środa, 8 października 2014

Bobbi Brown, Blush Pale Pink

Hm? Makijaż bez różu? To tak się da?!

Dekorowanie policzków to chyba moja ulubiona czynność podczas codziennego rytuału upiększania. Moment, w którym twarz zyskuje zupełnie innego wyrazu. Pędzel zanurzony w różu pełni rolę czarodziejskiej różdżki, która automatycznie, wraz z delikatnym jej dotknięciem sprawia, że zmęczenie ustępuje miejsca wigorowi. Cel osiągnięty :)

Róże od Bobbi Brown bardzo sobie cenię. Paleta kolorystyczna jest imponująca, a każdy zawarty w niej kolor urzeka czymś szczególnym. Jeśli szukacie dla siebie odcienia idealnego, nieszablonowo zinterpretowanego, takiego, którego próżno szukać wśród innych marek, zerknijcie do Bobbi. Zaprawdę, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że znajdziecie tam to, czego szukaliście od dawna :)




Jakiś czas temu pokazywałam Wam jednego z moich ulubieńców ostatnich lat, Shimmer Blush w odcieniu Coral <klik>, a dziś zapraszam Was na krótką prezentację matowej różowej odsłony, cudownego odcienia Pale Pink (120 zł/3.7g).

Kolor sam w sobie jest dość niespotykany i często typowany przez zwolenniczki kosmetyków Bobbi jako ich faworyt. Nic dziwnego, bo ten intensywny, zimny róż, o mocnych, niebieskich tonach potrafi w jednej chwili przeobrazić zmęczoną, przezroczystą twarz w ucieleśnienie niewinnej dziewczęcości. Szczyt swoich możliwości pokaże najlepiej jako ozdobnik jasnych karnacji - nałożony lekką ręką sprawi, że cera wyglądać będzie jak ta obudzonej z głębokiego snu Śnieżki. I to bez gorących pocałunków przystojnego księcia ;) Nie oznacza to jednak, że Pale Pink nie sprawdzi się u posiadaczek ciemniejszego koloru skóry. Według mnie najpiękniej wygląda przy akompaniamencie mroźnego powietrza, gdy wszystko wokół opatulone jest białym, śnieżnym puchem i właśnie w tym chłodnym okresie najchętniej po niego sięgam. Z drugiej jednak strony, ani trochę nie przeszkadza mi to woalować nim twarzy latem, gdy skóra poddaje się działaniu słonecznych promieni. Każdą porę roku mogłabym zmalować tym kolorem :) Najczęściej róż ten zestawiam z pomadkami w chłodnych odcieniach różu (np. MAC Creme Cup) lub kolorami nude, które stanowią idealne dla niego tło.




Kwestie techniczne są tutaj na najwyższym poziomie, bowiem zarówno poziom pigmentacji, jak i wydajność nie zawodzą. Do jednorazowej aplikacji wystarczy zaledwie odrobina kosmetyku, który nałożony na policzki trwa na nich od rana do momentu demakijażu. Nie blaknie i dobrze trzyma się skóry, z którą pięknie się stapia, bez widocznej pudrowej warstwy.
Luuuubię!



Który róż jest obecnie Waszym faworytem? Macie ulubione odcienie na zbliżającą się chłodną porę roku? :)


Pozdrawiam Was serdecznie,
Megdil

74 komentarze:

  1. Nie przepadam za różami, ale ten jest śliczny :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wręcz odwrotnie, mój makijaż nie mógłby się obyć bez różu, nawet ten najdelikatniejszy, najbardziej minimalistyczny i robiony na szybko :)

      Usuń
  2. Mam 3 róze Bobbi Brown i zaniedbuje je...za duzo rózy posiadam hehe ;D ;D
    Ostatnio bardzo lubie Chanel Rose Glacier, Innocence i MAC Warm Soul oraz Melba :)
    Slicznie Ci w tym rózyku :) ma bardzo ladny odcien

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karo, przy ilości kosmetyków, które posiadasz (wciąż mam w pamięci instagramowe widoki :D), chyba trudno byłoby poświęcić każdej sztuce uwagę na bieżąco. Zawsze trzeba na coś się zdecydować :)
      Wszystkie te pozycje, które wymieniłaś są boskie, dwie ostatnie mam i także je uwielbiam <3 Dawno natomiast nie miałam już żadnego różu Chanel, a bardzo dobrze je wspominam :)

      Usuń
  3. jak ja Cię nie lubię za te denka w różach u mnie o się chyba nigdy nie zdarzy :P bardzo ładny odcień wybrałaś. Ja całe lato aż do teraz na policzki nakładam bazę brązującą Chanel. Łatwość aplikacji plus naturalny wygląd sprawiają, że nie zwracam uwagi na pozostałe produkty, które znajdują się w mojej kosmetyczce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Pracuję nad zużyciami :D Nawet bronzery udało mi się ograniczyć do... jednej jedynej sztuki, która też jest na wykończeniu :) Nie jestem wybitną minimalistką, ale coraz częściej czuję potrzebę zmniejszenia zasobów, co też czynię zawzięcie... :)
      Powiem Ci, że bazę Chanel miałam, ale posłałam w świat. W sumie nie pamiętam już, co mi w niej nie odpowiadało (i chyba nawet byłabym w stanie kupić ją znów... ), lecz powstrzymują mnie inne propozycje, no i Narsowa Lagunka, do której mocno już tęsknię :))

      Usuń
  4. Nie mam ulubionego różu, rzadko używam :). Ten daje bardzo ładny efekt na policzkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mogę pojąć braku uwielbienia dla tego kosmetyku, przecież on tyle zmienia... :P

      Usuń
  5. Piękny jest ten róż! Sama posiadam jeden róż tej marki, odcień Coral, który
    I tobie jest dobrze znany :-) Róże BB są niesamowite i mam ochotę na więcej! Mam z Diora podobny odcień różu, też taki chłodniejszy, idealny na tę porę roku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coral to wyjątkowy odcień, mam go już na wykończeniu :) Zgadzam się z Twoją opinią w temacie różowej palety Bobbi, bo nie dość, że jakościowo jest fenomenalna, to jeszcze kolory potrafią zawrócić w głowie :)

      Diorowe róże też dobrze wspominam, od dłuższego czasu mam chęć na Rosy Glow :)

      Usuń
  6. pomimo posiadania paru sztuk róży częściej sięgałam po bronzer jednak od jakiś dwóch miesięcy używam tylko różu. Zdecydowanie lepiej 'maskuje' zmęczenie. Namiętnie ostatnio aplikuję róż z Inglota nr 95 bo oprócz delikatnego i bardzo naturalnego koloru ma satynowe wykończenie co dodaje trochę świeżości :)
    Efekt jaki daje Pale Pink bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bronzera używam z różną częstotliwością, bywa i tak, że przez dłuższy czas zupełnie po niego nie sięgam, lecz ostatnio bardzo chętnie dodaję go do swojego makijażu. Jakoś lepiej się czuję nieco przybrązowiona.

      O tak! Satynowe wykończenie potrafi zdziałać cuda, z takim różem cera od razu wygląda promienniej i zdrowiej :) Sama długo omijałam rozświetlające kosmetyki kolorowe, ale ten okres już minął. Aktualnie, pomimo tłustej cery, zaczynam doceniać wszelkie dobroci, które niosą za sobą niematowe kosmetyki :)

      Usuń
  7. no mi się zdarza do sklepu wyjść bez różu na policzkach... :D ale tak pokochałam je, że nie wyobrażam sobie pełnego makijażu bez różu ;)

    i oczywiście przez Ciebie, od kiedy zakupiłam, używam Tenderling. a biedny Peaches i Melba leżą i czekają na zbawienie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do warzywniaka też chadzam często bez makijażu, ale chodzi właśnie o to, że jeśli już go nakładam, to nie mogę pominąć różu, no nie i koniec. Kropka. :P

      Ha! Przecież Twa miłość do Tenderling była przesądzona (ja też go ostatnio namiętnie (z)używam) :D Ale brzydko to tak zaniedbywać pozostałe piękności! :P

      Usuń
  8. Intensywność koloru w opakowaniu troszeczkę mnie przeraża ;) Ale na policzku prezentuje się nadzwyczaj ładnie!
    U mnie teraz prym wiedzie róż w kremie z Maybelline.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta! Jak dobrze Cię widzieć :) Miałam zamiar napisać do Ciebie krótką wiadomość z pytaniem, czy wszystko dobrze się układa - mam nadzieję, że tak!

      Co do różu, to rzeczywiście może przestraszyć, gdyż jest intensywny, lecz nie mnie :P Nałożony lekką ręką wygląda tak, jak powinien - mgiełka naturalnego rumieńca, nic przerysowanego (chociaż i tak można :)).
      Te róże Maybelline sieją wielkie zadowolenie :) Sama mam chęć na coś świeżego w tej formule, właściwie, od dłuższego czasu. Już sobie nawet coś upatrzyłam :)

      Usuń
    2. Dziękuję! Małymi krokami do przodu, że pozwolę sobie tak ogólnie napisać :) Bardzo się pilnuję!
      I jestem pilnowana :) Uważam na siebie po prostu. Ale zatęskniłam za blogosferą. Bloga nie wskrzeszę, ale wrócę do komentowania!

      Ja mam odcień 04 pink i czuję się w nim bardzo dobrze :) Jeszcze wersja peach mnie kusi, ale to może na wiosnę. Minimalizm górą.

      Usuń
    3. Aneta! Jak fajnie! :)))

      Usuń
    4. Wiedz, że trzymam za Ciebie mocno kciuki. Bardzo się więc cieszę, że jest już lepiej i tak trzymać!
      Rozumiem Twoją decyzję o zakończeniu historii z czynnym blogowaniem, ale i tak żałuję. Dobrze jednak, że będziesz się pojawiać przynajmniej w tej komentarzowej sekcji! :)

      Jeśli zaś chodzi o te kosmetyczne sprawy... Minimalizm podziwiam i sama raczej trzymam w ryzach moje zapędy do poznawania nowości. Lubię testować nowinki, oj bardzo, ale jednak trzymam się pewnych zasad i rzadko pozwalam sobie na szaleństwo. Podjęłam też nawet decyzję o delikatnej redukcji ilości róży w mojej kolekcji (mam ich 6), być może zdecyduję się jeszcze na jeden zakup, który od bardzo dawna siedzi mi w głowie, ale nic więcej. Inne cuda muszą poczekać :)

      Usuń
  9. Uwielbiam róże do policzków, które mają w sobie właśnie magię odświeżenia zmęczonej cery, nadania jej świeżości, dziewczęcego wdzięku, to się zdecydowanie ceni! Ten konkretnie jest chyba jednak zbyt różowy i za dużo w nim niebieskich tonów, ale u Ciebie prezentuje się idealnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Asiu :) Ja nie stronię zarówno od tych ciepłych, jak i zimnych tonacji. W obydwóch czuję się dobrze, choć rzeczywiście, więcej u mnie tych pierwszych, gdyż na pewno lepiej zgrywają się z moją karnacją.

      Róż to kosmetyk magiczny, wespół z podkładem odmienia całą twarz :) Masz jakiegoś swojego absolutnego ulubieńca w tym temacie?

      Usuń
    2. U mnie jakoś tak sezonowo, zwłaszcza że często zmieniam kolor włosów ;-) Lubię kilka, ale nie wiem czy któryś z nich byłby takim "all time favourite" :-)

      Usuń
    3. Ja jestem ciekawa Twoich włosowych metamorfoz :D Podziwiam Cię za odwagę w tym temacie. W moim przypadku, decyzje o jakichkolwiek zmianach kolorystycznych muszą być dobrze przegryzione ;) Nie farbuję włosów już zbyt długo, aby tak po prostu chwycić za farbę i kombinować...

      Co do róży, takiego jedynego ulubieńca też chyba nie mam, bo doceniam wszystkie sztuki, w których posiadaniu jestem, ale myślę, że Warm Soul z MAC wybija się trochę. Jest uniwersalny i przepiękny, uwielbiam go i prawdopodobnie kupię ponownie, gdy zużyję obecne opakowanie :)

      Usuń
  10. Muszę zdecydować się na zakup różu BB w kamieniu, dotychczas w swoich zbiorach mam wersję w kremie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jesteś zadowolona z tej kremowej opcji? :)

      Usuń
  11. Swietny kolor. Lubie roze, mam kilka w kolekcji, nie wiem, ktory najbardziej lubie, ale chyba MAC Flowerpower

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jeden z tych kosmetyków, wśród których trudno odnaleźć jednego-jedynego ulubieńca. Sama też mam kilka sztuk róży i każdy uwielbiam tak samo... :) Fleur Power jest piękny! Intensywny i ożywiający, bardzo mi się podoba.

      Usuń
  12. Piekny odcień :) Na pewno przyjrzę mu się stacjonarnie. Obecnie z Bobbi Brown mam tylko Shimmer Brick i jestem zachwycona jakością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwetto, Twoja chłodna karnacja mogłaby się z nim bardzo polubić, serdecznie zachęcam Cię do odwiedzin stoiska Bobbi :)
      Shimmerbrick miałam (chyba w odcieniu Pink Quartz), ale posłałam go w świat ;( Teraz żałuję, lecz wówczas nie potrafiłam go docenić po prostu. Co nie zmienia faktu, że bardzo mi się podoba i na pewno w przyszłości zdecyduję się na powrót, bo wiem, że warto.

      Usuń
  13. Zdjęcie Twojej twarzy - piękne<3 I jak zwykle bardzo zgrabnie poprowadzony post :)
    Przyznam szczerze, że ostatnio dominował u mnie bronzer W7 Honolulu, który chciałam zdenkować (MAC czeka wciąż :P), ale od Karotki odkupiłam brzoskwiniowy Oriflame Glowing Peach i to był strzał w dziesiątkę! Żadne chłodne róże, mi najbardziej pasują brzoskwinie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Sylwia :)
      A ja z kolei w ostatnim czasie na równi eksploatuję mój jedyny obecnie bronzer Dior i któryś z róży (bo to obowiązkowy krok przecież :P). Uparłam się na Tenderling z MAC oraz Coral BB, bo w tych mam największe zużycie, blisko już tu denka totalnego. Chcę trochę zminimalizować moje zasoby w tym temacie :)

      Jeśli czujesz się najlepiej w ciepłych tonacjach, to mogę Ci również polecić Melbę oraz Warm Soul z MAC, no i koniecznie obejrzyj w takim razie właśnie Coral u Bobbi (albo Nectar <3). Wszystkie są cudowne! A na pokaz Glowing Peach czekam :P

      Usuń
    2. Ja właśnie też uparłam się na Honolulu, ale nie wiedziałam, że będę go tak długo zużywać :P MACa kupiłam już przecież spory kawałek czasu temu.

      Zapiszę sobie te propozycje, dziękuję :* Będę już wiedziała co kupować :) A Glowing Peach trochę potestuję i zapewne pokażę na blogu :))

      Usuń
    3. Nooo, pamiętam, jak jeszcze w czasie gorącego lata mówiłaś o tym MACzku :D Widzisz, ja ubzdurałam sobie, że do końca tegorocznego ciepłego okresu zużyję Coral, i co? Nadal trochę go jeszcze mam, skurczybyk jest wydajny :D

      Usuń
    4. Właśnie Honolulu też, a już myślałam, że minie chwila aż go zużyję. A tu cwaniak się trzyma :P Chociaż jest już tylko w rogach, więc zmaltretuję do końca :P

      Usuń
  14. Odpowiedzi
    1. Cieszę się :) Lubisz bardziej chłodne, czy ciepłe tonacje?

      Usuń
  15. Kolor pięknie wypada na twarzy, choć w pudełeczku wydaje się szałowy :) Widziałam gdzieś coś podobnego z Diora.
    Ja także nie wyobrażam sobie makijażu bez różu. Bronzer mógłby dla mnie nie istnieć, ale róż to pozycja obowiązkowa :) Aktualne używam Sugarbomb z Benefit, Hot Mamę The Balm i dwóch pozycji z Lily Lolo - sypkiej Ooh La La i prasowanej Coming Up Roses :) Lubię wszystkie :D Jak coś zużyję to skuszę się na MAC lub właśnie BB.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, Daga, bo on jest szałowy :D Fakt, w opakowaniu na pewno wygląda ostro, ale takie róże mają niesamowitą moc optycznego odświeżania cery, baaaardzo je za to lubię :)
      Co do Dior, to pewnie masz na myśli Rosy Glow, on posiada mniej niebieskich tonów, nie jest tak chłodny, ale również jest piękny i chodzi mi po głowie od dawna.

      A wiesz, ja bronzery bardzo lubię i zawsze muszę taki u siebie mieć. Obecnie denkuję moją jedyną sztukę i powoli rozglądam się za czymś nowym.
      Powiem Ci, że do róży w formie sypkiej nie jestem przekonana, bardziej kuszą mnie formuły kremowe - o dziwo, bo przecież kiedyś nie wyobrażałam sobie takich cudaków na mojej tłustej cerze (zresztą, tak, jak matowych pomadek na ustach :P). Bardzo chętnie jednak poczytam (i pooglądam!) o Twoich doświadczeniach :)

      Usuń
    2. Ja z kolei nie wyobrażam sobie używać kremowych konsystencji :D Sypkie formuły, o dziwo, bardzo mi odpowiadają. Post o różach LL mam w planach, także niebawem je pokażę :)

      Usuń
  16. Hahahah Kochana, odpowiem na Twoje pytanie! Tak, potrafię makijaż wykonać bez różu :DDD
    uczę się pilnie, staram się jak mogę :) moją świeżą propozycję znasz! :DD
    Powiem Ci szczerze, że w opakowaniu wygląda wręcz agresywnie, ale na Twoim policzku całkiem subtelnie i fajnie! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj jeszcze chwilę, jak poużywasz swojego nabytku przez dłuższy czas, to utkniesz, jak i ja :P

      Pale Pink jest ostry, nie da się ukryć :) Ale na twarzy przyjmuje inne oblicze, w zależności od nałożonej ilości. Ja nie boję się nawet mocniejszego koloru, po prostu tak lubię :)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że będę spokojna w tej kwestii i nie utknę tak jak Ty :DDD
      Kochana, ale Tobie takie kolory pasują! nie jestem sobie w stanie wyobrazić różu, w którym wyglądasz źle :D
      PS. Możesz polecić jakiś pędzel totalnie totalnemu laikowi? :D myślę o RT ale nie wiem czy dobrze myślę. Mam Hakuro ten taki ścięty, ale coś mi w nim nie gra

      Usuń
    3. To się zobaczy ;D

      A właśnie miałam iść do Ciebie i coś w temacie pędzla napisać, bo zapomniałam przy ostatnim komentarzu :) A więc tak: ja bardzo lubię Blush Brush Bobbi Brown, mam go już kilka dobrych lat i nic się z nim nie dzieje, wygląda jak nówka. Bardzo przyjemnie nakłada się nim róże i bronzery. Jakiś czas temu zmieniono jego kształt i wydaje mi się, że chyba nawet na lepsze (coś podobnego i tańszego jest też w MAC, 116).
      Teraz sama szukam drugiego pędzla do różu, bo lubię mieć dwa, a mój ścięty Hakuro jest w opłakanym stanie (zaznaczam, że kupowałam go znacznie później, niż BB...) i to opcje, które biorę pod uwagę:
      MAC 109 - fajny, mały o zaokrąglonym włosiu. Wydaje mi się precyzyjny i to mnie do niego przekonuje
      MAC 168 - klasyczny, ścięty pod skosem
      ZOEVA 127 - taka sama klasyka, jak MAC 168, tyle, że tańsza trzy razy :)
      Bardzo intensywnie myślałam też o Blush Brush z RT właśnie, ale ostatecznie wybiorę coś z tej trójki powyżej :)

      Usuń
    4. Baaaardzo dziękuję Ci za odpowiedź! :**
      teraz całkowicie zbiłaś mnie z pantałygu :DD brałam pod uwagę Blush Brush z RT (ale nigdy nie miałam go w ręku) albo Hakuro H14. Zastanawiałam się też nad pędzlami Digital Girl ale teraz już nie wiem nic! :D

      Usuń
    5. Proszę bardzo :*
      Decyzję musisz podjąć sama, kup to, co wydaje Ci się najlepszym wyborem :)

      Taką najbardziej rozsądną pod względem cenowym opcją wydaje mi się Zoeva, bo podobno jakość jest świetna, ale sama potwierdzić nie mogę, bo jeszcze z tymi pędzelkami styczności nie miałam. Pędzle Hakuro są w porządku, ale ja ich już więcej nie kupię, ze względu na dwie sztuki, które stosunkowo szybko wypadły u mnie z obiegu (włosie albo wypadło z trzonka, albo stało się totalnie nieprzydatne). Blush Brush bardzo dużo Dziewczyn chwali, sama też dostrzegam jego plusy :)
      Trudny wybór :D

      Usuń
    6. No własnie ja Hakuro również darzę ogromnym sentymentem, ale zaczynają mi się te pędzle rozwalać i nie wiem czy chcę w nie znowu inwestować. Przyznam szczerze, że Zoeva jest mi totalnie obca, kojarzę ją tylko z bloga i YT. Chyba pokuszę się na RT, ale sama jeszcze nie wiem :))

      Usuń
    7. Pójdź za głosem serca :D

      Usuń
  17. Kolor boski, bardzo Ci pasuje :) Ja bym się go obawiała, no ale najlepiej sprawdzić na żywo :) Kuszą mnie róże od Bobbi, na równo z ofertą NARS :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że gdybyś użyła odpowiedniego pędzla (np. Duo Fibre), to Twoje obawy rozpłynęłyby się od razu :) Ja mogę go nawet zbitym pędzlem aplikować, efekt matrioszki mi niestraszny :D
      Jeśli skusisz się na coś z oferty Bobbi, zapewniam, nie będziesz żałować. Kolory cudowne, a jakość genialna. Z Nars mam tylko jeden róż, Orgasm - bardzo go lubię, ale ostatnio zaniedbuję.

      Usuń
  18. Zdecydowanie, róż to mój ulubiony kolorowy kosmetyk, nie ma bez niego makijażu:) Fajny jest, choć obawiam się, że jednak mógłby być dla mnie trochę za zimny. A róże BB są genialne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiemy się :) Ja akurat dobrze czuję się zarówno w chłodnej, jak i ciepłej tonacji różowej. Choć na pewno te drugie wypadają lepiej w połączeniu z moją karnacją. Nie boję się jednak eksperymentować :)

      Usuń
  19. Bardzo delikatny, przyjemny róż :) Ja z BB nie mam jeszcze żadnego różu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym go delikatnym nie nazwała, kolor sam w sobie jest mocny, ale prawdą jest też, że można stworzyć dzięki niemu subtelny tylko woal, dzięki czemu, niczym naturalny rumieniec zdobi skórę :)

      Jeśli z różami Bobbi Brown jeszcze się nie znasz, to bardzo zachęcam Cię do obejrzenia jej oferty, jest naprawdę bogata :)

      Usuń
  20. Przepiękny! I wnioskując po widocznym już denku, bardzo się lubicie :)
    Uwielbiam takie odcienie zimą. Zawsze kojarzą mi się z Królewną Śnieżką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Marti, bardzo-bardzo :) Chociaż u mnie prawie wszystkie róże mają widoczne denko, a dwa zbliżają się już do dna ostatecznego :D

      A wiesz, że ja Ciebie w takim chłodnym różu chyba nie kojarzę!? Gdy zamykam oczy i maluję sobie Twoje podobieństwo w głowie, widzę na policzkach brązik :D

      Usuń
  21. Pomimo obawy przed różowym kolorem napoluczkach, za speawą Rose Glacier od Chanel zaczynam sie do niego przekonywać wiec moze z czasem i na różowe kolory od Bobbi sie zdecyduje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rose Glacier jest przepiękny :) Zresztą, róże Chanel także bardzo doceniam, zawsze dobrze mi służyły i na pewno w przyszłości znów sięgnę w ich stronę.
      A Bobbi polecam, to jedna z lepszych marek tworzących róże, przynajmniej spośród tych, których próbowałam :)

      Usuń
  22. Przepiękny odcień, nie spodziewałam się, że będzie się tak subtelnie prezentować na policzkach. Ja niestety nie jestem wierna różom i praktycznie każdego dnia staram się sięgać po inny. Nie chciałabym, żeby któraś sztuka czuła się niekochana ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, tutaj wszystko zależy od sposobu nałożenia oraz od rodzaju pędzla, którym się posłużę. Naprawdę świetnie można stopniować nasycenie tego koloru na policzkach :)

      Twoja taktyka ma sens! U mnie bywa różnie, choć przyznam, że zwykle jednego różu używam przez dłuższy czas lub po prostu w zależności od ochoty, czy potrzeby dopasowania go do danego makijażu. Nie skaczę po nich jak z kwiatka na kwiatek :D

      Usuń
  23. Kurka, był tu mój komentarz! Taaaaki długi :( Dziś weszłam zobaczyć, czy mi odpowiedziałaś i pustka :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M., ja zanim opublikuję komentarz, kopiuję go, a potem sprawdzam jeszcze kilka razy, czy pojawił się pod postem, bo już wielokrotnie zdarzyła mi się taka sytuacja, że gdzieś mój wywód wcięło :/

      Napisz jeszcze raz, jeśli masz chęć :) Zawsze z przyjemnością czytam Twoje długaśne wypowiedzi :*

      Usuń
    2. Też czasem kopiuję, ale nie zawsze, chyba musi mi towejść jednak w nawyk...
      Napiszę, ale muszęsię zdrzemnąć i zrobić obiad, bo już całkiem nie myślę ;)
      :*

      Usuń
  24. Przepiękny! Jako nieanonimowa różoholiczka muszę go mieć! :-)) Masz rację, że róż dodaje kropkę nad i w makijażu, szkoda że wiele dziewczyn z niego rezygnuje na korzyść bronzerów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różoholizm to przypadłość, na którą i ja cierpię :D Koniecznie wypróbuj Pale Pink, na Twojej jasnej karnacji powinien spisać się wybornie!

      Wiesz, ja do bronzerów solo też nic nie mam, bo to kwestia samopoczucia - sama też zaczynałam uzupełnianie mojego makijażu od kosmetyków tego rodzaju. Lecz odkąd poznałam odświeżającą moc róży, wiem, że to jest to, w czym ja czuję się najlepiej. Z różu zdarza mi się zrezygnować naprawdę sporadycznie, np. gdy noszę czerwoną pomadkę :)

      Usuń
  25. Piękny <3 Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie zwracałam uwagi na kosmetyki BB i widzę, że to był błąd. Podczas pobytu w Polsce pójdę do Douglasa pooglądać sobie wszystko z bliska, może coś wpadnie mi w oko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie nadrabiaj to niedopatrzenie! :D Bobbi w większości ma świetne kosmetyki, a jej róże są genialne. Paleta kolorystyczna przyprawia o zawrót głowy, na pewno coś dla siebie wypatrzysz :)

      Usuń
  26. Śliczny jest! Ja także uwielbiam róże i nie potrafię wyobrazić sobie brak upiększonych policzków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie, bo róż to niezbędnik. Odmienia całą twarz, nigdy nie zrozumiem, jak można nie dostrzegać potrzeby zastosowania tego kosmetyku ;))

      Usuń
  27. Moja chęć posiadania została własnie pobudzona. Teraz toczy walkę serce i rozum (kolejny róż?). Napisz co masz na twarzy i ustach, bo ten zestaw wygląda IDEALNIE!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tę walkę znam aż za dobrze! Mam słabość do róży i czasami naprawdę trudno mi wesprzeć rozsądek w tej bitwie ;)

      Pytanie zadałaś mi trudne, bo zdjęcie jest dość leciwe... Na twarzy mam podkład również od Bobbi (Oil Free Even Finish - ale nie polecam), na ustach na pewno jest błyszczyk Dior Addict Ultra-Gloss Pearl 257, a oczy to mieszanka cieni Bobbi Brown, MAC oraz Inglot :)

      Usuń
  28. Jak widzę taki pink, to już mi serce bije szybciej :) uwielbiam takie róże, dodają takiej dostojności nawet najdelikatniej urodzie. Och, pięknie Wam razem :))

    OdpowiedzUsuń