny, przyjazny w użyciu kosmetyk, który rzeczywiście przynosi zauważalne rezultaty :) Polecam też Buffet, stosowany regularnie widocznie poprawia jakość skóry, przyspiesza jej regenerację i mam wrażenie, wpływa także na lepsze działanie kolejno nakładanych kosmetyków. Niedługo pojawić ma się wersja z dodatkiem peptydów miedziowych - kupię na pewno, gdy tylko zużyję obecną buteleczkę :)

      Usuń

Copyright © 2016 M E G D I L B L O G , Blogger