środa, 11 grudnia 2013

ZAO, Matujący Puder w kompakcie

Jako że cerę mam wybitnie tłustą, puder w mojej kosmetyczce zajmuje jedno z honorowych miejsc. Wspominałam już wcześniej, że jestem w stanie w pewnych sytuacjach zrezygnować z podkładu na rzecz korektora i pudru matującego. Ba, nawet korektor czasami pozostaje nietknięty, ale puder (wespół z różem) być musi.
Jakiś czas temu przedstawiłam Wam pokrótce swojego matującego, prasowanego ulubieńca, który poprzeczkę postawił wysoko (Blot Powder z MAC). Moja sympatia do niego nie przeszkadza mi jednak ani trochę w poszerzaniu doświadczenia poprzez próbowanie coraz to nowych formuł. Ta ciekawości droga doprowadziła mnie do asortymentu firmy ZAO (nie bez znaczenia były tutaj pochlebne opinie krążące w sieci jakiś czas temu). Po krótkiej analizie, zdecydowałam się na odcień 303, mianowany jako Brązowy Beż.
Jak sprawdził się u mnie?




Zacznę od tego, że kwestie użytkowe mnie nie zachwyciły - mimo iż zdecydowałam się na zakup doskonale wiedząc, jak wygląda puderniczka. Bambus i magnes. Całkiem urocza inność, a w dodatku w całej swej niefunkcjonalności zapewniająca tańsze eksploatowanie produktu w dłuższej perspektywie, bowiem wkład jest tutaj wymienny. Dzięki tej przygodzie przekonałam się, jak niedoceniane są tak czasami oczywiste udogodnienia, jak wbudowane lusterko, czy zaopatrzenie puderniczki w puszek. Oczywiście, używam dołączonych do pudrów puszków, bo w ciągu dnia są nieodzowne przy szybkiej poprawce całego makijażu. Aby więc ułatwić sobie całe przedsięwzięcie, wzbogaciłam bambusową pudernicę w ów puszkowy aplikator. Gorzej z lusterkiem ;)

Kolor kosmetyku okazał się kolejną nie do końca zadowalającą mnie kwestią. Po pierwsze, do wyboru mamy pięć odcieni. Nie chciałabym wnikać w nazewnictwo, ale przecież to ono często jest indykatorem naszych wyborów, zwłaszcza, jeśli zakupu dokonujemy online. A co my tu mamy? Porcelanę, Pomarańczowy Beż, Brązowy Beż, Capuccino i Mleczną Czekoladę. Większość z nich brzmi dla mnie groźnie, postawiłam więc na najbardziej bezpieczną w moim odbiorze opcję - Brązowy Beż, który wcale nie jest brązowy, a i nazwanie go beżem jest dla mnie sprawą mocno dyskusyjną. Ja widzę w nim silne pomarańczowe tony, a gdy dołożę do tego fakt, że puder nie jest do końca transparentny, to w efekcie sama aplikacja wymaga sporej uwagi. Chyba, że niestraszne nam pomarańczowe placki na licu.




Działanie kosmetyku podsumuję krótko. Efekt zmatowienia tuż po aplikacji jest bardzo przyzwoity, choć dosyć płaski, a wiem, że nie każdemu taki odpowiada. Mnie to akurat nie przeszkadza. Zresztą, stan ten nie trwa u mnie długo, bo po dwóch godzinach zwyczajnie muszę sięgnąć po matującą bibułkę.
Warto zauważyć, że nałożenie pudru z uwagą pomoże delikatnie wyrównać koloryt cery - oczywiście bez cudów, lecz wciąż poczytuję to za jego zaletę.
W tym miejscu jednak pojawiają się schody, a puder zaczyna pokazywać swoją kapryśną naturę. Próbowałam go łączyć z różnymi podkładami, nosiłam też solo, czy w połączeniu z korektorem. Każdy podkład (tradycyjny, czy mineralny) dawał mu doskonałe warunki do tworzenia na skórze maski. W dodatku pomarańczowo-brzoskwiniowo-różowej. Nie był to efekt przerażający (choć wiem, że tak brzmi), ale dla mnie zauważalny i mało komfortowy. Ta jego kłopotliwa właściwość spowodowała, że najchętniej nosiłabym go solo, ale nie zawsze moja problematyczna cera mi na to pozwala. To kolejna rzecz, która odwodzi mnie od ponownego zakupu.

Poniżej możecie zobaczyć, jaką puder reprezentuje trwałość na mojej tłustej cerze. Solo, bez podkładu.
Zdjęcie wykonałam po kilku spędzonych z nim godzinach, w słoneczny dzień - stąd ślady po okularach na nosie ;) Widać doskonale, że kosmetyk zbiera się w zagłębieniach skóry (patrz: okolice ust). Dodatkowo, lubi warzyć się w najbardziej tłustych partiach twarzy (patrz: nos), a oprócz tego przejawia ciągoty do podkreślania rozszerzonych porów i suchych skórek.




Konkludując. Ideałem nie jest i nim nie zostanie, bo na kolejną szansę zwyczajnie nie zasłużył. Dużym jego plusem jest skład i cała naturalna filozofia przyświecająca marce ZAO. Fakt, iż nie przysporzył mi wypryskowych rewelacji również wart jest zaznaczenia. Dla mnie jednak zalety te nie równoważą wad, które puder ze sobą niesie, zwłaszcza, że jego cena (73 zł, nie pamiętam dokładnej ceny wkładu, lecz oscylował on w granicach 40-50 zł) nie należy do najmniejszych.


Miałyście do czynienia z tym pudrem? Znacie markę ZAO?


Pozdrawiam Was,
Megdil

58 komentarzy:

  1. znam tę markę jedynie ze słyszenia/ mam ochotę na ich produkty, ale na ten puder na pewno się nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ten puder wyleczył z chęci przetestowania innych ich produktów. W sieci wciąż mało jest zróżnicowanych opinii, a po reklamowych zdjęciach trudno zorientować się w kolorystyce, o ewentualnych efektach nie wspominając :(

      Usuń
  2. O marce słyszałam, ale nie próbowałam i raczej nie spróbuję ;)
    Mam Blot'a, z tego jest miłość. Tyle w temacie ;)

    Podoba mi się lakierowy spis, fajnie wszystko mieć w jednym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego konkretnego kosmetyku nie polecam, a pozostały asortyment też do mnie nie woła.
      Blot, to inna para kaloszy, nie bez powodu stał się dla mnie bezpośrednim wyznacznikiem dobrego pudru prasowanego. Nie wykluczam, że są lepsze - dlatego próbuję nowych rzeczy, ale powrót do niego będzie nader miłym wydarzeniem :)

      A dziękuję, przy okazji zrobiłam lakierowy porządek :D

      Usuń
    2. Blot jest naprawdę świetny :) Choć następnym razem sięgnę chyba po Prep + Prime, bo chcę i jego wypróować ;)

      Usuń
    3. Prep+Prime w wersji sypkiej? Ja również mam zamiar go wypróbować, choć on chyba nieco mniej matuje. Teraz mam Studio Fix Powder w obrotach, ale co Blot, to Blot :)

      Usuń
    4. Hmmm... Teraz to już nie wiem, czy nie chodziło mi o Studio Fix... Nie ogarniam jeszcze MACa ;P

      Usuń
    5. M., jeszcze tyle do odkrycia przed nami :D

      Usuń
  3. Ja od niedawna mam Stay Matte z Rimmela i jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam go swego czasu na uwadze, jednak przed zakupem hamuje mnie jego mocna tendencja do zapychania cery, no i obawiam się, że mojego obfitego w ilości sebum nie ogarnąłby jak należy :(

      Usuń
  4. Kolor mnie przeraził! Pomarańcz!
    To ostatnie zdjęcie - jakbym widziała swoją skórę po kilku godzinach z pudrem, identycznie się u mnie "osiadają", z tym, że mam tak z każdym pudrem, który do tej pory kupiłam ;) I również po 2 godzinach muszę już się poprawić, bo błysk staje się trudny do opanowania....eh, my tłuściochy ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to spróbuj sobie wyobrazić moje przerażenie, gdy zamówiona przesyłka do mnie dotarła :D Na szczęście na twarzy wygląda to nieco delikatniej, ale do natury wciąż mu daleko.
      Z matujących kompaktów mogę polecić Blot właśnie oraz prasowane meteoryty z Guerlain. Te dwa pudry trzymają poziom. Niczego tańszego i równie dobrego nie udało mi się jeszcze znaleźć :/

      Usuń
    2. No właśnie, tylko te dwa znacznie przekraczają mój budżet :D Ech, trzeba będzie kogoś namówić na prezenty ;))

      Usuń
    3. Czytałam też wiele dobrego o pudrze z Maybelline (Dream Matte Powder), używałaś może? :)

      Usuń
    4. Dawno, dawno temu - niestety w tym momencie już nie pamiętam jak się sprawował. Ale skoro do niego nie wróciłam, to szału nie zrobił ;)

      Usuń
  5. Szkoda, że się nie do końca sprawdził. Sama jestem posiadaczką przetłuszczającej się cery i od siebie mogę polecić puder matujący Kryolan. Wypróbowałam wiele różnych pudrów, ale właśnie ten okazał się najlepszy dla mojej cery.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też żałuję, bo dobry puder jest na wagę złota.
      Dzięki za polecenie, ale powiedz proszę, na myśli masz puder sypki, czy prasowany?

      Usuń
    2. Tak, chodzi mi o puder sypki :) Występuje w jednej wersji, bo jest biały (na twarzy transparentny) i akurat tu mamy pewność, że nie będzie wtopy z kolorem ;)

      Usuń
    3. A wiesz, że chyba się na niego skuszę :) Znalazłam sensowną pojemność (20 g), a zwykle widywałam go w ogromnych pudełkach 60 g i to mnie mocno hamowało. Gdy zużyję moje sypańce zobaczę, jak sprawdzi się Kryolan.
      Raz jeszcze dziękuję :)

      Usuń
  6. Jak wykończę Isa Dorę to będę miała dylemat między pudrem z Bell i Blotem z Maca ;D Przypuszczam, że zadecyduje stan mojego portfela. Rzeczywiście na każdym zdjęciu wyglądasz inaczej. W porównaniu do poprzednich to jakbym zupełnie inną osobę widziała !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ rozstrzał :D Bell? A który masz na myśli? Nad Blotem nie będę się już rozpływać, lecz jestem bardzo ciekawa, co byś na niego powiedziała. Sądząc po Twoich preferencjach, polecam Ci wypróbowanie go najpierw w salonie, bo na moje on daje raczej solidny mat. Nie jest dla mnie płasko-płaski, ale delikatnego choćby rozświetlenia próżno od niego wymagać.

      A moja podobizna? Cóż, czasami moja Rodzina ma problem, by mnie na zdjęciach rozpoznać. Zaznaczam od razu, że krzty zaawansowanej photoshopowej ingerencji w nich nie ma :D

      Usuń
    2. Nad tym http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=44848 chociaż jak tak patrzę to w moim przypadku największym problemem jest dobór koloru :D Jak właściwości mi odpowiadają to kolorystyka woła o pomstę do nieba ;P

      Usuń
    3. Kolorystyka to odrębny temat w ogóle. Denerwuje mnie to, że nawet w tych selektywnych markach gama jest uboga, albo mocno uzależniona od kontynentu. To drugie może i ma swoje słuszne podstawy, ale jednocześnie bardzo ogranicza. Doprawdy jestem pełna podziwu dla tych alabastrowych, czy po prostu bardzo bladych dziewczyn, które radzą sobie z zakupem podkładów w przyjaznych odcieniach ;)

      Usuń
  7. I tak jestes sliczna :-D :-D. Ja mam cere sucha czasami przechodzaca w bardzo sucha. Glownie pudrow uzywam brazujacych. Mam jeden puder wykonczeniowy Guerlain i jeszcze taki w mgielce z Diora. Oba sa swietne ale co do matowienia nie moge sie wypowiadac bo za bardzo nie ma czego matowic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;D
      Pamiętam, że miałam kiedyś ochotę na puder w mgiełce, z Guerlain bodajże. Cudowny był, od opakowania przez zapach po piękny, połyskliwy efekt na skórze. Jednak przy mojej tłustej cerze mogłoby się skończyć jedną wielką świecącą bombką ;)

      Usuń
  8. Na uwagę rzeczywiście zasługuje naturalny skład tego kosmetyku, dla mnie sam design też jest piękny. Jestem fanką takich niebanalnych rozwiązań choć też nie lubię braku puszka. Szkoda, że praktyce nie jest już taki świetny czego oczekiwała bym za taką cenę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Design jest niespotykany i na pewno przyciąga oko :) Ale summa summarum mało to praktyczne, zdecydowanie brak tu lusterka i dołączonego puszka. Jakkolwiek tę drugą sprawę można sprawnie załatwić, bo puszek zmieścił mi się do środka, tak gorzej z lusterkiem - musiałam nosić dodatkową puderniczkę ;)

      Usuń
  9. Wyglądasz ślicznie na tym zdjęciu!
    Niestety czytałam więcej negatywnych niż pozytywnych recenzji produktów Zao. Moim zdaniem design jest ciekawy, chociaż na pewno niefunkcjonalny, a i skład wart uwagi. Niestety jeżeli produkt się nie sprawdza to nawet najlepsze składniki go nie uratują. Nazwy kolorów faktycznie wzięte z kosmosu, poza Porcelaną, wszystkie brzmią niezachęcająco. Maca niestety ciężko będzie przebić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Gdy ja kupowałam ten puder, większość opinii (których dużo zresztą nie było) zachwalała ZAO. Ale masz rację, aktualnie zdania są bardzo zróżnicowane.
      Dla mnie zawsze najważniejsze jest działanie, więc gdyby puder był dobry, coś bym wymyśliła, by te niedogodności w postaci braku lusterka, czy puszka zniwelować.
      W kwestii składu też przyznam Ci rację. Co z tego, że przyjazny, skoro całość nie przynosi satysfakcji :(

      Usuń
  10. Ważenia na skórze nie znoszę;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tłustej cerze, niestety, wiele produktów wykazuje taką właściwość. Ciężko temu nawet zapobiec, czasami sprawdzają się w tym bazy, ale to odrębny temat.

      Usuń
  11. Pamietam, ze kiedy ta marka pojawila sie w Biolanderze to bardzo sie na ich produkty napalilam. Ulzylam sobie bronzerem... Nie czesto po niego siegam, jest mocno rozswietlajacy, drobinki nie sa nachalne acz widoczne. Kolorowke ciezko jest jednak zamiawiac przez internet.
    Dobrze, ze puder nie zrobil Ci kuku :)
    Ja od siebie nie moge niczego polecic, mam tylko puder sypki MUF HD ale boje sie go uzywac za czesto bo wydaje mi sie, ze zapycha? Mozliwe, ze to moje fanaberie... Mocno matuje i na dosc dlugo ale podkresla zmarszki dlatego wole sie po prostu swiecic ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, gdy na nich trafiłam, chciałam od razu kupić podkład, puder, tusz do rzęs, nawet korektor mnie zainteresował. Na szczęście zdrowy rozsądek wziął górę. Na dzień dzisiejszy nie mam ochoty na dalszą przygodę z ZAO.
      Oj, zdecydowanie. Zakup kolorówki przez internet należy do najbardziej niewdzięcznych. Wczoraj byłam zmuszona zamówić sobie podkład, niemalże całkowicie w ciemno. Jestem ciekawa, co z tego wyjdzie ;)

      HD z MUFE bardzo lubię. Nie wiem, czy krzemionka sama w sobie przejawia właściwości zapychające, ale nie wydaje mi się. Moja cera jest bardzo wrażliwa na tego rodzaju rewelacje, a HD nigdy nie zrobił mi krzywdy pod tym względem :) Z drugiej strony, każda skóra może reagować inaczej, więc nie ma co uogólniać. Naprawdę podkreśla zmarszczki u Ciebie? Moją cerę zdarzyło mu się delikatnie przesuszać, ale to jedyne, co mogłabym mu zarzucić. Ukrywał moje pory i całą twarz 'zmiękczał'. Polubiłam go bardzo i na pewno jeszcze u mnie zawita :D

      Usuń
    2. Co do HD jak napisalam, wydaje mi sie...pewnosci nie mam ale kilka dni z nim pod rzad nie robi mojej cerze dobrze, byc moze robi przesusz i dlatego skora sie broni, mocny zawodnik z niego. Ostatnio dosc czesto goscil na mojej twarzy i masz babo, gula na srodku czola- chociaz na czole juz dawno nic nie mialam.
      Wlasnie doczytalam, ze ten puder masz solo na buzi :) to i tsk wyglada niezle. U mnie pewnie by go juz nie bylo ;) chociaz wazenia sie to malo kto lubi, jesli ktokolwiek...

      Usuń
    3. Tak na marginesie to musze przyznac, ze dzielna niewiasta jestes :) Dalas rade go wykonczyc mimo, ze sprawial takie niespodzianki. U mnie by wyladowal w koszu albo u mamy u ktorej sprawdza sie wszystko co dla mnie jest bublem. Mama sie cieszy i mnie serce mniej boli.

      Usuń
    4. Jestem zahartowana w boju :P A tak poważnie, kieruję się zasadą, że jeśli coś mi nie szkodzi, to jestem w stanie to zużyć. Nie lubię wyrzucać kosmetyków, czy rzeczy, z których ktoś inny mógłby zrobić pożytek, więc tak, jak Ty, chętnie się dzielę w takich sytuacjach. Zwykle z korzyścią dla innych, co bardzo mnie cieszy :)

      Usuń
  12. cieszę się ,że moja skóra jest jednak sucha, może szybciej zmarszczki ale nie mam problemów :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ines, Ty tak dbasz o cerę, że zmarchy nie powinny być Ci straszne :D
      Ileż ja bym dała, by cerę mieć normalną... Tak mocne przetłuszczanie się potrafi dać w kość :(

      Usuń
    2. Dbam :) ale nic w przyrodzie nie ginie Kochana :), i mi się pojawią :)
      Ja czasami narzekam ,że mam suchą, ale jak czytam z jakimi problemami się borykacie, to przestaję narzekać, chyba jednak łatwiej zadbać o nawilżenie niż doprowadzić tłustą cerę do normalnej :/

      Usuń
    3. Ludzie zwykle mają taką przypadłość, że chwalą cudze, a na swoje narzekają, bez obiektywnego spojrzenia na problem. U mnie lekko nie jest, bo nie dość, że cerę mam tłustą, to i trądzikową. Ale cieszę się, że inne przypadłości mi nie doskwierają.
      Ty masz piękną cerę i powinnaś się z niej cieszyć :*

      Usuń
  13. Nie znam tej marki, opakowanie jest na prawdę śliczne, szkoda, że za tym nie idzie jakość :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowanie jest bardzo sympatyczne, gdy się na nie patrzy. W użyciu nie jest już takie przyjazne, niestety. A jakość... Cóż, nie tego spodziewałam się za tę cenę :(

      Usuń
  14. O marce ZAO słyszę po raz pierwszy. Niezaprzeczalny plus to puderniczka, mimo że nie funkcjonalna to po prostu piękna, oraz fakt, że nie wyrządził krzywdy. Szkoda jednak, że trwałość, kolor i matowienie pozostawia wiele do życzenia :( Pozostanę na razie przy moim pudrze bambusowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby do tych wszystkich minusów doszły jeszcze jakieś krzywdy na mojej skórze, poczułabym szpilkę w sercu ;)
      Puderniczka rzeczywiście jest ciekawa - inna, stąd pewnie pozytywny jej odbiór :) U mnie bambusowy puder się nie sprawdził, próbowałam go nawet mieszać z innymi sypańcami, ale w żadnym połączeniu mnie nie zadowolił :(

      Usuń
  15. piękna Ty moja :* o Zao słyszałam, nawet miałam ochotę coś zamówić, chyba róż, ale mi przeszło jakoś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musi być prawdziwe uczucie, skoro nawet zwarzony na moim nosie puder nie przeszkadza Ci mnie komplementować :D :*
      I bardzo dobrze, że Ci przeszło. Twoją uwagę mogę przenieść na dziesiątki innych wartych jej rzeczy :D

      Usuń
  16. Nie miałam do czynienia z tą marką i jeżeli chodzi o ten produkt, to widzę, że wiele nie straciłam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje zdanie opiera się na efektach, które widzisz na zdjęciu - a to niezbicie pokazuje, jak puder zachowuje się na twarzy :/
      Według mnie nie straciłaś nic, a dodałabym nawet, że zaoszczędziłaś 73 zł :D

      Usuń
  17. Dla mnie za drogi i widać z tego co piszesz, że nie jest wart swojej ceny, ale przyznać muszę, że opakowanie ma śliczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sugerowanej ceny wart nie jest, to pewne. No, przynajmniej dla mnie. Opakowanie może zauroczyć w pierwszym kontakcie, później jego braki zaczynają doskwierać :)

      Usuń
  18. Bardzo podobają mi się opakowania ich kosmetyków. Dla mnie najlepszym pudrem matującym jest puder ryżowy bądź skrobia ziemniaczana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pudru ryżowego jeszcze nie próbowałam. A masz jakiś konkretny na myśli? Widziałam taki w Kryolanie.

      Usuń
  19. faktycznie nieco się na nosku Twym zwarzył :/ ale i tak wyglądasz ślicznie! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Marti, kochana jesteś :D :*

      Usuń
  20. W sumie to masz rację, jeśli w ciągu dnia sięgamy po taki puder, aby zobaczyć jak nasza twarz się ma... taka puderniczka bez lusterka, jest niezłym akuku. Mnie męczy jedna rzecz, mianowicie każde moje oprawki ściągają mi podkład z pudrem z nosa, irytująca strasznie sprawa. Jeśli do tego dorzucimy włażenie w pory, robienie zmarch, to nie wiem jakie bym musiała mieć serce, aby zmęczyć taki kosmetyk do końca :P
    Swoją osobą dodałaś mu uroku :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmieję się z przekąsem, że to może celowe zagranie? Nie dodali lusterka, by szydło z worka za szybko nie wyszło :P

      Z oprawkami mam ten sam problem :/ Najbardziej przeszkadza mi to latem, bo bez przeciwsłonecznych nie jestem w stanie ruszyć się z domu (mrużenie oczu, łzawienie, do tego noszę soczewki). W domu zawsze mam na nosie okulary korekcyjne, więc ślady po nich zdążyły się już wpisać w mój wygląd - czerwone placki nie wyglądają zachęcająco. Denerwuje mnie to bardzo, ale skutecznej pomocy w tym problemie jeszcze nie znalazłam. Zauważyłam, że baza trochę niweluje to ścieranie się podkładu, ale też nie w każdej sytuacji, więc to swoista ruletka. Wydaje mi się, że DW Light chyba utrzymywał tę sferę w ryzach, jako jedyny podkład ;)

      Ja wychodzę z założenia, że jeśli coś mi nie szkodzi, to zużywam, takie mam gołębie serce :D
      :*

      Usuń
    2. Mnie problem okularów również dotyczy, tzn. nie samych okularów, bo to dla mnie nic złego, a ścierania podkładu :/ Irytujące bardzo... Że nikt jeszcze nic w tym temacie nie wymyślił, dziwne :)

      Usuń
  21. Nie znam tej firmy, opakowanie wyglada ciekawie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...