środa, 3 grudnia 2014

Listopadowi ulubieńcy :)

Ostatnie miesiące obfitowały u mnie w wiele kosmetycznych przyjemności. Pojawiło się kilka nowości, parę produktów zaczarowało mnie sobą na nowo, a i kolejny bzik mnie doszczętnie opętał... ;) Jeśli interesuje Was moje zdanie na temat przedstawionych na zdjęciach wybrańców, zapraszam do czytania! Ostrzegam jednak, mam ochotę sobie trochę pogadać, więc nie obiecuję, że będzie szybko i bezboleśnie :))




#1 Phenome, Smoothing Body Serum - cóż mogę rzec... Kto zagląda do mnie od jakiegoś czasu, ten wie, że ta polska marka jest jedną z moich absolutnie ulubionych. Po kosmetyki spod szyldu Phenome sięgam często i robię to z nieskrywaną przyjemnością. Zwykle otrzymuję wszystko, czego oczekuję - i tak też było w przypadku tego serum. Jest to stosunkowa nowość w asortymencie Phenome, która wchodzi w skład serii Silhouette Dream, mającej na celu pomoc w walce z uciążliwym cellulitem. Kosmetyk ten towarzyszy mi od jakichś dwóch miesięcy i po tym czasie mogę z czystym sumieniem potwierdzić jego świetne wygładzające właściwości. Pierwsze tygodnie nie wskazywały na taki sukces - ot, dostateczne nawilżenie, przyjemna, lekka konsystencja, łatwa aplikacja i szybkie wchłanianie. Po pierwszym miesiącu codziennego stosowania (raz dziennie, wieczorem), doznałam ogromnego zaskoczenia, gdyż skóra w okolicach ud i pośladków zdecydowanie zyskała na gładkości i jędrności. Dodam, że był to czas, gdy moja aktywność fizyczna oscylowała wokół podstawowych czynności, bez wyciskania siódmych potów na macie. Uważam więc, że to świetny wynik, a sam kosmetyk dobrze rokuje na przyszłość - z całą pewnością okaże się nieocenionym pomocnikiem regularnego wysiłku i dobrej diety. Godny polecenia sprzymierzeniec w walce z tą paskudną przypadłością! (Skład możecie zobaczyć na stronie <klik>)

#2 Phenome, Relaxing Massage Oil - coraz chłodniejsze wieczory skłaniają do otulania się nie tylko cieplejszymi tkaninami, ale również cięższymi formułami kosmetyków i relaksującymi, głębokimi zapachami. Uwierzcie, seria Rejuvenating Rose jest do tego najlepszym narzędziem :) Nigdy nie należałam do klubu wielbicielek wyrazistych zapachowych nut różanych, ale to... To się Phenome udało wyśmienicie. Jestem bez reszty zakochana w tym aromacie - mamy tu dość wyraźny różany bukiet w samym centrum, lecz zapachowa melodia, która unosi się wokół sprawia, że cała kompozycja wprost uzależnia. Jest tu coś owocowego, coś orzechowego, trochę zieleni, dalej pojawia się już tylko błękitne niebo, wiejska polana, dziki ogród i... gładka skóra :)) Olejek stosuję średnio dwa razy w tygodniu. Jego mięsista konsystencja świetnie się rozprowadza, skóra wchłania go w czasie umożliwiającym wykonanie rozluźniającego masażu. Po takim seansie ciało nie jest klejące, nadal jednak czuć delikatną powłoczkę ochronną. Poziom nawilżenia jest godny podziwu, gdyż nawet po depilacji ten różany olejek daje mi komfort rozluźnionej skóry. Zapach unosi się wokół mnie dość długo, z pewnością uprzyjemniając zasypianie :) Po przebudzeniu zaś cieszę się gładką, miękką i delikatną skórą. Lubię ogromnie i serdecznie polecam wszystkim miłośnikom olejków i oliwek do pielęgnacji skóry! (Jeśli jesteście zainteresowani dokładnym składem <klik>)

#3 Fridge Ostra Szczotka - wokół tematu szczotkowania ciała na sucho krążyłam bardzo długo. Przeczytałam kilka artykułów, zapoznałam się z wieloma wrażeniami po regularnym uskutecznianiu tej czynności, aż wreszcie zapragnęłam doświadczyć zapowiadanych rezultatów na własnej skórze :) Jak sięgam pamięcią, swego czasu miałam do czynienia z Rossmannową ostrą szczotką, której sporadycznie używałam do masowania ud i pośladków. Nie wspominam jej miło, ponieważ była wyjątkowo nieprzyjemna w użytku (bardzo ostra), co skutecznie zniechęcało mnie do utrzymywania regularności. Podczas przeczesywania sieci w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego trafiłam m.in. na szczotkę innej polskiej marki, Fridge. I to był dobry wybór! Włosie szczoty jest bardzo sprężyste i gęste, ponadto mam wrażenie, że jego moc została idealnie wyważona - jest wystarczająco ostre, by spełniać swoją rolę bez agresywnego drapania. Drewniana nasadka wygodnie leży w dłoni, a całe narzędzie zostało solidnie wykonane. 
Efekty nie pozostają w tyle! Przy regularnym masowaniu, raz dziennie (najczęściej rano), po kilku tygodniach nie da się nie zauważyć różnicy! Skóra staje się coraz gładsza, zyskuje więcej blasku, a poszczególne partie ciała są bardziej zbite. Każdy masaż zaczynam od stóp, przez łydki kieruję się do ud i pośladków, po czym zabieram się za dłonie i ramiona, następnie przychodzi czas na dekolt, brzuch i plecy (5 posuwistych 'okrążeń' na każdą partię, po czym czynności powtarzam w tej samej kolejności, już jednokrotnie). Całość zajmuje jakieś 10-15 minut, które w magiczny sposób poprawiają mi samopoczucie. Zachęcam Was do zapoznania się z tematem i jak najszybszego wdrożenia tej świetnej czynności u siebie :)

#4 Tangle Teezer - szczotka legenda, której z jakichś powodów nie chciałam się poddać. Miałam swój drewniany grzebień z TBS i żyłam w przekonaniu, że nic lepszego już znaleźć się nie da. Do zakupu tej plastikowej szczotki podchodziłam więc bardzo sceptycznie, lecz z ciekawością zaczęłam jej używać od razu po tym, jak do mnie trafiła. Wrażenia? Ok, w porządku, fajnie rozczesuje  mokre kosmyki, nie szarpie ich, ale czy rzeczywiście jest warta całego tego zamieszania? Odpowiedź przyszła, gdy pewnego razu sięgnęłam po tak lubiany przeze mnie drewniany grzebień. Różnicę odnotowałam natychmiast i od tamtej pory nie rozstaję się z moją kompaktową złotą pięknością :) Włosy rozczesuje wspaniale, szybko, gładko i bezboleśnie, nie wyrywa ich, a z kołtunami radzi sobie wybornie. Do teraz jestem pod wrażeniem i być może kiedyś sięgnę też po wersję w klasycznym rozmiarze, tak dla porównania, bo tej podróżnej nie mam NIC do zarzucenia :)




#5 Pomadki MAC - to właśnie ten mój nowy, mały bzik, który rozrasta się w zastraszającym tempie ;))) Wpadłam po uszy, a ta mała gromadka, którą widzicie powyżej, to tylko część mojego zbiorku i zaledwie cząstka tego, co mam ochotę przygarnąć. Uwielbiam je za mnogość cudownych kolorów i wykończeń, uwielbiam wybierać, przebierać, poszukiwać swatchy w sieci, wpisywać nowe odcienie na zakupową listę i, oczywiście, sumiennie ich używać! :)) Po tym jak przez długie lata pozostawałam ignorantką w temacie szminek, jestem zdumiona, w jak prosty sposób umożliwiają zupełną zmianę wyglądu. Czy to odcień nude, czy kolor wyrazisty, każdy wnosi interesujący akcent do codziennego makijażu. To jest to, czego mi trzeba <3

#6 Moje paznokcie w ostatnich tygodniach to na zmianę odcienie mleczne, nude i klasyczna czerwień. Słowem, wszystko, co warto mieć w swoim lakierowym zbiorze :) Na zdjęcie załapały się dwie buteleczki - ukochany OPI Vodka&Caviar, czerwień z klasą, ma w sobie odrobinę niebieskich tonów, ale ostatecznie nie determinują one jej tonacji. To po prostu podstawowy kolor, bez wyraźnych domieszek, w najlepszym wydaniu. Jakość jest znakomita i choć zastosowano tu żelkowe wykończenie, dwie warstwy dają pożądany, jednolity efekt bez prześwitów. Oprócz tego otrzymujemy piękny połysk i rewelacyjną trwałość (dla zobrazowania: stojąc jakiś czas temu w kolejce, usłyszałam za plecami narzekania przypadkowej dziewczyny na obskurny wygląd dłoni z jej trzydniowym lakierem - odruchowo spojrzałam na swój sześciodniowy mani w stanie idealnym - cóż, satysfakcja gwarantowana :D). 
Druga buteleczka widoczna na zdjęciu skrywa w sobie cudowny lakier z tegorocznej, letniej kolekcji Essie - Urban Jungle. Odcień jest rewelacyjny, to mieszanka beżu, kropli szarości i odrobiny przykurzonego różu. Mam słabość do tego rodzaju kolorów i bardzo się cieszę, że po wielu próbach udało mi się upolować tę sztukę. Posiadam wersję z cienkim pędzelkiem i pomimo mojego uwielbienia do europejskiej, standardowej łopatki, nie mam nic do zarzucenia temu wariantowi. Lakier świetnie się nakłada, dwie warstwy dają jednolity efekt z pełnym kryciem, a wynik ostateczny to schludny, elegancki mani. Uwielbiam! 


Uff, to tyle :) Znacie coś z powyższych kosmetyków? Chcecie coś pochwalić? Albo może na coś ponarzekać? 
Dajcie znać, jaki kosmetyk w ostatnich tygodniach zdobył Wasze serca :)


Pozdrawiam Was serdecznie!
Megdil

67 komentarzy:

  1. Marze o pomadce Mac <3
    Bardzo zainteresowalas mnue ta szczotka do ciala :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szminki MAC są fantastyczne, więc Twoje marzenie wcale mnie nie dziwi :) Oby szybko się spełniło!
      Z odkrycia szczotki Fridge bardzo się cieszę - ta niepozorna czynność szczotkowania na sucho daje naprawdę wymierne rezultaty, warto zainteresować się tematem.

      Usuń
  2. TT towarzyszy mi do bardzo dawna, starsza szczotka, ta duża ma już chyba 6 lat, ale ostatnio postanowiłam wymienić ją na nowszy model i zakupiłam taką kompaktową, jak Twoja z tym, że z różową błyszczącą górą, a nie złotą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz jaką różnicę w stosowaniu pomiędzy kompaktem a oryginalnym rozmiarem?

      Usuń
  3. A ja nadal nie wypróbowałam Phenome, bo zawsze gdy chcę złożyć zamówienie, to wszystko jest wyprzedane ;)
    zaciekawiła mnie za to szczotka. Lubię takie zabiegi, myślę, że dobrze by nam się współpracowało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też często zdarzało się trafiać na braki w asortymencie sklepu online - wielka szkoda! Radzę się jednak nie zniechęcać, bo kosmetyki są warte uwagi :)

      A szczotkowaniu ciała na sucho koniecznie przyjrzyj się bliżej! Będziesz zaskoczona efektami, które z czasem przychodzą :))

      Usuń
  4. Szczotka TT akurat nie zyskała mojego uznania, tak samo było ze wspomnianą przez Ciebie Rossmannową do masażu ciała. Teraz już wiem w czym tkwił problem. Może inna przekona mnie do regularnego szczotkowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja doceniłam TT dopiero po próbie powrotu do starszych przyzwyczajeń, cieszę się, że sprawdza się u mnie tak dobrze.
      Ta Rossmannowa szczotka (z plastikowymi/silikonowymi wypustkami pomiędzy włosiem) była okrutnie twarda i ostra, nie mówię, że nie nadaje się do szczotkowania ciała, ale dla mnie cały proces był zbyt nieprzyjemny. Nawet na takich partiach, jak uda i pośladki właśnie, a gdzie tu reszta ;)

      Usuń
  5. pewnie ;D ze znam szczególnie pomadki MACa i lakiery OPI i Essie <3
    bardzo ciekawi ulubiency :*****
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karo, ja chciałabym zanurzyć się w Twojej maczkowej kolekcji pomadek, czułabym się pewnie jak w raju :D

      Buuuziak :*

      Usuń
  6. ufff! stęskniłam się przeogromnie za Twoimi dlugimi postami! :D

    na temat TT już się wypowiadać nie będę, znasz moje zdanie, które jest podobne do Twojego :)
    uwielbiam to jak opisujesz zapachy! aż bym chciała ten olejek powąchać, baaa, nawet ja nielubiąca olejków chętnie bym go użyła :D ehh, zła kobieta jesteś! szczotką mnie bardzo zainteresowałaś, ale chyba mam zbyt wielkiego lenia żeby się tak codziennie nią masować/szczotkować ;) a serum z Phenome zrobiło na mnie miłe i pozytywne pierwsze wrażenie i myślę, że w przyszłości zdecyduję się na pełnowymiarową butelkę ;]
    na temat UJ też znasz moje zdanie ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to nieopisanie :> Choć, nie powiem, obawiałam się, że to zdecydowanie za dużo słów, jak na kilku ulubieńców ;P

      Ten olejek jest wprost cudowny, na pewno będę do niego systematycznie wracać, no i z ogromną przyjemnością sięgnę też po pozostałe kosmetyki z serii różanej - peeling i masło :> Także wiesz, nawet, jeśli nie lubisz olejków, a zapach Cię zainteresował, masz w czym wybierać :))

      Serum jest jednym z dwóch kosmetyków antycellulitowych, które zrobiły na mnie tak ogromne wrażenie w całym moim testowaniu podobnych. Obala wszystkie te mity o wątpliwej pomocy ze strony kosmetyków w walce z uciążliwym cellulitem. Jasne, nie załatwi sprawy samo w sobie, ale pomaga, oj pomaga!

      Szczotkowanie ciała wcale nie wymaga wielkich nakładów czasowych, czy dużego wysiłku, Leniuchu jeden Ty :D I choć generalnie wychodzę z założenia, że zmuszać się do niczego nie powinno, to tutaj upatruję wyjątku :> Przemyśl sprawę :P

      Usuń
  7. Planuję wymienić swoją szczotkę z Body Shop, na tę z Fridge. I znowu w temacie szczotek, mam taką samą szczotkę TT, śliczna jest. Ja też w pełni doceniłam TT, dopiero gdy mi zginął i próbowałam się rozczesać moją starą szczotką!! Marzy mi się ten olejek Phenome, a co do nowej serii wyszczuplającej, nie mam serum, ale balsam i peeling też skradły moje serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, porównania z TBS nie mam, ale tę z Fridge bardzo Ci polecam, jest solidnie wykonana i bardzo przyjemna w użyciu. Ani za ostra, ani za delikatna, taka w sam raz :) Ja mam na oku jeszcze jedną, ale na razie zmiany nie potrzebuję, z uciechą szczotkuję się Fridge.

      Mam wrażenie, że TT najczęściej doceniany jest właśnie w takich przypadkach - po próbie powrotu do starych rozwiązań. Różnica w sprawności rozczesywania kosmyków jest naprawdę zauważalna, cieszę się, że wreszcie zdecydowałam się na zakup tego cuda!

      Olejek różany Phenome serdecznie polecam, myślę, że będziesz nim zachwycona tak samo, jak ja :) A seria Silhouette Dream wydaje mi się w całości świetnie skomponowana! Koniecznie muszę sprawić sobie też peeling.

      Usuń
    2. Peeling rewelacyjny, muszę w końcu skrobnąć o nim więcej na blogu.
      Co do olejku na pewno go kupię, prędzej czy później ;)

      Usuń
  8. Żadnego nie miałam! TT bym chciała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam! Jeśli mogę doradzić - nie zwlekaj z zakupem zbyt długo, bo będziesz żałować, że wcześniej się na nią nie zdecydowałaś :))

      Usuń
  9. Pomadka MAC to moje marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenia się spełniają :)) Ciekawa jestem, który odcień wybierzesz dla siebie jako pierwszy (bo, zapewniam, na jednej sztuce się nie skończy :)).

      Usuń
  10. Pomadki MAC i TT uwielbiam :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piąteczka! Chętnie obejrzałabym całą Twoją kolekcję maczkowych pomadek :>

      Usuń
  11. Kusisz mnie phenome ale przynam, ze odmad probowalam bezskutecznie zamowic cos z ich strony - staly brak towaru- poddalam sie na dlugie miesiace a moze i lata. Sprawdze czy cos sie zmienilo w tym temacie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częsty brak tego, co akurat chciałoby się kupić jest zniechęcający, niestety. Nie wiem, dlaczego firma lepiej tego nie zorganizuje. Pozostaje wierzyć, że w przyszłości się to zmieni.
      Tak czy siak, ze swej strony polecam wiele ich kosmetyków, do niezliczonej ilości regularnie wracam. Właściwie, to całą swoją pielęgnację mogłabym zamknąć w obrębie asortymentu Phenome. Do niektórych produktów tak się już przyzwyczaiłam, że trudno mi sobie wyobrazić ich brak w kosmetyczce ;)

      Usuń
  12. Ja się wkurzyłam na Phenome, bo za przesyłkę za granicę liczą sobie 240 zł :(((
    Tangle Teezer uwielbiam, mam obydwie wersje, ale mam wrażenie, że kompaktowa nie rozczesywała mi do końca włosów, chociaż mam ich super mało. Większa jest, jak dla mnie, lepsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ILEE?? barbarzyństwo jakieś :)

      Usuń
    2. O kurczę, to ogromna kwota :/ Wydawało mi się, że koszty zagranicznych przesyłek są u nich mniejsze...

      Ej, Luthienn, nie przesadzasz Ty czasem z określaniem ilości swoich włosów? ;) Nie wydaje mi się, by były super rzadkie (chyba takich jeszcze nie widziałaś :P). Ja z rozczesaniem całości kompaktem TT nie mam problemu, ale przyznam, że jestem ciekawa tej szczotki w oryginalnym rozmiarze. Pewnie kiedyś ją nabędę w celach porównawczych :)

      Usuń
    3. Niestety, do wyboru jest tylko przesyłka lotnicza o taka kwota....przynajmniej u mnie tak wyskakuje :(
      Uwierz mi, sa cieniutkie, ale kompakt sobie średnio radził co mnie zawsze dziwiło :p

      Usuń
  13. Phenome chodziło za mną od jakiegoś czasu, czekałam tylko na jakąś promocję w sklepie on-line i cieszę się, że załapałam się na ostatnią. Zakupiłam kilka kosmetyków i więc zobaczymy, ale pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Pięknie opisałaś zapach tego różanego olejku do masażu. Sama lubię różane zapachy, jednak nie w każdym wydaniu. Dlatego też z pewną dozą nieufności przyglądałam się tej serii w sklepie. No i teraz nabrałam ogromnej ochoty, żeby wypróbować coś z tej linii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam, widziałam, wybrałaś same rarytasy :)
      Jeśli przepadasz za różą w kosmetykach, to ta seria ma bardzo dużą szansę wpisać się w Twój zapachowy gust. Nie jest oczywista i mam wrażenie, że stworzona została tak, aby trafić również do osób nie przepadających za aromatem tego kwiatu. Ja z taką mieszanką jeszcze nigdzie się nie spotkałam, różane produkty kojarzyły mi się zwykle z zaduchem i roztaczającą sobą mdłą chmurą, a fuj ;) Tymczasem Phenome pokazało kawał dobrej roboty, bo jest różanie, ale jest też świeżo i jednocześnie otulająco. Jest jakaś równowaga w tej kompozycji i może to właśnie ona pozwala się tak zrelaksować po ciężkim dniu :)

      Usuń
    2. No i co ja teraz zrobię :/ Peeling z Phenome zdążyłam już pokochać, i teraz cały czas chodzi mi po głowie nowe zamówienie, tym bardziej, że kończą mi się smarowidła do ciała. Do tego nakręciłaś mnie na tę różę :)

      A, odnośnie MAC. Ja wszelakie szminki uwielbiam więc i te MACowe są dla mnie tylko kwestią czasu. Właściwie to od kilku dni koczuję nad stroną internetową - chcę kupić konturówkę do ust SOAR i pomadkę (jedną na początek, ale trudno mi się zdecydować. Mam ochotę na Plumful, albo Syrup (choć Vintage Pink z Rimmela wydaje mi się bardzo podobna), podoba mi się też All Fired UP, choć do matowych wykończeń nie jestem do końca przekonana - wyglądają świetnie u innych, ale jak dotąd wszelkie testy na sobie kończyły się w moim przypadku niewypałem.

      Megdil powinnaś zrobić osobny wpis o swoich pomadkach! Ja z chęcią bym taki przeczytała, bo nie wiele wyjawiłaś w tym poście :)

      Usuń
    3. Jeśli masz potrzebę i możliwość, to nawet się nie zastanawiaj i zamawiaj :)) Ja mogę z całego serca polecić masełka Regenerating i Warming - uwielbiam obydwa.

      Co się zaś MAC tyczy... Dla mnie temat rzeka :P Gdybym tylko była w stanie zużyć wszystko to, na co mam chęć... ;))) Soar sama też chcę kupić, bo brakuje mi takiej neutralnej konturówki. W tym temacie nie mam dużego doświadczenia, bo właściwie zasmakowałam tylko w dwóch firmach - MUFE (naprawdę dobre konturówki) oraz Inglot (nie lubię, wysuszają mi usta), więc tym chętniej wypróbuję czegoś nowego.

      A kolory, które chodzą Ci po głowie - z obydwóch Plumful i Syrup, ta pierwsza jest na pewno konkretniejsza i tak myślę, że Syrup rzeczywiście może się w pewnym stopniu pokrywać ze wspomnianą pomadką Rimmel. W każdym razie, Plumful mam i uwielbiam - polecam :) Tylko pamiętaj, że ona ma wykończenie Lustre - trochę błyszczykowe i na pewno nie tak trwałe, jak np. maty. Mimo tego, na moich ustach trwa całkiem długo, a ponadto zachowuje się nawet jak delikatny tint. Sam kolor zaś jest przepiękny - przydymiona śliwka z różem. All Fired Up też bardzo polecam - trwałość nie do zdarcia, no i to wspaniałe matowe, wręcz zamszowe wykończenie <3 Rozumiem Twoje obawy, maty nie są proste w obsłudze, zwłaszcza, że potrafią obsuszyć usta. Ja posiadam dwie pomadki o wykończeniu Matte i dwie o wykończeniu Retro Matte - żadna nie robi mi krzywdy, chociaż czasami rzeczywiście w niektórych przypadkach odczuwam potrzebę użycia balsamu nawilżającego pod spód (doceniam pod tym względem balsam Nuxe, nie tylko ze względu na świetne właściwości pielęgnacyjne, ale też z powodu wykończenia pozbawionego błysku - pomadka nie 'miesza się' z balsamem, tylko na nim osiada).

      Taki zbiorczy post chętnie kiedyś opublikuję, ale muszę poczekać na bardziej sprzyjające warunki 'fotograficzne', ostatnio mam trochę pod górkę w tym temacie. A poza tym, moja 'kolekcja' w najbliższej przyszłości pewnie się jeszcze powiększy :))

      Usuń
    4. A wiesz, że w Phenome znowu promocje? Nie mogłam nie skorzystać i zamówiłam sobie masło Regenerating z 50% obniżką, taka sama promocja była na olejek różany, ale niestety został szybko wykupiony i nie zdążyłam :)

      Z powodu nieoczekiwanych zakupów w Phenome odkładam sobie MAC na później. Scrub Nourishing tak oczarował mnie zapachem, że gdy tylko zobaczyłam żel do mycia (też 50%), nie mogłam się powstrzymać i też wrzuciłam do koszyka.

      Usuń
    5. Ubiłaś dobry interes :) Nad masełkiem ponownie rozpływać się nie będę, a i żel z cukrowej linii bardzo lubię - jest skuteczny, delikatny, pięknie pachnie, a do tego nie wysusza skóry, dodatkowo fajnie o nią dba, co w przypadku produktów do mycia nie jest takie oczywiste :)

      Usuń
  14. Uwielbiam szczotkowanie ciała, może nawet nie tyle samą czynność (:P), co efekty :) Co do Phenome - lubię ich kosmetyki, ale nie uwielbiam, nie dają na mojej skórze jakichś spektakularnych efektów niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elle, a długo się już szczotkujesz? Ja żałuję, że nie zaczęłam wcześniej :)) Chyba wydawało mi się to dość kłopotliwe i wymagające, a tymczasem niepozorna czynność stała się bardzo przyjemnym punktem dnia. No i efekty, te mówią same za siebie :)

      U mnie z kolei Phenome sprawdza się wyjątkowo dobrze. Ich kosmetyki mają w sobie coś takiego, co mojej skórze i włosom służy niesamowicie, ale te rozbieżności potwierdzają tylko, że 'dla każdego coś innego' :)

      Usuń
  15. Olejek z Phenome i serum znam i jak na pewno już wiesz, bardzo lubię:) To samo tyczy się pomadek MAC, a Urban Jungle wielbię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Kamila, kojarzę Twoje dobre opinie w ich temacie :)
      Za Urban Jungle nalatałam się sporo, ale było warto, kolor jest idealny! A co do pomadek MAC - masz swoje ulubione typy? :)

      Usuń
  16. Jak ja lubię Twoje 'wygadania się'! :))

    Kochana, ja mam Tangle Teezer od dwóch lat i uważam, że ta szczotka zmieniła moje życie. Poważnie! Nie znoszę się czesać, ale z TT jeszcze jakoś przeżyję. Wcześniej prawie wcale nie chodziłam w rozpuszczonych włosach, bo mają tendencję do kołtunienia się i zbijania w strąki. Jakiś tydzień temu robiłam czystki i pozbyłam się wszystkich 'normalnych' szczotek, bo leżały nietknięte. Dla mnie TT to cud! :D

    Jeżeli chodzi o pomadki MAC, to cóż mogę dodać? Z tego co wiem (święta, święta) dorobię się kilku kolorów. Sama oczywiście je wybrałam, w tym Ruby Woo (dzięki Tobie, muszę przyznać.) Kusiła mnie Russian Red, ale po 'przymierzeniu' na ustach, wiedziałam już, że masz rację. RW genialnie ożywia cerę i o dziwo podobam się w niej mojemu facetowi (który nie znosi czerwieni na ustach.) Komfort noszenia jest niesamowity. Nic nie migruje po połowie twarzy i nie osadza się na zębach. Cudo! :))

    Odcień OPI podoba mi się ogromnie! Czerwień, czerwieni nierówna :DD Wiesz może jak on się ma do Forever Yummy Essie? ostatnio go maltretuję i pobił nawet mojego ulubieńca z Rimmela, Rock'n Roll :)

    Ale się nagadałam do Ciebie, obiecuję, już przestaje! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy, Kochana! :)))) Ja z kolei lubię tę gadaninę pod postami, więc wiesz, pisz i pisz :D

      Twoja szczota z owieczkami jest słodka! Sama zastanawiałam się nad nią, lecz złotko wygrało :D
      A wiesz, że moje włosy są pod tym względem podobne - te strąki i kołtuny w ciągu dnia to moja zmora ;((( Dlatego zainwestowałam w kompaktową wersję TT, abym mogła ją bez problemu wrzucić do torebki :) Jestem też w posiadaniu dwóch innych szczotek (drewaniana z Rossmanna i taka z naturalną, dziką szczeciną), ale zauważyłam, że najchętniej użytkuję właśnie tego plastikowego cudaczka, drewnianej zupełnie już nie używam, kurz biedaczka zbiera, a ta z naturalnym włosiem nie zawsze mi odpowiada, chociaż swoje plusy też ma.

      Ożesz Ty! Mów mi szybko, jakich maczkowych odcieni się spodziewasz :D Ruby Woo jest zjawiskowa, to niesamowicie matowe wykończenie rozkochało mnie w sobie bez reszty <3 Trwałości nie będę komentować, bo sama już wiesz, jak doskonale sprawdza się także pod tym względem. Cudeńko! Russian Red na sobie nie próbowałam, ale nie wykluczam, że kiedyś i tę sztukę przygarnę. Póki co z tej czerwonej rodzinki posiadam też All Fired Up, lecz na oku mam jeszcze przede wszystkim dwie sztuki: Lady Danger oraz Diva. Obydwie muszą do mnie trafić, choćby nie wiem co :D

      No ba! Czerwieni jest bez liku :D I mogę mieć ich kilka - zarówno w temacie lakierów do paznokci, jak i pomadek :P Vodka&Caviar jest cudownym odcieniem, to prawdziwa klasyka, ale, niestety, ciężko ten odcień kupić, trzeba polować :/ Jak ma się do Forever Yummy nie wiem. Oglądałam kiedyś tego Essiaka na żywo i pamiętam, że chciałam go kupić, więc musiał mi się podobać :> Wydaje mi się, że obydwa kolory mogą być do siebie bardzo zbliżone, ale zdaje się, że wykończenie je różni (OPI to żelek, a FY jest chyba kremem?).

      Usuń
    2. No to sobie pogadamy :DD

      Jeżeli chodzi o szczotki z naturalnego włosia, to nie sprawdzają się u mnie wcale. Mam wrażenie, że wygładzają jedynie włosy 'na powierzchni'. Nie rozczesują ich i ogólnie jakoś tak bez szału :(

      Pomadki, to ciężki temat ostatnio :D pozbyłam się wszystkich, których nie używam na rzecz kilku, porządnych. Plumful mam, Ruby Woo- klasyczną i najlepszą czerwień na świecie też, marzy mi się Rebel (trochę szaleństwa, ale uwielbiam ciemne usta) i jedna XXX- zagadka :D jutro pod wieczór się dowiem. Ale znając gust mojego partnera i jego wiedzę na temat moich ulubionych kolorów, to kupił mi czarną :DD

      Strasznie mi się ta czerwień podoba i na zdjęciu przypomina mi Forever Yummy, ale masz rację to typowy krem. Czasem nawet wystarczy jedna warstwa i już mamy pełne krycie. Uwielbiam ten kolor na paznokciach, ostatnio ulubiłam sobie również też Head Mistress, bardziej jesienny i malinowy odcień :))

      Usuń
    3. W związku ze szczotką z naturalnego włosia mam podobne spostrzeżenia, aby rozczesać włosy trzeba się trochę namachać i chwilę na to poświęcić. Poza tym efekty takiego czesania są różne w zależności od stopnia świeżości włosów ;))) No i mam wrażenie, że potęguje elektryzowanie.

      Widziałam, że Twój Partner się jednak postarał i trafił w dziesiątkę z pomadką :D Do teraz nie mogę wyjść z podziwu :P A który to dokładnie odcień? Bo przyznam, że w kolekcji Viva Glam nie do końca się orientuję, chociaż wiem, że piękne w niej są kolory (aż boję się im bliżej przyglądać...). Rebel zaś jest cudowna, sama też mam zamiar ją nabyć, bo bardzo lubię kolory tego typu, o dziwo, mogę je nosić nawet w ciągu dnia - moja kolorystyczna, naustna śmiałość mnie zadziwia :P

      Usuń
    4. Kochana, to głównie dzięki Twoim uwagom przestałam się bać mocnych kolorów na ustach, nawet teraz, kiedy aparat mnie nie opuszcza :))

      To ta Viva Glam I jak już wiesz. Jest naprawdę piękna, koniecznie się jej przyjrzyj. Jako fanka czerwieni, z pewnością zauważysz jej wyjątkowy odcień :) jest o matowym wykończeniu, ale zdecydowanie łatwiej się nią maluje niż Ruby Woo.
      Jeżeli chodzi o Rebel, to buuuuuu- nie było jej w Macu i dostałam kartę podarunkową. Teraz nie wiem na którą się skusić. Oby znów nie padło (przez przypadek) na czerwień! :D

      Od przyjaciółki dostałam również Craving- to był niezapowiedziany i również zaskakujący prezent. Bardzo fajny odcień. Taki trochę mocniejszy Plumful :) nie zwróciłam wcześniej na niego uwagi, a bardzo przypadł mi do gustu.
      ale powiem Ci, że popłynęłam jeżeli chodzi o pomadki tej marki. (co z pewnością już zauważyłaś) :D

      Usuń
    5. Naprawdę? W takim razie cieszę się ogromnie, że dołożyłam cegiełkę do Twojej pomadkowej śmiałości! No i wiesz, w takiej grupie pomadkoMACoholiczek na pewno będzie nam raźniej :D

      Na pewno zerknę na Viva Glam I i porównam ją z Divą. Ta druga, tak na oko po swatchach patrząc, jest sporo ciemniejsza i chyba więcej brązu w sobie ma.
      Co do wykończenia - Ruby Woo to właściwie Retro Matte, które jest zdecydowanie bardziej suche, niż podstawowe maty w wykonaniu MAC. Z tymi drugimi też miałam/mam do czynienia, więc wiem o jakiej różnicy mówisz :)

      Szkoda, że nie udało Ci się kupić Rebel! Z takich fioletów mogę poddać Twojej uwadze dwa moje typy, na które sama zastawiam sieci :D Flat Out Fabulous oraz Up The Amp - kompletnie inne, ale tak samo piękne :> Albo może po prostu poczekaj aż ten Twój salon zaopatrzy się w zapas Rebel? Ja tak mam z Brave, uganiałam się ostatnio za nią wszędzie, ale ani stacjonarnie ani online nie udało mi się jej kupić. Czekam cierpliwie :)

      Ooo, takie prezenty to ja lubię! :D Przyznam, że Craving oglądałam tylko na swatchach w sieci, ale podoba mi się :) Mam wrażenie, że to ten typ kolorystyczny, który u większości (jeśli nie u wszystkich) świetnie wygląda. Cudny prezent!

      Tak, zauważyłam, że się wkręciłaś - co mnie zresztą wcale, ale to wcale nie dziwi :P

      Usuń
    6. Hahahahah Kochana, żeby tylko całkiem nie popłynąć z tymi pomadkami! :D
      Koniecznie daj znać jak na żywo Ci się widzi ta Viva Glam :) mi ogromnie się podoba i lubię fakt, że mogę się nią pomalować bez konturówki.
      Właśnie nie wiem czy czekać na Rebel (przyznam szczerze, że ma dla mnie w sobie coś niesamowitego. Podoba mi się normalnie aplikowany na usta, ale też delikatnie wklepany wygląda obłędnie!)
      Jeżeli chodzi o Flat Out Fabulous i Up The Amp, to faktycznie obie są piękne, choć całkiem inne. Przyznam Ci szczerze, że nie wiedziałabym na którą się skusić :D
      O matko! Właśnie oglądałam Brave- warto czekać dla takiego koloru! Będziesz w niej cudownie wyglądała!

      Usuń
    7. Nieee, no coś Ty, zdrowy rozsądek przede wszystkim :P
      Na pewno dam znać, jak moje wrażenia, chociaż nie wiem kiedy uda mi się odwiedzić salon.

      Rebel jest cudowna, mnie też podoba się w niej ta możliwość dozowania koloru, a sam odcień to absolutna perełka. Warto go mieć!
      A zastanawiasz się ewentualnie nad innymi kolorami zamiast Rebel? Jeśli nic aktualnie nie chodzi Ci tak mocno po głowie, to może faktycznie warto po prostu poczekać? Ja ze swej strony mogę też polecić bardzo dzienny kolor, jeżeli masz chęć na coś bardziej stonowanego - Patisserie. Tak namiętnie jej używam, że niebawem chyba denko ujrzę :D Jest naprawdę niesamowicie uniwersalna, ale najlepiej będzie, jeśli obejrzysz ją sobie na żywo.
      Do Brave wzdycham i wzdycham. Sprawdzam cały czas, czy gdzieś już się pojawiła, ale nic, cichosza... :(

      Usuń
    8. Kochana, zużyć CAŁĄ POMADKĘ?? noł łej! Musisz ją naprawdę uwielbiać! Chętnie jej się przyjrzę przy następnej wizycie.
      Szczerze mówiąc Rebel podoba mi się niesamowicie, ale nie wiem czy jest sens 'iść' ciągle w ciemne pomadki. Chociaż żadna z dziennych nie wpadła mi w oko, to może dlatego, że nawet nie szukałam.
      Podoba mi się jeszcze taka piękna fuksja, bodajże Viva Glam, ale to już w okolicach wiosny/lata o tym porozmawiamy :DDD
      Kochana, a Patisserie nie podbija żółtego tonu zębów? (teraz to dla mnie szczególnie ważne!) ;)

      Usuń
    9. Tak, całą, calutką, calusieńką! :D Creme Cup pewnie pójdzie pierwsza, chociaż pewności nie mam ;)))
      Co do tych wyborów ciemne-dzienne, to w sumie zależy tylko i wyłącznie od upodobań. Ja mam oczy szeroko otwarte na wszelkie kolory :D

      Patisserie podkreśla tylko i wyłącznie piękno :> Na biel zębów nie wpływa. To naprawdę przepiękny kolorek i zdecydowanie polecam go Twojej uwadze, a nuż okaże się, że to idealny dzienniak dla Ciebie! :) Tylko weź pod uwagę, że to wykończenie Lustre, więc nie jest tak trwała, jak maty, ale i tak nieźle daje radę :) No i ma takie delikatne złote drobinki w sobie, w żadnym wypadku nie są one tandetne, ale to sama ocenisz :) Mnie podoba się też Viva Glam II, muszę ją obadać na żywo, wydaje mi się, że może okazać się dobrym wyborem :)

      A co się jeszcze Viva Glam tyczy - wiesz, która to jest z kolei? Ta fuksja? Bo szukam, szukam i żadnej fuksji w tej kolekcji nie widzę ;(

      Usuń
  17. Pomadki MAC uzależniają :) Podobnie jak róże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje mi tylko przytaknąć... :P

      Usuń
  18. Szczotkowanie ciała strasznie mnie kusi, ale jakoś zebrać się nie mogę do zakupów szczoty :) Też oglądałam tą z Fridge i pewnie na nią postawię :) Skoro efekty są widoczne gołym okiem to nie mogę czekać!
    Serum Phenome już kończę i będę tęsknić, bo to świetny preparat. Świetnie nawilża i uelastycznia skórę :)
    Odleweczka olejku różanego Phenome od Ciebie niemal w całości wylała się w transporcie, ale zapach faktycznie jest bardzo przyjemny.
    Pomadki MAC i lakiery to w naszym przypadku temat rzeka, więc nie będę się rozwodzić, UWIELBIAM <3
    Szczotkę TT mam w wersji zwykłej, jest świetna i też zauważyłam różnicę przy konieczności powrotu do zwykłego grzebienia. Mam w planach wersję kompaktową do torebki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daga, nie zwlekaj zbyt długo, zobaczysz, że efekty szczotkowania Cię zaskoczą :) Poza tym, sama czynność, choć może wydawać się kłopotliwa, jest naprawdę przyjemna z tą szczotą od Fridge. O innych walorach już rozpowiadać się nie będę, tego trzeba doświadczyć ;))

      Kurczę, szkoda, że olejek się rozlał :/ Tak to jest z tymi plastikowymi opakowaniami, strasznie są nieszczelne :/ Dobrze, że chociaż z zapachem mogłaś się zapoznać. Ja jestem pod jego wielkim wrażeniem, a właściwości pielęgnacyjne nie pozostają w tyle i to jest najważniejsze. Naprawdę świetny produkt!

      No tak, jak my się rozgadamy o lakierach i pomadkach, to końca nie widać :D

      Usuń
  19. Kompaktowy TT to i mój ulubieniec od dłuższego czasu. A żałuję, że nie mam dostępu stacjonarnie do MAC.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stacjonarny dostęp do MACowych cudów (jeśli ma się na ich punkcie bzika) wiele ułatwia, ale sprawia też, że trudniej się im oprzeć ;))

      Usuń
  20. Ja kiedyś próbowałam masowania ciała takim masażerem ale też chyba będę musiała się rozejrzeć za lepszym sprzętem bo jakoś moim zdaniem ten z Hebe daje kiepskie efekty. A szczotkowania ciała nigdy nie próbowałam chociaż mogłoby mi się spodobać skoro peelingi lubię takie sadomaso :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masażer też przerabiałam, ale to nie to samo. Moim zdaniem szczotkowanie przynosi lepsze rezultaty i jest przyjemniejsze :) O ile dobierzesz odpowiednią szczotkę :)

      Usuń
  21. Świetne te Twoje ulubieńcy, kosmetyków Phenome jeszcze nie poznałam, ale ciągle do nich się przymierzam, co do szczotkowania... szczerze przyznam, wolę kessę pod prysznicem, a szczotki się kurzą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kessa od jakiegoś już czasu chodzi mi po głowie, zamierzam ją nabyć wraz z kolejnym opakowaniem Savon Noir w Organique :)

      Usuń
  22. No proszę, czyli jednak ta seria wygładzająca z Phenome działa! :) Aktualnie używam oleku na uda, brzuch i pośladki i też nieźle wygładza :) W zapasach jest już Palmers Q10.
    Z TT miałam chyba podobnie jak Ty... Przywiązana byłam do swojego plastikowego grzebienia z szerokim rozstawem, ale jak użyłam pierwszy raz TT to zastanawiałam się jak mogłam bez niej żyć! :D Moje włosy po jej użyciu wyglądały zupełnie inaczej.
    Ach te szminki Mac :) Ja może nie wpadłam w tak duży szał, bo staram się zużyć to, co mam, ale niewątpliwie mają piękne kolory,a mi wciąż marzy się Creme Cup :)
    Vodka&Caviar ostatnio też nosiłam! A UJ podkrada mi Mama lubująca się w takich odcieniach:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To serum jest fantastyczne - razem z Wyszczuplającym Balsamem P&R to jedyne kosmetyki o tym przeznaczeniu, które tak dobrze u mnie działają. Uwielbiam je :)

      Historie z TT chyba w większości właśnie tak wyglądają :D Ja mogę to już oficjalnie potwierdzić - nie wyobrażam już sobie mojego włosowego życia bez tej szczoty :)) Jest szybko, bezboleśnie i z korzyścią dla kosmyków.

      Wiesz, ja też zużywam to, co mam :P Ale przyznam, że pomadki stały się moją słabostką i chętnie przygarniam nowe kolory :) Moja lista jest jedną z tych niekończących się :D Creme Cup jest cudowna! Nakładałaś ją na usta w salonie? Ja swój egzemplarz powoli kończę, ale kolejny na pewno w przyszłości nabędę. Chcę jeszcze wypróbować Angel, w podobnym przedziale kolorystycznym.

      V&C i UJ to genialne lakiery, nie dość, że kolory są ponadczasowe, to i jakość stoi na wysokim poziomie. Bardzo je lubię <3

      Usuń
  23. Muszę sięgnąć po TT, bo mój szeroki grzebień mi jak narazie wystarcza, ale im dłuższe włosy tym TT mnie coraz bardziej kusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam. Ja długo zwlekałam z zakupem, zbyt długo :P

      Usuń
  24. kochana jak tam Twój trądzik się ma? mam takie pytanie czy robiłaś akieś testy na nietolerancje pokarmowe? lub na odstawiałas na jakies czas gluten czy białko? czy to hormony?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to nie jest tylko sprawa kosmetyczna. Póki co raz jest lepiej, raz gorzej.
      Testów alergologicznych nie robiłam, natomiast widzę niemal natychmiastowe reakcje skóry na spożycie niektórych pokarmów, zwłaszcza tych wysoko przetworzonych. Czekolada, czy produkty nabiałowe są w czołówce.

      Dieta jest w mojej opinii kluczowa, poczytaj trochę, mądrze pokombinuj, a jestem przekonana, że wyjdzie Ci to tylko na dobre :) I nie tylko w odniesieniu do wyglądu skóry.

      Usuń
    2. od nowego roku spróbuje odstawić glututen i zobaczę jak będzie. Te wszystkie kremy itp tylko maskują problem i podleczają a ja nie chcę całe życie chodzić wysmarowana spać z 3 maściami na buzi :( dzięki za odpowiedz pytałam z ciekawości, wilu osobom pomogło odstawienie glutenu czy nabiału mam nadzieję że i u mnie coś pomoże już wolę chyba zrezygnować z takich rzeczy (chociaż będzie cieżko bo uwielbiam mączne jedzenie) niż całe życie wydawać kasę na kremy które pomagają tylko na krótką metę :( ehh P.S Wesołych Świąt kochana i wszystkiego najlepszego w nowym roku Ci życzę, stale odwiedzam Twojego bloga tylko jakoś tak sporadycznie komentuję ;)

      Usuń
    3. Zgadzam się, działanie od zewnątrz jest po prostu doraźne i w większości przypadków tak, jak napisałaś - maskuje prawdziwy problem. Z drugiej strony, najczęściej jest ono po prostu najłatwiejsze do zorganizowania i wcielenia w życie i chociaż rzadko chadzam na skróty, to w tym przypadku i na tę chwilę, takie rozwiązanie jest mi zwyczajnie najbardziej na rękę. Nie zamierzam jednak tego tak zostawić, będę działać :)

      Trzymam kciuki za to, by podjęte działania szybko, a przede wszystkim skutecznie uwolniły Cię od tej skórnej zgryzoty. W którymś momencie ta ciągła walka wchodzi w nawyk, więc przestajemy szukać innych dróg. Ogromne dla nas rozczarowanie, gdy nagle się budzimy, mocniej otwieramy oczy i szerzej spoglądamy na sprawę. Ważne, że nie pozwalasz skostnieć Twoim przekonaniom i pozostajesz otwarta na nowe rozwiązania, skoro dotychczasowe Cię nie satysfakcjonują. Będzie dobrze :)

      Bardzo dziękuję Ci za życzenia! Komentowanie nie jest obligatoryjne, za to bardzo się cieszę, że tu regularnie zaglądasz, mam nadzieję, że znajdujesz tu przydatne wskazówki i choć chwilowy relaks, bo przecież i o to tu chodzi :)
      Ja Tobie również życzę Wesołych Świąt, pełnych ciepła i radości, z dala od trosk. No i Szczęśliwego Nowego Roku - aby wszystkie Twoje decyzje okazały się słuszne :)

      Usuń
    4. jednak od jutro odstawiam, co masz zrobić jutro zrób dziś hihi :) jestem jakoś pozytywnie nastawiona oby tylko znaleźć przyczynę tego cholerstwa..wchodzę na bloga czytam i czuję się jak z dobrą koleżanką na kawie :) masz tak lekkie piórko i tak potrafisz oddać jakiś zapach kosmetyku itp,że powinnaś pisać jakieś powieści :))

      Usuń
    5. No i bardzo dobrze. Często wdrożenie w życie obmyślonych zamierzeń od zaraz okazuje się najlepszym wyjściem :) Życzę powodzenia! No i za jakiś czas koniecznie pochwal się rezultatami :)

      Dziękuję! Bardzo miło czytać mi takie słowa :) Staram się tworzyć to miejsce bez nużących sloganów, na pewno brak tu regularności, lecz gdy trafia do mnie taki feedback, czuję, że warto dzielić się w tym miejscu swoją opinią, zaangażowaniem i czasem :)

      Usuń

Copyright © 2016 Megdil Blog , Blogger