poniedziałek, 14 kwietnia 2014

John Masters Organics, Głęboka kuracja torebek włosów zwiększająca objętość włosów

Wiecie, nie wierzę w cuda-wianki.  Marketingowe krasomówstwo już dawno przestało wywierać na mnie pożądane przez producentów, dystrybutorów i potencjalnych sprzedawców wrażenie. Owszem, często zapoznaję się z zapowiadanymi efektami, które kosmicznie brzmiące składniki i technologie mają mi zapewnić, ale nie niesie to już za sobą w skutkach bezzwłocznych, kompulsywnych zakupów – jak kiedyś. 
(A jak jest u Was?)

Nie pozostaję jednak całkowicie obojętna na słowną magię (co to, to nie) i wymienić mogłabym całą rzeszę kosmetyków, które już samą swoją nazwą potrafią mnie do siebie przyciągnąć – a wtedy trzymają się mojej podświadomości dopóki ich nie wypróbuję. Tak też było z produktem, który dziś chcę Wam pokrótce przedstawić.


John Masters Organics, Głęboka kuracja torebek włosów


Kuracje wzmacniające, zagęszczające, hamujące wypadanie włosów i stymulujące ich wzrost zawsze znajdą u mnie zastosowanie. Włosy mam po przejściach, ciężko im ze mną było – i tak cieszę się, że nie wszystkie porzuciły miejsce im przypisane i trwają ze mną do dziś ;) Wyciągnięcie wirtualnej ręki w kierunku tej kolejnej propozycji JMO było więc tylko kwestią czasu, kliknięcia i dokonania przelewu.

Czym owa tak mnie do siebie przekonała? Przede wszystkim składem (coś podobnego? :P).

Pozwolę sobie od razu wytknąć jedną poważną wadę zewnętrznej otoczki tego produktu. Brak składu na opakowaniu bezpośrednim, a i kartonowego okrycia tu brakuje. Posiłkuję się więc spisem zaczerpniętym z internetowej czeluści:


John Masters Organics, Głęboka kuracja torebek włosów


Mieszanka nad wyraz kusząca i, nomen omen, pobudzająca. Wyobraźnię :)
Wszystko razem ma bowiem stymulować krążenie krwi w skórze głowy, przywracać równowagę w produkcji sebum i spowalniać działanie wolnych rodników. W gąszczu mitów i szeroko jeszcze panującym przeświadczeniu, jakoby skórze głowy wystarczyło tylko oczyszczanie delikatnym szamponem, łatwo jest popłynąć z prądem i zagłuszyć jej potrzeby, które mogą okazać się dużo większe. Oczywistości jednak najczęściej najtrudniej dostrzec. Bo to, że wszystko zaczyna się właśnie w tym miejscu jak i to, że od zdrowia tegoż uzależniona jest też bezpośrednio kondycja samych włosów, brzmią jak truizm, prawda?

Mając już w głowie zakorzenioną powyższą myśl, z miejsca zmieniłam swoje dotychczasowe nawyki, a w kosmetyczce zrobiłam miejsce dla tworów takich, jak ten zamknięty w niepozornej buteleczce z ciemnego, twardego plastiku. Aplikacja jego jest banalnie prosta – po umyciu włosów kilka naciśnięć na sprawnie działający dozownik i skroplony płyn równomiernie ląduje w miejscu docelowym, zraszając skórę głowy i częściowo kosmyki u jej nasady. Nic wielkiego, nic czasochłonnego – całość zajmuje kilka sekund, wystarczy jeszcze pomasować chwilę skalp i już.
Efekt jest zaskakujący i trudny do opisania...

... Zaznaczam, że produkt należy nanieść na włosy mokre, tuż po umyciu, ostatnią więc rzeczą, której bym się spodziewała, jest natychmiastowe poczucie lekkości – nie takiej absolutnej, ale wyczuwalnej, tak, jakby kosmyki zostały przewiane czystym powietrzem (brzmię bardzo szaleńczo? :P). Jakkolwiek to brzmi, z pewnością pomaga rozczesać włosy (ale i bez przesady, kołtunów po Babydream nic by nie ruszyło ;)). Oprócz tego, delikatnie podnosi włosy u nasady, a efekt ten wsparty odpowiednią stylizacją na pewno utrzyma się dłużej. Oczywiście, ten punkt uzależniony jest bezpośrednio od gęstości i ciężkości włosów. Na moich delikatnych i nie tak gęstych, jak bym tego chciała, zauważam sporą różnicę.
Tyle z radości doraźnych.




Co zaś przyniosła mi regularna, półroczna z nim historia?
A dużo.
Choć po przeczytaniu kilku niespowitych entuzjazmem opinii nie obiecywałam sobie po nim wiele, to z pewnością liczyłam na ukojenie swędzącej, podrażnionej skóry głowy. Z problemem tym borykałam się od czasu do czasu. Wystarczył nieudany eksperyment z kiepskim szamponem, czy produktem do stylizacji. Czasami niedogodność ta potrafiła zjawić się znikąd, kapryśnie, ‘po prostu’.
JMO nie poległ, a pomógł mi tę uciążliwość usunąć. Wdzięczność moja nie zna granic i myślę, że zrozumie mnie każda osoba, która z tą nieprzyjemną zgryzotą miała do czynienia. Przyznam, że w trakcie całej kuracji, nie zdawałam sobie sprawy z tego, ile dobrego ta ziołowa mieszanka zdołała dla mnie zrobić.

Rzadko zdarza mi się przyklasnąć producenckim obietnicom, stąd zresztą wstęp, jednak tutaj jestem skłonna zgodzić się z większością tych (racjonalnych) haseł.
Nie jest to moim zdaniem rzecz, która pomoże w leczeniu zaawansowanego łysienia, ale wzmożone wypadanie włosów jest w stanie ograniczyć – tak, jak u mnie. Owszem, włosy wypadają mi nadal i owszem, nie mogę całej zasługi zmniejszenia tego problemu przypisać Kuracji JMO, ale odkąd włączyłam ją do użytku na stałe, różnicę zauważyłam znaczną. Skutkiem ‘ubocznym’ – bo na to nie liczyłam ani trochę, okazała się skuteczna pomoc w okiełznaniu nadgorliwych gruczołów łojowych. W myśl zasady, że sukces ma wielu ojców, wspomnieć muszę w tym miejscu także o dodatkowych zabiegach, którymi raczę skórę głowy (nieoceniona pomoc stymulującego Khadi). Niemniej jednak, Kuracja JMO spisała się w tej kwestii na medal, dołożywszy cegiełkę do uwolnienia mnie od codziennego mycia czupryny.

Nie zrozumcie mnie źle. Na pewno nie jest to cud, odkrycie na miarę termodynamiki, ale dla tych z Was obdarzonych cierpliwością i wymaganiami podobnymi do moich, może okazać się wybornym pomocnikiem w okiełznaniu wymienionych wyżej nieprzyjemności. Przed ewentualnym zakupem weźcie też pod uwagę stosunek zadowolonych klientów do tych, których opinie są mniej entuzjastyczne. Domyślam się, że może to być wynikiem zbyt kosmicznych oczekiwań względem produktu.

Głęboka kuracja torebek włosów okazała się w moim przypadku dobrym wyborem, a niepozornie małe kroki złożyły się na duży sukces.
W najbliższym czasie nie planuję powrotu, nie tylko ze względu na cenę (ok. 103 zł za 59 ml), ale przede wszystkim chcę sprawdzić, na ile wszystkie te osiągnięcia okażą się trwałe.


Znacie? Macie w planach?
A może opracowałyście własną receptę na zdrową skórę głowy?

Pozdrawiam Was,
Megdil

75 komentarzy:

  1. Nie znam, ale obecnie "łykam" wszystko co jest związane z włosami i poprawieniem kondycji nie tylko włosów, lecz i wpłynięcia na skórę głowy. Przechodzę mały okres szaleństwa, liczę że wizyta u fryzjera częściowo rozwiąże problem a jak nie, będzie radykalne cięcie. Odnoszę wrażenie, że zmieniła się porowatość moich włosów, na domiar złego pojawił się problem z nawilżeniem a to, co do tej pory działało jakby przestało.....
    Włosy stały się coraz dłuższe, mam problemy z rozczesaniem, czasami żyją własnym życiem, bywają dni że są matowe, puszą się lub stają proste jak druty. No i nie zapominajmy o ogromnej ilości baby hair.... wyglądam jak Król Lew.... Chwilami mam ochotę ściąć włosy prawie do zera :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje włosy w ogólnym ujęciu mają się o niebo lepiej, niż dla porównania, jeszcze rok temu (sianko, bez stylizacji na gorąco każda fryzura była koszmarem, w dodatku zero zdrowej objętości, puch i smętnie zwisające suche strąki - miotełka ;)). Najbardziej pomogły mi kosmetyki JMO, olej arganowy i odpuszczenie prostownicy.

      Suplementów nie łykam żadnych od dawna, ale mam chęć na zachwalaną biotynę (Puritan`s Pride - polecam wpis u Lipstick and Kids), zamierzam ją sobie zamówić. A Ty co konkretnie stosujesz, Hexx? Pamiętam Twoje dobre doświadczenia z Merz Spezial.

      Haha... Tak radykalne cięcie i mnie kiedyś kłębiło się w myślach, jednak ostatecznie uznałam, że nie byłby to najbardziej dla mnie twarzowy wybór, więc odpuściłam :P A mówiąc poważnie, to pozbycie się tej najbardziej zniszczonej części włosów byłoby pewnie najlepszym wyjściem, ja zaś wybrałam stopniowe podcinanie, zdaję sobie sprawę z minusów takiej drogi, lecz ja się po prostu nie czuję dobrze w krótkiej fryzurze, mimo że czasami, o dziwo, korci mnie, by coś w tym kierunku zadziałać. Z drugiej strony, mam w pamięci jak to kiedyś wyszłam od fryzjera z 5 cm włosami i to studzi mój zapał natychmiast :D

      Usuń
  2. Kwestia włosowa to u mnie temat rzeka :D Nie jestem włosomaniaczką, o nie, do tego mi bardzo daleko, ale eksperymenty lubię, a głównie zależy mi na ograniczeniu wypadania i zmniejszeniu przetłuszczania. Jestem zmuszona myć czuprynę co drugi dzień :/ Jakiś czas temu zaliczyłam nawet wizytę u dermatologa, który przepisał mi Glamuren, którego niestety nigdzie nie dorwałam :/
    Swego czasu zużyłam też buteleczkę wcierki Jantar. Zauważyłam wysyp baby hair, włosy wyraźnie się zagęściły, niestety jednak wypadanie nadal trwa nadal i ma się dobrze. Stosuję czasem olejki przed myciem, efekty są różne, nie mam w tej kwestii faworyta.
    JMO ma u mnie kredyt zaufania, testuję aktualnie to, co mam :) Zobaczymy jak się ta przygoda zakończy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie rzeczywistość zmusiła do zdecydowanego zabrania się za włosy, które wyglądały koszmarnie. No ale codzienne używanie prostownicy przez lat kilka musiało się na nich odbić :/ A widzisz, bo ja codziennie myłam włosy, do tego suszenie, prostowanie... A wieczorem traciły już świeżość, więc każdego ranka czekała mnie powtórka z rozrywki...

      Wcierkę Jantar używałam przez pewien czas (nie pamiętam, ile buteleczek zużyłam - 4? 5?) i faktycznie po paru tygodniach zauważyłam wysyp nowych włosków :) Wydaje mi się też, że trochę pomogła mi ograniczyć przetłuszczanie, a na pewno nie obciążała mi czupryny.

      Co do olejowania, to na ten moment nie wyobrażam już sobie rezygnacji z tej czynności. Odkąd zaznałam zbawiennego wpływu oleju arganowego na moje kosmyki, uskuteczniam olejowanie co drugi dzień, efekty są wręcz namacalne :)))

      Trzymam kciuki, aby Twoje testy przebiegły pomyślnie, najbardziej ciekawi mnie to serum z granatem :>

      Usuń
  3. Nie znam, niestety się nie skuszę ze względu na cenę :(. Osobiście nie mam zbytnich problemów ze skórą głowy :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie borykasz się z takimi dolegliwościami, to bardzo zazdroszczę! W takim wypadku nie ma sensu sięgać po wyspecjalizowany kosmetyczny arsenał, ale o skórę głowy zawsze warto zadbać. Ja ostatnio odkryłam moc oczyszczającej i peelingującej skalp maski :)

      Usuń
  4. Do włosomaniaczki zdecydowanie mi daleko, bo po pierwsze mi się nie chce i po drugie.. mi się nie chce, leń króluje :P Jeszcze do niedawna odżywkę stosowałam od święta, jak mi się przypomniało. Teraz co drugie mycie. I takie baby hair mi powyrastały, że tragedia jakaś :D

    Swoją recenzją mnie skusiłaś, borykam się z niektórymi z problemów, które opisałaś, ale jak zobaczyłam cenę to chwilowo mój zapał ostygł. Poczekam na wygraną w totka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze słyszę, żeby ktoś tak psioczył na baby hair :D Ja wręcz podskakuję z radości, gdy odnotuję wzrost nowych włosów :D Mnie sytuacja zmusiła do konkretnej regeneracji, stan włosów był opłakany, więc nic innego mi nie pozostało - a ścinać się na łyso jednak nie chciałam :P
      Pamiętam jednak te czasy, kiedy to odżywka lądowała na kosmykach od święta - też z lenistwa :D Ale i w sumie potrzeby nie było, bo włosy miałam jeszcze nietknięte chemicznymi zabiegami - były piękne, długie, miękkie, lśniące - ehhh, rozmarzyłam się ;)
      Teraz dla odmiany nie wyobrażam sobie mycia bez ich odżywienia, to obowiązkowy punkt :)

      Usuń
    2. Psioczę zwłaszcza jak mam związane włosy, bo te paskudztwa niczego się nie trzymają, a dodaj do tego jeszcze wiatr i wyglądam jakby mnie piorun trzasnął :D A tak to nie mam nic przeciwko - co prawda i tak mam dużo włosów, ale więcej nie zaszkodzi :P
      Ja może się w końcu kiedyś w sobie zbiorę, ale na razie wystarczy mi szampon, odżywka i maska oczyszczająca z Phenome ;)

      Usuń
    3. A widzisz, to dlatego, że na gęstość czupryny nie narzekasz, to nie doceniasz rosnących maluszków - co innego u mnie, gdzie każdy włos jest na wagę złota ;P

      Usuń
  5. Jestem ciekawa jak wypada przy wcierce Jantar. Gdyby kuracja JMO okazała się lepsza, może zainteresowałabym się tym tematem. A tak jakoś mam mieszane uczucia... ze względu na cenę i serum do twarzy tej marki, którego obecnie używam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mi porównać tę pozycję JMO do wcierki Jantar. Gdybym miała podsumować to już zupełnie na chłodno (obydwóch produktów nie używam już od jakiegoś czasu), to JMO przyczynił się do rezygnacji z codziennego mycia włosów, zniwelował swędzenie i pomógł mi do pewnego stopnia ograniczyć wypadanie. Jantar natomiast spowodował wysyp baby hair i to poczytuję za jego największą zaletę :)

      Mówisz o serum z mącznicą lekarską, prawda? Mocno Cię rozczarowało? Mnie ono bardzo pasowało, choć wypowiadam się na podstawie próbek i z tego tytułu mam zamiar nabyć pełnowymiarowe opakowanie.

      Usuń
  6. Kupiłaś mnie tą recenzją :) Ten specyfik trafia na listę chciejstw :) mam nadzieję, że i u mnie tak dobrze by zadziałał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę trzymać kciuki :) Pamiętaj tylko, że trzeba dać temu produktowi czas, by pokazał na co go stać :)

      Usuń
  7. Ciekawy produkt :) Przyznam szczerze, że nawet nie miałam pojęcia o jego istnieniu, ale zawsze u Ciebie jakieś ciekawe produkty wypatrzę Magdo i skrzętnie je zapisuję na listę (bądź kupuję). Moje włosy jeśli chodzi o wypadanie przechodzą same siebie. Przy myciu wyciągam je z wanny garściami, to samo przy rozczesywaniu nawet TT. Brałam kilka suplementów ale nic mi nie pomogło. Chyba czas zainwestować w coś co chociaż ten proces lekko ograniczy bo obawiam się, że niebawem to będę łysa :/ A o przetłuszczaniu i codziennym myciu włosów to już nie wspominam. Nie cierpię myć głowy, ale niestety po jednym dniu moje włosy u nasady wyglądają tragicznie, więc nie mam wyjścia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może warto zagryźć zęby, przetrzymać te najgorsze początki i zacząć myć głowę co drugi dzień? U mnie też nie było łatwo, włosy w zasadzie już pod koniec dnia nie wyglądały świeżo, myłam je więc codziennie, a teraz mogę spokojnie robić to co dwa dni. Jasne, nie zawsze jest kolorowo, ale wtedy je jakoś upinam, albo wiążę i problem zażegnany :)
      Wypadanie to już mocniejszy przeciwnik, zwłaszcza, że powodów tej uciążliwości mogą być dziesiątki :/ Kiedyś łykałam suplementy, spośród nich najbardziej odznaczył się Vitapil, po którym rzeczywiście widziałam działanie. Nie był jednak ideałem, bo przyprawiał mnie o poranne mdłości ;) Będę szukać dalej.

      A wiesz, miałam Cię już wcześniej o to zapytać, ale było mi niezręcznie - jak masz na imię? :D Chyba, że nie chcesz zdradzać :)

      Usuń
  8. Znam i skutecznie mnie skusiłaś :P
    Z JMO chcę kupić jeszcze jakąś odżywkę lub serum . Zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam w planie serum z mącznicą lekarską, zużyłam kilka próbek i czuję się mocno zachęcona :) Jeśli zaś chodzi o asortyment do włosów, to bardzo lubię odżywkę z Cytrusem i Gorzką Pomarańczą oraz Rekonstruującą z Miodem i Hibiskusem :) Tę pierwszą recenzowałam jakiś czas temu: http://megdil.blogspot.com/2013/05/john-masters-organics-citrus-neroli.html

      Usuń
  9. Gdyby cena była odrobinę niższa, to pewnie z miejsca czułabym się zainteresowana. Kto by nie chciał skorzystać z pomocy w zmniejszeniu wypadania włosów, przetłuszczania się ich, czy ukojenia niekiedy podrażnionego skalpu. Jednak efekty chyba są dla mnie zbyt słabe, by wydać na niego tyle gotówki. Raczej coraz bardziej jestem zainteresowana Khadi, ale wpierw muszę wyjść z moich włosowych, nie małych, zapasów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Khadi też świetnie się u mnie sprawdza, tyle że w jego działaniu dopatruję się głównie wysypu baby hair, delikatnego przyspieszenia tempa wzrostu włosów, no i dołożenia kolejnej cegiełki do ograniczenia przetłuszczania się skóry głowy :) Poza tym mam wrażenie, że świetnie wpływa na kondycję samych włosów. Wiem, że nie na każdego tak dobrze działa, ale ja ze swej strony mogę go śmiało polecić i życzę Ci, abyś zauważyła takie same jego plusy :)

      Usuń
    2. To już nie pierwsza pozytywna opinia o Khadi, z którą się spotkałam. Ostatnio kupiłam dwa inne produkty, które polecała też jego inna miłośniczka. Myślę, że jeśli sprawdzą się u mnie przynajmniej dobrze, to skuszę się na Khadi, jako że będzie to poniekąd oznaczało, że mamy podobne potrzeby włosów. Jednak to, jakie narobiłam zapasy w tej kategorii przechodzi ludzkie pojęcie, więcto cudo będzie musiało trochę poczekać :)

      Usuń
    3. U mnie też, o dziwo, kilka kosmetyków do włosów się nazbierało, ale domyślam się, że to nic w porównaniu z Twoimi zapasami :D Ja nie lubię chomikować kosmetyków, irytuje mnie, gdy zalegają bezczynnie w większej ilości - zachodzę w głowę, jak mogłam niegdyś używać kilku produktów z tym samym przeznaczeniem w tym samym czasie... Niepojęte ;P

      Usuń
  10. Haha, w tamtym momencie brzmiałaś nieco szaleńczo, ale wybaczamy skoro kosmetyk ten wywarł na Tobie tak dobre wrażenie :D John Masters Organics leży w sferze moich kosmetycznych zainteresowań, także dzięki Tobie (ale nowość!) dlatego nie ukrywam,że skoro ten kosmetyk tak dobrze się u Ciebie sprawdził to i ja nabrałam na niego ochoty. Tym bardziej, że i mi przydałoby się coś, co zahamowałoby choć trochę wypadanie moich włosów oraz utrzymało ich świeżość. Na razie używam Seboradin Niger i w obydwu kwestiach sprawdza się zaskakująco dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz się śmiać, ale taki efekt naprawdę był wyczuwalny :D
      Wypadanie i nadmierne przetłuszczanie się włosów, to prawdziwe utrapienie i zdecydowanie trudno się z nimi uporać :/ Tą serią Seboradin zainteresowałaś mnie już wcześniej i będę czekać na pełną jej recenzję na Twoim blogu. Marzą mi się włosy zdrowe, piękne, długie i bez zbędnych problemów ;) Rozglądam się też za suplementacją, bo choć generalnie nie jestem ich zwolenniczką, to dla włosów robię wyjątek. Kiedyś zażywałam Vitapil, rzeczywiście ograniczał wypadanie, ale skutkiem ubocznym były poranne mdłości, co zdecydowanie przeważyło szalę na jego niekorzyść.

      Usuń
  11. Nie znam i pewnie nie poznam. Nie mam jakis wiekszych problemow z wlosami, head and shoulders daje rade.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to znaleźć swój złoty środek :) Zazdroszczę mało problematycznych włosów, wiele bym za takie dała :)

      Usuń
  12. Nie znam ale zaciekawiłas mnie tym produktem. Bo włosy mi wypadają , przetluszczają sie strasznie przy skórze głowy itd...
    Ja za dużo produktów do stylizacji stosuje - bo mam krótkie włosy i codziennie je prostuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karo, skuś się więc na tę mieszankę, może u Ciebie sprawdzi się tak samo dobrze?
      Oj, pamiętam czasy, kiedy prostownica była moim codziennym kompanem - niestety, nie wspominam ich dobrze, gdyż w dużej mierze przyczyniło się to do opłakanego ich stanu, który zmusił mnie do wzmożonej troski o nie. Ale ja nosiłam zwykle długie kosmyki, a te jednak trudniej opanować. Chociaż epizod z bardzo krótką fryzurą też mam za sobą :D

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że dla Ciebie ten kosmetyk okaże się równie łaskawy w swym działaniu :)

      Usuń
  14. moim selerkom niestety brak objętości, tyle kuracji ile ja im zaserwowałam to powinny stać dęba, niemniej bardzo mnie zaintrygowałaś, chcę wierzyć w te cuda-wianki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślepo wierzyć też bym chciała, ale życie nauczyło mnie czegoś innego ;P Brak objętości to również mój problem, ale kilka kosmetyków pomaga mi wyjść z tego oklapłego dołka. Nie wiem, czy znasz cytrusową odżywkę JMO? To jedna z lepszych, jakie stosowałam, włosy są po niej cudne. Ostatnio odkrywam też tajemnice Davines, ta firma z naturą wiele wspólnego nie ma, lecz kosmetyki robią świetne :)

      Usuń
  15. Produkt zupełnie dla mnie nieznany, niemniej jednak interesujący :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, jest interesujący już z samego opisu, w dodatku na moją skórę głowy działa świetnie, więc ze szczerego serca mogę Ci go polecić :)

      Usuń
  16. od dawna mam chrapkę na produkty marki John Masters Organics :)
    na pewno kiedyś sięgnę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam :) Wśród asortymentu JMO znalazłam kilka absolutnych perełek, do których będę z miłą chęcią wracać. Ich produkty do włosów są dla mnie wybitnie łaskawe, to w dużej mierze dzięki nim udało mi się wyprowadzić czuprynę ze stanu wysuszonej miotły do takiego, w którym nie wyglądam jak obraz nędzy i rozpaczy ;) A przynajmniej takie są moje osobiste wrażenia :D

      Usuń
  17. Bardzo mnie to zainteresowalo, bardzo :)
    Aktualnie poradzilam sobie dosc dosc z wypadaniem. Stosuje olejej sesa na pol godziny przed myciem. Swiezosc pomaga mi utrzymac kilka kropelek wcierki dr Hauschka po umuciu. Jest ok. Wytrzymuje dwie doby miedzy myciami. Nie ma szalu ale mi to odpowoada. Z kondycji wlosow jestem kzadowolona jak nigdy w zyciu, duza role odegralo radykalne ciecie w ktorym pozbylam sie wiekszosci farbowanych pasm.
    Przydaloby sie jeszcze wysyp bejbikow i bylabym happy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Olu :) Dawno Cię tu nie widziałam! :)
      Mnie na radykalne cięcie nie stać :D Po prostu nie czuję się w krótszych włosach, a moje aktualne i tak nie są wybitnej długości, więc podcinam je regularnie "po trochu". Wiem, jakie to niesie ze sobą wady, ale mówi się trudno. Może kiedyś zmienię zdanie w tym temacie, bo wiem, że to mogłoby dać kopa kosmykom.

      Sesy jeszcze nie próbowałam, na razie jestem oczarowana Khadi, teraz mam zamiar wypróbować Ikarov z rozmarynem, Sesa zaś jest następna w kolejce :) A propos Khadi, bo nie pamiętam, czy już o nim rozmawiałyśmy - dzięki niemu na mojej głowie nastała era baby hair, na chwilę obecną są już dosyć długie i gdyby było ich jeszcze więcej, to tuż przy czole mogłyby pretendować do miana grzywki - lichej, bo lichej, ale jednak ;D

      Mnie mycie włosów co drugi dzień również wystarcza - biorąc pod uwagę moje długoletnie codzienne poranne rytuały, możliwość odpuszczenia sobie powtarzania tej czynności każdego dnia, brzmi jak spełnienie niemożliwego marzenia ;)

      Usuń
    2. Zagladam tutaj ale nie zawsze sie oddzywam... ;) ostatnio mam duzo na glowie, caly miesiac na walizkach a teraz bede szykowac sie do przeprowadzki ; troche tez szyje, oj wkrecilam sie na maksa, hamuja mnie tylko ceny tkanin w de.
      Ja bym sie nie zdecydowala na ciecie ale jak ma sie przyjaciolke fryzjerke to jest to latwiejsze... wlosy teraz nie sa bardzo krotkie, w koncu juz 1,5 roku nie farbuje... a moze i dluzej. Sa tak kilka cm za ramiona. Po pierwszym umyciu bylo mi dziwnie ale teraz nie zaluje.
      Nie namawiam jednak bo wiem, ze to kazdego sprawa co tam zrobi. Musze dodac, ze moja pielegnacja daja jeszxze wiecej dobrego. W koncu widac, ze o te wlosy sie dba.
      Moje wlosy tez zmienily upodobania, olej lniany ktory kiedys nie trawily dzisiaj kochaja. Maska P&R prawie nic im nie daje i nie kupie juz kolejnego opakowania, choc z zalem to pisze bo byla moim ulubiencem odkad sie chyba pojawila ta firma. Lubia sa to maske Organique, odzywki JMO tez sa nadal swietne i zostawiaja cala konkurencje w tyle. (Od JMO mam tez ich balsam do ciala - super, zaraz po maslach od P&R ulubiony)

      Usuń
    3. Madziu powiedz ktory Ty olej Khadi uzywasz? Ten z amla? Czy inny?
      Bo ja mialam z amla... pamietam, ze wlosy byly jak marzenie ale na skalp nie moglam nakladac bo mi powodowal gule niestety... z sesa jest wszystko ok. Rok temu bardzo mi pomogla z wypadaniem i teraz juz do nie wrocilam na stale. Nie bardzo odpowiada mi zapach ale jest do przelkniecia ;)

      Usuń
    4. Przeprowadzki i remonty to dla mnie największa zmora ;) Zmiany są w porządku, ale cała ta bieganina, bałagan wokół... Szczerze tego nie cierpię. Przenosiny na terenie DE, czy przeprowadzacie się do PL? :)

      Domyślam się, w jakim lekkim stanie muszą być włosy po takim mocnym cięciu. Ja po każdym podcięciu czuję się o wiele lepiej i tak, jak mówisz, nawet pielęgnacja wtedy inaczej wypada. Ja przez ogrom czasu miałam straszny problem z łamaniem końcówek, przez co odnosiłam wrażenie, że kosmyki wcale nie rosną... Dopiero teraz zaczynam zauważać różnicę. M.in. dzięki Khadi właśnie - ja używam wersji stymulującej wzrost włosów :)

      Maskę P&R mam teraz w użytku i odczucia są mieszane... Najbardziej lubię ją nakładać przed myciem szamponem, na wilgotne włosy, a potem aplikuję odżywkę z tej samej serii. Nie jestem jednak przekonana, czy to "to", czego należałoby oczekiwać od takiego kosmetyku. Nie jest zła, ale kiedyś jakby lepiej się spisywała... Będę ją jeszcze testować. Maskę Organique kupię sobie przy okazji wizyty w ich salonie, bo kilka rzeczy mnie interesuje, w tym peeling enzymatyczny do twarzy - miałaś może?

      Balsam JMO miałam przyjemność używać i ostatnio rozmyślałam nad ponownym zakupem :) Byłam z niego zadowolona, chociaż pamiętam, że zapach zaczął mi w którymś momencie trochę przeszkadzać. Co dziwne, bo w ogólnym ujęciu bardzo mi się podobał :)

      Olu, a Sesy z jakiej firmy używasz?

      Usuń
  18. Na szczęście nie mam wrażliwej skóry głowy, obcy mi łupież, swędzenie czy przesuszenie. Na taki drogi produkt raczej się nie zdecyduję, chociaż rozumiem, że Twój problem wymaga większego kalibru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja cieszę się ogromnie, że mimo wszystko zdecydowałam się na zakup tego specyfiku, jego pomoc uznaję za nieocenioną. Zwłaszcza, że wreszcie mogłam odpuścić sobie codzienne mycie włosów - to dla mnie wielkie udogodnienie :)

      Usuń
  19. Całkiem lubię, to chyba jedyna rzecz JMO do której póki co nie mam zastrzeżeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie z kolei wiele kosmetyków JMO odpowiada swoim działaniem w 100%. Na szczęście, bo porażki w takich cenach ciężko mi przełknąć ;)

      Usuń
  20. jeśli moja aktualna kuracja nie przyniesie efektów to chyba na to się skuszę

    OdpowiedzUsuń
  21. Ostatnio zauważyłam tylko jeden problem z włosami. Otóż po jakimkolwiek szamponie drogeryjnym szybko się przetłuszczały. Paradoksalnie na to pomógł mi stary i poczciwy "familijny", który ma w swoim składzie detergenty, pewnie jakieś konserwanty i substancje zapachowe. Zdecydowanie jest to komfort jak mogę umyć włosy co 2-3 dni a nie codziennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również bardzo doceniam tę możliwość. Tym bardziej, że przez lata (nie chcę nawet pokusić się o dokładne podsumowanie, bo myślę, że wyszłoby dwucyfrowe ;)) byłam zmuszona do codziennego mycia włosów. Nie dość, że było to męczące, to i czasami kłopotliwe, bo zwykle robiłam to z rana, a gdy coś mi nagle wypadło pojawiał się niemały problem...
      Mój Tato jest zwolennikiem szamponu Faimilijnego - biorąc pod uwagę świetny stan jego włosów, może to i dobra strategia :P

      Usuń
  22. W obietnice producenta nie wierzę, zazwyczaj przyglądam im się z dystansem, a potem sprawdzam opinie na necie :)
    Ciesze się, że u Ciebie ten produkt się sprawdził i mam nadzieję, że efekt ten będzie długotrwały.
    PS. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam po Babydream dredy! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zwykle przed zakupem posiłkuję się zawartością opinii w sieci :) W końcu po coś to wszystko się tutaj dzieje :D
      A Babydream to była dla mnie totalna wtopa! Dałam mu kilka szans, ale finalnie skończył jako myjak do pędzli, u mnie wyjątkowo się nie sprawdził, a na samo wspomnienie tych kołtunów aż ciarki mi po plecach przechodzą :P

      Usuń
    2. Miałam dokładnie tak samo! Mało wydajny (w tym wypadku to plus :D), wcale się nie pienił i robił takie rzeczy z włosami, że aż Twoje ciarki do mnie przeszły :D

      Usuń
  23. W zeszłym roku moje włosy mocno dostały w kość, miałam trudny okres za sobą, złe odżywianie i nerwy odbiły się najbardziej na włosach. Od kilkunastu miesięcy najlepsze i najszybsze efekty uzyskuję po kuracji wcierką Rzepa z firmy Joanna ( do najprzyjemniejszych ze względu na zapach nie należy ale działa rewelacyjnie i będę ją polecać na wszelkie możliwe sposoby). Spray Pokrzepol nie przyniósł oczekiwanych przeze mnie rezultatów, do tego wysuszał skórę głowy, olejowanie włosów to nie jest moja bajka - skóra jak do tej pory buntowała się za każdym razem włosy wypadały ze wzmożoną siłą. Obecnie jestem w trakcie kuracji Bioxsine (szampon i ampułki) i już widzę efekty - jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doniu, pamiętam Twój zachwyt nad tą wcierką i obiecuję sobie, że ją wypróbuję. Zapach mnie trochę odstrasza, bo kojarzę szampon, chyba nawet z tej samej firmy, z rzepą właśnie. Zupełnie mi nie odpowiadał, powiem nawet więcej - aromat Khadi nazwałabym w tym porównaniu wyjątkowo przyjemnym :P Ale czego się nie robi!
      Bioxsine chyba nie kojarzę. Ale skoro mówisz, że widzisz efekty, to zaraz nadrobię niewiedzę :)

      Usuń
    2. niestety, zapach jest mocno średni ale ja zawsze używam wcierki przed myciem aby zapach nie towarzyszył mi za długo. Serię Bioxsine wygrałam u Anety i gdyby nie ona także nie miałabym pojęcia o istnieniu produktu, bardzo dobrego :)

      Usuń
  24. Zachęciłaś mnie do tego produktu, myślę że w najbliższym czasie wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się zdecydujesz, to koniecznie podziel się swoimi wrażeniami :)

      Usuń
  25. Mam wielką ochotę na niego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JMO wypuścił ostatnio jeszcze dwa inne produkty będące uzupełnieniem tej kuracji, może te również Cię zainteresują :)

      Usuń
  26. Podrażniona skóra głowy to u mnie chleb powszedni. Z przetłuszczeniem również mam ogromy problem, muszę myć głowę codziennie, no i wypadanie też nie jest mi obce. Obecnie stosuję kurację Seboradin do włosów przetłuszczających się i wypadających, ale jakiś większych efektów na razie brak.
    Zainteresowałaś mnie tym produktem JMO. Ogólnie ta marka od dawna mnie ciekawi, ale po wielu negatywnych opiniach, które przeczytałam odpuściłam jakiekolwiek zakupy. Jednak po Twojej recenzji myślę, że kiedyś sięgnę po tą kurację żeby się przekonać czy i u mnie da jakieś efekty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z firmą Seboradin nigdy nie było mi po drodze, ale widzę, że Sylwia z bloga Lacquer-maniacs jest zadowolona z linii Niger - z tym, że nie jestem pewna, czy może to nie ta sama seria, o której mówisz Ty? Tak, czy inaczej, na każdego działa co innego i też żałuję, że nie ma jednego złotego środka, na którym wszyscy mogliby polegać.
      Opinii negatywnych jest pewnie tyle, co pozytywnych, chociaż muszę przyznać, że na kiepskie słowa w temacie JMO rzadko trafiam. Ja wielbię przede wszystkim ich produkty do pielęgnacji włosów, naprawdę nie mogę złego słowa na większość przeze mnie próbowaną powiedzieć. Ten spray zdał u mnie egzamin wyśmienicie, a jeśli Ty borykasz się z podobnymi problemami, nie pozostaje mi nic innego, jak poddać go Twojej szczególnej uwadze :) A nuż zadziała tak samo!

      Usuń
  27. Wielka szkoda, że ten produkt jest tak drogi. Mam cienkie włosy, ale takie, które szybko tracą objętość i mocno się przetłuszczają. Na razie nie znalazłam nic, co by mi w tym problemie pomogło i jakoś zachwyciło (oprócz płukanki pokrzywowej).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, cena jest jego słabą stroną :( Plus jest taki, że mieszanka okazała się być wydajna, stosowana co drugi dzień służyła mi kilka dobrych miesięcy. Moje włosy też należą do cienkich i bardzo szybko traciły świeżość, udało mi się jednak ograniczyć te niedogodności. Mogłabym Ci również polecić oczyszczającą maskę Phenome - jest genialna, a zważywszy na jej właściwości, również cenę na promocji uważam za przyjazną :)

      Usuń
  28. na mnie z marketingowych sloganów nie działa tylko zapewnienie pozbycia się zmarszczek w siedem dni lub ewentualnie pozbycie się zbędnych kilogramów z pomoca balsamu w miesiąc, wszystko inne łykam jak pelikan:P
    co do tej kuracji to jak będę przy groszu to ją kupię na bank :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, grunt, że nie łapiemy się na te powołujące się na wybitną naiwność, nie tylko konsumencką :D
      Ja czuję się zainteresowana również dwoma pozostałymi kosmetykami towarzyszącej tej kuracji, pewnie kiedyś skuszę się na nie w komplecie, się zobaczy :) A widziałaś? Jest też taka nowa odżywka bez spłukiwania w sprayu. Ciekawam jej, nie powiem :)

      Usuń
    2. phi pytanie. Ja, ja fanka JMO miałam jej nie widzieć. Widziałam ją już jakieś 3 miesiące temu na ich amerykańskiej stronie. Nie powiem, bo też mnie interesuje :)

      Usuń
  29. kusi mnie ta marka bardzo:) ciekawa jestem jak efekt będzie się u Ciebie utrzymywał dalej :) daj koniecznie znać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ines, sama jestem ciekawa, od jakiegoś czasu już tego sprayu nie stosuję, ale włosy nadal mogę myć co drugi dzień. Z wypadaniem nie jest już tak kolorowo, domyślam się, że to jest już kwestią stałego włączenia tego produktu do pielęgnacji. W sumie zwykle tak właśnie jest...

      Usuń
  30. Najważniejsze, że zauważasz efekty!
    Ja na swoją czuprynę narzekać nie mogę - nie sądziłam, że kiedykolwiek to napiszę :)
    Od kilku miesięcy jest praktycznie bezproblemowa - chwilo trwaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta, życzę Ci, abyś nie doświadczyła już w przyszłości żadnych włosowych niedogodności :) To wielka zaleta, gdy nie trzeba tak chuchać i dmuchać na pielęgnację, którą się stosuje.
      Moje włosy na szczęście też mają się coraz lepiej. Włączam już nawet kosmetyki z silikonami do ich ochrony, natura zdziałała naprawdę sporo w poprawie ich stanu. Gdy przypomnę sobie zeszłoroczną miotełkę nie wiem, czy się śmiać, czy płakać ;)

      Usuń
  31. Megdil, kochana i te Twoje historie :) do gazety Cie wezma niebawem cos czuje :P

    JMO zawsze mnie kusi, jednak po próbkach tych nawet od Ciebie wstrzymyję się. Ja szukam tego wow, i był jeden taki tonik Alepcin z kofeiną się nazywa, ktory popedzal cebulki wlosow do dzialania i trzymal wszystko w ryzach. Probowalas? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś się muszę wypisać :P Twoja wizja mi się widzi, wszelkie propozycje biorę pod uważną rozwagę :D

      Hmmm, toniku, o którym mówisz, nie znam, ba!, nigdy nawet nie słyszałam. Skoro mówisz, że działał, to czuję się zainteresowana i rozpocznę poszukiwania :)

      Usuń
    2. W Super-Pharmie u mnie sie pojawil, 33zl kosztuje. Starcza na miesiac uzytkowania, za pierwszym razem popedzil moje wlosy, tak ze urosly 4cm w miesiac! Za drugim bylam niesystematyczna i efekt mnie nie powalil. Myslalam znowu go kupic...ale mam swoje mikstury (jantar z seboradinem mieszam). Tylko, ze ten tonik to calkiem inny od JMO, przetluszcza wlosy raczej szybciej, uzywa sie go codziennie. Dla porostu i zatrzymania wypadania bylam w stanie to zniesc :)

      Usuń
  32. ja tej firmy kompletnie nie znam, jeśli chodzi o wierzenie w każde słowo producenta to ufam tylko tym co produkują naturalne kosmetyki :D
    reszta jakoś do mnie nie trafia :D

    OdpowiedzUsuń