niedziela, 2 listopada 2014

Phenome, Regenerating Hair Mask

Co lubicie w swoich włosach? To, że są gęste i nie musicie zabiegać o każdy dodatkowy kosmyk? Czy to, że z łatwością poddają się wszelkim fryzjerskim rozwiązaniom? A może błyszczą tak oszałamiająco, że z miejsca dodają Waszym twarzom promienności? :) Zakładam, że każda z nas za coś je lubi. A choćby i za to, że po prostu… są.
Wiem jednak, że nawet pomimo całego zastępu walorów, u większości znajdzie się też coś, co dręczy, męczy, gnębi, denerwuje. A to zbyt suche końcówki, brak blasku, niesforne baby hair, szybko przetłuszczająca się skóra głowy, albo puch rosnący w siłę wraz z każdym podmuchem wilgotnego powietrza (tak, przetrwałam to wszystko). Na szczęście sprawa nie jest stracona, bo niemal każda taka bolączka ma szansę zostać rozwiązana, również dzięki dobrej pielęgnacji. Czasami wystarczy umiejętnie poszukać i uzbroić się w cierpliwość, by następnie poddać kosmetyk starannym eksperymentom. I choć brzmieć to może nazbyt kwieciście, zapewniam Was, że warto taki kierunek obrać!

Oj długa była moja wędrówka na tym poznawczym szlaku. Nadzieję na przywrócenie włosom dawnej świetności obudziły we mnie dopiero wspomniane eksperymenty i … naturalna ich pielęgnacja. Bo, nie boję się tego głośno powiedzieć, to właśnie naturalne kosmetyki (wespół z mą cierpliwością) sprawiły, że dziś nie wpadam w czarną rozpacz po każdym zetknięciu z lustrzanym odbiciem mojej niewystylizowanej fryzury. A ewolucja fryzjerskich opinii (z: „Och, tak, rzeczywiście, suche, zniszczone… Potrzebują cięcia i głębokiej regeneracji!” na: „Oooch! Jakie miękkie, gładkie… Jak pani to zrobiła?!”) tylko to potwierdza :).
Zaś na potwierdzenie powyższej, naturalnej tezy, opowiem Wam dziś trochę o jednej z moich ulubionych masek do włosów - regenerującej propozycji od Phenome.




Zacznę od tego, że po raz pierwszy zetknęłam się z nią jakieś trzy lata temu. I choć była to zaledwie próbka, zaledwie jedno użycie, to, nie czując się zachęcona, zaniechałam dalszego poznania. Po której stronie leżała wina? Nie wiem, pamiętam tylko, że do zachwytu było mi daleko. Tak się jednak stało, że jakiś czas po tej pierwszej próbie, maska dostała ode mnie kolejną szansę, potem jeszcze jedną, a teraz? Cóż, teraz wiem, że ta receptura zostanie ze mną na długo!

Oprócz imponującego składu, przyjemnego dla oka designu, docenianego przez nos zapachu oraz miłej dla zmysłów konsystencji, kosmetyk ten może mieć kilka zastosowań. Ja doszłam do dwóch, przy czym nie każdy sposób okazał się dla mnie tak samo słuszny. Najmniejszą skuteczność odnotowałam podczas użycia maski według zaleceń producenta - przed umyciem włosów szamponem. Mam wówczas wrażenie, że większość mieszczącego się w tej mieszance dobra umyka wraz z działaniem detergentu myjącego. Na pewno będzie to dobre wyjście dla kosmyków bardzo cienkich i niezwykle podatnych na obciążanie, gdyż przyjmą to, czego potrzebują, nadmiar zaś, po kilkudziesięciu minutach, zostanie po prostu usunięty. Natomiast dla włosów bardziej wymagających doskonałym wyjściem może okazać się metoda OMO z udziałem Regenerating Hair Mask (maska-szampon-odżywka).




Przejdźmy jednak do mojej ulubionej metody, którą jest tradycyjne odżywianie kosmyków po uprzednim ich oczyszczeniu. Takie zastosowanie maska znajduje u mnie raz/dwa razy w tygodniu. Nakładam ją wówczas na 15-30 minut, w zależności od tego, jaką ilością czasu dysponuję, przy czym 15-minutowy seans uważam za minimum, 30-minut zaś to optimum, więcej właściwie nie potrzebuję. Dodam jeszcze, że najpiękniejsze efekty uzyskuję, gdy pozwalam wyschnąć kosmykom naturalnie (zresztą, tak, jak w przypadku każdego kosmetyku pielęgnacyjnego - dlatego w miarę możliwości stronię od suszarki :)).
Po tej mało wymagającej ode mnie czynności moje włosy wyraźnie zyskują! Przyjemnie pachną (świeżo, trochę kwiatowo, odrobinę ziołowo, bardzo subtelnie), świetnie się układają, ładnie błyszczą, są miękkie i wygładzone - otrzymuję więc wszystko to, czego oczekuję. Nie mam problemu z rozczesaniem, czy obciążeniem, a zaznaczam, że maskę aplikuję na całą długość włosów, nie omijając skóry głowy.
Dłuższe, regularne stosowanie z pewnością przyczynia się do poprawy kondycji włosów, to trafione uzupełnienie regenerującego planu, zwłaszcza, że receptura ta wyraźnie pomaga chronić końcówki przed nachalnym rozdwajaniem. To jeden z najlepszych naturalnych odżywczych kosmetyków, jakich używałam. Stałe miejsce na mojej łazienkowej półce murowane :) Polecam!


Znacie? Macie na oku? A może polecacie coś innego? :)


Pozdrawiam Was,
Megdil

34 komentarze:

  1. Znam ze słyszenia, ale planuję zakup w przyszłości :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby ta przyszłość okazała się niedaleka! :D

      Usuń
  2. Od dawna marzy mi sie ten produkt:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej więc zachęcam do zrealizowania tego małego marzenia jak najszybciej :)

      Usuń
  3. Coś takiego przydałoby się moim włosom. Chyba będę czyhać na jakieś promocje ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam bzika na punkcie pielęgnacji włosów, próbuję wielu rzeczy, ale zaledwie część zasłużyła sobie dotąd na miano moich pewniaków, po które z chęcią regularnie sięgam. Ta maska ma zdecydowanie 'coś', co moim włosom służy. Koniecznie ją wypróbuj, może i Ty obdarzysz ją taką sympatią :))

      Usuń
  4. Bardzo, bardzo ja lubię i cieszę się, że Tobie także przypadła do gustu :) Aktualnie używam maski Organique Anti-Age, trzeba z nią uważać i nie trzymać jej zbyt długo na głowie, bo może obciążyć. Niemniej jednak miałam ostatnio próbkę wersji Sensitive i wiem, że ina będzie moim kolejnym zakupem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy analizowałam moją 'znajomość' z tą maską, przypomniało mi się właśnie to pierwsze niefortunne użycie. Nie wiem, czy zmieniono formułę, czy może to kwestia inności moich włosów, ale cieszę się, że pomogłaś mi odkryć ją ja nowo :*

      Próbasek maski Anti-age z Organique poszedł u mnie w ruch chyba od razu, gdy mi ją podesłałaś i pierwsze wrażenia są na plus. Z tym obciążaniem chyba masz rację, ja trzymałam ją jakieś 30 minut i czułam, że to dobry moment na zmycie. Coś mi podpowiadało, że dłuższy seans może odebrać mi całą przyjemność ;) Ale kupię ją na pewno.
      Wersja Sensitive sprawdziła się na Twoich włosach lepiej? :)

      Usuń
    2. Cała przyjemność po mojej stronie :*

      30 minut to u mnie za długo :/ Ostatnio nawet stosuję tę maskę w roli dwuminutowej odżywki i spisuje się równie dobrze jak nałożona na max 10 minut. Powiem Ci, że wersja Sensitive jest lżejsza i z tego co tłumaczyła mi pani w Organique nie zawiera olejów, stąd nie wpływa na włosy obciążająco, a nawilża je i wygładza równie świetnie jak Anti-Age. Najlepiej gdybyś sprawdziła działanie Sensitive na swojej czuprynie i porównała z Anti-Age, bo wiesz jak to jest :D

      Usuń
    3. Ten skrócony czas ma swoje plusy, zwłaszcza, jeśli nie da się wyczuć zauważalnej różnicy w efekcie pomiędzy kilkoma a kilkudziesięcioma minutami :)
      A żebyś wiedziała, że sprawdzę działanie wersji Sensitive :D Nie byłabym sobą, gdybym jakieś włosowe, ciekawe nowinki pominęła w moich eksperymentach :D

      Usuń
    4. I tak będzie najlepiej :) Sprawdź i będziesz wiedziała co i jak w tym temacie :) Koniecznie daj znać jakie wyniki :)

      Usuń
  5. mam fizia na pukcie moich włosów i z pewnością kiedyś spróbuję na nich phenome :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sauria, przybij piątkę! Ja też mam bzika, chętnie testuję nowe kosmetyki i metody pielęgnacji, a dobre efekty przynoszą mi niesamowitą radość - jak u dziecka ;)))
      Phenome koniecznie przetestuj <3

      Usuń
  6. Nigdy jej jeszcze nie miałam. Jak wykończę zapasy to mam w planach zapoznanie się z produktami tej firmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście nie mam kosmetycznych zapasów. A jeśli coś się zdarzy, to tylko po jednej sztuce - w razie, gdyby jakiś produkt 'nagle' mi się skończył :)

      Ofertę Phenome polecam z całego serca! Mają tam tyle dobroci, że naprawdę trudno zdecydować się na cokolwiek na początek, bo najchętniej przygarnęłoby się wszystko, co mają :P

      Usuń
  7. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o jakiekolwiek maski czy to do włosów czy do twarzy ważna jest systematyczność ;) Dawno już nie zamawiałam nic z Phenome a mam zdecydowanie ochotę na ich masło lub peeling.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Systematyczność to podstawa w pielęgnacji. I chyba o to chodzi, by zapewnić jakiś stały plan dostarczania określonych składników skórze, czy włosom :) Zresztą, trudno wymagać nawet od najlepszych kosmetyków oczekiwanych efektów, jeśli stosowane są z doskoku.

      A które masło i który peeling chodzą Ci po głowie? Ja mam teraz chęć na te z serii różanej, używam obecnie olejku z tej linii i jestem oczarowana zapachem :)

      Usuń
  8. Uwielbiam tą maskę, trzeba nauczyć się ją odpowiednio nakładać i później już dzieją się z włosami tylko same dobre rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, eksperymenty na pewno pomogą znaleźć właściwą ścieżkę. Zwłaszcza, że akurat ta maska ma warunki do stosowania jej na różne sposoby, myślę, że każdy może dzięki temu wycisnąć z niej to, co czego potrzebuje :)

      Usuń
  9. Ostatnio znacznie skróciłam włosy, więc polubiliśmy się na nowo ;) Szybko się układają i nie przeszkadzają podczas codziennych czynności. Niestety trochę wypadają i stały się bardziej oklapnięte, dlatego rozglądam się za jakąś nową odżywką/ maską. Phenome wydaje się być odpowiednia, więc rozważę zakup.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też znacznie bardziej lubię moje włosy po każdorazowym podcięciu końcówek ;) Niby to zaledwie kilka centymetrów, ale fryzura od razu lepiej wygląda. Większemu cięciu dawno już się nie poddawałam, ale pamiętam czasy szaleńczych eksperymentów z długością i formą fryzury - skok adrenaliny pod wyjściu z salonu bezcenny :D

      Z wypadaniem sama też mam problem. Wprawdzie dzięki kilku stosowanym produktom zauważam zmniejszenie problemu, ale to zaledwie drobna zmiana :/
      Maskę Regenerating zaś serdecznie Ci polecam, świetnie wygładza i zmiękcza. Jeśli jednak masz wątpliwości (ta maska raczej nie ma właściwości odbijających włosy od nasady, a mówisz, że borykasz się z oklapniętymi kosmykami), to może lepiej w pierwszej kolejności zaopatrz się w próbkę w salonie?

      Usuń
  10. Nie znam tej maski ale skład powala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skład, jak w przypadku wszystkich kosmetyków Phenome, jest imponujący. A co najważniejsze, ma przełożenie na świetne efekty :)

      Usuń
  11. A jakbyś ją oceniła w porównaniu z rekonstruktorem z JMO? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, zadałaś trafione pytanie, chociaż przyznam, że trudne! Sama zastanawiałam się nad takim porównaniem podczas pisania tej recenzji, lecz ostatecznie dałam za wygraną :P Skoro jednak pytasz: jest różnica w konsystencji - JMO jest lżejsza, Phenome kremowa (ale puszysta), w związku z czym ta druga może mieć właściwości obciążające bardzo cienkie włosy (chociaż i to da się okiełznać), a przy JMO to bardzo mało prawdopodobne, pomimo bardzo bogatego składu. Drugą sprawą jest czas - JMO lubię trzymać na włosach powyżej 30 minut, Phenome zaś do 30 (wypróbowałam różne opcje, ale półgodzinny seans okazał się u mnie najlepszy). Działanie zaś uważam za niezwykle zbliżone - jest miękkość, wygładzenie, blask i świetne nawilżenie. Mimo wszystko jednak, mam wrażenie, że rekonstruktor działa głębiej - obie maski polecam, lecz jeśli chcesz skusić się na jedną z nich, na pierwszy ogień wybierz JMO :)

      Usuń
  12. Nigdy jej nie miałam, ale jest bardzo kusząca:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze swej strony serdecznie polecam :) Wszystko jest tutaj na najwyższym poziomie, od składu począwszy, na działaniu skończywszy :)

      Usuń
  13. Słyszałam o firmie ale nie o samej odżywce :) dla mnie idealny byłby pierwszy sposób ponieważ moje włosy są lich i większość masek je obciąża :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie mam bujnej czupryny, ale przez ostatnie lata borykałam się z kiepskim stanem włosów i właściwie nic nie było w stanie ich obciążyć, chłonęły wszystko i w każdej ilości. Teraz zaczynam zbierać plony mojej wzmożonej pielęgnacji ;))
      W tej masce fajne jest między innymi to, że można z nią kombinować na całkiem odmienne sposoby, dlatego uważam, że u każdego ma szansę się sprawdzić. Jeśli będziesz miała okazję ją kupić, serdecznie polecam :)

      Usuń
  14. Producent zaleca nałożenie tej maski przed myciem szamponem? Ja chyba zdecydowanie wolę ten tradycyjny sposób, który i Ty sobie upatrzyłaś :) Kusisz tą maską bardzo, ale zanim skuszę się na zakup jakiejś odżywki/maski do włosów musi minąć jeszcze trochę czasu, bowiem wciąż zużywam zapasy - niestety ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, takie jest zalecenie na opakowaniu. Dla mnie to nic nowego, bo pierwszą tego typu maską była u mnie ta od P&R, z tym, że P&R nie wyobrażam sobie w innym użyciu. Zastosowana po umyciu włosów pozostawiłaby tłuste, pozlepiane strąki ;) A z Phenome nic takiego się nie dzieje.

      Ach, te Twoje zapasy! :D Co w nich masz dobrego? :)

      Usuń
  15. Bardzo kusisz, tym bardziej, że lato plus jesienne przesilenie nie zrobiły żadnej przysługi moim włosom.
    Niestety, muszę na razie skupić się na produktach, które są u mnie dostępne jednak o Phenome będę pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście po lecie nie zauważyłam pogorszenia stanu włosów, sukcesywnie kieruję je na prostą :)

      To, co niedostępne często kusi najbardziej... Ja z kolei żałuję, że nie mam bezpośredniego dostępu np. do Lush. Ale dobre w tym to, że każda z nas ma jednak pod ręką jakieś swoje zaufane kosmetyki. Na nowości zawsze znajdzie się czas i okazja :)

      Usuń
  16. Trafilas z tym postem w moje potrzeby idealnie :-) moje wlosy sie buntuja, pusza sie niemiłosiernie, mam ich czasami serdecznie dosc...serio. jutro wybieram sie do Wawy i wiem z czym juz z niej wrócę :-)))

    OdpowiedzUsuń