sobota, 2 sierpnia 2014

Xen-Tan, Dark Lotion Weekly Self-Tan

Powodów, dla których lubię opaleniznę są dziesiątki. A dodam, że mogłabym je mnożyć nieskończenie, gdyż ten niepozorny detal zapewnia mi sporo korzyści. Dzięki niej wyglądam zdrowiej i szczuplej (o tak!), a muśnięte słonecznymi promieniami ciało, w mojej ocenie, zyskuje na apetyczności. Nasuwający się wniosek końcowy staje się argumentem atutowym - w stanie przybrązowienia czuję się po prostu lepiej :)

Pierwsze „ale” pojawia się jednak od razu po tym, gdy pomyślę o sprawie perspektywicznie. Przed oczyma staje mi obraz ekstremalnie pomarszczonej mnie za lat kilkadziesiąt. Po prawdzie, proces ten jest nieunikniony, lecz w świetle szeroko obecnie dostępnych informacji o szkodliwości promieni słonecznych, w miarę możliwości, staram się rozsądnie z ich urzędu korzystać; a że w odpowiednim czasie udało mi się dotrzeć po rozum do głowy, solarium również nie leży w kręgu moich zainteresowań. Ale, ale! Są jeszcze samoopalacze… I tu pojawia się drugie „ale”. Tym razem bardziej estetyczne, niż prozdrowotne. Okropny zapach, pomarańczowa skóra, brudne ubrania i nierównomierny koloryt. Te argumenty wystarczająco stopowały mnie przed sięganiem po kosmetyki ze słonecznych półek. Na szczęście moja ciekawość potrafi zaprowadzić mnie w miejsca znacznie przyjemniejsze, niż przysłowiowe bramy piekieł. Ba! Często udaje mi się nawet coś na tej chęci poznania ugrać. Tak właśnie było, gdy poznałam Xen-Tan - samoopalający balsam z prawdziwego zdarzenia. Przeciwieństwo wszystkich dotąd mi znanych samoopalaczy i zaprzeczenie wszystkich moich obaw ich dotyczących.




Kolor? Idealny, naturalny, oliwkowo-złocisty. Wreszcie mam to, co mi się podoba i w czym dobrze wyglądam. Nie muszę bezczynnie leżeć na piaszczystej plaży, by moja skóra przybrała letnie oblicze, nawet w środku zimy :) Aplikacja Xen-Tan jest wybitnie prosta - już świetna, lekka, kremowo-żelowa konsystencja ułatwia jego rozprowadzanie, a brązowy kolor produktu czyni to zajęcie banalnym. Pełna kontrola, brak smug, brak plam i równomierny koloryt całego ciała (a także twarzy!), który utrzymuje się 5-7 dni. Jednorazowa aplikacja zapewnia mi wygląd subtelnie muśniętej słońcem skóry, jeśli jednak mam ochotę na mocniejszy efekt, ponawiam czynność dnia kolejnego. Wówczas wiem, że muszę przygotować się na pytania o moje minione wakacyjne wojaże :)
Ogromnym, dodatkowym, całkiem zaskakującym plusem Xen-Tan Dark Lotion są jego właściwości pielęgnujące, bowiem dzięki zawartości kilku olejków pozostawia skórę miękką i przyjemnie nawilżoną. A wszystko to bez mocnego, przykrego, duszącego aromatu, który zwykle towarzyszy procesowi tworzenia na skórze wakacyjnego koloru.




Doprawdy, trudno mi doszukać się tutaj choć jednej negatywnej cechy, którą mogłabym zarzucić temu produktowi. Dla mnie został ideałem, obecna butelka jest moją kolejną i z pewnością nie ostatnią. Wam również go polecam :)


Macie swoich ulubieńców w temacie kosmetyków samoopalających? A może znacie asortyment Xen-Tan?


Pozdrawiam Was,
Megdil

55 komentarzy:

  1. Samoopalacze nie są mi obce :)
    Jakiś czas temu odkryłam samoopalacz z Diora - jest wspaniały. Żadnych smug, nie brudzi ubrań, zdecydowaie najlepszy, jaki miałam!
    Tego Xen-Tan nie znam zupełnie, cieszę się, że tak dobrze się spisuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że nie wiedziałam nawet o tym, iż Dior ma w swej ofercie samoopalające kosmetyki, chyba nieuważnie patrzę na półki :)

      Naprawdę trudno odnaleźć się w tym temacie, zanim poznałam Xen-Tan, słońce w tubce kojarzyło mi się z solaryjną pomarańczą ;P
      Dobrze, że w tym gąszczu niewypałów udało nam się odnaleźć świetne propozycje, z których używania czerpiemy przyjemność :)

      Usuń
  2. Ja od samoopalaczy wolę balsamy brązujące. Jak dla mnie są mniej problematyczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sęk w tym, że dobry samoopalacz nie jest ani trochę problematyczny :) Serdecznie zachęcam Cię do wypróbowania Xen-Tan Dark Lotion, może i Ty zmienisz zdanie :)

      Usuń
  3. Samoopalaczy nie uzywam, bo jakos sie one u mnie nie trzymaja ;D ja codziennie peeling ciala robie i buzi tez ;D przy mojej mieszanej skórze to musze ;D
    ale super ze u Ciebie sie sprawdzil i ze jestes zadowolona :)
    p.s paczuszka w drodze, wlozylam ci kilka drobiazgów jeszcze ;D
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Codziennie się peelingujesz? A już myślałam, że to ja jestem mistrzynią częstotliwości takich zabiegów, przynajmniej w kwestii złuszczania skóry na twarzy :D Ciało peelinguję 1-2 razy w tygodniu, w zależności od potrzeby, a twarz w zasadzie codziennie - w taki, czy inny sposób :)

      Oj, Karo!! Miał być tylko pędzelek! :P Ale bardzo Ci dziękuję, dam znać, gdy podarki trafią w me ręce :*

      Usuń
  4. Samoopalacz ten kupiłam dzięki Tobie i jestem zadowolona, że skusiłam się na niego tak szybko! Rzeczywiście daje piękny odcień opalenizny. Chociaż jak dziś się przekonałam, rajstopy w sprayu Sally Hansen też nie są złe, koleżanka nawet krzyknęła: "jakie Ty masz opalone nogi!":D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się cieszę, że Ty się cieszysz :* Może to zabrzmi trywialnie, ale to produkt, który czasami winduje moje samopoczucie, zdecydowanie dobrze czuję się w ładnej opaleniźnie :)

      Ejjj, o tych rajstopach w spray`u czytałam i słyszałam parokrotnie, ale odnosiłam się do nich bez większego entuzjazmu. W sumie nie wiem nawet dlaczego :| A powiedz, nie brudzi to ubrań? I nie spływa ze skóry? :P Mnie ostatnio zamarzył się produkt od Caudalie, Divine Legs, to chyba coś podobnego do tworu SH. Kupię sobie w przyszłym roku :)

      Usuń
    2. Nie martw się, ja też zdecydowanie lepiej czuję się w opaleniznie ;) Nadaje ona uroku, blasku i wyszczupla :D

      Nie brudzi ubrań ani nie spływa ze skóry - prawdopodobnie dlatego, że po rozpyleniu ich na nogi trzeba dość szybko je wetrzec, bo robią się trochę tępe. Niestety jeśli chodzi o Caudalie to nissiax83 w swoim filmiku mowila, że produkt ten nie nadaje się na temperatury powyżej 25st, podobno nieeestetycznie spływają :(

      Usuń
    3. Ja to żałuję, że z natury takim bladziochem jestem. Na szczęście, można się skutecznie wspomagać kosmetykami :) Niby drobnostka, a jak sporo potrafi zmienić.

      Kurczę, teraz jestem w kropce :( Może uda mi się zdobyć jakąś próbkę Divine Legs... Jeśli jednak będzie zachowywał się tak, jak mówisz, wiem przynajmniej, po co sięgnąć w zamian :) A na długo wystarczają te rajstopy od SH?

      Usuń
    4. Ja też żałuję, karnację mam naprawdę jasną, aczkolwiek są jeszcze jaśniejsze, więc nie jest tak źle :D

      Jeśli chodzi o trwałość rajstop SH to zależy... U mojej mamy wygląda tak jakby miała je kilka dni, a ja mam wrażenie, że po 1-2 dniach już mi schodzą pod wpływem mycia...

      Usuń
    5. Magdil podpisuję się pod peanami na temat rajstop w sprayu ;)

      Usuń
  5. rzadko sięgam po tego typu produkty :) w tym roku pierwszy raz sobie kupiłam takowe :) jeden z Clarins do twarzy i dekoltu a drugi Vita Liberta :) jestem zadowolona , Twój opis kusi mnie i z chęcią bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vita Liberata nie znałam, ale zdążyłam się już zorientować, że dostępny jest w Sephorze, czuję się zainteresowana :) Ładną opaleniznę tworzy?
      Clarins natomiast kusi mnie swym samoopalaczem do twarzy, na pewno kupię go sobie niedługo.

      Aguś, jeśli masz chęć, mogę Ci podesłać Zenka na wypróbowanie, przekonasz się, czy i Tobie będzie odpowiadał :)

      Usuń
  6. Pierwszy raz słyszę o tym produkcie, ale muszę przyznać, że wygląda ciekawie. Generalnie jednak preferuję balsamy brązujące, jakieś wydają mi się bezpieczniejsze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, Aniu, że z balsamami brązującymi też mam pewną historię, jednak żaden z tych, z którymi miałam do czynienia, nie może się równać z tym samoopalaczem. Poza tym, noszenie na skórze tego specyficznego zapachu każdego wieczoru wcale mnie nie przekonuje :P

      Usuń
  7. Nigdy nie używałam samoopalaczy, ale po Twojej recenzji chyba zmienię zdanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie polecam! Jak się okazuje, nie wszystkie samoopalacze są takie same, brzydko pachnące i z pomarańczowym efektem na mecie ;) Xen-Tan jest świetny, więc jeśli chcesz się przekonać do produktów tego rodzaju, koniecznie po niego sięgnij :)

      Usuń
  8. Nazwa kosmetyku brzmi tajemniczo,ale skoro Ty go zachwalasz to na pewno jest wart kupna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu, nie wiem, jakie jest Twoje ustosunkowanie do samoopalaczy, ale dla kogoś, kto lubi cieszyć się skórą muśniętą słońcem przez cały rok, to rozwiązanie jest rewelacyjne.
      Ty masz chyba dość ciemną karnację? Ja muszę się wspomagać :D

      Usuń
  9. mam straszne opory przez jakimikolwiek opalaczami, po tym gdy wyglądałam jak marchewka, poszłam sobie zadowolona do szkoły... :D wolę być bladziochem. a pomyśleć, że jeszcze niedawno mogłam leżeć całymi dniami plackiem nad basenem, czy nad morzem. a teraz? unikam słońca, jak ognia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, podobne przykre doświadczenie i ja mam za sobą. Tyle, że nie po zastosowaniu samoopalacza, a balsamu brązującego. Smarowałam się każdego wieczoru. Smarowałam się, smarowałam i smarowałam, aż któregoś dnia ujrzałam w lustrze cudną pomarańczkę :D Oj, długo nie mogłam przekonać się do używania słońca w tubce ponownie :)
      Ja nie lubię leżeć plackiem na słońcu, lecz z przybrązowioną skórą lepiej się czuję, więc musiałam znaleźć dobrą alternatywę. No i mam!

      Usuń
  10. Nie znam tego kosmetyku, ale z racji tego, ze nie lubie opalac a moja skóra ma kolor zielony to takie cudo by mi sie przydało !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie przepadam za smażeniem się na słońcu, więc Xen-Tan jest moim wybawieniem :) Serdecznie Ci go polecam!

      Usuń
  11. ! Ja tez długo poszukiwałam cudu, nie nawidze sie opalać, solarium odpada, a w wiekszosci samoopalacze zostawiały smugi, juz teraz wiem co kupić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, większość samoopalaczy to pomarańcz w czystej postaci, zwykle dochodzą też smugi i nieestetyczne plamy, choćby nie wiem, jak się człowiek starał podczas aplikacji... Xen-Tan Dark Lotion ma brązowe zabarwienie, więc w znaczny sposób ułatwia orientację - gdzie produkt został już nałożony i gdzie należy przyłożyć się jeszcze do rozsmarowania, by efekt końcowy nas zadowolił :) A rezultaty są wspaniałe, jestem przekonana, że zauważysz różnicę :)

      Usuń
  12. Moje doświadczenie z samoopalaczami są raczej mizerne. Dawno demu, w czasach studiów jeszcze, więc naprawdę dawno temu, uzywałam jakiegoś śmierdziuszka i tak skrupulatnie się smarowałam, że byłam piękną, plamiastą pomarańczką :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Marti, skąd ja to znam :D Ja też się tak niejeden raz załatwiłam. I nie tylko samoopalaczami, ale też balsamami brązującymi (pomarańczującymi? :D). Tym większa jest moja radość z poznania Xen-Tan. To naprawdę godny polecenia produkt. A dla mnie to prawdziwy wybawca, niczego lepszego jeszcze nie stosowałam :)

      Usuń
  13. Ja jestem mega zadowolona z samoopalacza AA. jak marki nei lubię to balsam jest mega,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, ja z AA miałam chyba tylko kremy do rąk i stóp, nic więcej. A jak z aplikacją, kolorem i trwałością tego samoopalacza, który lubisz?

      Usuń
  14. Próbeczka Zenka, która trafiła do mnie za Twoją sprawą pokazał mi, jak można przenieść samoopalaczowy świat na wyższy poziom :) Póki co nie planuję zakupu Zenona, bo promienie słoneczne, które łapię na każdym kroku już zdążyły przyciemnić moją skórę, tym bardziej, że nie jestem totalnym bladzioszkiem. Jednak jesienią/zimą sytuacja może ulec zmianie, wiesz jak jest ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze to ujęłaś, Daga! To wyższy poziom samoopalania :D
      Taaa, aż za dobrze wiem, jak się sprawy kosmetyczne zwykle mają - w związku z powyższym, przewiduję, że w okresie jesienno-zimowym, gdy zatęsknisz za opalonym ciałkiem, niczym strzała pognasz w odmęty internetu i przywołasz Zenka donośnym kliknięciem :D

      Usuń
    2. O boże, ale kusicie! :>

      Usuń
  15. Uwielbiam opaleniznę, tak samo jak nie znoszę się opalać. Solarium jednak również trochę mnie stresuje pod względem zdrowotnym plus jest to jednak kosztowna opcja na dłuższą metę. Fajnie, że można stosować go do twarzy, bo większość kosmetyków tego typu powoduje u mnie wykwit niespodzianek. Do tego długo trzyma się efekt opalenizny, super! Muszę się za nim rozejrzeć u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, Asiu, że z solarium również kiedyś korzystałam, niby z rozsądkiem, ale jak pomyślę sobie teraz o leżeniu pod tymi lampami, to ciarki mi po plecach przechodzą ;) To już zdecydowanie nie dla mnie.

      Co do stosowania Xen-Tan na twarz... Przed pierwszym takim podejściem mocno się stresowałam, zwłaszcza, że moja cera jest szczególnie podatna na wszelkiego rodzaju 'niespodzianki', lecz zostałam bardzo miło zaskoczona. Zwykle nakładam go raz w tygodniu, choć zdarza się, że aplikację ponawiam drugiego dnia (wówczas, gdy zależy mi na mocniejszym efekcie) i przy założeniu takiej częstotliwości nie muszę się obawiać o żadne przykrości. Przy czym, oczywiście, efekt na twarzy utrzymuje się krócej, niż na ciele.

      Daj znać, gdy go sobie kupisz. Jestem ciekawa Twoich wrażeń! :)

      Usuń
    2. Czekam do piątku na wypłatę, akurat powinna być z górką, więc nie będę musiała sobie żałować po urlopie pieniążków na siebie i wtedy zamawiam :) Dam znać na pewno :)

      Usuń
  16. Kusisz tym samoopalaczem i to bardzo. Jak skończę samoopalacz, który obecnie stosuję chyba w końcu skuszę się na ten ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam :) Jestem przekonana o Twoim zadowoleniu, myślę, że Zenka nie da się nie lubić :))

      Usuń
  17. Samoopalacze to moi nieodłączni towarzysze, korzystam z nich praktycznie cały rok, choć w okresie letnim zdecydowanie częściej. Xen-Tan nie znałam, narobiłaś mi na niego ochoty i będę miała go na uwadze przy kolejnych zakupach :) Obecnie korzystam z pianki Vita Liberata i jestem z niej zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mniej więcej przez cały rok korzystam z dobrodziejstw kosmetyków brązujących z podobną częstotliwością. Na dobre wpisały się w moje potrzeby :)
      Marki Vita Liberata do niedawna jeszcze nie znałam, ale również poczułam się zaciekawiona, głównie kolorem opalenizny, jaki daje :) Xen-Tan bardzo polecam Twojej uwadze, sądzę, że będziesz zadowolona tak samo, jak ja :) Opalenizna jest piękna i bezproblemowa, a w dodatku charakterystyczny dla samoopalaczy zapach nie jest tu tak uciążliwy. Nic, tylko się smarować :))

      Usuń
  18. Wielka szkoda, że nie pokazałaś kawałka tego pięknie przybrązowionego ciałka :P Jeśli chodzi o typowe samoopalacze, zawsze omijałam szerokim łukiem, w ubiegłym roku zaczęłam za to używać balsamu samoopalającego Dove, który bardzo go polubiłam. To taki pierwszy krok do sztucznej opalenizny.

    Tego roku słońca widziałam mało i obecnie chyba bliżej mi do sięgnięcia po samoopalacz niż leżenia plackiem, czy chodzenia do solarium. Będę miała oko na tego Twojego ulubieńca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam nad tym, ale nie byłam w stanie się poświęcić i posmarować nim jednej nogi, drugą pozostawiając w moim bladym odcieniu choć na jeden dzień :P A zdjęć 'przed i po' jeden dzień po drugim nie było sensu robić, bo różnica w świetle i tak przekłamałaby różnice.

      Ja również przeszłam przez etap z balsamami brązującymi, ale (pomijając już kwestie kiepskiego odcienia z mocnymi pomarańczowymi tonami) zdecydowanie bardziej odpowiada mi efekt natychmiastowy, po jednorazowej aplikacji. Tym bardziej, że te balsamy nie mają zwykle jakichś szaleńczych właściwości pielęgnacyjnych, więc używanie ich każdego dnia mogłoby się kiepsko skończyć dla mojej domagającej się nawilżenia skóry.

      Gdy będziesz już gotowa na krok drugi, koniecznie weź pod uwagę Xen-Tan, przekonasz się, że to zupełnie inna liga :)

      Usuń
  19. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że Ci się u mnie podoba :)

      Usuń
  20. Od dawna przymierzam się do zakupu samoopalacza Xen-Tan, ale póki co do zużycia mam spory zapas z B&BW. W przyszłym roku muszę koniecznie go kupić, łatwość aplikacji i trwałość w pełni mnie przekonują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, koniecznie daj mu okazję do wykazania się :) Ja używam go przez cały rok i jestem ogromnie zadowolona, myślę, że i Ty będziesz :)

      Usuń
  21. Dołączam do tych co lubią być brązowe :-) o ile górna część ciała opala mi się na brązowo bardzo szybko i zostaje tak przez cały rok o tyle nogi za cholerę nie chcą się zabrązowić. Do nich używam rajstop w sprayu Sally Hansen, zdarzają mi się skoki w bok ale zawsze do nich wracam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piąteczka! :) U mnie górna część ciała też szybciej się opala, ale i na skórę nóg pod tym względem nie mogę bardzo narzekać. Jednak nie zmienia to faktu, że coraz rzadziej opalam się naturalnie, korzystając ze słońca. Coraz bardziej mnie to męczy, leżenie plackiem nie dla mnie :)

      Na te rajstopy od SH zdecyduję się pewnie w przyszłym roku. Miałam na uwadze także Divine Legs od Caudalie, ale podobno mają tendencję do spływania przy wyższych temperaturach :/

      Usuń
  22. No to ja jestem wyjatkiem i lubie byc blada :) Pozdrawiam Cie cieplutko ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ależ dawno Cię tu nie widziałam, Leemonko :)

      No i bardzo dobrze, że lubisz swój naturalny odcień, różnorodność musi być :) Ja w mojej bladej skórze czuję się niemrawo i przejrzyście ;P
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  23. Megdil gdzie go kupujesz? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że poczułaś się zaintrygowana :D
      Elu, ja kupuję ten samoopalacz na Allegro (polecam Sklep Estetyka, który prowadzi również samodzielną działalność internetową), gdybyś miała jakieś wątpliwości, to służę pomocą, postaram się podrzucić Ci jakieś linki :)

      Usuń
  24. Jeśli zaświta mi znowu chęć sięgnięcia po samoopalacz, jestem pewna, że to będzie już go kupię :) uwielbiam takie ekspresowe działania :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jakoś nie stosuję tego typu produktów, ale tylko dlatego, że obawiam się plam i sztuczengo koloru. A że jestem totalnym laikiem w tej sprawie wolę omijać samoopalacze z daleka ;)

    OdpowiedzUsuń