sobota, 25 kwietnia 2015

Nowości :)

Halo, jest tam kto? :)
Oj, długo mnie tu nie było! I cisza absolutna trwałaby pewnie jeszcze chwilę, gdyby kilka z Was nie wyraziło chęci podglądnięcia tego, co u mnie nowego :) Od czasu publikacji ostatniego takiego wpisu sporo kosmetycznych dobroci przewinęło się przez moje ręce, lecz dziś pokażę Wam to, co udało mi się zebrać bez przewracania domu do góry nogami ;)) Większość jest jeszcze w stanie nieodpieczętowanym, ale znajdą się i moje pewniaki, do których wracam regularnie. Gotowi?

Zapraszam zatem na nowinkowy post! :)




#1 Aesop, Mouthwash - od pewnego czasu szukałam środków do higieny jamy ustnej, które nie będą zawierać fluoru. Niestety, w drogeriach, gdzie zwykłam się w owe zaopatrywać, próżno oczekiwać możliwości ich nabycia (chyba, że źle patrzę?). Przy okazji zamówienia w mojej ulubionej perfumerii galilu.pl, dorzuciłam więc do koszyka powyższy płyn. Póki co nie miałam jeszcze sposobności go użyć, ale premiera zbliża się wielkimi krokami - zobaczymy, co z tego będzie!

#2 Aesop, Parsley Seed Cleansing Masque - tę maseczkę poznałam dzięki próbce i… bum! Od razu się zakochałam. Świetnie oczyszcza cerę, wygładza ją, nie wysusza i sprawia, że upierdliwe wypryski szybciej znikają. Jeśli można chcieć czegoś jeszcze, to tylko wydajności i przyjemnego zapachu – ta maska ma to wszystko :) Bardzo lubię i bardzo polecam.

#3 Aesop, Oil Free Facial Hydrating Serum - kolejny kosmetyk, na który zdecydowałam się po zużyciu próbki. Jego sekret tkwi w sile nawilżenia, jakie zapewnia mojej skórze. W cieplejsze dni, które wreszcie nastają, z pewnością posłuży mi dzielnie solo, bez pomocy dodatkowego nawilżacza. Jest lekkie, szybko się wchłania i pozostawia skórę przyjemnie odświeżoną.

#4 Aesop, B&Tea Balancing Toner - mój obecny ulubieniec z nowej jabłkowej serii Phenome dobiega końca, miałam zamiar sięgnąć po kolejną butelkę, ale na horyzoncie pojawił się on. Ciekawość zwyciężyła i oto jest ;) Tonik ma nawilżać, łagodzić i harmonizować pracę skóry. Jeszcze go nie używałam, ale zapach zwiastuje przyjemną współpracę, mam nadzieję, że działanie mu nie ustąpi.

#5 Aesop, A Rose By Any Other Name Body Cleanser - przyznam, iż żel ten był moją małą zachcianką. Bardzo polubiłam się ostatnio z różanymi produktami do pielęgnacji. Miałam chęć na coś, co umili mi wieczorny relaks w łazience i… to chyba nie to. Kosmetyk sam w sobie jest w porządku, lecz połączenie nuty różanej z kardamonem i pieprzowym dodatkiem nie do końca trafia w mój gust. Zapach mnie nie obezwładnił, a na to liczyłam. Pozostaje mi więc szukać dalej - polecacie coś?

#6 Aesop, Rejuvenate Intensive Body Balm - tak, znów Aesop… Ale po raz ostatni na dziś ;) Poszukując przyjemnego mazidła do ciała na dłuższą chwilę zatrzymałam oczy również na asortymencie tej australijskiej marki. Kombinacja mandarynki, wanilii i drzewa sandałowego zaintrygowała mnie na tyle, by przygarnąć osobistą tubkę. Niebawem premiera. Już nie mogę się doczekać! :)




#1 Phenome, Purifying White Clay Mask - co by się działo, Phenome u mnie zabraknąć nie może ;) Ta oczyszczająca, glinkowa maska to żadna u mnie pierwszyzna. Pokaźny słój gości na mej łazienkowej półce co jakiś czas i za każdym razem przywołuje takie samo zadowolenie. Lubię za delikatność białej glinki, lubię za jej jednoczesną skuteczność, lubię za wydajność, lubię za przywołujący miłe wspomnienia zapach i lubię za to, że mogę jej używać codziennie.

#2 Phenome, Exfoliating Facial Paste - następny powrót, jeden z dwóch ukochanych mechanicznych peelingów. Wyborny skład i dualistyczna, nomen omen, natura, pozwala mi na jednoczesne złuszczenie i ukojenie cery dzięki zawartości wywołanej wyżej białej glinki oraz zastępowi olejków. Peeling + maska to jest to! Exfoliating Facial Paste pozostawia moją skórę odświeżoną, wygładzoną, dokładnie oczyszczoną i ukojoną jednocześnie. Ogromnie polecam!

#3 Phenome, Enzymatic Gentle Exfoliator - z uwagi na denko w innym moim ulubieńcu (klik), po raz kolejny postawiłam na jego poprzednika z Phenome. To on jako pierwszy pokazał mi moc enzymatycznego złuszczania, pozostaję mu więc na dłuższą metę wierna. Świetnie działa na moją trądzikową cerę, nie wysusza jej, a zamiast tego oczyszcza zgodnie z oczekiwaniami, zmiękcza, wygładza i pomaga okiełznać niedoskonałości.

#4 Phenome, Micellar Cleansing Water - to był dość spontaniczny zakup, gdyż pomimo chęci jego wypróbowania, w pierwszej kolejności na celowniku miałam polecany przez rzesze micel Sylveco. Jak widać, tego drugiego nie udało mi się kupić, ale co się odwlecze… Micellar Cleansing Water jest w porządku, lecz muszę zaznaczyć, że moich wymagań nie spełnia w 100%. Z makijażem wodoodpornym sobie nie radzi, a i podczas zmywania klasycznego tuszu wymaga dłuższej chwili. Plusem jest fakt, że nie podrażnia oczu i świetnie sprawdza się w ciągu dnia do przemywania cery. Tym mnie do siebie ostatecznie przekonał, więc pewnie będę do niego wracać.

#5 Phenome, Complete Blemish Cleanser - swego czasu żel ten gościł u mnie bez przerwy. Bardzo go lubiłam i mam nadzieję, że nasza relacja po odświeżeniu pozostanie taka sama :) Oczyszczał, łagodził, był skuteczny, acz delikatny. Brakuje mi tu tylko pompki, z której producent najwyraźniej zrezygnował.




#1 MAC, Prep+Prime BB Beauty Balm SPF35 - coś na kształt lekkiego podkładu chodziło mi po głowie długo, do azjatyckich kremów BB nie byłam jeszcze wówczas przekonana, ostatecznie więc skusiłam się na coś, co sporo osób polecało. Cóż, nie zawiodłam się, choć przyznam, że MACowy krem nie jest bez wad. Wszystko to jednak do okiełznania. Ładnie wygląda na skórze, odświeża, ujednolica koloryt i ładnie rozświetla – byłabym w nim pewnie do tej pory zadurzona, gdyby nie kontakt z… azjatyckim bebikiem! O dzięki Ci, unappreciated, za uchylenie mi rąbka tego kosmetycznego świata! Po pierwszym użyciu zakochałam się w Dollish Green Lioele. Zakup prywatnego bebika mam w planach wkrótce, coś już wybrałam, ale może i Wy macie coś do polecenia?

#2 MAC, Pro Longwear Concealer - to zakup poczyniony jakiś czas temu, został więc już dobrze przetestowany. Na ten moment to mój zdecydowany faworyt, nadaje się zarówno do ukrywania niedoskonałości, jak i pod oczy, czy w roli bazy na całą powiekę. Nie wysusza, długo się utrzymuje, jestem bardzo na tak!

#3 MAC, Blot Powder Pressed – ULUBIONY. Po kilku pudrowych wpadkach z podkulonym ogonem wróciłam do Blota, nic go nie pobiło i śmiem sądzić, że nic go już nie pobije. Nie wykluczam tego, że co jakiś czas skusi mnie chęć odmiany, ale póki co wcale się na to nie zanosi :)

#4 Annabelle Minerals, Mineralny podkład matujący - mineralnych formuł podkładowych wypróbowałam już kilku, ale to właśnie ta matująca od AM okazała się dla mnie najlepsza. Pomimo wrażenia, że producent coś w niej zmienił, jestem zadowolona. Ładnie ujednolica koloryt cery, całkiem nieźle kryje, nie jest ciężki, dobrze wygląda na skórze. Lubię i będę sięgać po kolejne opakowania.

#5 MAC, Kinda Sexy i Brave - pomadki to temat nadal u mnie emocjonujący. Lubię i już! A że te MACowe zasłużyły sobie na miano moich ulubieńców… niemal bez skrupułów kupuję nowe ;))) Brave dołączyła do mnie dzięki akcji Back2MAC (ileż ja się za tym kolorem nachodziłam!), Kinda Sexy zaś była stosunkowo spontanicznym zakupem, ale jakże trafionym! Uwielbiam obydwie, nie tylko za przepiękne kolory, ale też za ich właściwości - świetna trwałość i brak efektu wysuszania, tego właśnie oczekuję :)

#6 L`Oreal, Volume Million Lashes So Couture So Black - długo nie testowałam żadnych nowości z tuszowego światka. Wiernie oddana kilku egzemplarzom nabywałam je naprzemiennie. Tym razem jednak skusiłam się na fioletową wersję maskary, o której od wielu lat myślę z sentymentem (pierwsza wersja Volume Million Lashes :)). I, nie jest źle! Rzęsy są rozdzielone, wydłużone, pogrubione, tusz naprawdę daje radę. W dodatku jest trwały, nie rozmazuje się i nie kruszy. Korzystając z okazji, że znów mam fioła na punkcie rzęs, zaczynam polowanie na polecaną przez wiele z Was odżywkę AA 4Long Lashes (i już przebieram nogami w oczekiwaniu na rzęsy do nieba :>). A przy okazji - macie swoje ulubione maskary?


Ufff! To na tyle. Znacie coś? Macie na któryś z tych produktów chęć? Co ostatnio zasiliło Wasze kosmetyczne szeregi? :)
Podzielcie się nowinkami!


Pozdrawiam Was słonecznie,
Megdil

56 komentarzy:

  1. U mnie kosmetyki mineralne się w ogóle nie sprawdzają :-) Na tusz L'Oreal miałam wielokrotnie chęć, ale on ma dużą szczoteczkę i ciężko byłoby mi nią operować przy malowaniu moich rzęs, używam innego, ale też z L'Oreala :-) A nowości Mac jestem bardzo ciekawa :-) Miałam kilka w planach, ale zawsze coś mnie odciągnie od ich zakupu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A których minerałów próbowałaś? Ja przeszłam przez kilka firm i większość z nich także okazała się totalną klapą. Albo były dziwnie ciężkie, albo nieestetycznie na twarzy wyglądały (nawet tuż po nałożeniu!), albo szybko się ścierały, warzyły... albo wszystko naraz ;) Annabelle Minerals sprawdzają się u mnie, póki co, najlepiej. Mam ochotę wypróbować także podkład Tarte, ale niestety z dostępnością w Europie jest kiepsko.

      Naprawdę? A mnie się z kolei wydaje, że ten tusz ma raczej małą szczoteczkę :D Używałam większych, może stąd moje porównanie. W każdym razie, myślę, że problemów, mimo wszystko, mieć nie powinnaś, bo szczotka jest precyzyjna. A Ty której ich maskary używasz? No, i które produkty MAC Cię do siebie najgłośniej wołają? :)

      Usuń
  2. O mamo, ile skarbów <3 Balsam Aesop uwielbiam, ale to już wiesz, pietruszkowa maseczka też jest super, a zapach żelu pod prysznic mnie również bardzo rozczarował :( Z kosmetyków pod prysznic o różanym zapachu polecam Inspiring Shower Foam - Phenome, cudo! Warto też przyjrzeć się żelowi od Dr. Bronner's, wersji różanej akurat nie miałam, jeszcze ;), i niestety nie wiem jak pachnie, ale sam żel jest genialny, a np. lawendowa wersja pachnie bosko i naturalnie więc różana powinna też być ok :)
    Zainteresowało mnie serum nawilżające od Aesop, chciałam kupić to od Phenome, ale online jest niedostępne, a mojej cerze obecnie przydałoby się coś co ją dodatkowo nawilży bo surowa norweska pogoda daje jej ostatnio mocno popalić i sam krem jest czasem niewystarczający :(
    Z Twoich nowości znam jeszcze podkład AM i co tu dużo mówić, bardzo go lubię i używam namiętnie.
    Na tusz L'oreal mam chęć i dobrze wiedzieć, że też go polecasz.
    Obecnie stosuję wspomnianą przez Ciebie odżywkę Long 4 Lashes i jestem mega zadowolona z efektów, także jak gdzieś ją spotkasz to bierz bez zastanowienia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marlena, przejrzałam na szybko kilka Twoich ostatnich wpisów, na które zwróciłaś mi uwagę (ależ mam zaległości!) i widzę, że sporo kosmetyków nam się powiela :D A jak oceniasz całą serię Geranium z Aesop? Wiem już, że peeling polecasz (kupię!), a jak pozostałe produkty?
      Zapach żelu różanego faktycznie nie jest powalający, a tego się spodziewałam... Piankę Inspiring z Phenome mam w planach, a i na mydełkach Dr. Bronner`s zdążyłam zawiesić oko :> Teraz już zupełnie nie wiem, na którą wersję się zdecydować, początkowo myślałam o jednym, później stanęło na dwóch, a ostatecznie pewnie wezmę trzy :D Zapasów nie zwykłam robić, ale tu upatruję wyjątku, przynajmniej będę mieć 'spokój' na jakiś czas :)

      Co do serum Aesop, to mnie ono naprawdę miło zaskoczyło. Wspominam je bardzo przyjemnie, dostatecznie nawilżało i pozostawiało skórę po prostu ładną w odbiorze... Nie wiem, jak sprawdziłoby się na Twojej cerze, bo moja jest tłusta, ale przypuszczam, że w połączeniu z jakimś kremem dałoby radę :)

      Powiem Ci, że z tym podkładem od AM mam małą zagwozdkę, bo kiedyś służył mi zdecydowanie bardziej. Tzn., nadal jest w porządku, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że producent poknocił coś z formułą. Jakoś inaczej rozkłada się na skórze i inaczej wygląda... Ty też zauważyłaś różnicę?

      Odżywkę wezmę! Sprawa już przesądzona, nie mogę doczekać się pięknych rzęs :P

      Usuń
    2. Wygląda na to, że mamy podobny gust kosmetyczny, fajnie ;)
      Peeling kup koniecznie, jest świetny. Balsam z tej serii również jest przyjemny. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania, fajnie wygładza, zmiękcza i dobrze nawilża. Na lato ideał, tym bardziej, że zapach ma bardzo świeży, roślinny, ale też specyficzny i na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Nawet nie wiem do czego go porównać, ale mi się podoba ;) Jeśli chodzi o żel to w działaniu jest taki sam jak ten różany i zapachem niestety też nie powala :( Ja na początku również nie wiedziałam, którą wersję kupić bo wszystkie wydają się ciekawe. Jak wiesz, postawiłam na lawendę i to był strzał w dziesiątkę. Ostatnio przygarnęłam jeszcze zieloną herbatę i też jest super! A Ty jakie wersje planujesz kupić? :) W przypadku tego mydła zapasy są jak najbardziej wskazane. Myślę, że jak już je wypróbujesz to raczej nie będziesz chciała nic innego ;)

      Serum już zamówione więc nie ma odwrotu. Mam nadzieję, że się sprawdzi, a jak nie to spodziewaj się kolejnej buteleczki ;p Powiedz mi, ile ono czasu jest ważne po otwarciu? Bo patrząc na pojemność to chyba wystarczy na długo...

      Hmm, wiesz co ja mam chyba jeszcze stara wersję bo nie zauważyłam żadnej różnicy, ale jeśli producent faktycznie coś pozmieniał to niefajnie :/

      Z ta odżywką piękne rzęsy będziesz miała już po ok. miesiącu ;)

      Usuń
    3. Marlena, co do peelingu, to przyznam, że jestem w kropce, bo zauważyłam dziś, że w Polsce dostępny jest nowy scrub do ciała JMO (malina i pomarańcza <3). Nie wiem, na który zdecyduję się najpierw :D
      Mydełka Dr. Bronner's przygarnęłabym wszystkie! Ale najbardziej kuszą mnie w tej chwili lawenda, róża i ... zielona herbata :P Skoro mówisz, że też fajna, to tym chętniej sięgnę też po tę wersję!

      A jeśli chodzi o serum Aesop (o ile już do Ciebie nie dotarło...), ono ważne jest przez 12 miesięcy od otwarcia. Zdążysz je zużyć, bo na pewno nie będziesz chciała oddać :)))

      Usuń
  3. O rety, same cuda. Nie znam w ogóle marki Aesop, gdzie można te cuda dorwać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupuję je na stronie perfumerii galilu.pl. Mają także sklep stacjonarny w Warszawie :)

      Usuń
  4. Super nabytki!
    Aesop mnie korci, ale na razie mam wiele innych rzeczy, a i ceny odstraszają ;)
    Blota z MACa i ja uwielbiam i na pewno wrócę, chcę go mieć do torebki. Używam Prep + Prime co rano w domu, ale potrzebuję czegoś "przenośnego", bo Affinimat prasowany to jednak nie był najlepszy zakup ;)
    Brave ♥ szminka mojego życia ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na co masz chrapkę z Aesop? Ja mam w planie wypróbować jeszcze kilka ich propozycji :)

      Z Blotem miałam podobnie - zużyłam kilka opakowań, po czym zachciało mi się przetestować coś innego, potem jeszcze coś innego... Wszystko inne okazało się jednym wielkim bublem, dlatego z ulgą wróciłam do mojego ulubionego Blota. Naprawdę ciężko jest znaleźć dobry puder matujący... :/

      Usuń
  5. No sporo tego wszystkiego :) Mi jak zawsze w oko wpadły MACzki <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajne te wszystkie kosmetyki ale szkoda że są aż tak drogie, pomimo tego że nie narzekam na brak gotówki to nie są na moją kieszeń do regularnego użytku :( super masz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko rzeczy. Owszem, niektóre z nich mogą uprzyjemnić codzienność, ale czy nad ich brakiem warto debatować? Dziś są, a za kilka miesięcy może nie pozostać po nich nawet cień skojarzenia. Żadna to prawdziwa wartość, nic 'super' w szerszym ujęciu. W życiu jest wiele bezcennych radości, o te najtrudniej.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. to tylko takie moje luźne spostrzeżenie, raczej nie przeżywam tego za bardzo :) po prostu super to może za mocne słowo, fajnie po prostu że mogłaś je sobie wypróbować

      Usuń
  7. Grubo tu! ( tak mawia się w szkole mojego dziecka :P). Aesop coś bym chciała, jeszcze nie wiem co, pewnie zaczne od produktów oczyszczających, maseczkę to kupię na bank. peeling enzymatyczny Phenome w ogóle się u mnie nie sprawdza, choćbym go godzinę na sobie miała. hmmm czyli dobrze mi się wydawało, że coś pozmieniali w podkładzie AM, czy u Ciebie on też ma delikatne drobinki? Mua

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drobinek nie odnotowałam, ale mam wrażenie, że inaczej zachowuje się na skórze. Inaczej się rozprowadza, inaczej wygląda, jest inny w dotyku, inaczej się utrzymuje i w ogóle jest inny ;)

      Usuń
  8. cudowne nowości wsztstko bym chciała;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj kciuki, aby wszystkie okazały się strzałem w dziesiątkę ;)

      Usuń
  9. Na Aesop mam chrapkę, ale ceny bolą ;)
    Blot lubiłam, ale nie okazał się ideałem, szukam dalej niestety :D
    Z azjatyckich kremów BB mogę polecić Petit BB wersja Clearing (niebieska tubka) - genialny!!! Swietnie kryje, matowi...super! Na pewno skuszę się na kolejne azjatyckie wynalazki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A o tym bebiku pierwsze słyszę! Muszę sprawdzić :) Póki co nastawiłam się na Dr G Gowoonsesang Brightening Balm, ciekawa tylko jestem, jak rzeczywiście ma się nowa wersja do starej.

      Usuń
  10. Z Aesop uwielbiam pietruszkową maseczkę, praktycznie zawsze mam ją w domu, dobrze wpsominam też ten balsam do ciała:) Z Phenome pasta peelingująca jak dla mnie jest genialna, bardzo lubię, no i ogromny plus za wydajność. Z Maca same wspaniałości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z maseczki byłam zadowolona wcześniej i teraz sprawdza się równie dobrze. Z pewnością będzie stałym elementem także moich pielęgnacyjnych rytuałów :) Balsam też mnie zauroczył, fajnie pachnie i dobrze działa. A pasta z Phenome - nic więcej dodawać nie trzeba, nasze powtórne zakupy świadczą o niej najlepiej!

      Usuń
  11. Nie znam firmy Aesop ale strasznie jestem jej ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjrzyj się jej bliżej, jestem przekonana, że znajdziesz coś dobrego dla siebie :)

      Usuń
  12. Tyyyyyle kosmetyków zupełnie mi nieznanych. Z Annabelle mam tylko cień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A który? Zadowolona jesteś? :)

      Usuń
  13. O tą chęć, to lepiej nie pytaj. Ale cudowności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, nie pytam, wszystko rozumiem :D

      Usuń
  14. Witam, witam :* Cieszę się, że dla nas piszesz :)
    U Ciebie jak zwykle same nowe wspaniałości! Aesop kusi mnie od dłuższego czasu! Szczególnie mam na oku właśnie maskę pietruszkową, ale serum również wygląda bardzo ciekawie!
    Phenomé również stale u mnie gości. Co do maski oczyszczającej to miałam ostatnio próbaska i pełny wymiar zgarnę z czasem na pewno. Z peelingów enzymatycznych używam teraz Organique, który jest świetny i w moim przypadku zdaje się, że przebił Phenomé dzięki łagodniejszemu, choć wciąż bardzo dobremu oczyszczaniu.
    MAC... U mnie póki co stanęło na trzech pomadkach i błyszczyku. Plumful używam ostatnio namiętnie, strasznie ją lubię! Zbieram się też powoli do nabycia różu z ich szeregów, ale chcę uprzednio skończyć Sugarbomb, gdzie widzę już denko :) Ten tusz L'Oreal używam aktualnie, jest bardzo przyjemny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*
      Daga, maska pietruszkowa jest naprawdę świetna, fajnie oczyszcza, pielęgnuje, ale wciąż pozostaje delikatna, nie wysusza skóry i jej nie podrażnia. Bardzo Ci ją polecam :) Serum natomiast dla mnie jest równie dobre, ale nie wiem, czy dla Twojej suchej cery nie byłoby za słabe (Aesop ma kilka innych propozycji w asortymencie, więc zachęcam do poszukiwań :D).

      O widzisz, a u mnie ten peeling enzymatyczny z Organique nie spisał się jakoś szczególnie. Był całkiem w porządku, ale na kolana swym działaniem mnie nie powalił ;) Póki co najlepszym enzymkiem jest dla mnie Gentle Cream Exfoliant, lecz wśród naturalnych opcji rządzi Phenome. Nie ukrywam jednak, że mam ochotę przetestować coś nowego, więc niebawem rozpocznę polowanie :>

      MAC to u mnie wciąż temat emocjonujący, choć przyznam, że okiełznanie zapędów nabywczych idzie mi całkiem dobrze (nie dalej, jak wczoraj bliska byłam przygarnięcia kilku nowych smakołyków, a jednak skończyło się tylko na tym, co niezbędne! :P). Plumful jest cudowna i cieszę się, że Tobie też tak bardzo do gustu przypadła! <3

      Usuń
  15. kosmetyki phenome mnei bardzo kuszą i te ich zapachy mnie powaają na kolana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapachy kosmetyków Phenome i mnie bardzo odpowiadają. Nie przyprawiają o ból głowy, często po prostu relaksują i uprzyjemniają wszystkie pielęgnacyjne rytuały :)

      Usuń
  16. na Aesop mam przez Ciebie ochotę! i to wcale nie na jeden krem :D niech no tylko obrabuję bank... ;>
    maski oczyszczającej z Phenome jeszcze nie miałam. baaa, ostatnio bardzo mocno opuściłam się w używaniu maseczek. wstyd mi.
    BB od Mac... paskuda! tak bardzo przypadł mi do gustu, że już prawie leciałam go kupić (na moje nieszczęście mam Mac zaraz obok przystanku jak wracam do domu z pracy...), ale udało mi się wykrzesać odrobinę silnej woli i odłożyłam zakup na maj :D

    a tak w ogóle, to chętnie napadłabym na tego listonosza/kuriera jak nosi do Ciebie paczki, miałabym z czym uciekać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Bo Ty zaraz z grubej rury musisz uderzać :D Btw - udało Ci się już ten bank obrabować? :D Aesop ma wiele interesujących kosmetyków, więc wcale nie dziwi mnie Twoja reakcja :) A które dokładnie propozycje szczególnie w Twe oczy wpadły?

      Wiem, że maczkowy BB jest już u Ciebie, silna wola poszła w las :P Mam jednak nadzieję, że wciąż jesteś z niego tak samo zadowolona :)

      Ejjjj, mój listonosz nie dałby się obrabować :D

      Usuń
  17. Aesop to marka na jaką od dawna się "czaję".Pelling enzymatyczny zaraz jak zużyję ten z Organique to chętnie wypróbuję ten z phenome, ja również uwielbiam ich markę.A z korektorów chciałabym Ci polecić, nie wiem czy miałaś przyjemność korektor z Bobbi Brown.Wspaniale kryje wszelkie niedoskonałości i cienie pod oczami.Mam go od niedawna, ale pokochałam strasznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A który korektor Bobbi masz na myśli? Do tej pory miałam dwa - Creamy Concealer oraz Corrector o zabarwieniu różowym, zwykle stosowałam je w duecie, lecz nie byłam z nich w 100% zadowolona. Niestety, obydwa lubiły osadzać się w załamaniach pod oczami, więc zakupu ich raczej nie ponowię. Chyba, że polecasz tę stosunkową nowość - Brightening Concealer? Tego nie miałam jeszcze sposobności używać :)

      Usuń
  18. Super, że jesteś - to po pierwsze, a drugie - znów pokazujesz same cuda :) Mam ochotę na Blot Powder, bo tyle słyszę o nim ochów i achów, że muszę spróbować na swoim tłustym czole. Pomadki <3 - zazdraszczam i sama myślę nad nową. Kusisz peelingiem enzymatycznym i kosmetykami z Aesop.
    Ostatnio kupiłam puder mineralny Lily Lolo. Kiedyś byłam nim zachwycona, a teraz czuję ściągniecie na twarzy. Przed jego zakupem dużo czytałam o różnych minerałach i miałam ochotę na te z Anabelle, ale podobno nawet te najjaśniejsze kolory są ciemne, a ja potrzebuję czegoś jasnego.
    Jestem w szoku, że nie pokazałaś żadnego różu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!

      Jeśli jesteś zmęczona poszukiwaniami dobrego matującego pudru, to serdecznie polecam Ci właśnie Blot. Na mojej tłustej cerze, póki co, żaden inny puder nie spisał się lepiej. A wypróbowałam ich naprawdę sporo. Od czasu do czasu mam chęć na coś nowego, lecz zawsze i tak wracam do Blota... ;)

      O, Ty również jesteś Zbieraczką Pomadek? :P Ja upodobałam sobie głównie te MACowe, mam ich troszkę, ale wciąż chcę więęęęcej! Moja lista z nimi w rolach głównych zdaje się nigdy nie kończyć (wciąż wskakuje na nią jakiś nowy kolor ;))). Nabyłaś w ostatnim czasie coś dobrego? :>

      Co do minerałów, to u mnie AM spisują się zdecydowanie lepiej, niż Lily Lolo. Chociaż ideałem nie są, to i tak zachęcam Cię do ich przetestowania, a nuż trafisz w dziesiątkę. Z tego, co wiem, firma wprowadziła ostatnio nowe kolory - może akurat któryś sprosta Twoim potrzebom? :) Przypomniało mi się teraz, że miałam niegdyś próbkę jakiegoś jasnego podkładu od nich (nie pamiętam, który to był dokładnie, ale Fairest miał w nazwie) i według mnie był naprawdę jasny...

      Ha! Róże ostatnio zużywam (dwa zdenkowałam totalnie), zostały mi trzy (a gromadkę ich miałam całkiem sporą do niedawna!) :>

      Usuń
  19. Z MAC'a same perełki:) reszty nie miałam okazji używać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bogusiu, przed zakupem BB posiłkowałam się m.in. Twoim z nim doświadczeniem :)

      Usuń
  20. no proszę, proszę! kto tu do nas wrócił?! :D tyyyyyle czekałam na Ciebie!
    zakupy świetne, jak tylko zobaczyłam tą notkę, to stwierdziłam, że w sumie nie będę wchodzić, bo jesteś okrutną kusicielką, ale jednak ciekawość wygrała :D
    zaciekawiłaś mnie tym Prep+Prime, czekam na recenzję. Niestety oryginalne bb jakie do tej pory miałam się u mnie średnio sprawdzały ze względu na silikony, nie służyły mojej cerze :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wróciłam, że po trzech miesiącach na komentarze odpowiadam :P Wstyd mi i przepraszam!

      Hahahaha, ejj, tylko bez takich! Ja się tu staram perełki godne uwagi Wam pokazywać, a Ty mnie okrutną mianujesz?! Pff :P

      Naprawdę azjatyckie kremy Ci nie służyły? A Ty wiesz, że z nimi mi się właśnie kojarzysz? :P
      Co się zaś tyczy BB MAC, to mojej cerze krzywdy nie robi, a stosuję go z różną częstotliwością (również codzienną). Na twarzy wygląda bardzo ładnie, właściwie go nie widać, delikatnie wyrównuje koloryt i rozświetla, matu absolutnie nie należy się tu spodziewać. Wypróbuj go sobie, a nuż przygarniesz tubeczkę w swe kosmetyczne progi :D

      Usuń
  21. U mnie ten tusz L'Oreal niestety trochę się kruszy i mam potem czarne kropeczki pod oczami....
    Nowości Aesop i Phenome bardzo ciekawe - sama mam ogromną ochotę na zakupy paru rzeczy tych firm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? U mnie jest bardzo trwały. Jedynym jego minusem jest dla mnie uciążliwość podczas demakijażu. Ciężko go zmyć, więc pewnie zakupu nie ponowię, bo mimo ogólnego zadowolenia, nie lubię męczyć oczu podczas pozbywania się tuszu z rzęs :(

      A które kosmetyki Aesop i Phenome kuszą Cię najbardziej?

      Usuń
  22. Wreszcie nowy post! Jak widac po ilości komentarzy, jednak sporo osób czeka na Twoje posty, łącznie ze mną! Muszę przyznać, że rozpaliłaś moje chęci na Phenome i MAC jeszcze bardziej. Ostatnio miałam na nie "chcicę". Powoli denkuję Blota (nawiasem mówiąc, strasznie szybko się kończy!) i zastanawiam się nad wypróbowaniem innego pudru MAC, nie wiem jeszcze tylko jakiego :) Nie to, że mi nie podpasował, ale po prostu jestem ciekawa :) Na Brave i Kinda Sexy również mam ogromną ochotę! A jeśli chodzi o kremy BB to Nissiax83 polecała w swoich filmikach kremy Dr G.
    No i super, że AM Ci przypadł do gustu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Sylwia! Bardzo się cieszę, że czekacie i że wciąż tu jesteście, pomimo mojej słabej aktywności!

      Co do pudrów MAC, to ja nie mam doświadczenia na polu innym, niż Blot właśnie. Chyba nic innego na dłuższą metę mnie nie kusiło, lecz jestem przekonana, że coś dla siebie znajdziesz, bo do wyboru jest sporo innych opcji :) Daj znać!

      Brave i Kinda Sexy bardzo polecam, jeśli będziesz się w nich dobrze czuć, to bierz! Długo utrzymują się na ustach i są komfortowe w noszeniu. Lubię ogromnie :)

      Usuń
  23. Oferte firm Aesop i Phenome rowniez zaczynam poznawac i bardzo fajne maja produkty, widze same perelki wybralas :)
    Tez jestem uzalezniona od pomadek, a te z MAC uwielbiam :) Kinda Sexy i Brave znam, piekne odcienie, niestety oba nie sa do mojego typu urody nad czym ubolewam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że od pomadek stroniłam bardzo długo, ale gdy już się do nich przekonałam... poszła fala ;) Które Maczkowe pomadki posiadasz? Polecasz któryś kolor szczególnie? :) Chętnie obadam :D

      Usuń
  24. fajnie że już jesteś ;d zaglądam tu niemal codziennie ;p ja póki co mam podkład Lily Lolo, z AM jeszcze nic nie miałam ale kusi mnie róż i ostatnio trafiłam na polecenia kosmetyków mineralnych Clare Blanc i również mnie kuszą, a no i ja BB azjatycki też mam chrapkę :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem, choć z przerwami, jestem! :)

      Jesteś zadowolona z LL? U mnie w porównaniu z AM ich minerały wypadają gorzej. Te od AM mają lepszą przyczepność i ładniej wyglądają na skórze, chociaż tak, jak wspomniałam w poście, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że producent zmienił coś w formule. Kiedyś bliżej im było do mojego ideału ;) O Clare Blanc, przyznam, nie słyszałam nic a nic! Muszę nadrobić niewiedzę :)

      Azjatyckim bebikom z kolei daleko do natury, nad czym ubolewam, lecz przyznam, że ten jeden wypróbowany przeze mnie Lioele wywarł na mnie ogromne wrażenie. A Ty masz coś konkretnego na oku? :)

      Usuń
  25. Odpowiedzi
    1. Pisząc po czasie - jestem z nich bardzo zadowolona :)

      Usuń