środa, 9 sierpnia 2017

Grown Alchemist, Deep Cleansing Facial Mask


Muszę przyznać, że australijskie i nowozelandzkie kosmetyki są mi niemal tak samo bliskie, jak wyroby naszych rodzimych marek. Ich składy, konsystencje, czy nawet estetyka - wszystko mi odpowiada, kończąc na działaniu, rzecz jasna. Moja skóra bardzo je docenia.
Jedną z takich australijskich firm jest Grown Alchemist. Na własnej twarzy testowałam póki co dwie propozycje, lecz to wystarczyło, bym chciała w przyszłości włączyć ich więcej do swej codziennej pielęgnacyjnej rutyny.

Pierwszą z nich jest rewelacyjna maseczka do twarzy, którą w stanie sfatygowanym możecie zobaczyć na zdjęciu :) O tak, bardzo mi służyła! Ale po kolei. Jakie producent przykazał jej zadanie? Deep Cleansing Facial Mask (135zł/75ml) bazuje na białej glince, ma zatem oczyszczać i wyciągać ze skóry toksyny. Dodatek wyciągu z nasion żurawiny odpowiedzialny jest za zapewnienie właściwości antyoksydacyjnych, wąkrotka azjatycka wpływa na zdolność odnowy komórkowej, a więc regenerację skóry, ginkgo biloba przyczynia się do hamowania procesów starzenia, a kiełki pszenicy wraz z koktajlem witamin mają zająć się dostarczeniem odpowiedniej dawki nawilżenia. Brzmi obiecująco.

Moja recenzja mogłaby być krótka i treściwie zawarta w jednym zdaniu. Bo maseczka sprawdziła się u mnie nad wyraz dobrze! Właściwości oczyszczające oceniam na poziomie... odpowiednim - nie mamy tu do czynienia z czystą, zieloną glinką, czy czarnym mydłem oliwnym, które pozostawiają skórę skrzypiąco oczyszczoną, lecz wbrew pozorom, ta najdelikatniejsza z glinek jest w tej kompozycji zaskakująco skuteczna. Z jasnych przyczyn nie będę odnosić się do obiecanych przez producenta właściwości antystarzeniowych, lecz niepodważalnie mogę stwierdzić, iż maseczka działa wielostopniowo. Jak już wspomniałam, oczyszczenie jest na tyle delikatne, by nie podrażnić skóry, ale i na tyle skuteczne, by tłusta, trądzikowa cera poczuła lekkość i odświeżenie po maseczkowym rytuale z Grown Alchemist. Producent sugeruje, by taki relaksujący seans trwał od 10-15 minut. Ja zatapiam się w nim na dłużej, bo niejednokrotnie zdarzało mi się chodzić z maseczką i minut 60 (rzadko stosuję się pod tym względem do przypisów na opakowaniu) i taki czas sprawia, że moja wymagająca, dość gruba cera jest w pełni ukontentowana. Po zmyciu odczuwam gładkość, miękkość i faktycznie, delikatne nawilżenie. Nie ma więc mowy o niekomfortowym ściągnięciu skóry, czy tak bardzo niechcianym podczas oczyszczania przesuszeniu. Ponadto można w tym punkcie odnotować odświeżenie i wyrównanie kolorytu cery oraz jej faktyczne pojędrnienie. Nie jest to nic spektakularnego, moja skóra też tego nie wymaga, ale jednak różnicę rzeczywiście da się pod palcami wyczuć.

Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam ten produkt. Mogę mieć przypuszczenia, że sprawdzi się jako dodatek do pielęgnacji każdego rodzaju cery. To kolejna maska, która trafia do grona moich kosmetycznych pewniaków. Z całą pewnością będę do niej wracać!


Znacie? Macie swoje maseczkowe pewniaki?

Pozdrawiam Was!
Magda

8 komentarzy:

  1. Wydaje mi się, że nie doświadczyłam jeszcze na swojej skórze działania produktów Grownn Alchemist. Ufam Teoim opiniom, wiec koniecznie muszę zmienić ten stan rzeczy. Jeśli chodzi o moich obecnych ulubieńców to będzie to REN ultra comforting resuce mask, na bazie tez białej glinki, nie znam bardziej przyjemnej, kojącej maseczki. Znasz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że zbyt dużo się o tej marce nie mówi - a w każdym razie nie tam, gdzie ja zaglądam :D Po tym, co przetestowałam i inne produkty brzmią dla mnie kusząco - ze swej strony dodam, iż Age-Repair Eye Cream zapowiada się... uh! dobrze!

      Hmm, maseczki od REN nie znam, ale jak mówisz, że tak lubisz, to ja ją kupię, gdy będę w potrzebie :) Bardzo cenię sobie kojące, doraźnie działające produkty. Obecnie w takim celu stosuję Aurę z Antipodes :)

      Usuń
  2. Nie kupiłabym kosmetyku za taka cene :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie rozumiem. Każda z nas ma inny "próg bólu" w tej kwestii :))

      Usuń
  3. Miałam kiedyś maskę GA, nie pamiętam niestety czy tą, ale za to pamiętam, że dobrze się sprawdziła! Wrócę do marki na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grown Alchemist ma chyba jeszcze dwie inne maseczki, żelową przeciwzmarszczkową i kremową nawilżającą oraz dwa peelingi - ciekawa ich jestem :)
      Życzę rychłego powrotu! :D

      Usuń
  4. Magda, ta maska brzmi wspaniałe! Białą glinkę bardzo doceniam, więc zapamiętam ten produkt. Powiedz, jak oceniasz ją w porównaniu do maski Phenome?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daga, maseczki z Phenome dawno już nie używałam, ale wydaje mi się, że ta z Grown Alchemist daje lepsze rezultaty. Bo nie dość, że łagodnie oczyszcza i odświeża, to jeszcze fajnie wygładza skórę - uwielbiam ten efekt!
      Phenome bardzo lubię tak czy siak, lecz serdecznie polecam Ci propozycję GA, myślę, że będziesz tak samo zadowolona! Ja już swoją skończyłam i nie mam się czym podzielić (wrrrr), ale na pewno do niej wrócę :)

      Usuń

Copyright © 2016 Megdil Blog , Blogger