poniedziałek, 10 lutego 2014

Denko, czyli ogrom mini recenzji :)

Melduję, że wraz z tym postem opróżniam niemal całą denkową szufladę ;)
Kilka z poniższych kosmetyków doczekało się swojej pełnej recenzji, dlatego nie będę sobie wtórować, a zainteresowanych zaproszę do wyodrębnionych linków. 
Z racji tego, że zużywania kosmetyków nie traktuję jako 'cel' (no, może poza szminkami, które zdają się być u mnie nieśmiertelne), z części pożegnań wcale się nie cieszę, przeciwnie, już tęsknię, co pewnie wygeneruje w niedługim czasie radosne zakupy ;)

Ale, ale! Natenczas pławię się w radości, że nic się u mnie nie marnuje, a aktualne denko prezentuje się tak:




1. Pat&Rub, Relaksujące i Otulające masło do ciała.
O tym, czy warto zainwestować w te masła pisałam całkiem niedawno - klik. Podkreślę tylko, że bardzo je lubię. Dzięki świetnej formule spełniają swoje zadanie całorocznie, więc mogę swobodnie sięgać po nie zawsze wtedy, kiedy tylko najdzie mnie ochota. Marzą mi się inne warianty zapachowe i mam nadzieję, że P&R już nad takimi pracuje :>

2. Phenome, In-A-Minute, Manicure Scrub.
Peeling do dłoni, do którego uwielbienie również zdążyłam Wam przekazać. Porządny kosmetyk, do tej pory lepszego w tej kategorii nie znalazłam. Jeśli chcecie wiedzieć coś więcej, zapraszam Was tutaj.




1. Phenome, Enzymatic Gentle Exfoliator.
Kolejny świetny kosmetyk Phenome. Na oku mam inne enzymatyczne specyfiki, dlatego na razie do niego nie wracam, ale prędzej, czy później świeża buteleczka znowu zagości w mojej łazience. Na mojej problematycznej cerze sprawdza się kapitalnie, pod warunkiem, że jest stosowany regularnie - pomaga mi w okiełznaniu trądzikowych dolegliwości, pozostawiając po sobie wygładzoną i odświeżoną cerę.
Uwaga! Mimo iż peeling kojarzy się zwykle z natychmiastowo namacalnym efektem, w przypadku takiej jego odmiany należy dać kosmetykowi czas i zapewnić mu regularny 'dostęp' do skóry. I tak, łącząc go z innymi złuszczaczami stosowałam raz na tydzień, kiedy zaś pełnił rolę jedynego peelingu, lądował na cerze dwa razy w tygodniu. Pokrótce scharakteryzowałam go tutaj.

2. Phenome, Enlivening Facial Toner.
O tym toniku wspomniałam Wam wcześniej, w osobnej recenzji, klik. To dla odmiany produkt, z którym się nie polubiłam. Nie pasował mi tutaj zapach, nie zadowalało mnie działanie, a lepka warstwa, jaką po sobie pozostawiał przepełniła czarę goryczy. Finalnie zużyłam go do rozrabiania glinek i z tego zadania się wywiązał. Na pewno do niego nie wrócę, a Wam radzę się z jego formułą przed zakupem zapoznać.

3. John Masters Organics, Rose&Aloe Hydrating Toning Mist.
Nawilżająca mgiełka do twarzy, która służyła mi dwuzadaniowo. Świetnie sprawdzała się zarówno w roli toniku, jak i ratownika podtrzymującego uczucie świeżości w ciągu dni bez makijażu. Polubiłam za właściwości delikatnie nawilżające, odprężające i kojące. W dodatku mgiełka była bardzo wydajna i przyjemna w użytku dzięki pomyślanemu opakowaniu. JMO ma w swej ofercie także regulującą mgiełkę skierowaną do cery tłustej i myślę, że to ona trafi do mnie w najbliższej kolejności.

4. Phenome, Active Sebum-Control Gel.
Lekki krem nawilżająco-matujący, którego działanie porównałam ze słynnym Oil-Control tej samej marki, klik. Lubiłam i na pewno znowu kiedyś po niego sięgnę. W charakterze dziennego kremu, na mojej tłustej cerze, sprawdzał się świetnie i dlatego tym z Was, które borykają się z podobnymi do moich problemami, polecam zwrócić na niego uwagę.




1. Fitomed, Żel do mycia twarzy, ziołowy.
Kupiłam go na fali ostatniej popularności kosmetyków Fitomed. Niestety, nie było mi dane dostrzec jego fenomenu. Nad względami estetycznymi nie będę się rozwodzić, żel kosztował niewiele, więc nie oczekuję od niego, by zdobił łazienkową półkę, zlew, czy brylował wśród mojego prywatnego prysznicowego asortymentu. Mocno się pienił, zapach miał średni, najgorsze jednak było dla mnie to, że po umyciu nim twarzy miałam wrażenie, że nie jest dokładnie oczyszczona, a przy tym bardzo ściągnięta. Na pewno nie pomagał w łagodzeniu wyprysków, o jakimkolwiek działaniu prewencyjnym nie marząc. No i nie taki on ziołowy, jak o nim piszą! Nie, nie, nie.

2. L`Oreal, Ideal Soft, Oczyszczający płyn micelarny.
Całkiem dobry produkt. Często porównywany do różowej Biodermy, co moim zdaniem, jest trochę na wyrost. Płyn dobrze zmywa makijaż, jednak trzeba mu dać chwilę. Nie zostawiał lepkiej warstwy, nie przypominam też sobie, by mnie podrażniał, robił jednak coś, czego nie znoszę - wylany na wacik w zbyt dużej ilości, w kontakcie ze skórą, często lubił się pienić. Nie mówię mu 'nie', bo sam w sobie zły na pewno nie jest, w dodatku ma dobrą cenę i jest szeroko dostępny. Jeśli jeszcze go nie próbowałyście, to na pewno warto dać mu szansę.

3. Bioderma, Sensibio, Solution Micellaire.
Mój zdecydowany ulubieniec, którego nic jeszcze nie zdeklasowało. Szybki, skuteczny, a przy tym delikatny i niesamowicie wydajny. Nie pieni się, nie pozostawia lepkiej warstwy, nie ściąga skóry. Nigdy mnie nie podrażnił, a w internetowych aptekach można go nabyć w rozsądnej cenie. Bez dwóch zdań, kupię ponownie.




1. Bobbi Brown, Cleansing Oil.
Kto nie słyszał jeszcze o wieloetapowym oczyszczaniu twarzy? Rozszerzenie tego wątku na pewno pojawi się kiedyś na moim blogu, tymczasem wyrażę swoje zadowolenie z idealnego pomocnika tego rytuału. Olejek stosowałam do rozpuszczania całego makijażu lub po uprzednim użyciu micela. W obydwóch przypadkach spisywał się wyśmienicie, idealnie usuwał każdy kosmetyk od pudru począwszy przez podkład, czy tusz do rzęs, na długotrwałym eyelinerze Bobbi skończywszy. Nie podrażniał skóry, nie ściągał jej, nie powodował powstawania wyprysków, nie pozostawiał też żadnej tłustej warstwy. Idealny do każdego demakijażu, w dodatku niesamowicie wydajny, w świetnym opakowaniu, które umożliwiło mi zużycie produktu do ostatniej kropli. Rysą na szkle jest wysoka cena (195zł/200ml), jeśli jednak macie wolną do zagospodarowania gotówkę, serdecznie Wam ten olejek polecam.

2. E-naturalne, Algi spirulina sproszkowana.
O rewelacyjnym działaniu spiruliny naczytałam się sporo, dlatego przy okazji zakupów dorzuciłam ją do koszyka. Niestety, nie polubiliśmy się. Owszem, maska na bazie tych sproszkowanych alg mocno oczyszcza i wygładza cerę, jednak dzieje się to zbyt wysokim kosztem. Skóra po takim zabiegu jest bardzo podrażniona, czerwona i ściągnięta. Przy tych wszystkich niedogodnościach nawet smród ulatniający się z gotowej maski nie wypada tak źle. Na ten moment nie planuję ponowienia znajomości ze spiruliną, ale nie wykluczam podarowania jej ostatniej szansy - tym razem od innego dostawcy.

3. E-naturalne, Francuska glinka zielona.
Glinki uwielbiam, to fantastyczne naturalne maski, które idealnie oczyszczają skórę i w zależności od rodzaju, pozwalają utrzymać w ryzach problematyczną cerę. Glinka zielona jest jedną z najsilniej oczyszczających glinek, jest też jedną z moich ulubionych. Tej z e-naturalne jednak nie polecam, gdyż nie była ani spektakularna w działaniu, ani łatwa w przygotowaniu. Lubiła się grudkować, naprawdę trudno było ją odpowiednio rozrobić. Reasumując, nie podoba mi się jakość produktów z tego sklepu i dlatego nie przewiduję dalszej z nim przygody. Ceny, owszem, konkurencyjne, ale nie na tyle, by wymuszać jakościowy kompromis. 

4. Sanoflore, Maska oczyszczająca z glinką.
Jedna z lepszych gotowych masek oczyszczających. W składzie, oprócz białej glinki, zawiera kwas salicylowy oraz zastęp olejków i roślinnych ekstraktów. Genialnie oczyszcza i odpręża skórę, nie ściąga, ale obkurcza nieco pory, rozjaśnia twarz pozostawiając cerę miękką i gładką. Regularnie stosowana na pewno okaże się świetnym sprzymierzeńcem w walce z trądzikiem. W Super-Pharm często bywa na dogodnych promocjach i można ją wtedy kupić za mniej, niż 30 zł. Polecam, koniecznie ją wypróbujcie!




1. Alverde, Porzeczkowy olejek do ciała.
Z tego, co wiem, nie jest już dostępny, więc rozpisywać się nie będę. Kluczowy był tutaj zapach, bardzo soczysty, owocowy, naturalny, mimo że intensywny, nie przyprawiał o ból głowy. Całkiem nieźle nawilżał ciało, bywało jednak tak, że łydki musiałam dodatkowo traktować czymś bardziej odżywczym, bo olejek nie radził sobie z moją kapryśną skórą na tych częściach ciała. Przyjemny kosmetyk, jednak specjalne sprowadzanie go z innych krajów mnie w tym przypadku nie przekonuje.

2. Pat&Rub, Drenujący olej do ciała.
Świetny olejek radzący sobie z moimi łydkami, czy ramionami, których skóra również skłonna jest do przesuszeń. Produkt okazuje się też sensownym wspomagaczem walki z cellulitem, specyficzny jest tutaj zapach, który nie każdemu musi przypaść do gustu. Do pełnej recenzji zapraszam tutaj.




1. Equilibra, Aloesowy szampon do włosów.
Odkryty dzięki M. Delikatny szampon, który nie wysusza włosów, nie plącze ich, a przy tym dobrze oczyszcza je z olejów. Ma przyjemny zapach, dobrze się pieni, a kosmyki po nim zostają miękkie i jakby odrobinę nawilżone. Cenę ma dobrą (12-16 zł), problem może być tylko z dostępnością. Jeśli jednak gdzieś na niego traficie - bierzcie! W kolejne opakowanie zaopatrzę się niebawem :)

2. EcoSpa, Olej jojoba zimnotłoczony.
W olejowaniu włosów jestem absolutnie systematyczna. Widzę efekty i nie mam zamiaru z tego wspaniałego pielęgnacyjnego ogniwa rezygnować. Olej jojoba kupiłam również z myślą dbania o cerę. Niestety, w tym przypadku mi nie pasował. Do olejowania włosów się nadał, ale i w tym kontekście już do niego nie wrócę, bowiem okazał się zbyt lekki dla moich suchych, zniszczonych kosmyków. Świetnie natomiast sprawdzał się w dbaniu o skórki wokół paznokci :)

3. Farmona, Jantar.
Na zdjęciu tego nie widać, ale w kadrze znajdują się dwie zużyte buteleczki :) Wcierka ta albo działa, albo nie. Żadne to uniwersalne cudo, żaden niezawodny lek. Mnie szczęśliwie zadowala, na pewno regularnie stosowana przyprawiła moją głowę o nowe włoski :) Wprawdzie nie zauważyłam tak spektakularnych i szybkich efektów, jak niektóre użytkowniczki, ale jestem na tyle usatysfakcjonowana, że będę do niej wracać. Mam wrażenie, że dołożyła też cegiełkę do ograniczenia przetłuszczania się skóry głowy, dzięki czemu nie jestem już zmuszona do codziennego mycia włosów.




1. Evree, Regenerujący krem do rąk.
Spore zaskoczenie z Rossmanna! Sprawdza się u mnie zdecydowanie lepiej, niż polecany mocznikowy krem z Isany. Ma kilka fajnych składników (mocznik, olej ze słodkich migdałów, masło shea, olej z avocado, olej arganowy). Nie drażni zapachem, całkiem nieźle nawilża dłonie, nie radzi sobie natomiast ze skórkami wokół paznokci, tutaj potrzebne jest dodatkowe działo. Szybko się wchłania, przez chwilę po aplikacji pozostawia na skórze delikatny film, lecz nie przeszkadza on w normalnym funkcjonowaniu. Często można go spotkać w dobrej cenie (5-6 zł), jeśli szukacie dobrego kremu, koniecznie wypróbujcie tę czerwoną wersję :)

2. Anida, Odżywczy krem do rąk i paznokci.
Krem wygrałam u M. i byłam z niego zadowolona tak samo, jak z poprzednika od evree. Szybko się wchłaniał, fajnie nawilżał i zmiękczał, ale chwilami (głównie przy okazji ostatnich mrozów) był dla skóry moich dłoni zbyt słaby. Niemniej również polecam! Z tego, co kojarzę odznacza go też przyjazna cena, poza tym jest wydajny i uniwersalny - nadaje się zarówno do pielęgnacji nocnej, jak i do użytku w ciągu dnia.

3. W tych enigmatycznych pojemniczkach Daga z Infinity Blog przesłała mi do wypróbowania kosmetyki Soap&Glory (peeling do ciała Breakfest Scrub i masło Butter Yourself) oraz mleczko do ciała z japońską różą marki Korres. Wszystkie kosmetyki przypadły mi do gustu na tyle, że już w głowie planuję ich zakup w przyszłości :> Peeling ma smakowity zapach i świetnie zdziera martwy naskórek. Masło wydaje się być bardzo wydajne, ma przyjemną konsystencję, szybko się wchłania, dobrze nawilża i ma interesujący zapach. Początkowo czułam w nim wyraźną męską nutę, później poczułam do niego miętę :P Największym zaskoczeniem okazało się tutaj mleczko Korresowe. Zachwyciło mnie konsystencją, stopniem nawilżenia i... zapachem, który trzymał się skóry wyjątkowo długo. Wiem, że je sobie sprawię :) Daga, wiedziałaś, jak sprawić mi przyjemność :D




1. Nivea, Antyperspirant Pearl&Beauty.
Kulkowy antyperspirant, który gości u mnie niezmiennie od kilku miesięcy. Lubię go za zapach oraz za to, że nie zostawia plam na ubraniach. Przed potem na pewno nie uchroni przez marketingowe 48h, zwłaszcza, jeśli macie problem z nadmierną potliwością. Niemniej uważam go za dobry produkt, w użyciu mam kolejne opakowanie. Następnym razem skuszę się na zieloną kulkę Vichy, ciekawa jestem, jak ten zachwalany produkt sprawdzi się u mnie!

2. Ziaja, Bloker.
To moje bodaj drugie, ale i ostatnie opakowanie. Jedyny produkt tutaj, którego nie zużyłam do końca. Brak mi sił i samozaparcia, by na tortury tego rodzaju dobrowolnie się wystawiać. Skóra po jego zastosowaniu szczypie i swędzi, a żeby jego działanie było skuteczne należy go używać bardzo regularnie, robiąc co jakiś czas kilkudniowe 'kuracje'. Nie chcę, nie lubię, nie wrócę.

3. Etiaxil, Antyperspirant do skóry normalnej.
Tutaj historia ma się zupełnie inaczej. Idea taka sama, jak w przypadku blokera - hamowanie wydzielania potu. Działanie jednak skuteczniejsze i nie tak męczące, jak w przypadku Ziaji. Na pewno kupię ponownie i pokuszę się pewnie o obszerniejszą recenzję.




1. Bobbi Brown, Illuminating Finish Powder Compact Foundation SPF12.
Podkład w kompakcie o zaskakującym kryciu i zaskakująco naturalnym wyglądzie. Świetnie wyrównuje koloryt skóry, a z odrobiną korektora pozwala zrezygnować z typowego podkładu. Więcej pisałam o nim tutaj.

2. Bobbi Brown, Oil-Free Even Finish Compact Foundation.
Swego czasu mój ulubieniec, skończył swój żywot pozostawiając mnie z niesmakiem. Żądnych tej historii zapraszam do pełnej jego recenzji wraz z na-twarzowym pokazem, klik.

3. Bobbi Brown, Skin Foundation Mineral Makeup SPF15.
REWELACJA. Mój najulubieńszy podkład mineralny i choć nie dam głowy za naturalny skład (nie sprawdzałam ;)), to w tym przypadku mogą mnie nawet jako naiwnego konsumenta nabijać w butelkę, albowiem tak naturalnie wyglądającego produktu jeszcze nie miałam. Przepraszam, on nie wygląda na twarzy naturalnie. Jego w ogóle nie widać. Cera jest pięknie rozświetlona, ale i delikatnie zmatowiona. Pory magicznie znikają... Tzw. Photoshop w pudełeczku :) Trwałość kosmetyku też jest zadowalająca, jednak gorzej tu z kryciem - dla osób z poważnymi problemami absolutnie się nie nada, gdyż to określiłabym jako lekkie. Kolejną niedogodnością okazuje się stosunek ceny do pojemności (195zł/6g). Na ten moment daję za wygraną, ale przy okazji jakiejś przyjemnej promocji powrót murowany :)




1. Bobbi Brown, Cień do powiek, Navajo.
Piękny, matowy beż z żółtymi tonami. Odcień doskonały do każdego makijażu, podobne kolory są w mojej paletce niezbędne. Ten był świetnej jakości, dobrze się z nim pracowało, utrzymywał się przez cały dzień (głównie na bazie, choć i bez niej zdarzyło mi się go nosić), no i nasycenie koloru kolorem trzyma poziom :)

2. Dior, Lip Maximizer, 002.
Jeden z moich ulubionych błyszczyków. Ten ma powiększać usta, no, moich raczej nie napompował, ale swoją obecnością na pewno je zdobił. Daje kuszący, ale wciąż naturalny efekt. Delikatnie chłodzi usta, co szczególnie w okresie letnim doceniam. Włosy do niego kleją się w stopniu minimalnym, na ustach nie daje poczucia ciężkości. Lubię i odkupię, bo już tęsknię :)

3. Essie, Good to go.
Top coat, który się sprawdza i którego polecić mogę. Nie jest jednak ideałem, a moje zastrzeżenia możecie poczytać w tym poście porównawczym.




1. Rimmel, Match Perfection, Cream Gel Foundation.
Swego czasu sięgający wyżyn popularności i mnie przypadł do gustu. Wygładzał optycznie cerę, nie podkreślał porów, wyrównywał koloryt i miał całkiem niezłe krycie. Niestety, pod koniec naszej przygody zaczął kaprysić i przestał dogadywać się z moją cerą, która reagowała na niego wypryskami po każdym użyciu. Z tego, co kojarzę, nie jest już dostępny w sprzedaży, co, mimo wszystko, mnie dziwi, bo zdaje się, że zdążył zaskarbić sobie wielu zwolenników.

2. Lush, Sweet Lips, Lip Scrub.
Cukrowy peeling do ust o zapachu czekolady. Fajny produkt, który robił, co robić miał. Wygładzał usta, poprawiał krążenie, balsamy i masła lepiej się wchłaniały, a szminki lepiej wyglądały. Mimo zadowolenia nie mam zamiaru do niego wracać, gdyż nic szczególnego go nie odznaczało. Mam zamiar wypróbować peeling P&R, a i gotowe mieszanki czekają na przyrządzenie :)


Kto wytrwał? Ręka w górę!
Gratuluję wytrwałości i standardowo, z ciekawości, pytam - znacie coś z moich denkowców? Coś Was zaciekawiło? :)


Pozdrawiam Was,
Megdil

124 komentarze:

  1. Ja, ja, ja :) pewnie, że dotrwałam bo dlaczego miałoby być inaczej? :)

    Jesteś dla mnie jedną z niewielu osób, która pisze o Phenome i zachęca mnie do dalszego penetrowania tej marki pomimo dystansu, który pojawił się w miarę kolejnych testów. Cenię Twój racjonalny osąd i rzetelną opinię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hexx, mnie ta ilość wczoraj przytłoczyła, stąd ostrzeżenia i gratulacje po przetrwaniu całego tekstu :P

      Znam Twoje stanowisko w stosunku do Phenome, tym bardziej doceniam to, co piszesz :) Ostatecznie, na szczęście dla nas, firm jest tyle, że życia nam nie wystarczy do przetestowania wszystkiego :D

      PS. Jak się czujesz? Wydumałaś jakieś nowinki dla siebie z Dermalogica? :>

      Usuń
    2. Megdil, masz lekkie pióro i pomysł na zdjęcia :) Dlatego też całość sprawia, że odbiór jest przyjemny i jak zasiadam z kubkiem czegoś dobrego, to samo się czyta :)))

      Dla mnie liczy się rzeczowość, a nie zachwyt nad faktem pt. "mam Phenome" i widzę, że cieszą Cię konkretne zakupy. Szkoda tylko, że tak mało osób podchodzi do tego tematu w podobny sposób... A co do ilości firm, święte słowa :D Życia nie starczy.

      Krążę już po domu niczym elektron :D ale "smarkate lata" nadal trwają więc siedzę na czterech literach. Wzięłam tylko szampon i odżywkę, wracam do tego duetu od kiedy go kupiłam po raz pierwszy. Korcił mnie PreClenase, ale stwierdziłam że wstrzymam się z bólami i kupię Kanebo. Dlatego teraz wypatruję tylko przysłowiowego denka tu i tam :) bo nie chcę robić zapasów. A Ty co kupiłaś? :)

      Usuń
    3. :* A co dobrego zwykłaś sobie popijać? Bo jeśli to jakieś pyszne herbatki, to czekam na polecenie :D

      Takiego zachwytu dla zachwytu ja również nie rozumiem. Tzn. wiem, że to możliwe, bo czasami radość z zakupu potrafi przysłonić racjonalny ogląd, ale kiedy 'puszczam w świat' opinię, to podstawą dla mnie jest chłodna ocena, nawet, jeśli sama w sobie przepełniona jest pochwałami.

      No to trzymam kciuki za szybkie ozdrowienie. Ja sama męczyłam się niedawno z choróbskiem. Siedzenie w domu wybitnie mi nie służy, więc gdzieś w połowie mojej rekonwalescencji wzięłam się za ćwiczenia fizyczne w czterech ścianach. Nie, to nie był do końca dobry pomysł :P, ale jednak w poczuciu "zaraz umrę, nie mogę oddychać, wszystko mnie boli, brak mi sił, padam" odnalazłam chęci i zadowolenie z tego, że mogłam się trochę poruszać. Pomijam fakt, że do końca stanu chorobowego mięśnie bolały mnie sto razy bardziej :D
      PreCleanse również zasili moje zasoby kosmetyczne, ale to przy okazji kolejnych zakupów. Na razie w koszyku znalazł się Daily Microfliant. Czekam na dostępność żelu MediBac i na tym jednak zamknę to zamówienie :) Olejek z Kanebo też mam na uwadze, planuję wrócić do mojego ukochanego Mud Soap i wtedy pewnie zainwestuję w obydwa produkty :)

      Usuń
    4. U mnie w kwestii herbat dominuje Earl grey :) Może być czysty lub z dodatkami, zależy od nastroju i smaku. Lubię czarne herbaty, mogą być aromatyzowane, z dodatkami itd.
      Nie przepadam za herbatą zieloną, czerwoną czy białą. Od czasu do czasu wypiję ale... jak mam wybierać to postawię wtedy na smakowe np. jagodową, z dodatkiem granata (granatu?;)) A tak ogólnie, jestem kawoszem. Dobra, aromatyczna kawa to jest to :)

      Zachwyt nie jest zły, ale jeżeli faktycznie ma pokrycie i łatwo go połączyć z racjonalnym podejściem :)

      Można powiedzieć, że jestem na ostatniej prostej. Wiesz, ja tam zawsze znajdę sobie zajęcie :) Dla mnie siedzenie w domu nie jest problemem, może dlatego że przez większą cześć życia traktowałam go jak hotel a teraz jak jestem na swoim w pełnym słowa znaczeniu, to po prostu lubię swój dom i dopieszczanie szczegółów. Aczkolwiek nie przywiązuję się do rzeczy i lubię minimalizm. A dom jest duży więc zawsze jest coś do zrobienia.
      Niezła jesteś :) Tylko raz dałam się ponieść w taki sposób fantazji i potem miałam za swoje. To jest pamiątka po wypadku na nartach więc teraz już znam swoje możliwości.

      Właśnie przystąpiłam do akcji - 40 dni bez zakupów :D Ciekawa jestem tego eksperymentu, bo może być interesująco.

      Usuń
  2. Ja się polubiłam z tym micelem z L'Oreala.
    Co do Etiaxilu, to jest tańszy zamiennik - Antidral - i działa świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ten micel jest do rzeczy, tylko jego tendencja do tworzenia piany mnie denerwuje ;))
      Dziękuję za polecenie zamiennika! Poszukam :)

      Usuń
  3. To już koniec? A tak lubię Cię czytać :(
    Gratuluję, że zebrałaś się w końcu do obfotografowania tego całego stadka, rzeczywiście sporą gromadkę uzbuerałąś, i ile kolorówki! :)
    Olejek z Bobbi musi być fenomenalny, ale na razie poza moim zasięgiem, obecnie cieszę się moją Misshką :)
    Bardzo mi miło, że szampon i krem do rąk Ci przypadły do gustu, dla mnie to już niezbędniki w łazience :) Oleju jojoba jeszcze nie miałam, ale planuję go kupić, w ogóle muszę zamówić sobie oleje, bo zaczynają mi się kończyć zapasy ;) Powiem Ci, że i u mnie regularne olejowanie przynosi efekty i jestem coraz bardziej zadowolona z moich włosów :) Mniej wypadają, a rosną [ widzę to po grzywce, któą muszę obcinać co 2 tyg... ] jak szalone, być może również za sprawą biotyny w tabletkach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emku, nie może być - mało Ci? :D A ja, głupia, chciałam w połowie pisania resztę odłożyć na później ;P
      Robienie zdjęć pustych pudełek nie należy do moich ulubionych zajęć, wierzę jednak, że z czasem opanuję tę sztukę :D

      Olejek od Bobbi wyjątkowo przypadł mi do gustu, a na mojej zakupowej liście są już kolejne, podobne jemu kosmetyki, które będę chciała wypróbować :) Twoja Misshka na pewno jest warta uwagi, kto wie, może kupię ją sobie, gdy będę zamawiać mój pierwszy krem BB (aż nie wierzę, że to piszę :D).

      Szampon i krem to perełki, skuteczne i w dobrej cenie - czego chcieć więcej? :)
      Olejowanie to odkrycie nie z tej ziemi :P Moje włosy pokochały olej arganowy i tego na pewno będę się trzymać. Mam w planach jeszcze awokado i makadamia, tak w pierwszej linii. Na skórze głowy świetnie sprawdza się u mnie Khadi, ale na pewno kupię też Ikarov, polecany przez Ciebie i Hexx (choć czekam na Twój obszerniejszy post w temacie :)).

      Aha! Gdzie kupiłaś tę biotynę? Pamiętam ją z posta u Lipstick and Kids, pewnie na ebay?

      Usuń
    2. Jak to dobrze, że nic nie odkłądałaś, wtedy dopiero miałabym niedosyt! ;)
      Wiesz, ja wychodzę z założenia, że skoro za każdym razem tak się cieszę ze skończenia jakiegoś produktu, to warto to potme udokumentować ;) Swoją drogą ciekawa jestem, ile kosmetyków udało mi się zużyć od założenia bloga, chyba kiedyś z nudów policzę ;)

      Pierwszy krem BB? Jestem z Ciebie dumna :D Ja teraz mam ochotę na Tony Moly Expert BB Cream, bo zachwycił mnie próbką i pewnie za niedługo ten zakup uskytecznię. Z azjatyckich kosmetyków mam jeszcze ochotę na bazę pod podkład [ na zasadzie ciekawostki przyrodniczej ] z Tony Moly, bo u KunyDomowej przeczytałam swego czasu, że jest praktycznie identyczna jak Benefitowy Porefessional, pierwsze kilka linijek skłądu to kropka w kropkę to samo ;)

      Na moich włosach najlepiej sprawdzają się makadamia, winogronowy i teraz ryżowy, lubię tez różne mieszanki, jak właśnie Ikarov :) Post o nim będzie na pewno, tylko muszę zrobić zdjęcia mini włosków, co wcale nie jest najłatwiejszym zadaniem i podchodziłam do tego już kilkarazy, na razie nieskutecznie ;)

      Biotynę zamówiłam na allegro, okazuje się, że nie ma problemu z dostępnością u nas :)

      Usuń
    3. Ja lubię denka, opinie są skondensowane, jest ich dużo i za jednym zamachem można się sporo dowiedzieć :)

      Tak, właśnie tak! Mój pierwszy BB krem. Nie byłam do nich przekonana, w sumie chyba nadal nie jestem :D Mam jednak ochotę na ten Dr G. Brightening Balm Gowoonsesang. A może Ty coś o nim wiesz? :>

      Oj, Emku, czemuś mi nie powiedziała, że jesteś zainteresowana The Porefessional? Przecież wiesz, że jestem w jej posiadaniu :) Oj Ty, oj Ty :P

      Na olej winogronowy też nabrałam ochoty :D Ryżowy się u mnie nie sprawdził, niestety, był za słaby. W przypadku mieszanek jestem jak najbardziej na tak! W planach mam jeszcze Oilmedicę, w sumie nie próbowałam jeszcze czystego oleju kokosowego nakładać na włosy. Wprawdzie, teoretycznie, nie jest on dla moich włosów skierowany, ale ciekawość moja przewyższa włosowe przykazania :P
      Zdjęcia na pewno uda Ci się zrobić, będę trzymać kciuki i przesyłać fluidy ponaglające ;D

      O, to mnie zaskoczyłaś tą dostępnością, bo jeszcze tego nie sprawdzałam. Nadrobię i chyba sobie kupię :)

      Usuń
    4. Słyszałam o tym kremie BB same dobre opinie! Dla mnie niestety jest trochę za drogi, ale może kiedyś... :)

      Megdil, bo ja jako tako nie jestem zainteresowana, ot, takie ziarenko ciekawości gdzieś tam mam, które się uaktywniło, jak zobaczyło, że można odpowiednik tej bazy za 30 zł zamówić z ebay'a ;) Podejrzewam, że jak zamówię tę bazę, to połowę wydam znajomym, tak rzadko używam podobnych produktów ;)

      Powiem Ci, że ja większej różnicy nie widzę pomiędzy tymi olejami, których ostatnio używam, serio ;) Świetnie działają i z każdego jestem tak samo zadowolona. Oilmedika mi na początku bardzo się spisywała, ale potem moje włosy zaczęły się buntować, więc po wykończeniu 1,5 butelki zrezygnowałam. Niemniej jest to bardzo fajna mieszanka i warto spróbować, tylko pamiętaj - więcej niż 20 zł nie ma co dawać ;) Jakbyś miała problem ze znalezieniem, to wiesz, gdzie się zgłaszać? ;> [ apropos, jak tam misja zdobycia MACzka? ]
      Zdjęcia dziś próbowałam jakieś zrobić, muszę zrzucić na komputer i ocenić :)

      Nadrób! Ja zażywam już trzeci tydzień tę biotynę i wydaje mi się, że włosy szybciej rosną. Ostatnio w ogóle co 2 tygodnie muszę chodzić do fryzjerki i ścinać grzywkę bo oszalała i rośnie jak najęta ;) Na szczęście fryzjerkę mam piętro niżej, więc nie narzekam ;) Wydaje mi się, że to suma dobrej, olejowej pielęgnacji, ochrony, Ikarova i teraz suplementu. Tak czy siak, cieszę się ^^

      Usuń
    5. Ja się nawet nie orientuję, ile taki azjatycki krem powinien kosztować. Zaczęłam robić rozeznanie i widzę, że cenowa rozbieżność, przynajmniej tego konkretnego kremu BB, jest dosyć spora... Co do samego produktu, to wydaje mi się, że może być całkiem sensowny, bo na tyle, na ile zdołałam się zorientować, opinii zadowolonych jest dużo.

      Ja już w tym momencie w ogóle nie używam tej bazy z Benefitu. Moja cera płatała mi ostatnio takie figle, że bałabym się jeszcze bardziej jej stan pogorszyć, a teraz nawet potrzeby jej używania nie odczuwam. Jednak ciekawość Twą rozumiem :)

      Ok, wytycznych cenowych będę przestrzegać, dziękuję :D A gdzie się w nią zaopatrywałaś? Pewnie już gdzieś wspominałaś, ale ja nie pamiętam :P Maczka jeszcze nie kupiłam, gdyż nie udało mi się wstąpić do sklepu, ale! Podobno mają w Poznaniu otworzyć stoisko/salon (tego jeszcze nie wiem), więc dostęp będę mieć znacząco ułatwiony. Obmacam sobie wszystko, co chcę na żywo. Wreszcie! :D

      Takie kompleksowe działanie zawsze przynosi najlepsze efekty. Problem jest taki, że czasami w takich sytuacjach trudno jest powiedzieć jednoznacznie, że coś jest dobre i godne uwagi.
      Ja też kiedyś nosiłam grzywkę, był nawet czas, że sama ją sobie podcinałam, bo fryzjerki zawsze coś spartoliły. Albo za krótko obcinały, albo krzywo :P Ja w grzywce, to w ogóle śmieszny temat :D

      Usuń
    6. Zależy jaki, najtańsze od 30 zł można znalexc na ebay'u :)

      Powiem Ci, że i ja ostatnio cierpię w tym względzie... Redermic R coś przez ostatnie tygodnie daje mi popalić, chyuba odstawię tego gagatka, bo niewiele efektów widzę :/

      Oilmedikę kupowałam w krakowskiej aptece - drogerii, jakby co - służę pomocą :)
      Obmacywanie jest super! :) Ja się przymierzam teraz od kupna korektora Prolongwear, to tak w kontekście Redermica R ;P

      Na pewno ładnie wyglądałaś w grzywce! ;)

      Usuń
  4. Ja wytrwałam :) lubię popodglądać, co tam zużyłaś :) Phenome mnie kusi mocno :) A te kosmetyki Bobbi to wszystkie bym przygarnela, i kolorowke i olejek ah

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, Agi! :)
      Kosmetyki Bobbi fajne są :) W większości mi pasują, a tyle jeszcze przede mną do odkrycia... :)) Polecam też jej pielęgnację, ja chyba pokuszę się o krem pod oczy w niedługim czasie, bo miałam kiedyś próbkę i świetnie się zapowiadał :)

      Usuń
  5. Czekałam na tasiemca ;)
    Bioderma -- to dla mnie także ideał w każdym calu - nie znalazłam wad - ja swoją butlę odłożyłam w lutym więc pokaże w marcu ;)
    Po zużyciu olejku do demakijażu Clinique, który dotrarł dzisiaj - na pewno skuszę się na jakiś olejek do mycia
    Powiem Ci szczerze, że i mi przeszedł szał na alverdowskie olejki - obecnie dzielnie kończę kokosowy i faktyczne! a wstydziłam się sama przed sobą przyznać - że jak na olejek to dziwnie średnio nawilzą...;)
    Miałam popcornowy peeling z Lusha i był...bardzo smaczny...
    Megdil chyba kochasz Bobbiego ;) chyba pierwszy raz widzę zużycie tylu kolorowców - chylę czola - bardzo ładnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Esku, ja jeszcze pamiętam, z jakim niedowierzaniem kupowałam swoją pierwszą Biodermę kilka lat temu. Od tego czasu jest stałą bywalczynią mojego kosmetycznego zastępu :)

      Widziałam Twoje świeże nabytki :> Na tego cudaka z Clinique sama też mam ochotę, jestem ciekawa jego konsystencji i skuteczności w rozpuszczaniu kolorówki. No i podoba mi się jego fioletowe opakowanie :D Będę więc czekać na Twoje spostrzeżenia :)
      Ja zdążyłam już zauważyć, że są olejki i ... olejki ;) Najlepszym, jakiego używałam jest ten drenujący z P&R właśnie, ale mam też w planach wypróbować oliwkę Hipp - dasz wiarę, że mimo wszechobecnego szału jeszcze jej nie próbowałam? :P

      Haha, ten lushowy peeling do ust też dałoby radę zjeść. Słodki był i miał czekoladopodobny posmak :P
      Bobbi to kobita :D To prawda, lubię jej kosmetyki, wielu jeszcze nie próbowałam, zatem rozpościera się przede mną morze świeżutkich nowości :>

      Usuń
  6. od dawna intersuje mnie marka Fitomed, ciesze sie ze pojawila sie tutaj u Ciebie, porzeczkowy olejek Alverde poszedl w swiat, bo meczyl mnie okrutnie i ...powodowal bol glowy:P mam juz zrobione czesc zdjec na swoje "denko", ale zanim to nastapi to pewno znow sie cos nazbiera, choc tez nie zuzywam dla samego zuzywania:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ten żel z Fitomedu zamawiałam online, chciałam wtedy rozszerzyć zamówienie o szampon, ale spasowałam wówczas i pasuję teraz ;) Chociaż opinie są różne, więc może warto dać im szansę.
      A widzisz, co nos, to upodobania :D Mnie ciekawił jeszcze olejek kokosowy z Alverde, ale zdaje się, że kokosem nie pachnie tak, jak bym tego chciała, a Esy mówi, że przeciętnie nawilża, więc spotkania bliskiego stopnia nie przewiduję :)

      Ja zdjęcia do denka robię za jednym zamachem, chociaż nie mogę powiedzieć, by było to moim ulubionym zajęciem :P A zużywanie dla zużywania mija się według mnie z celem. Chyba, że coś się zwyczajnie nie sprawdza, wtedy cały proces przyjmuje zupełnie inny charakter :)

      Usuń
    2. mam olejek kokosowy alverde i niestety rowniez mi nie pachnie tak jak bym chciala... zapach nie udal sie wcale a wcale!:P

      Usuń
    3. A no to ja dołożę jeszcze od siebie, że zapach wersji różanej też mi nie podszedł :D

      Usuń
    4. o nie! jak mozna skiepscic zapach rozany, no jak mozna!?;/

      Usuń
    5. Nie wiem. Zero szacunku! :P

      Usuń
  7. O rany! Spore denko! I to, że znalazły się w nim nie tylko pielęgnacja, ale także kolorówka jest pełne podziwu! Ją najtrudniej się zużywa :)
    I zgadzam się z M. Że już koniec? No jak to:(
    Powiem Ci, że strasznie narobiłaś mi smaka na kosmetyki Phenome. Gdybym tylko nie miała tak dużych zapasów i troszkę więcej gotówki w portfelu ;)
    Ostatnio kupiłam płyn oczarowy z Fitomedu, własnie z powodu tej fali zachwytów, która przelała się przez blogosferę. Zobaczymy :) Mam nadzieję, że jednak będę zadowolona.
    Micel L'Oreal mam w zapasach, więc jeszcze o nim się nie wypowiem. Natomiast jeśli chodzi o Biodermę, to właśnie dla mnie nie ma szału. Zupełnie nie rozumiem fenomenu tego płynu i jak dla mnie podobnie zachowują się inne kosmetyki tego typu.
    Stosowałam Jantar przez jakiś czas, ale nie powiem, że zauważyłam jakieś spektakularne efekty. Na razie odłożyłam na rzecz zestawu Seboradin Niger, ale oczywiście wrócę do wcierki Jantara i spróbuję dłużej postosować. A na zamówienie z Eco Spa czaję się już od jakiegoś czasu, pierwszństwo jednak mają w/w zapasy :P
    Krem Anidy pokochałam miłością gorącą, towarzyszy mi też teraz na feriach w górach i jestem niesamowicie zadowolona! Jak nigdy nie pamiętam by dbać o dłonie i kremować je kilka razy dziennie, tak przy tym kosmetyku zupełnie nie mam z tym problemu. A cena 3zł w Naturze naprawde przekonuje.
    Jeśli chodzi o Equilibrę, chciałam kupić, swojego czasu była w Super Pharmie, ale pisałam do marki i powiedziano mi, że na razie ich produkty można dostać jedynie w aptekach. Szkoda, bo tam mi często nie po drodze po zakupy kosmetyczne ;)

    Ach, marzy mi się Bobbi brown. I to Phenome :D

    P.S. Czekam na jakiś post z lakierem do paznokci :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ze zużywaniem kosmetyków nie mam problemu, być może dlatego, że każdy ma swój czas, by się wykazać. Nie otwieram kilku produktów z tej samej kategorii w jednakowym czasie, chociaż wyjątki oczywiście są :)
      W całym moim kosmetycznym życiu nie zdarzyło mi się jeszcze zużyć szminki (przynajmniej nie pamiętam), więc kiedy to nastąpi, chwila będzie wiekopomna :P

      No właśnie, ta fala zachwytów nad Fitomedem skłaniała mnie do nabycia również innych ich produktów, głównie szampon chodził mi po głowie. Na tę chwilę cieszę się, że spasowałam, choć nie wykluczam, że krzywdząco oceniam pozostały asortyment przez pryzmat nieudanego doświadczenia z żelem. Jak widać, wiele osób docenia te produkty, może Twojej cerze również przypasuje :)

      U mnie z micelami nie jest tak łatwo. Bo niby cery nie mam bardzo wrażliwej, ale zdarzały się takie, które ją podrażniały. Nie wspomnę o oczach. Stąd ważna jest dla mnie skuteczność przy jednoczesnej delikatności w działaniu. No i lubię, kiedy przy małym nakładzie pocierania powiek, tusz ładnie schodzi z rzęs - do większych zmarszczek mi niespieszno :P Bioderma mnie satysfakcjonuje w 100%.

      Jeśli chodzi o Jantar, to systematyczność odgrywa tu kluczową rolę. U mnie efekty też nie pojawiły się tak od razu. Dopiero po jednej, czy dwóch buteleczkach zaczęłam widzieć, że coś się dzieje (przy codziennym stosowaniu). Seboradinu nie stosowałam, ale chętnie poczytam o tym zestawie u Ciebie :) Jeśli szukasz czegoś na porost włosów, to z mojej strony mogę polecić stymulujący wzrost olejek Khadi. On też nie u każdego daje rezultaty, ale na mnie działa rewelacyjnie. Dużo dobrego słyszałam też o olejku z Ikarov, ten mam zamiar wypróbować w niedalekiej przyszłości :)

      EcoSpa polecam z czystym sumieniem. Zarówno obsługa, przebieg transakcji, jak i jakość produktów mnie zadowala. Moim zdaniem sklep ten wybija się zauważalnie na tle innych portali z półproduktami w Polsce.

      U mnie kremowanie dłoni to podstawowa podstawa ;)) Bez kremu oszalałabym chyba, nie ma mowy, bym zrezygnowała z nawilżania rąk, skóra szybko się buntuje i przypomina o skłonnościach do przesuszania :/
      Co do Equilibry, to ja wynalazłam w moim mieście aptekę z ich asortymentem, więc przy okazji spaceru zaglądam i kupuję. Ale z tego, co wiem, można te produkty kupić na doz.pl z darmową dostawą do wybranej apteki :)

      Bobbi i Phenome chętnie poddaję uwadze, bo większość z próbowanego przeze mnie asortymentu sprawdziła się u mnie świetnie :) Jak uszczuplisz swoje zapasy, to wiesz, w którą stronę się skierować :D

      Post lakierowy na pewno będzie, muszę obfocić Zoykę, Sunshine :>

      Usuń
    2. Ja też raczej nie otwieram kolejnego kosmetyku zanim zużyję poprzedni z danej, nazwijmy to, kategorii. Czasami tylko, kiedy wiem, że muszę coś zrecenzować na konkretny termin, nie czekam i testuję od razu. A mimo wszystko jakoś zużywanie większości kosmetyków idzie mi opornie. Powinnam się cieszyć, bo to znaczy, że być może jestem oszczędna :D Ale z drugiej strony, jest tyle nowych, kuszących produktów... :)

      Myślę, że mogłaś jednak natrafić na felerny kosmetyk. Coś chyba jednak w tej marce jest skoro jest chwalona przez wiele dziewczyn.

      A widzisz, jeśli chodzi o problemy z cerą, to rzeczywiście jest inna sprawa. Podobno fajnie sprawdza się też Bioderma do cery naczynkowej. Z tego co pamiętam, chyba takiej nie masz, ale kosmetyki do cery naczynkowej w końcu mają to do siebie, że są delikatne.

      Co do Jantaru - być może masz rację. Może powinnam poczekac i sumiennie stosować go, podczas gdy ja zrobiłam przerwę po mniej-więcej połowie. Zastanawiałam się nad Khadi, jednak z tego co wiem, jest droższy od Jantaru, a ja jednak nie koniecznie lubię przepłacać jeśli nie wiem czy dany produkt się u mnie sprawdzi. Teoretycznie zawsze jest taki problem, ale tak to już ze mną jest ;P Albo może po prostu muszę mieć na taki produkt parcie.

      Jak tylko wykończę trochę zapasów, spróbuję z EcoSpa.

      Dokładnie, wiem w razie czego w którą stronę się kierować :D

      I w takim razie czekam na Zoykę :) Ale widziałam w Twojej lakierowej kolekcji, że jeszcze masz trochę lakierów do zeswatchowania:D

      Usuń
    3. Hmmm, czyli wychodzi na to, że ja jestem mało gospodarna :D

      Bioderma do cery naczynkowej, to właśnie ta różowa, Sensibio :) Wiem, że są jeszcze 3 inne rodzaje tych miceli. Ja chwaliłam sobie również wersję Sebum (zielona), ale ta służyła mi do nieco innych celów, niż typowy demakijaż.

      Khadi jest rzeczywiście stosunkowo drogi, ale też znacznie bardziej wydajny, niż Jantar. Ma też specyficzny zapach, na pewno nie każdemu się on spodoba. Wiem, co masz na myśli - jeśli coś Cię tak zwyczajnie w świecie nie przekona do zakupu, to nie wyjmiesz z portfela odpowiedniej gotówki. Ja tak mam, ale nie tylko w przypadku droższych produktów, bo takie zachowanie ma u mnie miejsce bez względu na cenę :) Nazwijmy to zakupowym rozsądkiem... :P

      A rzeczywiście, jeszcze troszkę buteleczek czeka na swój blogowy debiut, chociaż nie jest to jakaś zastraszająca ilość :D

      Usuń
    4. Dziewczyny, ja się tak wetnę troszkę ;)
      Szampon z Fitomedu miałam, odżywkę również, z serii do ciemnych włosów. Wszystko fajnie działało i było okej, ale szampon miałam chyba 2 tygodnie, a odżywka wystarczyła mi na 4 [!] użycia, takie to wszystko było niewydajne, więc nie wiem, czy jest sens się w to bawić ;)

      A EcoSpa polecam za Megdil, świetny sklep :)

      A zapach Khadi jest całkiem spoczko, taki jakby odrobinę słodki? Nie wiem jak to określić, ale Ikarov, którego ostatnio używałam, miał bardziej ziołowy zapach, z wyczuwalnym rozmarynem [ który zresztą dzięki rozmarynowej odżywce do włosów i potem olejkowi pokochałam i zaczęłam używać w kuchni :D Wiem, dziwna jestem ;) ]

      Usuń
    5. Emku, dziękuję, że podzieliłaś się doświadczeniem :) Tak niewydajnych produktów do włosów jeszcze nie miałam! Dalszej przygody z Fitomedem w każdym razie nie przewiduję.

      Co do zapachu Khadi... Ekhmmm. Dla mnie to mały śmierduch :P Teraz oczywiście zupełnie mi nie przeszkadza, zwłaszcza, że widzę efekty jego stosowania, więc przyzwyczaić się można, jak widać. Do pięknego, czy nawet ładnego, według mojego nosa, niestety, mu daleko :P
      Ale za to aromat olejku Ikarov coraz bardziej mnie ciekawi :>

      Usuń
  8. Wytrwałam! Szalona! :D
    Więc tak: masła do ciała z P&R uwielbiam, a zapach serii otulającej to już w ogóle (ale o tym już kiedyś wspominałam), peeling do rąk i peeling enzymatyczny z Phenome baaaaaardzo mi się marzą (miałam kupić po premii, ale wolałam nowe buty Emu i nowe Zojki :D), płyn z Biodermy uwielbiam, ale też nie rozumiem takiego porównywania do niego tego micela od L'Oreal, który wg mnie jest troszkę słabszy. Olejek z Alverde mam, ale używam go razem z cukrem do peelingu rąk - nadaje się wybornie :D Krem do rąk z Anidy bardzo lubię, za tą cenę? Pfff :D No i Bobbi'ków nie znam, może kiedyś poznam. Peeling do ust posiadam z P&R w wersji kawowej, mmm... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo! :D
      Masełka im się udały, bez dwóch zdań :) Chciałabym się uraczyć wersją z wyraźną, dominującą, może nieco słodką nutą kokosa, albo kompozycją orzechową, lub odmianą masełka malinowego, mmm :))) Mam nadzieję, że P&R pracuje już nad czymś zupełnie nowym!

      Różowa Bioderma jest dla mnie płynem idealnym, a temu z L`Oreal trochę do niej brakuje, dlatego to bezpośrednie porównanie też mnie dziwi. Ostatnio, w ramach eksperymentu, kupiłam sobie tę nowość od Garniera i muszę Ci powiedzieć, że jestem bardzo miło zaskoczona! Dobrze radzi sobie z makijażem, na razie nie odnotowałam żadnych podrażnień, no i nie pieni się! Zachęcam do spróbowania :)

      Scrub do ust z P&R chciałam nabyć w wersji pomarańczowej, ale kawową też wezmę pod uwagę, bo już wyobrażam sobie jego zapach :>
      Ależ Ty łebska jesteś! Świetny pomysł na prawie-domowy peeling. Jeśli pojawi się potrzeba, zaczerpnę z Ciebie inspirację :P
      Co do zakupów - kupisz po następnej premii, mówię Ci, nic w przyrodzie nie ginie :D

      Usuń
  9. Ale dno, tyle kolorowki wow. Phenome mnie bardzo ciekawi, ale raczej na razie nie dam rady nic od nich kupic, poza tym Put and Rub. Ciekawa jestem Biodermy, chociaz z drugiej strony Loreal i Garnier mi odpowiadaja, wiec nie mam po co probowac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolorówka zbierała się od kilku miesięcy :)
      Phenome i P&R mają w swojej ofercie kilka dość uniwersalnych perełek, które, moim zdaniem, warto przetestować w sprzyjających temu okolicznościach, bez pośpiechu :)

      Dla mnie Bioderma Sensibio stoi na szczycie w micelowym rankingu. Jednak nie uważam jej za jedyne słuszne wyjście. Przeciwnie, zawsze powtarzam, że dobre jest to, co nam służy. Garniera kupiłam niedawno i też jestem z niego zadowolona :)

      Usuń
  10. No proszę jest i denko! Jednak dałaś radę :D
    używałam obu miceli-Loreala i Biodermy. Dla mnie też porównywanie ich jest mocno naciągane. Owszem Loreal radzi sobie z makijażem, ale Bioderma to to nie jest :)
    Z Alverde mam żel pod prysznic o zapachu porzeczkowym, ślinianki mi mocniej pracują na samą myśl o nim :D

    Co do Goog To Go, to miałaś rację. Dałam mu trochę czasu i się do niego przekonałam. Podejrzewam, że będę testować inne topy, ale do niego powrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam się wreszcie pozbyć tego balastu, chociaż łatwo nie było :P
      No właśnie, ja też zastanawiam się, na jakim gruncie to porównanie urosło, ale widocznie są osoby, które nie widzą między nimi różnicy, a z tym trudno się kłócić :)

      Ja nie posiadam większego doświadczenia z produktami Alverde. Miałam kiedyś olejek migdałowo-arganowy do włosów, ale nie sprawdził się w tej roli. Po zaangażowaniu go do pielęgnacji stóp natomiast żałowałam, że się kończy, gdy zaczął dna dobijać :D
      Szczęśliwym zrządzeniem losu trafił do mnie żel z Balea o zapachu leśnych owoców. O mamo! Jaki ten zapach jest soczysty <3

      A widzisz, top robi różnicę w mani, prawda? To następnego na tapetę rzuć Seche Vite. Śmierdzi, składowo do ideału mu daleko, lubi obkurczać lakier, ale... ten połysk! :)

      Usuń
    2. Mam tak samo. Jak już napiszę notkę i pozbędę się pustych opakowań czuje się wolna jak motylek :D

      Właśnie taki mam plan, później będzie Seche Vite chociaż przyznam szczerze, że obawiam się tego obkurczania lakieru, smrodu, a najbardziej tego, że zużyje 1/3 buteleczki, a reszta będzie bezużytecznym glutem. Ale zaryzykuję! :D

      Usuń
    3. A jeżeli chodzi o zapach owoców leśnych Balea, mam krem do rąk. Na samą myśl o nim ślinianki mi mocniej pracują, taki jest soczysty :D

      Usuń
    4. Dobre porównanie :D Puste opakowania upchane w szafie ciągną w dół moje samopoczucie, jakkolwiek to brzmi :P

      Ha! Ten krem do rąk też posiadam :D:D

      Usuń
  11. Wow ile tego duzo :)
    wiekszosci nie mialam ale zwrocilam uwage na kulke od nivea, przez dluzszy czas byla moim ulubiencem ze wzgledu na zapach az wrocilam do zielonej vichy (podczas ciazy strasznie odrzucal mnie jej zapach) i uwazam, ze jest duzo lepsza jesli chodzi o ochrone przed potem. Blyszczyk jest juz od dawna na mojej liscie ale ciagle cos mnie powstrzymuje. Maselko p&r kocham kocham i juz niczego innego nie chce. Do ciala tylko to maslo, zielone mydelko aleppo i czarne mydlo, skora jak atlas...
    a bioderme wole zielona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach tej kulki z Nivea jest charakterystyczny, mnie na razie się nie znudził, a używam od dłuższego czasu. Właśnie tę zieloną kulkę z Vichy chcę kupić następnym razem, ciekawa jestem, czy zda u mnie egzamin, bo w tym temacie trudno mnie zadowolić.

      Lip Maximizer to niby nic nadzwyczajnego, ale efekt daje taki, że chce się po niego sięgać. Powiększa nieco optycznie usta, jak to błyszczyk, lecz robi to w charakterystyczny dla siebie, naturalnie-kuszący sposób. No lubię go i już :>

      Mydełka aleppo jeszcze nie używałam, ale na pewno to zmienię. Zielone? A do twarzy też go używasz? Savon Noir też planuję kupić w większej pojemności i stosować wraz z rękawicą Kessa. O tym połączeniu słyszałam wiele dobrych opinii i bardzo chętnie wypróbuję je na sobie. Lubię wszelkie produkty, które wygładzają skórę, od tego jestem uzależniona ;))
      Biodermę Sebium też lubię, ale tylko do demakijażu twarzy (w oczy lubiła mnie szczypać), albo do przemywania cery w ciągu dnia :)

      Kupiłam sobie dzisiaj Szkołę Szycia, nie mogę doczekać się, aż ogarnę temat maszyny, materiałów i czasu!

      Usuń
    2. Mam dwa blyszczyki od diora ale wlasnie przydalby mi sie taki zwyklaczek, a ze lubie tamte, wybor oczywisty ;)
      Mydelka polecam bardzo, i o rekawicy kessa zapomnialam, a uzywam jej praktycznie codziennie bo przerwa w uzywaniu i moje ramiona robia sie szorstkie ;/ ja mam ogolnie beznadzeijna skore, pisalam juz? Bardzo szybko rogowacieje wiec wygladzacze to u mnie podstawa .Ale tylko zestaw alepia to ogarnia i zawsze jak sie polasze na pachnacy zel pod prysznic, nawet ten naturalny to robi mi sie masakra na ciele, na ramionach zwlaszcza. Co ciekawe skora mnie po nim nie swedzi jak po innych mydlach, czy zelach, po dluzszym czasie ogranicza koniecznosc nawilzania, latem np prawie wcale nie uzywam balsamow.
      Oj tak bioderma potrafi zaszyczypac ale ja do oczu uzywam dwufazy, a bioderme do demakijazu kiedy nie mam lenia, bo ostatnio mam lenia i czesciej uzywam olejkow chociaz nie sluza mi za bardzo.
      A ja od kilku dni ogarniam mojego nowego overlocka ;) zanim zorietowalam sie ktora nitka gdzie lezy na sciegu zmarnowalam dwa metry materialu. Miala byc sukienka a jest prosta bluzka z klinow bo inaczej sie nie dalo ;) ale grunt, ze juz wiem o co chodzi. Maszyna przy tym ustrojstwie(ktore jest w dodatku zbedne) to jest piskus ;) ale i tak jestem zadowolona, w koncu ladnie wykonczone brzegi ;)
      Z szyciem to wazne jest aby sie nie poddawac, nawet jak cos nie wyjdzie, bo duzo zalezy od wprawy a do tego potrzeba duzo cwiczyc. I zacznij od czegos naprawde prostego aby sie nie zniechecic :)

      Usuń
    3. Peelingi to podstawa również u mnie, ale nie mogę sobie pozwolić na rezygnację z balsamów, czy maseł. Skóra od razu mi się przesusza, jest ściągnięta i swędzi :/ Jeśli chodzi o czarne mydło, zastanawiam się, które wybrać. Masz jakąś swoją ulubioną firmę, którą mogłabyś mi polecić?

      Człowiek uczy się na błędach, to oczywista oczywistość, ważne, że udało Ci się ostatecznie odratować pracę :) Bluzek nigdy dość :D Ja mam ochotę zacząć od mojej ulubionej części garderoby, jaką jest sukienka, ale pewnie postawię na coś prostszego. Dam sobie jeszcze chwilę na zebranie chociaż teoretycznej wiedzy, wkręcam się powoli, ale coraz bardziej, mimo że z pracy tej będzie mi dane cieszyć się dopiero za jakiś czas :)

      Usuń
    4. Madzia,ja tez nigdy nie pomyslalabym, ze moge funkcjoniwac bez balsamu. To byla konieczna koniecznosc. Duza zasluga mydelka alepo. Ale tak jak mowie, potrzeba na to czasu. Mysle, ze znaczenie ma tez woda w kranie. Ja mam bardzo zmineralizowana wode ale mozna ja smialo pic z kranu. Wlosy mi sie przesuszaja ale skora jest miekka (na ile moze byc) i juz sie boje kolejnej zmiany, tym razem na bank gorszej. W moim rodzinnym miesc woda "daje" chlorem.
      ja czarne mydlo uzywam od Alepia. Mialam to zwykle i eukaliptusowe. To drugie przyjemniejsze. Wydaje mi sie , ze jest jesscze o zapachu ambry...? Jesli tak, to
      kupie koniecznie. Uwielbiam ambre. Mialam tez kiedys mydelko od Argile provance(?) Nie pamietam pisowni, bylo ok ale dzieki glicerynie strasznie twarde i niezbyt przez to przyjemne. Trzeba bylo bardzo energicznie masowac je na skorze. Alepia to prostota skladnikow i przyjemna maselkowato- gumowata konsystencja. Dzialanie obu produktow bardzo podobne. AP chyba odrobine lepiej oczyszczalo ale po tyn peelingu i tak jest zalecane oczyszczenie mydlem wiec to dla mnie bez znaczenia.
      nie jestem zadowolona z tej bluzki, chyba bede poprawiac jeszcze :]
      Jeszcze jedno co chcialam Ci doradzic to na poczatku i w ogole lepiej jest inwestowac w naturalne tkaniny, zwykle lepiej sie je szyje. Poliestry zwykle uciekaja ze stopki i czlowieka nerwy bieroo! Hehe ;)

      Usuń
  12. Ja tez wytrwalam, lubie takie neverending stories ... :) widze, ze jak juz konczysz to seriami i cala Bobbi leci do kosza ;) uzywam rowniez wielu marek, ktore pokazalas, ale akurat nic z produktow nie pokrywa sie. Jedynie Phenome jest dla mnie zagadka, ale bardziej ciagnie mnie do tej marki ze wzgledu na opakowania niz opinie, ktore o nich czytalam, bo bywaja rozne:) gratuluje tylu kosmetykow zuzytych, szczegolnie balsamow, ktore u mnie sa udreka ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo :) Ja również lubię na chwilę przepaść czytając dłuższą wypowiedź, lecz zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy ma na to czas/chęci/cierpliwość ;)
      A rzeczywiście tak się złożyło, że część z mojego asortymentu BB dotknęła dna :) Co do opinii w temacie Phenome, jasne, że są różne, wszak każdemu kosmetycznemu koneserowi jedna firma na pewno nie dogodzi :) Najlepiej sprawdzić interesującą rzecz na własnej skórze. Opakowania ich również trafiają w mój gust, lubię estetyczne pudełeczka, słoiczki, butelki. Bez zbędnego przepychu, jest prosto i elegancko :)

      Ja z kolei masła, balsamy, mleczka, olejki - wszystko, co z pielęgnacją ciała jest związane, zużywam z ogromną przyjemnością. Drugą sprawą jest fakt, że moja skóra kaprysi i bez tych wszystkich nawilżających, odżywczych środków dałaby mi nieźle popalić ;)

      Usuń
  13. Świetne denko! Sporo tego zużyłaś! Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, chociaż w kategorii zwycięstwa tego nie traktuję ;))

      Usuń
  14. Spore to denko, super:) muszę koniecznie wypróbować peeling do dłoni z phenome, jestem ciekawa czy przebije mój ukochany z loccitane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z kolei mam na celowniku ten z L`Occitane! Od dawna mam na niego chrapkę, wiele dobrego o nim słyszałam, a obecność tej olejkowej fazy zupełnie mnie do niego przekonuje :)

      Usuń
  15. Ile kolorówki! A mi spiruline pomogła jak nic innego na twarz nie mogłam nałożyć i mi lagodzila wszelkie podrażnienia. A bloker z ziaji to moj hit : ) i kusisz strasznie kosmetykami phenome !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może miałaś jakąś lepszą spirulinę :P Ja dam jej jeszcze jedną szansę, ale kupię gdzieś indziej. Możliwe, że to kwestia jakości, dlatego jeszcze jej nie skreślam.
      Bloker mnie nie przekonuje, ale jeśli sprawdza się u Ciebie, to zazdroszczę, bo jest tani, a idea, która mu przyświeca, jest tym, czego poszukuję w tego rodzaju produktach.

      Usuń
  16. Ależ denko :) większość kosmetyków niestety poza moim zasięgiem, ale i tak lądują na wishliście :) zwłaszcza kosmetyki Bobbi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luthienn, co się odwlecze, to nie uciecze - taka moja dewiza :D

      Usuń
  17. będę się rozglądać za blokerem z Ziaja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blokery są szeroko dostępne, o ile się nie mylę. Zdaje się, że swój egzemplarz kupiłam w Naturze za jakieś 6-7 zł :)

      Usuń
  18. O cholera ile tego ;d i ile fajnych kosmetyków! Masła Pat&Rub oczarowaĺy mnie. Posiadam otulające oraz to z niebieskiej serii SPA z której wykończyłaś olejek ( może zbyt pieknie nie pachnie, ale liczy się działanie ). Generalnie każdy produkt tej firmy , póki co, u mnie sprawdza się wyśmienicie :) Bloker w ogóle mi nie pomógł, zapatrywałam się na Etiaxil, ale ostatecznie kupiłam Antidral. Koleżanka mówiła mi, że radzi sobie z nieprzyjemnym zapachem...no cóż, zobaczymy jak się u mnie sprawdzi :) zazdroszczę kosmetyków od Bobbi Browna. Mam chrapkę na kilka produktów, ale pieniążków brak ( no i oczywiście w moim mieście nigdzie nie można ich dorwać ). Na pierwszy produkt z Diora wyczekuje, bardzo chciałabym mieć jakąś perełkę w swoich zbiorach :) o Match Perfection słyszałam wiele dobrego, no więc dlaczego dziady go wycofali? Ughh :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masełko z Home Spa jest najbardziej odżywcze spośród wszystkich, przynajmniej moim zdaniem wybija się na tle innych. Ja bardzo je doceniam, świetnie nawilżają i wygładzają skórę. Żałuję, że zapachy nie są bardziej urozmaicone :)
      Jesteś drugą osobą, która wspomina o Antidralu, na pewno wezmę go pod uwagę. Etiaxil sprawdzał się u mnie rewelacyjnie, więc w razie czego wiem, gdzie szukać ratunku :)

      Kosmetyki Bobbi są w większości warte swoich cen. Szczególną sympatią darzę róże do policzków, lubię też eyelinery żelowe (niesamowicie trwałe), cienie są rewelacyjne, ale drogie i myślę, że spokojnie można je sobie darować na rzecz propozycji innych, tańszych firm :) Asortyment BB jest dostępny w internetowym sklepie Douglasa, ale rozumiem, że zawsze milej zapoznać się z kolorówką na żywo. Zwłaszcza, jeśli nie zna się firmy w ogóle.

      A na co z Diora masz szczególną ochotę? Ja chyba najbardziej lubię właśnie błyszczyki. Nie tylko pięknie wyglądają na ustach, ale też nawilżają, lepszych pod tym względem nie miałam.

      Wycofywaniem dobrych produktów firmy robią konsumentom na złość - to niemal pewna teoria ;) Ja również tego nie rozumiem, jakaś głębsza logika prawdopodobnie w tym jest, ale nie dla przeciętnego zjadacza chleba ona...

      Usuń
  19. Wow! Nie wiem co napisać :)
    Przyjemnie patrzy się na taką ilość pustych opakowań.
    No i zakupy wydają się być wówczas jakieś takie bardziej wskazane.

    Nareszcie mam swoje pierwsze masło P&R. Postawiałam na wersję otulającą.
    W działaniu jest znakomite. Niestety, zapachem czuję się odrobinę rozczarowana.
    Kto wie, może się z nim polubię :)

    Krem z Evree będę miała na uwadze. Do tej pory dużo dobrego czytałam o peelingu z tej firmy.
    Kremu Anida z woskiem pszczelim poszukuję już od dłuższego czasu. Bezskutecznie ;/

    Maskę oczyszczającą Sanflore dopisuję do listy zakupowej :) Dziękuję za rekomendację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, trafiłaś w samo sedno, Aneta - zakupy są po takim denku bardzo wskazane :D

      A właśnie byłam bardzo ciekawa, jak zapach linii otulającej Ci odpowiada. Szkoda, że Cię trochę zawiódł... Tak to jest, jak się naczytamy o czymś, nasłuchamy, a po dłuższym czasie urosłego chciejstwa coś, co zostało już niemal legendą owiane, okazuje się nie do końca dla nas. Mnie akurat ten zapach bardzo urzekł i cieszę się, że został wciągnięty do stałej oferty, bo na pewno jeszcze u mnie zagości :) Nie obraziłabym się jednak, gdyby P&R wyszło z kolejną, nową zapachową propozycją. Jestem pełna nadziei, że będą poszerzać asortyment w nieco innym kierunku, niż dotychczasowe wszechobecne cytrusy :)

      Mówisz o peelingu do stóp z evree? Też go sobie sprawię, gdy na niego trafię w Rossmannie, jestem ciekawa, jak się sprawdzi :)
      Krem Anida jest dostępny w Naturze, sprawdzałaś tam?

      Jeśli zaś chodzi o Sanoflore - proszę bardzo, cała przyjemność po mojej stronie! Myślę, że będziesz nią tak samo zachwycona, jak ja :) Gdy trafisz na promocję, nie przepuść okazji :)))

      Usuń
  20. Macham do Ciebie łapką, bo dotrwałam do końca...mało tego! przeczytałam całość z prawdziwą przyjemnością;
    kilka z tych produktów miałam, jedne sprawdziły się lepiej, inne gorzej; kulce Nivea byłam wierna przez długi czas, jednak po jakimś czasie zaczął mocno męczyć mnie jej zapach; teraz postawiłam na Vichy-ceniony i zachwalany, zobaczę jak sprawdzi się u mnie:); wcierka Jantar to produkt, który cenię i widzę efekty jgo używania, trzeba jednak pamiętać o regularności; olejowanie włosów to już mój rytuał- super sprawdza się u mnie olej arganowy, macadamia też był niezły ale bez szału; z takich ogólnodostępnych polecam Ci wypróbowć olej z pestek winogron- kupisz go za grosze w Biedronce, a jak nie podpasuje na włoski, to zużyjesz do sałatek:);
    bloker Ziaji...ehh...ja mu podziękuję...skóra po jego użyciu paliła mnie żywym ogniem, że nie wspomnę o okrutnej swędziawce...brr...!
    co mnie zainteresowało?
    zdecydowanie olejek do demakijażu...już dłuższy czas rozglądam się za jakimś i chyba postawię na olejek Lierac; no i nie mogłam nie zwrócić uwagi na peeling Phenome...już jest na mojej liście:)

    No, mój komentarz też nie jest krótki haha; sorry ale miałam sporo do powiedzenia:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja również macham, z radością i w geście dziękczynnym za miły komplement! :)

      Przed kulką z Vichy stawiam wysoko poprzeczkę. Naprawdę ciężko mi dogodzić w tym zagadnieniu, oczekiwania mam spore, a nadzieje, że się nie zawiodę jeszcze większe ;) Daj znać jak jej trochę poużywasz, czy sprawdza się u Ciebie tak, jak powinna :)

      Pamiętam Twój wpis z Jantarem w roli głównej, naprawdę różnicę u Ciebie widać było znaczną! U mnie wcierka nie działa tak spektakularnie, ale i tak ją lubię. Denerwuje mnie tylko jej opakowanie, ostatnio przelałam ją sobie do butelki z atomizerem i to był strzał w samą dyszkę :) Komfort użytku nieporównywalny!

      Olej arganowy na moich włosach robi szał. Spośród wszystkich przetestowanych działa najlepiej. Ogranicza rozdwajanie końcówek i niweluje łamliwość, do której moje suchary miały nieprawdopodobne ciągoty. Makadamię chciałam wypróbować i na pewno zakupię sobie jakąś małą pojemność do przetestowania. Bardzo mnie interesuje również olej z awokado, podobno cechują go niezwykle nawilżające właściwości - a tego właśnie moje włosy potrzebują :) Dziękuję za polecenie też oleju z pestek winogron, zaopatrzę się w niego z przyjemnością :)

      Bloker na mnie działał podobnie. Początkowo byłam zawzięta i stosowałam mimo tych niedogodności. W mękach zużyłam jedno opakowanie, ale drugiego już nie byłam w stanie aplikować na skórę. Nie, dziękuję. Etiaxil też nie należy do najdelikatniejszych specyfików, nie można go nakładać po depilacji, więc też jest drażniący, ale na boga... nie do tego stopnia.

      Olejek z Lierac chyba kojarzę z Twojej listy zakupowej na ten rok (czy coś mi się pomylił? :>). W każdym razie, uważam to za doskonałe uzupełnienie demakijażu. Sama mam chętkę na kilka innych podobnych propozycji i nie zawaham się ich wypróbować :D

      Peeling enzymatyczny jest świetnym uzupełnieniem pasty, którą sobie kupiłaś :) Trzeba jednak pamiętać o regularnym stosowaniu, inaczej czar pryska.

      Ty mnie za nic nie przepraszaj - uwielbiam czytać obszerne wypowiedzi :D
      Buziaki!

      Usuń
    2. Kulka Vichy robi fajne wrażenie ale ciekawi mnie jak sprawdzi się na dłuższym dystansie; oczywiście dam znać co i jak:)
      Olej arganowy- kocham i uważam, że to znakomity kosmetyk nie tylko do włosów ale super się też sprawdza do olejowania twarzy- skóra jest gładka jak pupcia niemowlaczka:)
      Olejek Lierac...tak to ten sam osobnik, który był na mojej liście; mam go już w domciu, więc skraeślam z listy i zaczynam testować:)

      A tak prawdę mówiąc to myślałam o peelingu do dłoni...ten mnie zainteresował; peeling enzymatyczny mam w wersji mini i jednak to nie to, zdecydowanie wolę te mechaniczne:)

      Usuń
    3. Ja w tej chwili ogarniam cerę i nakładam na nią głównie dermatologicznie przykazane specyfiki. Kupiłam sobie nawet taką olejkową mieszankę w postaci serum, ale nie mam go teraz kiedy używać ;)

      Aaaa, widzisz. Ten do dłoni jest świetny i w przypływie promocji warto go kupić. Ja mam teraz na uwadze peeling z L`Occitane, a później będę też chciała skonfrontować je z propozycją P&R :)

      Co do tej enzymatycznej propozycji Phenome, to ciężko o efekty już po jednym użyciu :) Trzeba mu dać czas. Ale też nic na siłę, dla każdego coś miłego :))

      Usuń
  21. Diorowskie błyszczyki są fantastyczne <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Rewelacyjnie wypadają na tle propozycji innych marek. Świetnie się noszą i w dodatku pielęgnują usta :)

      Usuń
  22. Ale poleciałaś z tym denkiem, nie ma co :) co do wcierki Jantar mam bardzo podobne spostrzeżenia. Używam jej regularnie, średnio dwa razy w tygodniu i widzę rezultaty, nie są jakoś szaleńczo spektakularne ale w połączeniu z wcierką Joanna Rzepa moje włosy nie tylko trzymają się głowy ale także powolutku rosną nowe. Micel z L'oreal działa u mnie tak samo (pokuszę się nawet o stwierdzenie, że odrobinę gorzej) jak micel z Biedry, do tego ta dziura do wylewania doprowadzała mnie do szewskiej pasji :/ Muszę koniecznie zaopatrzyć się w ten szampon, który wychwalasz Ty oraz M. :) i sprawdzić na moich włosach to cudo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazbierało się pustych pudełek od groma :)
      Ja Jantaru używałam początkowo codziennie. Aktualnie aplikuję go co drugi dzień, zamiennie z olejkiem Khadi, który zafundował mi spory wysyp bejbików :))) Tę wcierkę Joanna Rzepa pamiętam, właśnie z Twojego polecenia, też chcę ją wypróbować, ale najpierw dam szansę olejkowi Ikarov :)

      Ten micel z BeBeauty też u mnie gościł, zużyłam nawet ze 3 opakowania, ale podrażniał mi oczy i skórę na twarzy :( Jeśli Tobie służy, to przynajmniej masz okazję odnotować sporą oszczędność, bo cenę ma świetną :)

      W szampon zainwestuj, koniecznie. Mnie bardzo miło zaskoczył. Przyznaję, że JMO mnie trochę rozbestwił i poprzeczkę postawił wysoko, ale Equilibra daje radę!

      Usuń
    2. U mnie niestety Jantar nie mógł być codziennie stosowany z racji mycia moich włosów co drugi dzień. Gdy nie myłam włosów po jego użyciu, były bardzo obciążone. Moja metoda to smarowanko skalpu, chodzę sobie z tym z jakieś 3-4 godzinki i myję włosy. Z Rzepą robiłam tak samo, niestety zapach jest bardzo uciążliwy i gdy użyłam go raz po umyciu włosów wyczuwałam go cały dzień :/

      Jeśli chodzi o olejki do włosów to niestety moje się z nimi nie lubią :/ Wszelkiego rodzaju nietłuste wcierki są akceptowane, oleje natychmiast wzmagają podrażnienie skóry głowy i wypadanie włosów...

      Usuń
    3. Serio? Ja z kolei nie zauważyłam żadnego negatywnego wpływu Jantaru na świeżość włosów. Właśnie ta Rzepa trochę mnie odstręcza możliwym zapachem, ale z drugiej strony, czego się nie robi :P

      Szkoda, że Twoja skóra głowy nie toleruje olejków, bo w nich tkwi spory potencjał :(

      Usuń
  23. Jakże przyjemne denko :)
    Dior Maximizer mój ukochany. Może nie napompował ust, ale i na to nie liczyłam, ale jednak w jakiś sposób je uwypuklił, a przy moich wąskich ustach efekt był faktycznie zauważalny.
    Etiaxil czeka zaś w kolejce jak skończy mi się kultowa kulka Vichy. Liczę, że również się nie zawiodę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy błyszczyk w mniejszym, lub większym stopniu optycznie powiększy usta, ale Lip Maximizer trzeba oddać - robi to wyjątkowo pięknie. Na pewno zaopatrzę się w niego znowu, nie ma innej opcji :)

      O, a jak Vichy się u Ciebie sprawdza? :) Etiaxil przeznaczony jest do stosowania w konkretnych odstępach czasu, nie zaleca się go używać codziennie. W sumie nie wymaga też wsparcia, bo aplikowany zgodnie z zaleceniem producenta, świetnie radzi sobie zarówno z wydzielaniem potu, jak i przykrym zapachem. Produkt odkrycie!

      Usuń
  24. Wytrwałam do końca, powiem Ci więcej, przeczytałam wszystko z największym zainteresowaniem :)
    Maska Sanoflore, scrub do dłoni Phenome i olejek PAT&RUB są na mojej liście zakupowej na 2014 r. ;) Myślę ostatnio bardzo intensywnie nad peelingiem enzymatycznym Phenome. Stosuję od jakiegoś czasu tylko enzymatyczne, bo mechaniczne podrażniają mi naczynka. Dumam czy Phenome nie byłby dla mnie zbyt silny... Jak myślisz? Moja skóra jest raczej sucha, choć czasem płata figle w strefie T.
    Co do próbasków to jak już wiesz, bardzo się cieszę, że się przydały, bo nie ma nic gorszego niż męczyć się ze zużywaniem nietrafionego kosmetyku.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamień spadł mi z serca ;D
      Same perełki na Twojej liście wylądowały :))

      Co do peelingu, powiem Ci tak - nie jest to kosmetyk, który zedrze skórę. Zresztą, jeśli używasz peelingów enzymatycznych, to wiesz, jak one działają, ale potrafi pokazać moc. Pamiętam, że Konsultantki przestrzegały mnie w momencie zakupu, bym nie nakładała go przed wyjściem, bo skóra jest po takim seansie zaczerwieniona. Mnie zdarzyła się taka sytuacja kilka razy. Nie wiem, czy nazwać to podrażnieniem, bo nie rozpatrywałam tego w kategoriach jakiejkolwiek krzywdy, a po zaczerwienieniu w ciągu jakiejś godziny nie było śladu. Kurczę, szkoda, że wcześniej się nie zgadałyśmy, przesłałabym Ci trochę, bo jeśli masz problem z naczynkami, moim zdaniem, lepiej go sobie wcześniej wypróbować.
      Buziak!

      Usuń
  25. Spore denko naprawdę ;) jestes dobra w zuzyciach. Bioderme mam i uważam ze jest najlepsza, uzywam tez Jantaru ale musze w końcu zaczac go używać regularnie ;) reszty niestety nie baśń spora lista zużyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bioderma Sensibio jest niewątpliwą perłą wśród miceli dostępnych na rynku :)
      Jantar potrzebuje systematyczności, by mógł zadziałać. Ja stosowałam go codziennie i tylko wtedy, solo, po jakimś czasie uraczył mnie zauważalnymi efektami :)

      Usuń
  26. O rany, jakie wielkie dno :)))) Mnie bardzo ciekawi ten żel do twarzy z fitomedu, ale jak widzę szału nie ma :/
    Jantar to moja ulubiona wcierka, na szampon Equilibra na pewno się w końcu skuszę, mam go na liście ;)
    Życzę kolejnych , tak pokaźnych zużyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie ten żel nie wywarł pozytywnego wrażenia, niestety. Ale nie twierdzę, że u Ciebie by się nie sprawdził, może warto wypróbować go na własnej skórze, na szczęście nie kosztuje majątku :)
      Aloesową Equilibrę wypróbuj koniecznie, warto :)

      Usuń
  27. Zużycia imponujące, ale nie dziwie się, że większość sprawia przykrość, zamiast radości. Aloesowy szampon także kupiłam po zachwytach u Magdy i niedługo nadejdzie jego kolej. Mam nadzieję, że na moich włosach sprawdzi się równie dobrze. Anidę także zużyłam w zeszły miesiącu i za tą cenę nie udało mi się znaleźć lepszego kremu do rąk. Mój ideał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, większość tych kosmetyków sprawdzała się u mnie świetnie, więc tych akurat zużyć troszkę żałuję, ale z drugiej strony, nowości czekają na wypróbowanie ;))
      Equilibra to prawdziwe odkrycie w dobrej cenie :) Podobnie zresztą jak krem z Anidy, którego cena jest zaskakująco niska :)

      Usuń
  28. Fantatsyczne zuzycia, bardzo ciekawe denko! Fratuluje przede wszystkim zuzycia kolorowki! :)
    Pat&Rub to moja ulubiona marka, uwielbiam ich maslo, ale wersje hipoalergiczna.
    Od wielu miesiecy uzywam micelu Sensibio z Biodermy i nie szukam niczego nowego, choc jest to moj pierwszy i jedyny micel, jaki znam ;)
    A wcierke Jantar chce sobie koniecznie sprawic! Jak czesto nalezy jej uzywac??
    Jak bylam w listopadzie w Polsce, to niestety nigdzie jej nie znalazlam. Pozostaje mi siec ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justynko, kolorówka nie jest dla mnie problemem, zużywam nawet róże i bronzery (a zauważyłam, że wiele dziewczyn sobie tego nie wyobraża :D). Problem pojawia się tylko ze szminkami - czas się za nie ostro wziąć!

      Masełka z linii hipo jeszcze nie miałam. Tzn. próbowałam go, ale pełnowymiarowe opakowanie jest dopiero w planach. Mam za to balsam do ciała i jestem ciekawa, jak ten sprawdzi się na mojej skórze :)

      Jeśli pytasz o wcierkę, to ja używałam jej codziennie, szacuję, że pierwszych efektów można spodziewać się po miesiącu/dwóch. No, chyba, że na Ciebie akurat zadziała inaczej, szybciej :) W tej chwili wspomagam nią działanie olejku stymulującego wzrost z Khadi - jeśli nie próbowałaś, rozejrzyj się również za nim, może Cię zainteresuje :)
      Jantar rzeczywiście jest trudno dostępny, mnie udało się go znaleźć przypadkiem w jakiejś małej zielarni.

      Usuń
  29. Mam wrażenie, że moja skóra jest odporna na peeling enzymatyczny z Phenome , bo nawet codzienne smarowanie nie przynosi rezultatów. heh
    Krem do rąk Anida bardzo lubię i dowiedziałam się, że w swojej ofercie mają większy wybór. Fajnie na pewno jeszcze na jakiś się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używasz go codziennie? Hmm, nie wiem, co Ci poradzić. A w jaki sposób go stosujesz? Ja nakładałam hojną warstwę i trzymałam ok. 40 minut, czasami nawet dłużej. A używałaś wcześniej innych peelingów enzymatycznych?

      Ooo, ciekawe, czy w Naturach ten szerszy asortyment Anidy jest dostępny, również chętnie się rozejrzę :)

      Usuń
  30. Ale denko! :)
    Gdzie nie wejdę tam Jantar i to znak, że czas najwyższy kupić to cudo bo z moich piór już niewiele zostało :(
    I tak w ogóle to witam się z Tobą serdecznie :) Trafiłam tutaj dzięki Iwetto i zapowiada się, że pozostane na dłużej :) Buziaczki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje włosy też mają tendencję do wypadania. Szczęściem udało mi się nieco ten problem opanować. Z innych pomocników mogę polecić Ci stymulujący wzrost olejek Khadi. Chyba, że już próbowałaś? U mnie spowodował też wysyp mnóstwa baby hair :)

      Witam Cię w moich skromnych progach i mam nadzieję, że uda nam się znaleźć wspólnie interesujące nas tematy! :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Nie miałam jeszcze Khadi, ale nic straconego :) Póki co zaczęłam kurację Seboradinem i szamponem Pharmaceris, oby to coś dało... :)

      Usuń
    3. Szampon H-Keratineum (bo podejrzewam, że o nim mówisz) jest jednym z moich ulubionych. Zużyłam kilka opakowań i na pewno będę do niego wracać :)
      O Seboradinie natomiast mało czytałam, chętnie więc poznam Twoją opinię, kiedy się z tą kuracją rozprawisz :)

      Usuń
  31. Megilku zawstydzasz mnie tymi opakowaniami zwłaszcza kolorówki :). Wcierkę Jantar bardzo lubię, mnóstwo nowych włosów mam aaa i moja fryzjerka stwierdziła, że mam więcej włosów na głowie. Radość wielka i aż dalej chce mi się wciarać, olejować, peelingować oby było lepiej:). Ziaję bloker mam ale też mnie szczypie skóra po niej, nie dam rady chyba jej skończyć. Tego żelu Fitomed nie miałam, miałam tonik, pasował mi. Ejjj ten żel Lulu and Boo bardzo fajny, taki delikatny i bardzo wydajny, już mam listę rzeczy które chcę mieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Ci wstyd, to zabieraj się za zużywanie, czym prędzej :D Z większością tej kolorówki żegnam się, niestety, z bólem, ale mam też na uwadze nowości, których ogrom rozpościera się przede mną, czekając, aż po nie sięgnę :D

      W pielęgnacji włosów przyświeca nam podobny cel - 'oby ich było więcej!'. Ja w ostatnim czasie zauważyłam, że włosy rosną mi i szybciej i chętniej :) Mnóstwo baby hair, które wcale już takie delikatne nie są, napawa mnie optymizmem, ogromną radością i chęcią, by dbać o nie dalej tak intensywnie :)

      Ja do tego żelu nie mogę się nadal ustosunkować konkretnie, mimo że połowa butelki już za mną. A na co masz jeszcze chętkę z Lulu? :)

      Usuń
    2. ja zużywam wszystko oprócz kolorówki. Za wyjątkiem podkładu mineralnego nic mi się nie chce skończyć :)
      Bardzo lubię ten żel L&B no mówię Ci, taki delikatniusi jest. A z pozostałej oferty jadą do mnie maseczka oczyszczająca, tonik do twarzy a także mleczko-olejek do demakijażu ( dostałam jego próbkę podczas zakupu żelu i się zakochałam, musiałam mieć pełnowymiarowe opakowanie). Cmok

      Usuń
    3. tfu miało być maska do włosów a nie oczyszczająca :)

      Usuń
  32. Sporo tego jest! Bloker z ziaji jest super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bloker na pewno ma swoich zwolenników i przeciwników. Ja już po niego nie sięgnę, ale jeżeli Tobie pasuje, to świetnie :)

      Usuń
  33. Ale denko :) Zazdroszczę bo mi zużywanie kosmetyków idzie wolno :)

    Trafiłam do Ciebie niedawno, ale na pewno zostanę na dłużej ze względu na podobny typ cery i problemy z nią. Niestety ja jeszcze nie mogę pochwalić się wygraną walką :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja wcale nie obraziłabym się, gdyby niektóre z tych kosmetyków nie kończyły się w ogóle :D

      Bardzo się cieszę, że znalazłaś na moim blogu coś, co wzbudziło Twoje zainteresowanie :) Walka z trądzikiem jest upierdliwa i męcząca, a ostateczne jego pokonanie czasami wymaga ogromnych poświęceń. Trzymam kciuki za Ciebie i za siebie, bo u mnie idealnie też nie jest ;)

      Usuń
  34. Świetne denko Kochana ! oczywiście ,że wytrwałam :D jestem pod wrażeniem kolorówki ! u mnie jakoś kiepsko z tym idzie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję :D
      Zużywanie kolorówki to dość specyficzna sprawa wśród większości z nas :) Ja akurat nie lubię być w posiadaniu całego zastępu kosmetyków, których użyję raz na jakiś czas, stąd też moje denkowanie. Owszem, lubię wybór i zwykle taki mam, ale wszystko to utrzymuję w pewnych granicach :)

      Usuń
  35. Ojeju jeju! Teraz to będą giga zakupy :D

    Kulkowe dezodoranty lubimy te same i tych samych nie lubimy. Etiaxil używam niebieskie, czerwonej wersji nie miałam okazji mieć, ale jak jest dobra to się cieszę. Dziś właśnie kupiłam dla odmiany Nivea w sztyfcie i w sprey'u Dry Comfort - bardzo lubie taki pudrowo-kremowy zapach o tej porze roku.

    Bobbi brown, Phenome i P&R zadziwiają mnie z opisu i zazdraszczam w całej okazałości, oczywiscie tych bardziej polecanych :)

    Tego typu alg nie było mi dane testować, jak widzę niewiele straciłam. Glinki też wielbię, ale przy swojej suchej cerze najbardziej cenię białą :) oczyszcza, ale nie ściąga mi skóry.

    No piękne to denko, jak patrzę na swój pusty koszyczek to chyba też się skuszę na takiego posta u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile przyjemniejsze (i wyzute z sumienia wyrzutów) są zakupy po takim denku! :D

      Z tego, co kojarzę, niebieski Etiaxil przeznaczony jest do wrażliwej skóry, więc możliwe, że jest po prostu delikatniejszy, a to ewentualne podszczypywanie pozostaje kwestią nadwrażliwości. Po tę wersję również sięgnę, będę mieć porównanie :) Dezodorantów w sztyfcie natomiast nie lubię, każdy, który miałam pozostawiał biały osad na ubraniach :/ Kulki przez długi czas omijałam, na rzecz aerozoli, a teraz z kolei tego drugiego rozwiązania unikam. Muszę jeszcze spróbować zielonej kulki Vichy :)

      Spirulina sproszkowana nie ma porównania z algami plastycznymi, oj nie! Te drugie są fenomenalne, działają zupełnie inaczej, o podrażnieniu nie ma mowy, no i ten relaks, wygładzenie i nawilżenie cery. Bajka :)

      Ex, koniecznie zorganizuj taki wpis u siebie, zachęcałam Cię wcześniej i zachęcać nadal będę :P

      Usuń
  36. Faktycznie, to wybitnie bogate denko! To super uczucie pozbyć się zalegających pustych opakowań. Ja postanowiłam teraz zebrać rzeczy do denka z trzech miesięcy, by w końcu być z siebie dumna, mam jednak wrażenie, że niedługo wszystko wyjdzie samo z szuflady z braku miejsca ;)

    Mało co znam z Twojego denka. Z Pat&Rub po tym, co czytam na blogach, ciekawi mnie już chyba absolutnie wszystko. Z Phenome nie wiem, czy chcę zaczynać, bo jak mi się za bardzo spodoba, to biada moim oszczędnością ;)

    Micel z L'oreala należy do moich ulubieńców, ale nie porównywałam go z Biodermą. Dostałam kilka miniaturek z Equilibra od Cat - maskę do twarzy, odżywkę do włosów i mydełko aloesowe. Ta firma jest mi nieznana, więc z chęcią będę testować. Jantara ściągnęłam z Polski już chyba rok temu i do tej pory leży nie otwarty, a tak byłam na niego nakręcona :)

    Z Evree moja mama ma peeling do stóp i pisała mi, że jest rewelacyjny. Ja mam w zapasach właśnie ten z Isany z urea, zobaczymy jak się u mnie sprawdzi. Etiaxilu (Perspirexu) w wersji niebieskiej, używałam długo, długo. Rewelacyjny produkt, choć czasem zdarzały mu się szczypiące wpadki :) Miałam jedno felerne opakowanie, zdecydowanie! Po jednak pewnym czasie moja potliwość stała się tak słaba, że wróciłam do zwykłych antyperspirantów. Essie Good to go bardzo polubiłam :)

    Uff, komentarz wagowo wyszedł mi adekwatny do posta :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moje denko również jest 'pozbierane' z różnych okresów, kilka innych pudełek czeka jeszcze w szufladzie, myślę, że następny tego rodzaju wpis pozwoli mi się pozbyć ich wszystkich :P

      P&R oraz Phenome to dwie firmy, które należą do moich ulubionych. Na większości ich kosmetyków mogę polegać i będę też do nich wracać. Może niekoniecznie, w przypadku zapoznawania się z firmą, dobrze jest się 'rzucać' na kilka produktów od razu, ale małymi krokami warto dać szansę im się wykazać :)

      Ja z Equilibra znam na razie tylko szampon. Wczoraj uzupełniłam brak, tym razem skusiłam się na wersję wzmacniającą i ciekawa jestem, jak wypadnie w porównaniu z tą podstawową. O tych produktach, o których wspominasz chyba nawet niczego nie słyszałam, więc będę czekać na opinie :) Mnie zachęca jeszcze ich peeling solny, ale z uwagi na kilka podrażnień na skórze, obawiałabym się go teraz używać. Tak, czy inaczej, mam go na uwadze i na pewno kiedyś kupię :)

      Jantar, to w moich oczach, ciekawy kosmetyk, ale trzeba dać mu czas. Na każdego działa inaczej (albo w ogóle), ale w moim przypadku jedna buteleczka okazała się zbyt krótką znajomością, by móc zauważyć konkretne efekty. Weź to pod uwagę, gdy już zdecydujesz się go testować :) Chociaż życzę Ci, żeby efekty u Ciebie były szybsze i bardziej konkretne!

      Peeling do stóp z Evree na pewno sobie kupię. Opinia Twojej Mamy wcale nie jest odosobniona, bo zewsząd dobiegają mnie słuchy o jego świetnych właściwościach :)

      Tę niebieską wersję Etiaxilu też mam w planach. Z tego, co kojarzę, jest on przeznaczony do skóry wrażliwej, więc sądziłam, że jest tym samym delikatniejszy, a szczypiące epizody są w związku z tym wykluczone. Tak, czy inaczej, takie drobne niedogodności (w porównaniu z Blokerem to zwykła, chwilowa szczypanka ;)) jestem w stanie przeboleć, bo działanie odznacza się najwyższą skutecznością.

      Dziękuję, ze podzieliłaś się swoimi spostrzeżeniami! :)

      Usuń
  37. Masła do ciała z P&R zdecydowanie uwielbiam za konsystencję, działanie i nienachalny zapach. Ostatnio nie stosuję żadnego takiego peelingu. Jednocześnie zdałam sobie sprawę, że przecież nakładając codzienne ten płyn na bazie kwasu salicylowego przepisanego przez dermatologa złuszczam swój naskórek. Być może u Ciebie też dałoby to wymierne efekty jakbyś na noc stosowała właśnie taki tonik o działaniu złuszczającym? Biodermy cały czas jeszcze nie wypróbowałam, ale mam płyn micelarny z YR i nie lubię go używać. Chyba za bardzo przyzwyczaiłam się do tego, że mleczko z Douglasa radzi sobie szybko i skutecznie z każdym makijażem oczu bo twarz mogę tylko oczyszczać mydłem. Myślę, że skuteczność olei do nawilżania ciała zależy też od tego czy jest to olej treściwy jak np. oliwa z oliwek, która znajduje się w olejkach z P&R. Mojej twarzy bardzo służy olej jojoba, ale o tym już doskonale wiesz. Krem Anida kupiłam ostatnio jak tylko zobaczyłam w lokalnej drogerii. Jakie było moje zaskoczenie gdy chciałam kupić drugie opakowanie koleżance do wypróbowania a przegródka z tym konkretnym kremem była pusta. Inne kremy z tej firmy były w dużej ilości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapachy maseł P&R są mocno dyskusyjne, ale ja również należę do ich zwolenników. Mam jednak nadzieję, że niebawem firma uraczy nas innymi, zupełnie innymi, kompozycjami :)

      Nad płynem złuszczającym myślę od jakiegoś już czasu. Biorę jednak pod uwagę te gotowe, proponowane przez firmy kosmetyczne. Zainteresowała mnie jedna z propozycji Paula`s Choice oraz Lierac z tej ich nowej linii :)

      Ja po tym, jak poznałam Biodermę, z dużym dystansem podchodzę do testowania nowych miceli, bo ta z serii Sensibio idealnie sprawdza się w moim demakijażu. Nie lubię zanadto pocierać powiek, to bezsensowne ich maltretowanie :/

      Tak, właśnie po Twojej opinii zdecydowałam się dać szansę jojobie na mojej cerze. Po dziś dzień zastanawiam się, jakim cudem jesteś w stanie używać go na dzień :D

      To było moje pierwsze spotkanie z kremem Anidy, nie wiedziałam, że mają inne wersje. Dopiero Iwetto mnie uświadomiła gdzieś w komentarzu wyżej. Ciekawe, czy ta różnica w popycie spowodowana jest sławą kremu odżywczego, czy kiepskim działaniem tych pozostałych.

      Usuń
  38. Witam :)
    Właśnie dołączyłam do grona obserwujących Twojego bloga :) W wolnej chwili zapraszam do mnie :)
    Jeśli chodzi o denko to faktycznie obszerne :) Mało znam kosmetyków które przedstawiasz więc jeszcze bardziej zachęca mnie to do odwiedzania Cię :)

    Zapraszam na najnowszą recenzję :
    http://kosmetykiwmoimswiecie.blogspot.dk/2014/02/kosmetyki-body-shop.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mój blog wzbudził Twoje zainteresowanie :)
      Dziękuję za zaproszenie, na pewno skorzystam i zajrzę do Ciebie.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  39. Żel Fitomed również u mnie się nie sprawdził. Na szczęście znalazłam kogoś, kto przejmie go ode mnie, bo nie jestem w stanie go używać. Mam ten krem Anida i nie mogę się doczekać, kiedy go otworzę, ale postanowiłam najpierw zużyć krem Isany z mocznikiem. Używam go do stóp i do dłoni, więc pewnie nie zajmie mi to dużo czasu. Mam ogromną ochotę na masło do ciała P&R i intensywnie myślę nad hipoalergicznym. W końcu muszę wykorzystać urodzinowy rabat -20% :D Phenome jest z tego co wiem dostępne u mnie w galerii Silesia City Center. Muszę kiedyś się tam przejść. Albo poczekać na jakieś promocje :)

    PS. Ojej ile kolorówki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam Twoje niezadowolenie związane z tym żelem. U mnie działał inaczej, ale rozczarowanie wcale nie było mniejsze. Szkoda, bo sądziłam, że dobre słowo innych osób przełoży się także na moje zadowolenie, lecz jak widać, nie ma kosmetyków pasujących wszystkim ;)

      Isanowy krem z mocznikiem mnie nie porwał, propozycja Anidy jest w mojej opinii o niebo lepsza. Z kolei masełka do ciała P&R mogłabym polecić każdemu. Zapach serii hipoalergicznej jest bardzo delikatny, ja wyczuwam w nim męskie nuty, a o działaniu możesz poczytać w licznych recenzjach. Ha! Mój niedawny rabat urodzinowy został już odpowiednio spożytkowany, dlatego też zachęcam i Ciebie do sprawienia sobie odrobiny przyjemności :D

      Promocje w Phenome są liczne, pojawiają się bardzo często - zarówno stacjonarnie, jak i w sklepie online. Myślę, że wówczas warto się na coś zaczaić :>

      A to kolorówkowe denko to żaden wyczyn, uzbierało się od jakiegoś czasu :)

      Usuń
  40. Krem do rąk od Anidy miałam i był dla mnie nawet spoko, ale moja mama się nim bardziej fascynuje, wręcz go uwielbia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od skóry i jej wymagań :) Nie można mu jednak odmówić fajnego działania :)

      Usuń
  41. mleczko do ciała z różą to mój pierwszy kosmetyk marki Korres, to dzięki niemu zapałałam do produktów taką miłością :D

    a pytanie mam, jak długo mniej więcej zużywałaś enzymatyk Phenome? zastanawiam się nad kupnem, ale pojemność mnie przeraża i rozważam zakup z kimś na pół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to mleczko okazało się dużym zaskoczeniem! Zwłaszcza, że za różanymi zapachami niekoniecznie przepadam, ale najwyraźniej zależy to od całości kompozycji. Na pewno je sobie kiedyś kupię, nie mam wątpliwości :)

      Co do peelingu enzymatycznego, to moim zdaniem, używając go regularnie i nie szczędząc na ilości, na pewno zużyjesz go w przeciągu sugerowanych sześciu miesięcy :)

      Usuń
  42. To się nazywają konkretne zużycia :)

    Z Twoich denkowców mialam krem do rąk z Anidy, który ogólnie polubiłam ale w sezonie zimowym dla moich przesuszonych dłoni był ciut za słaby.
    Miałam także olejek z Alverde, który uwielbiałam i który u mnie bardzo dobrze się spisywał.
    W chwili obecnej mam micel z L'Oreal i muszę powiedzieć, że jestem z niego naprawdę zadowolona. Do tej pory używałam Biodermy, która jest moim ulubionym micelem, ale póki co nie widzę znaczącej różnicy pomiędzy Bioderma a L'Oreal. W planach mam jeszcze przetestowanie micela z Garniera, który ostatnio jest bardzo zachwalany na łamach blogosfery.
    Mam także peeling do ust z Lush o zapachu gumy balonowej ale bardziej pod względem dzialania wolę peeling do ust z Pat&Rub.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dłonie w tym szczególnie mroźnym okresie również dopominają się o porządne nawilżenie, bo wystarczy chwila 'nieuwagi', a skóra od razu przesusza się na wiór :/ Moje odczucia więc pokrywają się z Twoimi.

      Micel z L`Oreal nie jest zły, bo zmywa makijaż całkiem dobrze, ale ma dla mnie kilka wad, które stawiają go znacznie niżej, niż Bioderma, która jest przede wszystkim szybsza w działaniu, no i nie pieni się na skórze, czego nie znoszę :P Propozycja Garniera, o której ostatnio tak głośno jest całkiem do rzeczy. Micel ten zdaje się być dosyć delikatny, nie pieni się (hura!) i dobrze rozpuszcza podstawowe kosmetyki :) Do tego ma sporą pojemność i przyjazną cenę :)

      O, tym porównaniem peelingów do ust jeszcze bardziej utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że warto sięgnąć po ten z oferty P&R. Dziękuję :)

      Usuń
  43. o matulu, ile tego :O chyba z sąsiadami zużywałaś? :P hihihi

    kocham i uwielbiam Patkowe masła! otulające czeka na swą kolej, a to z trawką cytrynową dawno temu uzywałam i się mocno lubiłam :D faktycznie mogliby dać jakieś nowe zapachy, bo troszkę nudą wieje :P
    peeling do łapek Phenome tez bardzo lubię, chyba nawet kupiłam go przez Ciebie! :) niby to tylko gadżet, ale dobrze mym dłoniom robi :D
    micela Biodermy uwielbiam! zdradziłam na chwilę z Lorealową, ale to pienienie doprowadzało mnie do szału! nigdy więcej! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dopuszczam sąsiadów do moich kosmetyków, o nie :D

      Otulające masełko jest boooooskie - szybciutko bierz się za nie :P Mnie by się zamarzyła taka wersja z mocno wyczuwalnym kokosem, albo jakąś malinką, czy innym owockiem <3

      Łapki są zdecydowanie zadowolone z tego peelingu! Gładkie, odżywione, w ogóle lepiej wyglądają. No i skórki wokół paznokci zyskują, a ja jestem w tym temacie wymagająca :D Teraz mam ochotę na peeling z L`Occitane, ciekawe, który okaże się lepszy :)

      No, to pienienie się L`Oreala mnie też wpieniało przy okazji ;) Bardzo tego nie lubię. Bioderma jest dla mnie bez wad :)

      Usuń
    2. zdenkuję tylko to co mam i się wezmę :) wierzę, że się pokochamy, taka jak z kremem do rąk z tej serii :) bo zapach mi znany i lubiany, a masła P&R są po prostu boskie! nie ma więcj innej opcji :D

      Usuń
  44. imponujące denko. znam kilka z tych kosmetyków - jantar, etiaxil, algi, glinkę, essie good to go. Zamierzam się bliżej zapoznać z kosmetykami Phenome.
    Pozdrawiam serdecznie i dołączam do grona obserwatorów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzysz zatem większość moich ulubionych kosmetyków :)
      Na markę Phenome koniecznie zwróć uwagę, być może znajdziesz w ich ofercie coś, co Cię wyjątkowo zainteresuje, a myślę, że warto dać się oczarować :)

      Dziękuję i również pozdrawiam :)

      Usuń
  45. miałam otwarty Twój tekst od kilku dni i nie mogłam dokończyć, bo zawsze coś, ale... przebrnęłam! i to z przyjemnością :) uwielbiam czytać posty denkowe, tyle się można dowiedzieć za jednym zamachem ;). dla mnie Phenome to wciąż zagadka, nie miałam żadnego ich produktu i nawet nie mam pomysłu, od czego zacząć, ale prędzej czy później zagna mnie w ich skromne progi, niech no tylko podenkuję jeszcze trochę swoich zapasów...

    Zdziwiło mnie, że napisałaś o możliwym ograniczeniu przetłuszczania po Jantarze. Ja go stosowałam przez dwa tygodnie, a potem odpuściłam i zapomniany stoi w łazienkowej szafce, bo właśnie miałam wrażenie, że dokłada cegiełkę do przetłuszczania. Ale to wszystko działo się latem, kto wie, czy nie zwalałam na Jantar tego, za co powinno oberwać się upałom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie rozumiem, że mogło nie być łatwo, bo nazbierało mi się tego troszku :) Sama też czytam czasami posty 'na raty, w biegu', bo coś akurat muszę zrobić, potem zapominam, wracam i tak w kółko ;)

      Z tego, co kojarzę masz chyba wrażliwą, ale tłustą cerę? Jeśli więc szukałabyś dobrego kremu, mogę polecić Active właśnie. Peeling enzymatyczny jest w mojej opinii świetnym produktem, ale wiem, że potrafi od czasu do czasu dać kopa, więc przed zakupem lepiej postarać się o próbkę :) Peeling do dłoni jest ekstra, lubię też maskę oczyszczającą - świetnie radzi sobie z moją bardzo przetłuszczającą się cerą :)

      Jantar i mnie zaskoczył tym działaniem. Wcieram go w skórę głowy zwykle wtedy, gdy włosy są suche i nie obciąża mi ich nic a nic. Dziewczyny jednak skarżą się na takie jego działanie, więc całkiem możliwe, że jestem jakimś odchyleniem od normy ;P Tak, czy siak, daj mu szansę, a nuż Cię zaskoczy :)

      Usuń
  46. lubie wszytsko z ekospa ;]
    mi bloker ziaji krzywdy nie robi, szampon mam na liscie zakupowej,
    teraz zaopatrzylam sie w nowsoc szwartzkopfowej stajni szampon i maska z rekomendacja claudia sziffer ;]

    OdpowiedzUsuń
  47. Dużo, dużo - widzę na temat kilku produktów mamy podobne zdanie... zostaję na dłużej ;))))

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Megdil Blog , Blogger