czwartek, 22 marca 2018

NIOD, Sanskrit Saponins




Dla tych, którzy pierwsze słyszą...
O Deciem mówi się już chyba wszędzie. Pozytywnie, czasem kontrowersyjnie, są wśród odbiorców i tacy, którzy z pasją wytykają im każde potknięcie. Ich historia jest interesująca, inspirująca i pod pewnymi kryteriami także pionierska. Deciem to firma kanadyjska, działająca globalnie, do której na porządku dziennym wysyłane są prośby o otwarcie sklepów w różnych zakątkach świata. Deciem to firma kreatywna, zmieniająca pozycję widzenia rynku kosmetycznego, choć myślę, że można dostrzec w niej coś więcej. Pod jej skrzydłami urodzajnie wyrastają kolejne produkty, a nawet całe marki - jak na przykład Hyalamide, szeroko znane The Ordinary, czy NIOD - ich najbardziej luksusowa linia przeznaczona do pielęgnacji twarzy. 

Gdy w minionym roku wybuchł wulkan ekscytacji dotyczącej jednej z marek Deciem, The Ordinary, podeszłam do sprawy sceptycznie. Moje pielęgnacyjne schematy wyglądały wówczas zupełnie inaczej, daleko mi było do rozbudowanych rytuałów, nie szukałam też niczego, czym mogłabym je konkretnie wzbogacić. Krótko mówiąc, poszłam dalej swoją drogą, nie podzielając powszechnego zainteresowania... by któregoś razu wreszcie zmienić kierunek.
Tą krętą ścieżką dotarłam do oferty NIOD, która zwróciła moją uwagę niestereotypowym połączeniem technologii, składników i ich wspólnego działania. Nie są to naturalne produkty, jakich od lat używam, co należy z góry nadmienić. Znajdziemy w ofercie pojedyncze preparaty oparte na silikonach, z konserwantami, ale każdy jeden zawiera w sobie szereg składników aktywnych i to na nich rzeczywiście bazują obietnice efektywności. W niektóre szczerze wierzę, stąd dzisiejszy wpis :)

Sanskrit Saponis jako jeden z pierwszych zwrócił moją uwagę. To nic innego, jak balsam oczyszczający oparty na działaniu roślinnych saponin, którego komponowaniu przyświecała ajurwedyjska myśl. Interesujecie się ajurwedą? Dzisiejszy zachodni świat coraz więcej czerpie z tego bogatego, wschodniego systemu medycyny i holistycznej wiedzy o życiu zachowanym w harmonii. Jeśli mogę sięgnąć po coś, czemu przyświeca ta idea, to z wielką przyjemnością tak robię. Saponiny to kompatybilne z ludzką skórą biosurfaktanty, a więc substancje stanowiące biodegradowalną  i naturalną alternatywę dla syntetycznych detergentów, m.in. owianych złą sławą SLSów. Oprócz tego, że świetnie oczyszczają skórę, wykazują też właściwości przeciwbakteryjne, przeciwzapalne czy przeciwgrzybicze. W składzie balsamu NIOD znajdziemy saponiny indyjskich roślin Acacia Concinna (puder shikakai) i Sapindus Mukorossi - pierwsza znana ze wschodnich rytuałów pielęgnacji włosów, druga kojarzona szerzej z orzechami piorącymi. Brzmi brutalnie, ale zaręczam, warto!

Jak już wspomniałam, SS to balsam oczyszczający. Nie mylcie go jednak z popularnymi obecnie balsamami przeznaczonymi do demakijażu. Sanskrit Saponins to preparat do stosowania na skórę pozbawioną kosmetyków kolorowych, w szczególności tych wokół oczu, które należy podczas mycia omijać. Tzw. second cleanse.

Częstotliwość użytkowania może okazać się kluczem do zadowolenia z tego produktu. W przypadku cer takich, jak moja - tłustych, ze skłonnością do trądziku, z powodzeniem preparat ten odnajdzie swoje miejsce w pielęgnacji porannej i wieczornej. Producent twierdzi, że z jego właściwości skorzystać może każda skóra, ja wzięłabym to jednak pod rozwagę, gdyż okazuje się, że u tych domagających się szczególnego nawilżenia, może nie zdać egzaminu w porządku codziennym (zapytajcie Dagę). 
Dla mnie jest idealny. Rano i wieczorem. Każdego dnia. Bez przerwy. Jest delikatny. Jest skuteczny. Oczyszcza doskonale, nie fundując mi przy tym nieprzyjemnego ściągnięcia, napięcia, czy wysuszenia. Po chwilowym masażu zwilżonej uprzednio twarzy, zmywam go dokładnie letnią wodą, uważając, by produkt nie dostał się do oczu. Jedyną rzeczą, która może być sporna, jest bardzo specyficzny zapach. Dla jednych pobudzający kubki smakowe, dla innych nie do przejścia. Ja po kilku użyciach zdołałam się przyzwyczaić, zwłaszcza, że efekt ostateczny mnie oczarował, ostrzegam jednak, nie nastawiajcie się na aromaterapię :) Sanskrit Saponins pozostawia moją skórę miękką, wygładzoną, o świeższym kolorycie, idealnie oczyszczoną. Jeśli więc jesteście poszukiwaczami skutecznych rozwiązań, zwróćcie się ku ofercie NIOD. SS polecam Waszej uwadze szczególnie, jeśli dokładne oczyszczanie skóry jest Waszym priorytetem.

Sanskrit Saponins skradł moje serce na tyle, by w kolejnym już opakowaniu trwać na czarną godzinę :) Dajcie znać, jaki jest Wasz aktualnie ulubiony kosmetyk do mycia twarzy!


Pozdrawiam Was ciepło,
Magda 

4 komentarze:

  1. Oferta Deciem zmieniła moje podejście do pielęgnacji. Szczególnie oferta The Ordinary pozwoliła mi spojrzeć na konkretne składniki aktywne, niektóre znałam, niektórych nie, większości nie używałam w takich stężeniach. Uwielbiam!
    SS oczywiście miałam, to był bodajże pierwszy zakup z oferty NIOD. Stosowałam raczej tylko wieczorem, jeden z lepszych produktów jakie dane mi było używać. A używałam już wiele :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja historia brzmi całkiem podobnie. Doświadczenie z The Ordinary i parę innych kwestii zweryfikowało dość mocno moje pojęcie tzw. "przemyślanej" i "świadomej" pielęgnacji. Od lat dużą wagę przykładałam do naturalnych składów, zwłaszcza tych, co do jakości których nie miałam zastrzeżeń. Rzeczywiście widziałam dobre efekty i tego się trzymałam. Okazało się jednak, że czegoś mi w tym planie brakowało. I były to składniki o ściśle ukierunkowanym działaniu. Albo po prostu... inne, niż te, na które zwracałam dotychczas uwagę, a na które zwróciło ją Deciem - i The Ordinary właśnie. Dla jednych to żadne odkrycie, dla innych totalne oświecenie. Dla mnie to cenne doświadczenie, nauka i zachęta do dalszych poszukiwań i eksperymentów. Zresztą, to przy tej okazji spodobała mi się idea warstwowej pielęgnacji, choć w tym temacie szukam dla siebie złotego środka - mieć, co potrzebne i nie popłynąć w siną dal z ilością "potrzebności" ;) Bo od tego jednak stronię.

      Moja Kochana, nie będzie kłamstwem, jeśli powiem, że Twoja recenzja SS przypieczętowała moje jego nabycie :> Pod Twoim wpływem zresztą kupiłam też filtr (i to był mój pierwszy zakup z NIOD) - jestem zadowolona, dziękuję :D

      Usuń
  2. Ja teraz właśnie jestem mocno zainteresowana ofertą NIOD właśnie - kusi mnie SS, maska Flavanone, filtr....i coś tam pewnie jeszcze było, ale nie sprawdzam, by mnie nie kusiło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co mam Ci powiedzieć? Bierz wszystkie trzy produkty i nawet się nie zastanawiaj :D SS - wiadomo, filtr jest świetny, a maska Flavanone Mud to naprawdę coś mocnego! Dla wrażliwych cer odpada, lecz tłuste, zanieczyszczone? - yes, please :>
      Mnie chodzą po głowie przede wszystkim maseczka Myrrh Clay, CAIS2 i MMHC2. Ale to na spokojnie :)

      Usuń

Copyright © 2016 M E G D I L B L O G , Blogger