piątek, 4 kwietnia 2014

Weekendowe przyjemnostki: Cukrowe SPA :)

Dzisiejszy post sponsoruje słowo przyjemność :) Jako że dziś oficjalnie rozpoczyna się weekend, a dla większości z nas to taki moment tygodnia, w którym łatwiej jest znaleźć chwilę dla siebie, chcę Was mocno do tego zachęcić :) W związku z tym przyświecającym mi celem nie mam w zamyśle tworzenia skrupulatnych recenzji, a jedynie przedstawienie Wam moich luźnych przemyśleń w temacie tych kilku kosmetyków, które aktualnie uprzyjemniają mi domowy łazienkowy seans :)

Moje domowe SPA inauguruje przyodzianie się w milutki szlafrok i demonstracyjne zamknięcie łazienkowych drzwi. Troski dnia codziennego umieszczam w szczelnej fantasmagoryjnej pocztowej skrzynce, daję sobie chwilę na odetchnięcie, myślę o czymś, co sprawia mi radość, albo nie myślę o niczym – takie chwilowe odłączenie się od świata też może przyczynić się do rozluźnienia nielubianych zmarszczek ;)




Kolejnym, już kosmetycznym, punktem koronnym jest pozbycie się martwego naskórka z całego ciała. Za to właśnie ubóstwiam peelingi – dają poczucie lekkości i wypielęgnowanej do granic możliwości skóry. Tego z Phenome zachwalałam już tutaj. Jest to niewątpliwie mój ulubiony na tę chwilę scrub i to właśnie on zachęcił mnie do dalszej eksploracji linii Pure Sugarcane. Jego cudowny aromat stał się więc ostatnio bazą dla pozostałych dwóch kosmetyków, które w pielęgnacji ciała mi towarzyszą. Przy okazji jednej z promocji skusiłam się na żel i lekką emulsję nawilżającą. Jest słodko, lecz zbalansowanie dzięki owocowo-kwiatowym nutom – piękny aromat unoszący się w powietrzu na każdym etapie cielesnej pielęgnacji, to jest to!

Żel jest przyjemny w obsłudze nie tylko dzięki zamontowanej pompce, czy wspaniałemu zapachowi. To pierwszy tego rodzaju kosmetyk, który wzbudził we mnie autentyczny zachwyt! Przyznaję, że wraz z jego zakupem nie nastawiałam się na wiele. Głównym czynnikiem nabywczym był tutaj zapach i chwilowy spadek formy – cóż może być lepszego na poprawę samopoczucia, niż drobne sobie dogodzenie? ;) Tymczasem, po kilku regularnych użyciach, doznałam wielkiego rozczarowania – tym razem bardzo przyjemnego :) Żel w najmniejszym nawet stopniu nie wysusza skóry, otula ją delikatną pianką i doskonale ją przy tym oczyszcza. Zauważyłam, że ciało jest zdecydowanie delikatniejsze dzięki niemu, a efekt wygładzenia po peelingu utrzymuje się znacznie dłużej, niż podczas stosowanych przeze mnie dotąd żeli. Co więcej – pozwoliłam sobie na mały eksperyment i przez tydzień nie używałam żadnego nawilżacza po kąpieli. Efekt? Żadnych suchych placków, skóra w dobrym stanie, o dziwo, nie wołająca o pomstę do nieba – wow! Nie wiem, jak moja skóra zareagowałaby, gdyby ten eksperyment trwał dłużej (za bardzo lubię jej dogadzać ;), ale wiem za to, że będę do tych żeli wracać :)

Pełne rozpieszczanie skóry ciała nie mogłoby się obyć bez nawilżającej dawki, którą w tym przypadku serwuje mi lekki balsam – Nourishing Body Emulsion. Kupiłam go w ramach urozmaicenia, z czystej ciekawości, gdyż nie znałam ani konsystencji, ani jego nawilżających możliwości, a dla przypomnienia – w tej materii wielbię wszystko, co porządnie się z tego zadania wywiązuje. Dla jasnego oglądu stosowałam go w towarzystwie kilku różnych żeli i muszę nadmienić, że nie jest to kosmetyk wybitnie nawilżający. Owszem, ma lekką konsystencję, dość szybko się wchłania i przyjemnie pielęgnuje skórę, lecz dla jej suchych lub kapryśnych odmian nie będzie najlepszym z możliwych wyborem, zwłaszcza w okresie wzmożonej potrzeby nawilżenia i odżywienia. W takim przypadku zdecydowanie polecam masełko Regenerating, które niedawno opisywałam tutaj.




Po tych wszystkich cielesnych przyjemnościach, nakładam na twarz maseczkę, często przedtem robię też peeling, w powietrzu fale dźwiękowe roznoszą upajającą duszę, zwykle spokojną, muzykę, a na koniec siadam wygodnie z kubkiem herbaty i interesującą mnie książką, z daleka od telefonu i komputera, cieszę się chwilą przepełnioną spokojem i przyjemnością :) Czasami (coraz częściej) siadam na podłodze i próbuję zgłębiać tajniki jogi, niebywale odprężające zajęcie, z czasem przynosi też ogromną satysfakcję z czynionych postępów.

A jak wygląda Wasze domowe SPA? Często w ten sposób odrywacie się od codzienności? A może macie lepsze sposoby? Koniecznie podzielcie się swoimi metodami w komentarzach! :)


Pozdrawiam Was i życzę udanego weekendu :)
Megdil

47 komentarzy:

  1. po pierwsze:uwielbiam te Twoje zdjęcia, są przepiękne!
    po drugie: Ty kusicielko niedobra! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :*
      Zaraz niedobra :P Relaksem kuszę, w dobrej wierze i z czystą intencją :D

      Usuń
  2. Same przeczytanie tej treści było odrobiną relaksu :)
    Widzę, że Phenome cały czas wiedzie prym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, bo taki był poniekąd zamysł! Poza oczywistym zachęceniem do zorganizowania sobie chwili relaksu w domowym zaciszu :)
      Phenome na razie bryluje w mojej kosmetyczce z dwóch powodów: większość ich kosmetyków doskonale się u mnie sprawdza, a drugą sprawą jest to, że gdy uprę się na jakąś markę, to najchętniej wypróbowałabym wszystko, co ma szansę dobrze zadziałać na mojej skórze, czy włosach :D

      Usuń
  3. Ech mam ochotę na takie SPA, ale raczej nieprędko to nastąpi ;) A na kosmetyki Phenome ochotę mam ogromną ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kosmetyki Phenome kuszą :) A chwilę dla siebie zawsze warto znaleźć!

      Usuń
  4. Zawsze jak czytam Twoje opinie o produktach Phenome to nabieram na nie coraz większej ochoty :) Peeling do ciała z tej serii mam już wpisany na listę, a teraz kusisz mnie żelem ;) Moje domowe SPA wygląda podobnie. Najpierw kąpiel z peelingiem całego ciała a w międzyczasie peeling enzymatyczny i maseczka na twarzy. Potem wsmarowuję w ciało masło bądź nakładam olejek, na twarz nakładam krem z dodatkiem kwasu hialuronowego. Robię tez peeling ust po czym nakładam na nie ulubiony balsam ;) Czasami też jesli starczy mi czasu to robię peeling dłoni i nakładam na nie maskę i rękawiczki a stopom funduję kąpiel z dodatkiem soli o zapachu koziego mleka z Bielendy i oczywiście wsmarowuję w nie krem ;) Ale taka przyjemność funduję sobie jak dobrze pójdzie raz w tygodniu, jeśli moje dziecko pójdzie spać o ludzkiej porze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie przeczytałam i nabrałam równie wielkiej ochoty! phemonalnie się Ciebie czytało ;)

      Usuń
    2. Rudaaaaa, widzę, że u Ciebie takie SPA idzie pełną parą! :D Ja muszę zakupić sobie bawełniane rękawiczki i skarpetki przeznaczone konkretnie do współpracy z kremem nawilżającym. Myślę, że to dobra inwestycja, no i wzmaga działanie kosmetyków w ciągu nocy :)

      Ten peeling z Phenome wygląda na jeszcze bardziej wydajny, niż sobie to wyobrażałam, a żel zaskoczył mnie tak, że sama w to nie wierzę :P Nigdy nie ekscytowałam się kosmetykami tego rodzaju, zawsze liczył się dla mnie przede wszystkim zapach takich produktów i to, żeby nie wywoływały swędzenia na mojej skórze. A tu proszę, okazuje się, że można oczekiwać czegoś więcej :)

      Sauria, cieszę się ogromnie, że tekst przypadł Ci do gustu, i mam nadzieję, że Twoje weekendowe SPA zostało odhaczone od listy rzeczy do zrobienia! :)

      Usuń
  5. Madziu, czytanie Twojego artykułu...to dopiero był relaks, może nie dla ciała, bo jakby nie było pozycja siedząca nie jest najkorzystniejsza:D ale dla umysłu na pewno:)
    pisałaś mi o tym żelu i widzę, że zdania nie zmieniłas:)
    miłego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, Iwonko, że wizja jednego z moich ulubionych sposobów na relaks była w stanie sprawić Ci małą przyjemność :) Mam nadzieję, że skorzystałaś z zachęty i zamknęłaś się w łazience celem dogodzenia sobie ze wszech stron :D
      Żel mnie zachwycił - i wiedz, że sama w to nie wierzę :P
      Miłej niedzieli :*

      Usuń
  6. Dziewczyny mają rację, tak pięknie to wszystko opisałaś, że sam tekst jest takim małym SPA dla zmysłów :) Szczerze mówiąc nie robię sobie takich seansów. Najczęściej po prostu kiedy biorę wieczorną kąpiel, używam peelingu cukrowego z wersji otulającej Pat&Rub (notabene, zapach karmelu i wanilii mógłby być bardziej wyczuwalny, ale nie przeszkadza to w moim zainteresowaniu nowymi wersjami kosmetyków z tej serii. Słyszałaś, ze właśnie się pojawiły?:), a potem balsamu Lirene Rubin, który pięknie pachnie - jak perfumy :) lub Bath&Body Works Paris Amour, w którym jestem zakochana! Zresztą w ogóle uwielbiam B&BW :) Zresztą, masła lub balsamu używam po każdej kąpieli:) Maseczki na twarz nakładam jak sobie przypomnę :P Chociaż chcę teraz przykładać większą uwagę do maseczkowania, bo nazbierało mi się maseczek bardzo dużo i aż żal pozostawić je na pastwę terminu ważności ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie niezmiernie Wasz pozytywny odbiór mojej relaksacyjnej zachęty :)
      Masełka i balsamy do ciała to również stały punkt w pielęgnacji, którą uskuteczniam. Moja skóra na dłuższą metę nie przetrwałaby bez dobrego nawilżenia. Tym większe wrażenie zrobił na mnie wspomniany żel podczas eksperymentu, jakiemu go poddałam :) B&BW nie znam, ale kojarzę je właśnie z zachwytami dotyczącymi intensywnych zapachów, może kiedyś i ja się na coś skuszę!

      Maseczki do twarzy uwielbiam. Najczęściej stawiam na czystą glinkę rozrabianą własnoręcznie, ale i takie gotowe produkty zawsze mam pod ręką. Korzystam z nich regularnie 2-3 razy w tygodniu :)

      Co do nowości w asortymencie P&R - słyszałam i już mam na liście przynajmniej dwa produkty, w które zaopatrzę się w najbliższym czasie :D Chcę balsam oraz olejek do ciała - przyznam, że stęskniłam się za tym zapachem, masełko i balsam do rąk służyły mi bardzo dobrze, więc jestem podwójnie zachęcona do wypróbowania tych nowych propozycji :)

      Usuń
    2. Nic dziwnego, że tak dobre wrażenie wywarł na Tobie ten żel - rzadko kiedy żele pod prysznic dają taką dawkę nawilżenia :) Jeśli będziesz chciała coś z B&BW, to służę pomocą ;)

      Wiem, wiem, że jesteś maseczkową maniaczką :D Jak wykończę moje maseczki, mam zamiar kupić właśnie glinkę w czystej postaci. Przez lata nagromadziłam jednak te drogeryjne maseczki i teraz chcę je wykorzystać :)

      Olejek do ciała raczej nie znalazłby u mnie zastosowania, ale nad balsamem też się zastanawiam. Chętnie wzięłabym też balsam do stóp. Ale chyba jednak poczekam na jakieś większe promo ;)

      Usuń
    3. Dziękuję za propozycję :* Dołączam ją do ewentualnej potrzeby zaopatrzenia się w coś z TBS :>
      Jeśli chodzi o glinki, to polecam Ci celować w Organique, EcoSpa albo AFP Nature (Cattier) - ze wszystkich, których używałam, propozycje tych firm okazały się najlepsze :)

      Zakupy w P&R niemal zawsze wiążą się u mnie z promocjami :P Domyślam się, że marka zaproponuje nam jakiś fajny rabat przed Świętami i jeśli tak się stanie, wówczas bez wyrzutów sumienia pozwolę sobie na spełnienie moich małych zachcianek :)

      Usuń
    4. A to TBS też jest aktualne :D Zawsze do usług :D Ooo, dzięki! Zaraz zapiszę sobie w moim grzesznym pliku, czyli wishliście :D

      Chyba do dziś ważny był kupon -20%, ale o ile mnie pamięć nie myli, chyba zdarza im się -40%? To byłoby coś :D

      Usuń
  7. I ja uwielbiam takie domowe SPA, funduję je sobie przeważnie w niedzielny wieczór :)

    Co do serii cukrowej z Phenome to jedyna moja z nią styczność to Twoja próbeczka balsamu do ciała, który był w miarę, choć nie porywał i peelingu, który bardziej mi się spodobał :) Mam jednak ochotę na krem do rąk Anti-Agening i znając swoje zapędy łowieckie, przy jakiejś lepszej promocji skuszę się na niego :) Aha, no i kupiłam scrub do dłoni, a on przecież z tej serii :)

    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to różnie bywa, ale zwykle w obrębie weekendu właśnie organizuję sobie taki wieczór pełen przyjemności :)

      Balsam rzeczywiście nie wywołuje większych emocji. Moje początkowe wrażenia były lepsze, ale wraz z upływem czasu okazało się, że miłości absolutnej z tego nie będzie - rzecz ma się zupełnie inaczej w przypadku peelingu, który mojej skórze służy wybitnie :))
      Na krem Anti-Aging też się skuszę, zbiera sporo pozytywnych opinii, więc tym bardziej czuję się zaciekawiona :) Będą łowy :D
      Scrub do dłoni to jeden z moich pewniaków, do którego mam zamiar powracać, bo cudownie wygładza dłonie, przy okazji dba też o skórki, no i jest też bardzo wydajny :)

      Buziak :*

      Usuń
  8. Domowe spa chociaż raz w tygodniu to minimum:) ten żel pod prysznic miałam, był bardzo przyjemny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że taka częstotliwość sprawdza się najlepiej, gdyż pozwala nacieszyć się wolną chwilą jednocześnie zapewniając jej stałą wyjątkowość :)
      Żel mnie mocno zaskoczył. Nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego, a tymczasem okazało się, że to kolejny łaskawy dla mojej skóry kosmetyk Phenome :)

      Usuń
  9. Nawet czytając Twój tekst w pracy poczułam się zrelaksowana.
    Ostatnio mi tego bardzo brakuje, więc jutro pójdę za Twoim przykładem :)
    No może oprócz jogi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oddech w pracy zawsze wskazany :D Cieszę się, że umiliłam Ci Twój pracowity czas!
      Koniecznie zafunduj sobie taką relaksującą chwilę, na pewno poczujesz się lepiej, a i naładujesz baterie.
      Joga to całkiem specyficzne zajęcie, ale nawet po najmniej złożonych ćwiczeniach czuję się rewelacyjnie. Zachęcam do spróbowania :)

      Usuń
  10. Nie miałam żadnego kosmetyku z tej firmy nigdy... Ech, domowe SPA. Chętnie bym sobie takie zorganizowała, niestety często brakuje mi czasu. Zwykle nakładam maseczkę na twarz. Również peelinguję ciało jakimś scrubem pachnącym owocami i kremuję się musem albo balsamem z nieziemskim zapachem. Skrócone spa, ale zawsze coś. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, często o wolny czas jest trudno, a jeśli już się taki znajdzie, to zmęczenie nakazuje szybkie załatwienie urodowych czynności. Ostatecznie wychodzę z założenia, że lepsze coś, niż nic, więc i taka zminimalizowana urodowa toaleta to dobre wyjście! :)

      Usuń
  11. Rzadko sama sobie robię takie domowe SPA. Tak to opisałaś, że chyba dzisiaj będzie ten dzień!

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie miałam żadnego z tych produktów, ale ostatnio zachwycam się różaną pianką do ciała :) Niestety po jej użyciu konieczne jest nałożenie balsamu.
    Domowe SPA uwielbiam i robię sobie przynajmniej raz w tygodniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta różana pianka bardzo mnie interesuje, lubię takie ciekawostki :) Ja masła, czy balsamu używam po myciu odruchowo, raz, że lubię, a dwa - moja skóra na dłuższą metę nie wytrwałaby bez tego etapu, prędzej, czy później jej kapryśna natura wzięłaby górę.
      Taki komplet 'zabiegów' urodowych również staram się organizować raz w tygodniu, myślę, że taka częstotliwość jest optymalna :)

      Usuń
  13. też sobie często robię dobrze ;D przy współudziale z produktami Phenome :>
    uwielbiam te chwile

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiemy się doskonale :> Kosmetyki Phenome dogadują się z moją skórą wyjątkowo dobrze, z czego bardzo się cieszę :) Ostatnio zdołałam się też zakochać w oczyszczającej masce do włosów, a to oznacza rozpoczęcie poszerzania phenomenalnych horyzontów także w temacie włosowym :D

      Usuń
  14. Ja sobie czesto robie domowe spa :D Zazwyczaj uzywam wtedy kosmetykow Laura Mercier, Elemis lub Espa. Phenome nigdy nie mialam, ale bardzo mnie ciekawia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spośród wywołanych przez Ciebie marek znam tylko LM, z jej pielęgnacją nie miałam jeszcze do czynienia, ale chęci moje są ogromne! Prawie tak samo duże, jak ceny tych produktów w Polsce :P Myślę jednak, że przy okazji jakiejś miłej dla portfela promocji, skuszę się na coś :)

      Usuń
  15. Kocham zapach tej serii! Miałam peeling i krem do rąk, a w zapasach mam ten sam co Ty żel do mycia. Mam teraz wielką ochotę go szybko zabrać do łazienki i się wymyziać do granic przyzwoitosci :D hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marti, daj sobie szybko szansę doznania tej przyjemności :D Żel mnie zaskoczył niesamowicie, jak tu siedzę, w życiu nie spodziewałabym się, że przyjdzie mi ekscytować się kosmetykiem do mycia ciała, a tu masz :P
      Kremik do rąk z cukrowej serii trafi i do mnie, bo jeszcze z nim przyjemności nie miałam :)

      Usuń
    2. Dam sobie dziś lub jutro! Choć staram się nie przekraczać ilości sztuk 3 myjadełek do ciała pod prysznicem, ale jestem mocno zaintrgowana i zaciekawiona, więc w pełni świadomie złamie tę zasadę :)

      Usuń
    3. A to będę czekać na opis Twoich wrażeń! :)

      Usuń
  16. Bardzo przyjemne te Phenomenki :)
    Jeszcze nie miałam niczego z tej marki, ale kosmetyki te co jakis czas kuszą mnie niezmiernie. Więc będę kiedyś w końcu musiała ulec tej pokusie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justynko, asortyment firmy jest obfity w kosmetyczne perełki, jestem przekonana, że znajdziesz dla siebie coś, co Cię oczaruje :) Daj się skusić :)

      Usuń
  17. Zjadło mój komentarz! ;(

    OdpowiedzUsuń
  18. Opisałaś to wszystko bajecznie, uwielbiam takie domowe SPA, aż żałuję, że mamy poniedziałek rano... Marzę już o piątkowym popołudniu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, poniedziałek już w zasadzie za nami - weekend i idące z nim przyjemności coraz bliżej! :D

      Usuń
  19. Bardzo lubię produkty z Phenome, bardzo lubię szczególnie ich kremy do twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A który krem jest Twoim największym ulubieńcem? :) Ja absolutnie przepadam za ich peelingami, do twarz, ciała, dłoni, stóp - każdy wypróbowany przeze mnie spełnił moje oczekiwania. Nawet maska peelingująca do włosów i skóry głowy jest genialna :)

      Usuń
  20. Wspaniała recenzja - aż zachciało mi się domowego SPA:).
    Zapraszam do mnie;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Megdil Blog , Blogger