wtorek, 20 marca 2018

Alkemie, Better Than Botox



Jeśli czytacie tego bloga dłużej, wiecie, że kosmetyki naturalne od kilku już lat stanowią fundament stosowanej przeze mnie pielęgnacji. Odkąd zaznałam ich zbawiennego wpływu na moją problematyczną skórę, to właśnie po nie sięgam najchętniej. Należy tu jednak pamiętać o trywialnym w swej istocie wniosku, który wciąż tak często pozostaje ignorowany - jeden naturalny kosmetyk nie równa się drugiemu. Składnik o tej samej nazwie może mieć różne oblicza. Inne działanie. Lub jego brak. Dwa preparaty o tym samym składzie mogą charakteryzować inne właściwości. Na uzyskane efekty wpływ ma nie tylko lista użytych w konkretnej kolejności elementów, ale także ich jakość - sposób i region ich hodowania, pozyskiwania, przetwarzania, skład chemiczny, stężenia, czy następne łączenie ich w jedną formułę, zastosowane w tym technologie, a przy bardziej wrażliwych na środowisko zewnętrzne substancjach, nawet opakowanie nie pozostaje bez znaczenia. 

Piszę o tym nie bez powodu. To zagadnienie, które nasuwa mi się na myśl, gdy poznaję marki takie, jak Alkemie. Tu nie chodzi już tylko o to, by lista składników zachęcała zielonością, a zapach nie gryzł w co wrażliwsze nosy. To ewidentne pójście naprzód, ciągłe ulepszanie, poszukiwanie nowych rozwiązań, zwiększanie efektywności. Wciąż jest w tym pewna obietnica, wciąż należy pamiętać, że nie ma rzeczy idealnej dla każdego. Wciąż musimy szukać i próbować tego, co sprosta naszym indywidualnym wymaganiom i konkretnym potrzebom. Ale są w tym coraz większe szanse na pokrycie otrzymanej przed zakupem deklaracji co do realnego działania.

Wracając do Alkemie. Oferta marki jest atrakcyjna i z tego, co donoszą jej użytkowniczki, przynosząca oczekiwane, a czasem i zaskakujące rezultaty. Mamy tutaj przyjazne skórze konsystencje, ładne opakowania, przyjemne zapachy, no i przykuwające wzrok receptury. W dodatku marka jest polska, co dla mnie stanowi odrębną wartość dodaną tej transakcji. A kupiłam kilka różnych produktów, które sukcesywnie wprowadzam do codziennego użytku i z których... jestem po prostu zadowolona. To tyle z recenzenckiej dramaturgii ;)) 

Bo dzisiaj o kremie pod oczy, którego nazwa brzmi dość szumnie. Better than botox. Skąd pomysł? Jednym z filarów tej receptury jest kompleks Beautifeye, zgłoszony bodaj przez francuską markę Sesderma w 2013 roku, któremu przypisuje się szerokie działanie upiększająco-odmładzające. Kremy z jego zawartością mają odmładzać - podnosić górne powieki, zmniejszać zmarszczki wokół oczu, obrzęki i cienie. Na tym nie koniec, bo skład obfituje także w kofeinę, organiczną wodę z bławatka, uelastyczniający olej tsubaki oraz kolejny kompleks - Luminescine, chroniący skórę przed szkodliwym promieniowaniem UV.

Cóż, nie będzie krzty przesady w uznaniu jego działania za skuteczne. Nie jestem w stanie potwierdzić każdego z wypunktowanych wyżej słów, bo, mówiąc wprost, moje powieki trwają na swoim miejscu, a cienie pod oczami skorelowane są z czynnikami innymi, niż kosmetyczne, lecz krem z całą pewnością zapewnia mi komfort zadbanej skóry. Nawilża w punkt, konsystencja jest odpowiednia na każdą porę dnia, szybko się wchłania, pozostawiając w efekcie miękkość i odżywienie. Otrzymuję w tej buteleczce zatem to, czego oczekuję od podstawowego kremu nawilżającego i... trochę więcej, bo to kosmetyk, który rzeczywiście delikatnie spłycił zmarszczki wokół moich oczu. Nie jest to efekt spektakularny, nie wiem, czy takiego można się odeń spodziewać, lecz to, co widzę mnie się podoba, dlatego spieszę z poleceniem, a Wam, Alkemie, dzięki!


Na koniec jeszcze mała dygresja o sensowności stosowania specyfików przeznaczonych na konkretne partie twarzy. Używacie kremów pod oczy, czy może uznajecie to za zbędne starania? Coraz więcej słyszę o zaniechaniu tego etapu na rzecz jednolitej pielęgnacji z użyciem standardowych kremów. Marketing, czy rzeczywista potrzeba? Co sądzicie?

(15ml/129zł)


Pozdrawiam Was ciepło,
Magda

10 komentarzy:

  1. Mam ten krem na swojej liście, na pewno zdecyduję się go kupić jak powykańczam wszystko co u mnie zalega.
    Moja pielęgnacja okolic oczu zaczęła się jeszcze przed 18 rokiem życia - niestety geny pokarały mnie widocznymi cieniami, i bardzo suchą skórą, tworzącymi się w tej okolicy podskórnymi grudkami - no ładnie to nie wygląda, kremy moich cieni nie niwelują w żaden sposób, więc jedynie pozostaje mi walka ze zmarszczkami. Nie znalazłam kremu idealnego, wątpię by taki istniał, ale nie ukrywam, że uwielbiam testować ;)

    A propos kremów - możesz polecić jakiś dobry na dzień do skóry tłustej, łatwej o zapchanie? Bo nie wiem na co sie zdecydować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto go wypróbować, ja na pewno będę wracać, bo to świetny krem.

      Wiesz jak to jest z ideałami. Nawet, jeśli znajdziesz coś, co spełnia Twoje oczekiwania, okazuje się nagle, że właściwie, to efekty mogłyby być jeszcze lepsze... I tak w kółko Macieju. Z drugiej strony, nie ma w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę intensywność rozwoju branży kosmetycznej. Rosną oczekiwania konsumentów, więc automatycznie rośnie też jakość i efektywność produktów. I na odwrót.

      Cienie wokół oczu to chyba jedna z większych upierdliwości, której i tak trudno się pozbyć ze względu na różne tego podłoże. W moim przypadku kremy również nie mają dużego pola do popisu ;)

      Jeśli chodzi o coś dobrego do pielęgnacji twarzy, to ja niezmiennie polecam Rejoice z Antipodes - obecnie mam w użyciu kolejną tubkę, ale wiem, że już go testowałaś i pewnie szukasz nowinek :D Jeśli jeszcze nie próbowałaś, mogę Ci polecić dwa kremy z Phenome: Active oraz Oil-Control. Obydwa bardzo lubiłam, kiedyś na blogu zamieściłam recenzję porównawczą. Active jest bardziej nawilżający, Oil-Control bardziej działa na produkcję sebum. Dobrze wspominam też mandarynkowy krem z Aesop (Mandarin Facial Hydrating Cream), godny uwagi jest też REN Clearcalm 3 Replenishing Gel Cream. Sama mam wielką ochotę na Lush Botanicals In The Air - próbowałam i zapowiada się świetnie, a ze świeżych kosmetyków także Fridge Silky Mist jest bardzo udany :)

      Usuń
    2. Z polskimi markami mam problem z przesyłką niestety :(
      Kusi mnie bardzo Fridge, ale te koszty + dość krótki czas użytkowania mnie zniechęcają. Ten krem jaką ma datę ważności? Pewnie 3 miesiące?

      Popatrzę na REN, dawno nic od nich u mnie nie gościło :)

      Usuń
    3. Wysokie koszty przesyłek leżą niestety po stronie wykonawców tych usług. Stawki są naprawdę wysokie, pozostaje kwestia negocjacji między firmami a dostawcami, ale nie wiem, do jakiego stopnia. Rozumiem, że może to stanowić przeszkodę, choćby i tylko dla samej zasady...

      Kosmetyki Fridge w większości należy zużyć przed upływem 2,5 miesiąca. Krótko-długo, wszystko zależy od tego, ile i z jaką częstotliwością... ;) Ja też wolę, gdy nie goni mnie żaden termin, lecz dla świeżych produktów robię wyjątek. Ich "praca" na skórze to zupełnie inny wymiar :)

      Usuń
  2. Zainteresował mnie ale bławatek niestety mnie silnie uczula. Gdyby moja cera była sucha możliwe, ze zrezygnowałabym z kremu dedykowanymu okolic oczu ale jednak jest mieszana i każda cześć potrzebuje całkiem co innego, powieki dość konkretnego nawilżenia.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, mam dokładnie ten sam dylemat. Pielęgnacja mojej tłustej cery nie zawsze zgrywa się z tym, czego potrzebuje skóra wokół oczu, skłonna do przesuszeń, stąd od wielu lat dbam o to, by taki krem u mnie po prostu był.
      Masz swoich pewniaków w tej kategorii? :)

      Pozdrowienia!

      Usuń
  3. O ile nie ma się określonych problemów w okolicach oczu, dużych zmarszczek, opadania powieki, cieni,a do twarzy używa się kremu nawilżającego (a nie regulującego sebum czy matującego) to myślę, że można tym kremem posmarować i okolice oczu. Tak też robię często, ale od czasu do czasu kupuję krem specjalistyczny, moja skóra jest jeszcze w wyjątkowo dobrej kondycji jak na 30 urodziny w tym roku, więc better than botox - zostawię sobie na później, chociaż oferta Alkemie mocno mnie interesuje. A na dodatek są dostępne w centrum handlowym niedaleko miejsca mojego zamieszkania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bogusiu, myślę podobnie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by okolice oczu traktować tym samym kremem, co resztę twarzy, pod warunkiem, że ten nie działa w żaden sposób regulująco, no i jeśli skóra w tych miejscach nie wymaga bardziej troskliwego podejścia.

      Co do Alkemie. Na ten moment jestem zadowolona ze wszystkich kosmetyków, które wypróbowałam. Maska nocna Dream of Beauty też jest świetna :)

      Usuń
  4. Aktualnie pod oczy stosuję Organique z linii goji. Jest bardzo bogaty, wystarczy odrobina. Świetnie nawilża, odżywia, zobaczymy jak będzie na dłuższą metę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daga, u Ciebie kosmetyki Organique zwykle spisują się chyba dobrze? Z kremu pewnie też będziesz zadowolona, sądząc po tych wstępnych odczuciach :)

      Usuń

Copyright © 2016 M E G D I L B L O G , Blogger