sobota, 26 kwietnia 2014

John Masters Organics, Honey&Hibiscus Hair Reconstructor

„- Co zrobiłaś z włosami, że jest ich tak dużo? Są puszyste, miękkie i tak ładnie błyszczą. Wyglądają jakoś inaczej…
 - Hmm… nic. A nie, wróć, użyłam JMO.”

Słowa te padły dawno temu, wraz z moim pierwszym spotkaniem z pielęgnacyjną linią John Masters Organics przeznaczoną do włosów zniszczonych. Zapadły mi w pamięci na tyle mocno, bym mogła przekazać je dalej - bo jeżeli mężczyzna jest w stanie zauważyć różnicę, to która z nas jej nie dostrzeże? :>
Seria Miód i Hibiskus stworzona została z myślą o silnej regeneracji włosów zniszczonych. Oprócz tytułowych wartościowych ekstraktów z miodu i hibiskusa zawiera kwasy linolenowy i hialuronowy (tworzące budulec młodych, zdrowych kosmyków), którymi tak szczyci się producent. W skład tej linii wchodzi szampon i mocno skoncentrowana odżywka-maska. Tę drugą dziś mam zamiar Wam przedstawić.

Powiem to od razu - nie jest to byle co, ot, kolejny produkt z utopionymi w opakowaniu nadziejami. Dla mnie to coś, co naprawdę działa. Coś, co zdołało uchronić moją czuprynę przed radykalnym cięciem, a wespół z innymi podjętymi działaniami, wyprowadziło mnie z włosowego dołka. Nie muszę się już martwić wysuszoną, smętnie zwisającą i wiecznie napuszoną fryzurą, która, o zgrozo!, wyglądała jako-tako tylko i wyłącznie po uprzednim spotkaniu z prostownicą. Utrzymanie takich włosów we względnym (pozornym) ładzie nie należy do najprostszych. A doskonale wiem o czym mówię, gdyż w pułapce tego zamkniętego koła tkwiłam przez wiele lat. Nie sposób wyjść z niej zwycięsko, więc gdy nadszedł czas poważnych zmian, odstawienia złych nawyków i wypowiedzenia walki prawdziwym zniszczeniom, jakie mnie czekały, postawiłam na silne i obfite w naturalne ekstrakty działo. Teraz wiem, że to był dobry wybór. Dlaczego?




Spójrzcie na skład - produkt oparty na wodzie aloesowej, zawierający moc olejków, ekstraktów, maseł i protein od początku do końca zachwyca. Jest to zdecydowanie najbogatsza i najbardziej intensywna mieszanka, z jaką się dotąd spotkałam. Niesamowite przy tym jest to, że konsystencja tego kosmetyku jest lekka i nie obciąża włosów. Moje chłonęły ją w każdej ilości, warto jednak pokombinować z różnymi dawkami, gdyż może się okazać, że Wasze kosmyki zareagują na tę kompozycję odmiennie w zależności od tego, jaką porcją je nakarmicie (np. tak, jak u Kasi <klik>). Myślę, że w głównej mierze zależeć to będzie od stopnia zniszczenia i suchości, z jaką się borykacie.
Kolejną istotną kwestią jest czas, w szerokim ujęciu. Po pierwsze - utrzymywanie tego rekonstruktora na włosach zaledwie kilka lichych minut, mija się moim zdaniem z celem i zdrowym rozsądkiem. Nie mamy tu bowiem silikonów, które są w stanie w minutę osiąść na powierzchni i zrobić ‘swoje’. Oczywiście, nawet po tak krótkim czasie odżywka ta może delikatnie wygładzić strukturę włosa i pomóc w ich rozczesaniu, ale to chyba za mało? Ja rezerwuję dla tego produktu 30-60 minut, dopiero wtedy czuję, że maska oddała mi to, co ma rzeczywiście do zaoferowania - częściowo zostaje wchłonięta przez kosmyki, reszta zaś zmywa się szybko i bez problemu, nie czyniąc włosów tępymi i opornymi w dotyku.
Kolejnym czasowym aspektem jest częstotliwość. Ja w momencie największego załamania stosowałam ten kosmetyk przy okazji każdego mycia przez jeden tydzień w miesiącu, a taką intensywną kurację wspomagałam jednokrotną aplikacją w ciągu pozostałych tygodni. Serdecznie polecam Wam taką kombinację, gdyż pokazuje ona, jak włosy zachowują się w przypadku zastosowania różnych scenariuszy. Poza tym, mają szansę zarówno namiętnie chłonąć wszystkie właściwości płynące z tej mieszanki mycie po myciu, jak i odetchnąć od niej, by co jakiś czas uraczyć się składowym bogactwem na nowo.

No i pozostaje kwestia efektów. Różnicę w wyglądzie włosów byłam w stanie zauważyć już po jednym użyciu. Zresztą, nie tylko ja - czego dowodem jest rozpoczynający ten wpis akapit. Na długofalowe polepszenie stanu włosów musiałam, oczywiście, poczekać. I z tego miejsca po razy wtóry mogę wyrazić swoją radość, gdyż jakość mojej czupryny aktualnie ma się nijak do jej stanu sprzed podjętych przeze mnie działań. Użycie po użyciu kosmyki zyskiwały na poziomie nawilżenia, czego efektem jest ich miękkość, elastyczność, podbity blask i gładkość. Problem z rozczesaniem? Nie tutaj.
Wzmocnione i zdrowsze włosy to coś, czego powinniśmy od tego kosmetyku oczekiwać. Prawdą jest, że pewnych uszkodzeń nie da się cofnąć i tylko ingerencja nożyczek jest w stanie pomóc w pozbyciu się nieestetycznego balastu - nie oczekujmy więc, by wysuszone na wiór kołtuny przeistoczyły się w taflę wprost z telewizyjnej reklamy, w której śmiało można by się przejrzeć. Dzierżę jednak w dłoni namacalny dowód na to, że do pewnego stopnia da się zregenerować i takie włosy, którym wcześniej nie dawano wielkich na to nadziei. Potrzeba na to czasu i kilku wspomagających czynności. Potrzeba też wyrzeczeń i kompromisów. Oprócz strategii ważne są tutaj narzędzia - a John Masters, w moich oczach, jest ich wybitnym wytwórcą.





Na koniec lawina pytań :)
Jak maluje się Wasza włosowa historia? Macie za sobą poważne załamania ich kondycji? Jak radzicie sobie z takim stanem rzeczy?


Pozdrawiam Was,
Megdil

87 komentarzy:

  1. CHCĘ!
    Ja też przez kilka lat namiętnie prostowałam włosy, farbowałam je na różne kolory, co skutkowało dużym zniszczeniem. Pamiętam, że dość mocno je ścięłam, kiedy zaczęłam o nie dbać To wiele dało. Od tamtego czasu mam za sobą jeszcze jedno radykalne ścięcie na boba do linii żuchwy, ale oprócz tego przycinam wyłącznie końcówki. Pielęgnację opieram na olejowaniu i to właśnie ono pokazało mi, na co stać moje włosy. Na początku zachwycałam się Oilmedicą, ale te oleje przestały na mnie działać, teraz bardziej wolą macadamię, olej jojoba i najnowsze odkrycie, olej awokado ♥ Niemniej ten rekonstruktor bardzo przyciągnął moją uwagę i będę na niego polować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Już wiem, co zrobię, zamówię sobie kilka [ naście? ] próbek tej maski :) Będzie nieporównywalnie taniej.

      Usuń
    2. Emku, chciałabym Cię zobaczyć w bobie, uraczysz nas swą podobizną w tej fryzurze? :>

      Ja wzbraniałam się przed radykalnym cięciem, tym bardziej, że musiałabym pozbyć się sporej ilości włosów. Za to regularnie podcinam końcówki i po każdej wizycie u fryzjera odczuwam ogromną różnicę, bardzo lubię stan moich włosów tuż po podcięciu. Różnica niby drobna, ale efekt daje ogromnie zadowalający.
      Olejowanie to i u mnie fundament. Moje włosy kochają olej arganowy, ten z awokado mam zamiar zamówić przy okazji najbliższych zakupów na EcoSpa - liczę na niego :) Jojoba natomiast był w porządku, ale bez rewelacji. Moje włosy są, niestety, bardzo wymagające.

      O tak! Pomysł z saszetkami to świetna opcja :) Jak tylko zdołasz ją przetestować, daj znać. Koniecznie! Jestem bardzo ciekawa, jak Twoje kosmyki zareagują na ten rekonstruktor. Pamiętam, że z odżywką cytrusową też kombinowałaś, ale w rezultacie było warto. Mam nadzieję, że i w tym przypadku gra okaże się warta świeczki :)

      Usuń
    3. Niestety, nie posiadam żadnych zdjęć ;) Przegrzebałam komputer, ale nie udało mi się nic znaleźć.

      Oj, ja też, zawsze po wyjściu z podcinania jestem zadowolona i widzę, że włosy jakby odżyły i są mocniejsze. O widzisz, a u mnie arganowy szału nie robi, zdecydowanie bardziej makadamia i jojoba się sprawdzają :) Jeśli mogę Ci coś doradzić - zamów od razu 50 ml awokado, bo jest naprawdę świetny! Ja używam go do włosów, do twarzy zamiast kremu na noc i do pielęgnacji skórek. Wszędzie sprawdza się świetnie! Przez to, że jest gęstszy niż inne oleje, troszkę więcej go schodzi, ale naprawdę warto :)

      Saszetki na pewno znajdą się w planie zakupowym na maj, już jestem ich ciekawa! Powiedz mi jeszcze, Megdil, jaką najmniejszą ilość stosowałaś na jeden raz? Bo saszetki są 10 ml i zastanawiam się, czy to nie będzie za dużo? Chociaż jeśli Twoje włosy chłonęły ją w każdej ilości, to może i moje będą tak spragnione? ;)

      Usuń
    4. Buuu, szkoda :)

      Oki, dorzucę do zamówienia sugerowaną przez Ciebie pojemność :) W kilku miejscach czytałam już o wspaniałym działaniu tego oleju, przebieram nogami, by móc wreszcie przekonać się o tym na własnych włosach :) Twarz sobie daruję, ale do skórek też spróbuję go zaangażować :)

      Jeśli chodzi o JMO, to ja też kilka takich saszetek zużyłam i zawsze nakładałam je na raz ;P Zacznij może od wielkości pokaźnej fasolki i z każdym kolejnym użyciem próbuj nakładać trochę więcej :) Nie warto tutaj przesadzać, bo można przedobrzyć, a wtedy nici z dobrych efektów :)

      Usuń
    5. Na pewno będziesz zadowolona :) Mnie zachęciła Lipstick And Kids, która z kolei zachwycała się jego działaniem na dekolcie, swoją drogą tam też muszę go spróować :)

      Tak zrobię! Zauwazyłam już przy cytrusowej odżywce, że czasami mniej znaczy więcej. Bardzo podoba mi się to, że nie trzeba z reguły przy produktach JMO używać tony kosmetyku na jeden raz, przez co wszystko jest wydajniejsze, a cena nie jest taka straszna, jeśli podzielić ją na ilość użyć :)

      Usuń
    6. Mam saszetki! Już nie mogę się doczekać pierwszego użycia! :)))

      Usuń
  2. Nigdy nie miałam większego problemu z moimi włosami. Tak więc nie potrzebuję takich produktów. Ale super, że u Ciebie sprawdziły się te kosmetyki.
    Obecnie prócz mycia używam jedwabiu do włosów i raz w tygodniu nakładam maskę na godzinę. Włosy mam miękkie i błyszczące a także zdrowe. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo zazdroszczę pięknych i zdrowych kosmyków :) Ja z sentymentem wspominam czasy, kiedy jeszcze nie stosowałam żadnych termicznych stylizatorów, włosy miałam wtedy bardzo długie, pielęgnacja ograniczała się do minimum, a jednak nie mogłam narzekać nawet na rozdwojone końcówki, gdy długo nie odwiedzałam fryzjera. Ehhh, prostownicy i farbowania mi się zachciało ;)

      Usuń
  3. Od dłuższego czasu nie mogę narzekać na moje włosy, wcześniej robiłam to bardzo często :)
    Przestały wypadać, jeżeli pojawia się łupież to bardzo sporadycznie 9wiem, których szamponów unikać).
    Łykam suplemety, nie suszę, nie prostuję, zdrowo się odżywiam. Zrezygnowałam z olejowania, bo moje włosy tego nie lubią.
    Choć początek tej przygody był obiecujący, przyznaję. Daleko mi do włosomaniaczki - szampony i odżywki kupuję w sieciowych drogeriach.
    Ale wiesz, mocno zainteresowałaś mnie kosmetykami JMO w ogóle. Zerknę na asortyment, i może coś dla siebie wybiorę. Niekoniecznie przeznaczonego do włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne jest zapewnienie włosom tego, czego akurat potrzebują - świetnie, że Tobie udało się rozgryźć ich potrzeby :)
      Ja nie mam nic przeciwko drogeryjnym kosmetykom, wypróbowałam ich dużo, ale z przykrością muszę stwierdzić, że wśród tych uginających się półek znalazłam zaledwie kilka produktów, po które jeszcze sięgnę. Reszta jest po prostu za słaba w działaniu :(

      Co do kosmetyków JMO, to zerknij sobie tutaj: http://www.johnmasters.pl/pl/c/Promocje/77 Może znajdziesz coś ciekawego dla siebie :))

      Usuń
  4. Napiszę jak M: CHCĘ!
    Moje włosy też trochę przeszły - głównie drastyczne rozjaśnianie (razy dwa), dla uzyskania rudego koloru ;) Potem jednak najgorszą część ścięłam, bo nie była do odratowania, a teraz myślę nad kolejnym radykalnym cięciem (chodzi mi po głowie też blond, ale ciii...!). Ta maska brzmi jak idealny pomocnik w walce z nieciekawymi końcówkami, z czym się borykam. Zapisuję na listę i ruszam na łowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje chyba rozbijają ten niepochlebny ranking - dekoloryzacja z ciemnego (czarnego ;)) brązu mniej więcej do tego, co widać na zdjęciach ze mną. Historia jest długa i drastyczna, nie będę Cię więc zanudzać i przerażać jednocześnie ;P

      Blond? Ale taki jasny-jasny, średni, czy ciemny? Wow, to odważna decyzja! Jeśli się zdecydujesz, to wraz z cięciem przejdziesz ogromną metamorfozę :) Moim zdaniem, bazując na Twojej ostatniej aktualizacji, Twoje włosy wyglądają bardzo ładnie. Niemniej jestem niesamowicie ciekawa, tego boba w kolorze blond :>

      Co się jeszcze JMO tyczy, to poszukaj gdzieś próbek, zaopatrz się w kilka i obadaj, czy Twoje włosy polubią się z tym rekonstruktorem tak samo, jak moje :)

      Usuń
    2. To możemy sobie przybić piątkę, bo u mnie dokładnie tak samo to wyglądało :) Z czarnych w jeden dzień przeszłam na żółto-pomarańczowy, plamiasty blond, żeby potem nałożyć rudą farbę ;)

      Nieeee, nie jakiś super jasny, taki na poziomie 8? Żadna platyna w każdym razie. Marzy mi się, ponieważ mam wrażenie, że jaśniejsze włosy nie wyglądają tak źle jak są przyklapnięte, a z tym się non stop borykam. No i ciemny kolor mnie tak....i postarza, i mam wrażenie, dodaje twarzy zmęczenie - może blond by mnie 'rozbudził'? ;) Bob to może zbyt radykalne określenie, raczej myślałam o długości mniej więcej do obojczyka - ale wszystko wyjdzie w praniu :) Ewentualnie jeśli nie blond, to może jakieś refleksy, coś, al a ombre - jeszcze nie wiem, byle kolor nie był jednolity ;)

      A poszukam próbek, poszukam :) Może faktycznie nie ma się co rzucać na pełnowymiarowe opakowanie od razu :)

      Usuń
    3. O mamo, literki mi uciekają podczas pisania :D

      A co do Twojego koloru - masz mniej więcej taki jak na zdjęciu po prawej stronie bloga? Bo jeśli tak, to ogromnie mi się podoba - taki ciemnawy blond, o ile się nie mylę? :)

      Usuń
    4. Ja wolę sobie nie przypominać, jaki kolor miały moje włosy po dekoloryzacji tuż przed nałożeniem świeżego koloru. Byłam przerażona :D Obecnie mój kolor na długości jest mniej więcej zbliżony do tego ze zdjęcia powyżej. Na górze mam ciemniejsze włosy, gdyż od 1,5 roku ich nie farbuję. Na szczęście wszystko się ze sobą zlewa i przejście kolorystyczne nie rzuca się w oczy :) W zasadzie nie wiem, jak całość nazwać... średnio-ciemny blond o miodowym, ciepłym połysku? :D

      Ósemeczka to ładny, naturalny odcień, bardzo mi się podoba :) Mogłoby Ci w nim być do twarzy, choć wcale nie uważam, by ciemniejszy kolor odbierał Ci uroku :) Mimo wszystko, może i trochę racji jest w tym 'postarzaniu', bo wiele osób mówi mi, że w jaśniejszej wersji wyglądam świeżej - dla równowagi jednak znajdują się też tacy, według których to ciemne włosy były mi bardziej twarzowe. Jak widać, wszystko jest kwestią gustu ;)

      Usuń
    5. Eh, włosy po dekoloryzacji wyglądają tragiczne....te gustowne plamy chociażby ;)

      Ja swoich też nie farbuję od ponad roku, i widać u mnie przejście, ale tylko w świetle słonecznym. Swój kolor mam nie wiem na jakim poziomie, ale obstawiam 6? Właśnie myślałam o 8, żeby nie było za jasno :)
      No właśnie - świeżej! Widzisz, inni też to przyznają :) Wiadomo, że to kwestia gustu, ale wydaje mi się, że dobrze dobrany jaśniejszy odcień i odmłodzi, i odświeży ;)

      Usuń
  5. Aż mi się przypomniało jak dostałam na e-maila zaproszenie na zabieg rekonstrukcji włosa :D I te liczne zapewnienia o przeczytaniu mojego bloga od A do Z :D Z prostownicą miałam tylko kilka razy do czynienia przy podcinaniu grzywki bo wtedy nie miałam wystarczających środków aby samodzielnie sobie kupić. Na chwilę obecną mój problem z prostowaniem sam się rozwiązał gdyż od ciężaru same się rozprostowują. Minusem jest to, że raczej ciężko wyłuskać z nich jakąś ciekawą fryzurę bo zaraz wracają do swojego pierwotnego stanu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, rzeczywiście, Twoje włosy potrzebują rekonstrukcji, jak nic :)
      Pamiętam jak kiedyś pisałaś, że Twoi Rodzice trzymali piecze nad tym, by prostownica była Ci obca - i pewnie na dobre Ci to wyszło. Chociaż, z drugiej strony, to chyba też kwestia genów, prawda?

      Moje włosy zawsze były podatne na stylizację, chociaż nie zawsze układały się tak, jak chciałam ;) Aktualnie nie robię z nimi praktycznie nic, czasami użyję suszarki, lecz tylko wtedy, gdy nie mam czasu na czekanie, aż same wyschną. Twoja bujna czupryna sama w sobie wygląda ciekawie - włosy są zdrowe i piękne, czego im więcej potrzeba? Fantazyjne upięcia uważam w takim przypadku za zbędne -wystarczy, że je rozpuścisz, lub zwiążesz w zwyczajny koński ogon, a efekt i tak zawsze będzie szałowy :)

      Usuń
    2. Mogą to być też geny bo przecież moja mama farbuje włosy od wielu lat i nie wyglądają na zniszczone jak w przypadku jej niektórych koleżanek. Z tego co podpatrzyłam to jakiejś wyszukanej pielęgnacji nie stosuje bo wystarcza jej szampon i odżywka.

      Usuń
    3. Nic, tylko pozazdrościć! :)

      Usuń
  6. I właśnie czegoś takiego szukałam! Już chciałam zamawiać coś z L`Oreala. ,ale teraz rzucę się na JMO!
    Dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co z asortymentu L`Oreal Cię zainteresowało?
      Jeśli chodzi o JMO, to bardzo proszę! Mogę polecić Ci również szampon z tej serii, obydwa kosmetyki dobrze się uzupełniają :) Mam nadzieję, że będziesz zadowolona!

      Usuń
  7. Może powinnam skusić się? Moja włosowa historia nie zachwyca :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakim katuszom je poddawałaś? Jeśli masz bardzo zniszczone włosy, to zachęcam Cię do sięgnięcia po tę regenerującą serię JMO, na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc Ci tak, jak mnie.

      Usuń
  8. O kurcze, muszę się bliżej zapoznać z tym produktem. Chciałabym go mieć. Moje włosy nie są jakieś wybitnie suche. Ostatnio je dość mocno przycięłam, więc wszelkie siano odeszło w niepamięć :) Mi pomagają maseczki z Biovaxu, olejek Nuxe oraz Kerastase.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam Twoje włosy na zdjęciach, moim zdaniem, wyglądają pięknie :)
      Olejek Nuxe dobrze wspominam, był moim ogromnym ulubieńcem w temacie olejowania włosów, jednak z czasem został wyparty przez czysty olej arganowy. Jeśli jeszcze nie próbowałaś, to skuś się koniecznie.
      Pielęgnacja Kerastase zaś u mnie nie zdaje egzaminu tak, jak należy. Kilka produktów zyskało moją sympatię, owszem, ale na dłuższą metę nie są to dla mnie produkty, które mogłyby wyprowadzić moją zniszczoną czuprynę z dołka. Uwielbiam za to Nektar Termiczny, to mój hit w ich asortymencie :)

      Usuń
  9. bardzo rzetelny post! a ten produkt, chcę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam do wypróbowania. Dostępność do JMO w Polsce nie jest już tak ograniczona jak kiedyś. Można wybierać i przebierać, a nawet polować na spore okazje cenowe :)

      Usuń
  10. Po takim wstępie i tak pochlebnej recenzji nabrałam ogromnej ochoty na to by wypróbować tę odżywkę. Cena co prawda bije po oczach, ale jeśli produkt działa to i cenę można przełknąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katalino, na początek zachęcam do testów na podstawie próbek, które można bez problemu dostać w wielu sklepach internetowych. Jedna (hojna) saszetka kosztuje ok. 2 zł :)

      Usuń
  11. napiszę to, co nasza imienniczka powyżej: CHCĘ!
    zdecydowanie po Twoim (jak zawsze) świetnym opisie produktu już wpadł na moją (chciałam napisać lakierową :P) kosmetyczną chciejlistę :D
    co prawda moje włosy nie są w strasznym stanie, ale na pewno przydałby im się dodatkowy kopniak ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lakierowa lista jest poza wszelką kontrolą :D
      Teraz żałuję, że nie podesłałam Ci odlewki tej odżywki-maski - mój opóźniony pomyślunek czasami daje się we znaki :/
      Z drugiej strony, jeśli nie masz zniszczonych włosów, to może bardziej zadowolona byłabyś z odżywki cytrusowej (Citrus&Neroli Detangler) - myślę, że ona sprawdzi się dosłownie na każdym typie kosmyków, od normalnych po zniszczone - to mój kolejny włosowy hicior :) Jest lekka, ale świetnie nawilża, zmiękcza i wygładza, cudeńko :)

      Usuń
    2. O tej mojej lakierowej liście to ja Cię proszę, nie wspominaj :D
      No to spróbuję gdzieś dorwać próbkę tej odżywki i zobaczę, czy się sprawdzi :)

      Usuń
    3. A w sumie, to ciekawam, co na tej Twojej lakierowej niekończącej się liście wisi :>

      Usuń
    4. Myślę, że za dużo wymieniania będzie :P

      Usuń
  12. Trzy lata temu moje włosy dostały porządnie w kość prostowaniem. Pomógł czas, maski fryzjerskie i olejowanie. Ale ten rekonstruktor to rzeczywiście ciekawy kosmetyk. Na szczęście już nie potrzebuję takiej pomocy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie również właśnie prostowanie w dużej mierze przyczyniło się do ogromnych szkód. Olejowanie uwielbiam, widzę, jak wiele dobrego daje mi ta czynność i nie wyobrażam sobie teraz z niej zrezygnować :)

      A powiedz, proszę, polecasz jakoś szczególnie któreś z pomocnych Ci w tamtym okresie masek fryzjerskich?

      Usuń
  13. Brzmi, jak magiczny produkt, do tego skład, który jest w stanie wytłumaczyć wysoką cenę. Będę musiała pomyśleć nad zainwestowaniem w ten produkt, choć moje włosy zdecydowanie nie są puszące się, czy suche, przynajmniej nie na całej długości, ale w końcu mogłabym go nakładać od połowy.
    Co do włosowej historii - miałam włosy, których wszyscy mi zazdrościli. Gęste, błyszczące, zdrowe. Nie musiałam robić z nimi wiele. Gdy w końcu sprawa się rypła i po zbyt wielu kombinacjach są, jakie są - błądzę jak dziecko we mgle,próbując je jakoś okiełznać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, skład jest tutaj wyborny. A co ważniejsze, idzie w parze z działaniem.
      Asiu, z tego, co piszesz, Twoje włosy nie są bardzo zniszczone, może więc nim zdecydujesz się na pełnowymiarowy produkt, warto skorzystać z próbek tego kosmetyku? JMO ma w ofercie hojne saszetki, rozejrzyj się w swojej okolicy lub na stronach internetowych. W Polsce można je bez problemu kupić za jakieś 2 zł.

      Twoja historia brzmi niemalże jak odzwierciedlenie mojej ;) Ja również z żalem przenoszę się wspomnieniami do czasów, kiedy moje włosy wyglądały zupełnie inaczej. Były po prostu naturalnie zdrowe, do tego bardzo długie, a z perspektywy czasu stwierdzam, że miały nawet ładny kolor. Zachciało mi się zmian, to teraz mam, na własne życzenie borykam się z tymi problemami. Na szczęście jest już lepiej - u Ciebie na pewno też będzie :) Błądzenie jest rzeczą ludzką, poza tym, nie sposób odnaleźć się na zawołanie wśród tych wszystkich kosmetycznych i strategicznych propozycji pielęgnacyjnych. Metodą prób i błędów pozostaje nam szukać tego, co dobre dla naszych włosów, czy skóry. Nie ma innego wyjścia.

      Usuń
    2. Mi zdecydowanie pozostaje szukać dobrych produktów do włosów i się ich trzymać, bo zmiany związane z włosami mnie raczej nie opuszczą, nie wytrzymuję długo z jednym kolorem na głowie :) Poszukam tych próbek i poproszę kogoś z Polski o zakup zatem :)

      Usuń
  14. Zawsze tak opisujesz te kosmetyki, że mam ochotę każdego spróbować ;) U mnie bywa różnie, ale muszę ponownie zmobilizować się do olejowania, bo już widzę że moim włosom tego brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko mi doszukiwać się na siłę wad w produktach, z których moje włosy, czy skóra czerpią tyle dobrego :) Cieszę się, że mój entuzjazm czuć też w tym, co o nich piszę.
      Jeśli chodzi o olejowanie, ja traktuję to już tak, jak potrzebę oczyszczania - ta czynność jest mi po prostu niezbędna :) A zdradzisz, które olejki sprawdzają się na Twoich włosach najlepiej? :)

      Usuń
  15. U mnie nie obędzie się bez cięcia, jakieś wiosenne przesilenie moje selery dopadło ;/ gdzieś na dnie szuflady mam próbki JMO, skoro twierdzisz, że już po jednym razie widać różnicę to spróbuję, a nuż stanie się cud ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sauria, Ty masz chyba dosyć długie włosy? Nawet, jeśli je podetniesz, odrosną, a ta lekkość i zadowolenie z ich stanu po ingerencji fryzjerskich nożyc jest bezcenna :>

      Koniecznie otwórz szufladę i dobrze ją przeszukaj :) Wprawdzie cuda chodzą swoimi ścieżkami, ale nadzieja i wiara podobno je przyciągają ;) A mówiąc poważnie, to myślę, że efekty zależą też od tego, do jakiej pielęgnacji jesteś przyzwyczajona. Moja w tamtym czasie, kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po JMO, bardzo kulała, nie była w ogóle przystosowana do zabiegów, jakim moje włosy poddawałam. Brak odpowiedniej ochrony, kosmetyki dobierane na chybił-trafił a wszystko to okraszone wysoką temperaturą suszarki, prostownicy, lokówki...
      Koniecznie podziel się wrażeniami, bo jestem bardzo ciekawa efektów na Twojej czuprynie :)

      Usuń
  16. Brzmi bardzo ciekawie i bardzo kusząco! Moje włosy były ostatnio w nieco gorszym stanie, więc zdecydowałam się na powrót do krótszej fryzury sprzed roku, bo choć nie wymagały aż tak radykalnego cięcia, to po prostu dobrze się czułam w tamtych włosach, ale to był chyba błąd, bo mimo, że włosy są zdrowsze, to jednak totalnie nie układają się i każdy sterczy w inną stronę, a ja nie dość, że nie umiem modelować włosów, to jeszcze zwyczajnie nie bardzo chcę to robić, bo i bez tego mają ze mną ciężko ;) zobaczymy, może w końcu się przyzwyczają, grzywka zaczyna już powoli reagować na moją dotychczasową "metodę stylizacji", może reszta też się dostosuje. Co do ich kondycji, teraz jestem zadowolona, bo ścięłam zniszczone końcówki i zostawiłam zdrowsze włosy. Tak czy inaczej, odkąd dbam o regularne zabezpieczanie końców, moje włosy dużo później się niszczą i wymagają dużo rzadszej i mniej radykalnej interwencji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karotko, ja również zawsze miałam problem z modelowaniem włosów, dlatego podziwiałam kobiety, które w domowym zaciszu pięknie suszą je z użyciem szczotki. Próbowałam kilka razy, ale za każdym efekt ostateczny był wręcz irytujący - zero oczekiwanego wygładzenia, a cała fryzura wyglądała nieznośnie brzydko ;) No i do tego odnosiłam wrażenie, że je łamię i wyrywam :/
      Myślę, że Twoje kosmyki wreszcie przyzwyczają się do nowego stanu rzeczy i zaczną układać tak, jak powinny. To tak, jak z przedziałkiem - potrzebny jest czas i konsekwencja ;P

      Zabezpieczanie włosów to ważny element całego planu ich pielęgnacji. Ja niestety zaniechałam tej czynności w momencie, kiedy te najbardziej jej potrzebowały, na krótko po dekoloryzacji. Doprawdy nie wiem, gdzie ja miałam wówczas głowę. A co w tej chwili stosujesz do zabezpieczania końcówek? :)

      Usuń
  17. A moje włosy ostatnio wołają o pomstę do nieba. Skupiałam się bardzo na swojej twarzy ostatnio walcząc, by wyglądała dobrze i po drodze zapomniałam o włosach. Są wysuszone, sianowate, jedyne co z nimi robię to spinam.
    Muszę zacząć walkę o włosy teraz i pokręcę się w około produktów JMO. Kiedyś miałam cytrusową odżywkę? Dobrze piszę? I była fajna. ta z Twojego opisu brzmi jeszcze lepiej !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agi, czas więc najwyższy na oddanie większej uwagi również włosom. One potrafią odciągnąć uwagę od problemów z cerą, o ile są zdrowe i ładne błyszczą :)
      Cytrusową odżywkę znam bardzo dobrze, moim włosom służy wyśmienicie :) Ta odżywka z miodem i hibiskusem jest na pewno bardziej skoncentrowana, ma naprawdę wiele dobra do zaoferowania. Bardzo serdecznie Ci ją polecam!

      Usuń
  18. Mam tę maskę i jest rewelacyjna. Ja ją stosuję raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie- jest bardzo treściwa. Włosy pięknie po niej błyszczą i są w dotyku niewiarygodnie miękkie. Mam po niej na głowie burzę loczków :) Lubię też odżywkę Citrus & Neroli John Masters Organic. Natomiast moimi odkryciami ostatnich miesięcy, które bardzo ci polecam, są Born Again Kavin Murphy (odżywka- silna kuracja dla włosów i skóry głowy) oraz Young Again Kavin Murphy (maska). Genialny skład i działają cuda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również w ostatnim czasie używałam ją ze zmniejszoną częstotliwością, myślę, że można by nią bez problemu włosy przekarmić, więc należy w pewnym momencie przystopować. Grunt, to znaleźć sposób odpowiedni dla indywidualnych potrzeb swojej czupryny. Cytrusową odżywkę znam, jest w ścisłym gronie moich kosmetycznych ulubieńców :)

      Zaintrygowałaś mnie mocno marką Kevin Murphy! Masz jakieś ulubione miejsce, w którym zaopatrujesz się w te kosmetyki? Przeszukałam sieć na szybko i znalazłam jeden sklep, w którym można się ich doszukać, niestety serii Born Again nigdzie nie widzę. Jest za to maska i odżywka Young Again i z tego, co czytam, zalecane jest użycie odżywki po masce - system podobny do K-Pak od Joico. Będę mieć oko na tę firmę. Dziękuję za polecenie! :)

      Usuń
    2. Te produkty kupuję u fryzjera. W tym sklepie, o którym pisałaś, zrobiłam zakupy przed świętami, było wtedy 20 % zniżki na produkty Kevin Murphy. Też czytałam, by po masce Young Again stosować odżywkę, ale u mnie sprawdza się lepiej sama maska (moje włosy lubią się puszyć, kręcą się i są farbowane). Nie obciąża włosów, są śliskie, gładkie i miękkie, ale nie przeciążone. Po nałożeniu odżywki po zmyciu maski efekt ,,wow" mijał :) Szkoda, że nie mają próbek kosmetyków z tej serii, tak jak innych produktów. Na stronie sklepu powinna być odżywka Born Again. Dokładnie nazywa się Born Again Essential Treatment (40 ml i 250 ml).

      Usuń
    3. Ja niestety nie trafiłam na nie w żadnym salonie, wszędzie Kerastase, Tigi, Joico lub ewentualnie MNO. Pogrzebię jednak w sieci, może okaże się, że i dla mnie będą dostępne stacjonarnie.
      Myślę sobie, że skuszę się na początek na te mniejsze wersje 40ml, na pewno kupię te dwa polecane przez Ciebie produkty :) A może masz również jakiś ulubiony szampon tej marki?

      Usuń
  19. Mimo, że nie farbuję włosów, nie traktuję ich prostownicą, a suszarką czasami, choć staram się coraz rzadziej, to moja czupryna potrafi się puszyć albo dla odmiany być oklapniętą :)
    Jeśli mężczyzna zauważył poprawę stanu włosów to ta musi być faktycznie znaczna ;D Zainteresowałaś mnie bardzo tą maską/rekonstruktorem! Mam jeszcze w użyciu obie maski Phenome, w zapasie mam maskę na bazie olejków z Biovax. Jak zużyję wszystko to skuszę się pewnie na Twoją propozycję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daga, a olejujesz włosy?

      Haha, prawda, że to wiele mówi o działaniu takiego kosmetyku? :D Tym bardziej, że to była totalnie spontaniczna uwaga, bez sugestywnego pytania z mojej strony - bo w takich przypadkach nagle okazuje się, że... "Rzeczywiście, wyglądasz dziś wyjątkowo pięknie" ;D
      Maska z Phenome też już była w użytku, zostało mi jej jeszcze na jeden raz pewnie i powiem Ci, że czuję się zachęcona do zakupu :)
      Co się zaś JMO tyczy, to mając na uwadze stan Twoich włosów, zaproponowałabym Ci sięgnięcie w pierwszej kolejności po wersję Citrus&Neroli Detangler, ona jest lżejsza i świetnie nadaje się do codziennego użytku, ładnie dociąża włosy, więc może dałaby radę i z Twoim puszeniem :)

      Usuń
    2. Z moim olejowaniem to nic poważnego. Miałam kilka gotowych mieszanek np. alverde czy baby dream, ale nie porwały mnie w ogóle, włosy się elektryzowały i zarzuciłam tę czynność.
      Używasz jakiś konkretnych olejów?

      Usuń
    3. Takie gotowe mieszanki mnie również nie porwały (Alterra, Alverde). Wyjątkiem był olejek Nuxe (no i Khadi, ale tego wcieram w skalp). Olejowanie jako takie doceniłam jednak dopiero po tym, jak zaczęłam regularnie stosować olej arganowy. Ten na moich włosach sprawdza się zdecydowanie najlepiej - zamawiam go zawsze na EcoSpa. Moje kosmyki wielbią też olej z nasion maliny, a niebawem mam zamiar wypróbować olej z awokado, jego właściwości nawilżające podobno są genialne. Się zobaczy :)

      Ważne, moim zdaniem, oprócz trafienia na olej dostosowany do potrzeb swoich włosów, jest dobranie oleju dobrego jakościowo. W cenie różnica może nie być drastyczna, a w działaniu dwie różne sztuki okażą się nieporównywalne...

      Temat olejowania podjęłam kiedyś na blogu. Zamieściłam tam również linki do świetnie opracowanych spisów - jaki olej powinien dogadać się z przyporządkowaną sobie porowatością włosów :) Wiadomo, że najlepiej jest popróbować różnych kombinacji, bo zdarzają się wyjątki, ale jakiś punkt odniesienia to jednak jest i przydaje się na początku drogi :)
      http://megdil.blogspot.com/2013/08/olejowanie-wosow-wysokoporowatych-z.html

      Usuń
    4. W wolnej chwili zgłębię temat, dzięki :*

      Usuń
  20. Odpowiedzi
    1. Zaraz niedobra ;)) Jeśli jest czym kusić, to trudno się powstrzymać, chyba coś o tym wiesz :D

      Usuń
  21. Muszę kiedyś wypróbować! Co prawda moje włosy nie mają prawa narzekać. Nigdy nie widziały prostownicy, czy lokówki, suszarkę tylko u fryzjera. W życiu ich nie farbowałam, nie fundowałam im żadnym cudów. Fakt, że przez ponad dwadzieścia lat stosowałam tylko drogeryjne szampony i odżywki (no, czasem domową maseczkę z żółtka), ale i tak uważam, że nie miały ze mną źle. Od ponad roku stosuję się do różnych rad włosomaniaczek, a moje włosy mimo to nie wykazują żadnej wdzięczności. Wiszą smętnie, puszą się koszmarnie, są jakieś takie popielate i matowe:/ Czasem naprawdę już nie mam do nich siły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, w mojej historii, oprócz pewnej gamy kosmetyków, olejowanie pozwoliło włosom odżyć - korzystasz z tego dobrodziejstwa? (Wspominasz o włosomaniactwie, więc domyślam się, że tak - może warto rozejrzeć się za innymi olejkami?)

      Ta maska jest świetna i mogę ją polecić każdej posiadaczce zniszczonych włosów, ale myślę, że w Twoim przypadku cudownie mogłaby się też sprawdzić wersja Citrus&Neroli. Recenzowałam ją kiedyś na blogu, zajrzyj jeśli masz chęć. Konsumenci zostają w przypadku tych produktów postawieni w całkiem niezłej sytuacji, bowiem jest możliwość zakupu próbek-saszetek. Dość dużych swoją drogą, cena wynosi ok. 2 zł - są do nabycia na pewno na Naturnice oraz na oficjalnej polskiej stronie JMO.

      Usuń
  22. Moje włosy przechodziły prawdziwe transformacje - miałam czerwone, miałam dready, miałam krótkie na jeża, miałam długie za tyłek..
    Od małego miałam grube włosy w kolorze popielatym - po licznych eksperymentach mam ich o połowę mniej - ale nie jest najgorzej. Moim utrapieniem jest to że są suche i bez połysku. Wiem na pewno, że nie lubią naturalnej pielęgnacji - lubią silikony i chemię. Ponadto zauważyłam ,żę im mniej z nimi robię - tym są w lepszej kondycji ;)
    Z JMO miałam kilka próbek i mnie zachwyciły - niemniej Twojej pozycji nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kiedyś pokusiłam się o ścięcie włosów na krótkooooo, byłam tak zniechęcona do takiej fryzury, że po tym incydencie zapuściłam je niemalże do pasa... :D Teoretycznie nie wyglądało to koszmarnie, ale długich kosmyków mi jednak brakowało :)

      Moje włosy z kolei lubią mieszaninę, dlatego funduję im sporo naturalnych składników, ale koniecznie z ochroną silikonową. Od tych drugich stroniłam przez długi czas, jak się okazało, bardzo niesłusznie. W tej chwili staram się w tym temacie odnaleźć złoty środek, zobaczymy jak mi pójdzie :)

      A co próbkowałaś od JMO? :)

      Usuń
  23. niezwykle kuszący produkt, ja ze swojej strony mogę polecić na zregenerowanie włosów maskę z oleju kokosowego i miodu. Jeśli się ją dobrze wymyje z włosów absolutnie nie powoduje obciążenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ostatnio polecono miodowanie, ale zawsze zapomnę kupić miodek, gdy mam okazję. Lubię miód od sprawdzonych dostawców. Oleju kokosowego nigdy jeszcze nie stosowałam na włosy, w teorii nie jest on wskazany do mojej porowatości, ale na pewno wypróbuję tę mieszankę. Bardzo dziękuję za polecenie! :)

      A podpowiesz mi jeszcze, w jakich proporcjach mieszasz te składniki?

      Usuń
  24. Nooo... Myślę że moglabym być z tego produktu zadowolona równie bardzo jak z maski Davines Nou Nou :) pomaga mi też Joico. Generalnie w szufladzie mam też zapasy Balea, ktore podobno są w stanie poprawić kondycję włosa, ale wydaje mi sie, ze dwóch powyższych firm nie przebija. Teraz jak juz skusilam się na pierwsze zakupy w JMO i myślę, że na nich nie poprzestanie widząc Twe zachwyty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nounou to cięższy kaliber, ze względu na skład. Obydwie maski jednak służą moim włosom bardzo, tyle, że oczekiwania w stosunku do każdej z nich mam inne - Nounou daje natychmiastowe, doraźne rezultaty, JMO natomiast poprawia ich stan długofalowo. Tak, czy siak, jedną i drugą warto wypróbować, bo są cudowne :)

      Z produktami do włosów Balea nigdy nie miałam do czynienia, jednak z ich odżywkowego asortymentu utkwiła mi w pamięci propozycja z olejkami, podobno jest bardzo fajna :)

      Usuń
    2. Co mas zna myśli pisząc "cięższy"? Nonou nie używam co każde mycie, ale za każdym razem kiedy jej użyję po prostu nie mogę się nadziwić z efektu jaki daje :)

      Wiele dobrych opinii czytałaś zapewne o odżywce z olejem arganowym, którą niestety już wycofano... Ale ja ją jeszcze mam w zapasach :D

      Usuń
  25. Hmm jak dotąd odżywki JMO nie podbiły mojego serca, ale tej nie miałam. I kusisz niedobra! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elle, moje włosy akurat bardzo lubią mieszanki JMO, wyjątkami, które mnie nie zachwyciły były Shine On oraz Rosemary&Peppermint Detangler :)
      Spraw sobie próbki rekonstruktora, może ta wersja chwyci Cię za serce :>

      Usuń
  26. Mimo tego pięknego opisu mnie nie skusił ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izis, a masz jakichś swoich ulubieńców w temacie włosowej pielęgnacji? Ja chłonę wszelkie nowinki, więc chętnie się zapoznam! :)

      Usuń
  27. Oj moje włosy to w ogóle są czasem jak trzy piórka na krzyż, czasem myślę, ze gdyby nie olejowanie, delikatne szampony, zaprzestanie używania prostownic i lokówek to już bym była łysa. No nie mam predyspozycji i muszę o nie walczyć każdego dnia a one odwdzięczają się tym, że wyglądają chociaż jako tako właśnie.
    Ogromnie więc kusisz tą odżywką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joko, witaj w klubie :P Mnie również uratowały podobne przykazania - o dziwo, prostownicy nie brakuje mi ani trochę, a byłam od niej wręcz uzależniona.
      Jeśli działanie i skład tego rekonstruktora JMO wydają Ci się kuszące, to zaopatrz się w próbaski :) Kupisz je np. na Naturnice lub głównej polskiej stronie JMO. Obfita, bo 10 ml saszetka kosztuje ok. 2 zł. Niewiele, a będziesz mogła sprawdzić działanie na swoich kosmykach :)

      Usuń
  28. chcę! jeśli moje włosy miałyby wyglądać zdrowo to chcę! zresztą jak patrzę na składy tej firmy to bym brała wszystko, jednak no portfel mi się nie powiększa : c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rarity, zachęcam Cię więc do sprawienia sobie próbek - zwykle są to hojne pojemności w fajnych saszetkach, kosztują niewiele, bo jakieś 2 zł, dostępne na Naturnice lub głównej stronie JMO :)

      Usuń
  29. Jak zapuszczę włosy to koniecznie coś z tej firmy sobie kupię. Oj kusisz tym JMO:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maniu, zapuszczasz włosy? A do jakiej długości? :)

      Usuń
  30. Nie miałam jeszcze okazji używać kosmetyków JMO, ale słyszałam dużo dobrego o tych produktach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele z nich mogę z czystym sercem polecić, zdecydowanie są warte uwagi :)

      Usuń
  31. Nieźle się zapowiada. Sama mam włosy suche, końcówki są tak zniszczone, że mimo iż czekałam aż włosy trochę podrosną, ostatnio nie wytrzymałam i podcięłam. Wolę mieć krótsze niż patrzeć na to siano :) Ostatnio świetnie spisał się u mnie szampon i balsam do włosów z Planeta Ogranica, nie spodziewałam się takiego efektu teraz pluję sobie w brodę, że wcześniej nie sięgnęłam po te kosmetyki. Podobnie jak w przypadku JM, różnicę widać już po jednym myciu. Używam od niedawna więc zobaczymy czy się nie "zepsują" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie popieram, zdrowe włosy zawsze wyglądają świetnie, niezależnie od tego, jakiej są długości :) Ja staram się swoje kosmyki regularnie podcinać, mimo iż każdy centymetr jest u mnie na wagę złota.
      Planeta Organica nie znam osobiście, ale jeśli pisałaś o tym duecie u siebie, to chętnie poczytam :) Dużo dobrego słyszałam o tej firmie, zwłaszcza o balsamach do włosów właśnie. Nowinki włosowe uwielbiam, więc tym chętniej chłonę wszelkie informacje o dobrych produktach :)

      Usuń
  32. Mogłabyś napisać jaka jest wydajność?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie :) Ta maska jest ekstremalnie wydajna, wystarcza mi na kilka długich miesięcy (jakieś pół roku!). Oczywiście zależy to również od stosowanej ilości. Ja sobie nie żałuję ;))

      Usuń

Copyright © 2016 Megdil Blog , Blogger