czwartek, 5 grudnia 2013

Denko

Witajcie :)

W ramach wpisów porządkowych przybywam dziś z projektem denko :)
Kilka krótkich recenzji w pigułce zawsze wzbudza moje zainteresowanie u Was, myślę więc, że wpisy tego rodzaju na stałe zagoszczą i u mnie.

Proszę, oto część mojego denkowego koszyka:




1. Chanel, Energizing Multi-Protection Eye Gel Anti-Puffiness/Dark Circles.
Nazwa długa, obietnice zacne, działanie żadne. Na całe moje szczęście z workami, mocnymi opuchnięciami, czy upierdliwymi cieniami w okolicach oczu problemów nie mam. I tylko dlatego krem nie odniósł sromotnej klęski, albowiem jedyne, czego od niego oczekiwałam to dobre nawilżenie i odpowiednie zadbanie o delikatną skórę w tych okolicach. Niestety, nie mogę powiedzieć, że na tym polu działanie jego zwaliło mnie z nóg, gdyż wraz z pierwszym podejściem stał się głównym i jedynym podejrzanym winowajcą przesuszenia moich powiek, a po przerwie okazał się bardzo przeciętnym nawilżaczem. Szybko się wchłaniał i nie kolidował z makijażem, dlatego go zużyłam. W mojej opinii absolutnie nie jest wart nawet ułamka ceny, którą trzeba za niego zapłacić. Zdecydowanie nie polecam.

2. Chanel, Purete Ideale, Blemish Control.
To, że skórę mam trądzikową jest żadną tajemnicą. Podobnie jak to, że wszystko, co w nazwie posiada znamienne 'blemish control' potencjalnie znajdzie się w kręgu moich zainteresowań. Tak też stało się z punktowym żelem od Chanel, nad którego działaniem rozwodzić się nie będę. Bo nie ma nad czym. W zasadzie aplikowanie go na wypryski rodzaju wszelkiego było czystą fanaberią, urosłą na gruncie mojego przekonania do zużywania kosmetyków, które mnie nie krzywdzą ;) Niczego złego mi nie robił, pomocy też z jego strony nie uświadczyłam. Totalnie neutralny kosmetyk, którego mogłoby nie być. Żałuję, bo nadzieje pokładałam w nim spore.

3. Chanel, Hydramax+Active Nutrition, Lip Care.
Przedstawiciel chanelowej gromadki, który niejako ratuje jej honor. Nawilżający balsam do ust to jeden z moich podstawowych kosmetyków. Używam codziennie, z religijnym niemalże zacięciem, choć zdarzy mi się zgrzeszyć i pominąć ów rytuał. Stąd też od kosmetyków tego rodzaju oczekuję natychmiastowego, ale i długotrwałego działania. Hydramax+Active okazał się całkiem dobrym nawilżaczem, który również w stanach chorobowych stanął na wysokości zadania - grypa moich ust nigdy nie oszczędza. Balsam nie jest pozbawiony wad, gdyż długotrwałego działania tu nie zauważyłam, głębokiej regeneracji ust również nie doświadczyłam. No i zapach był kiepski, ale to rzecz gustu. Podsumowując - dobry, ale znam lepsze :)

4. Nuxe, Reve de Miel, Lip Balm.
O, właśnie. To ten najlepszy :) Doskonały pod każdym względem. Nawet słoiczkowe opakowanie mi nie przeszkadza - stosuję go tylko w domu. Wspaniale nawilża i odżywia usta. Genialnie je regeneruje. Pachnie smakowicie - czegoś więcej oczekujecie od balsamu do ust? Ja nie :)

5. Korres, Wild Rose Brightening Eye Cream SPF 15.
Pełną recenzję możecie przeczytać tutaj. Dodam tylko, że bardzo dobrze nawilżał, był wydajny, przyjazny we współpracy, odrobinę rozjaśnił mi skórę w zewnętrznych kącikach oczu. Ponadto ma świetne opakowanie, które pozwoliło mi zużyć krem do ostatniej kropli. Polubiłam i zachęcam Was do wypróbowania :)




1. Green Pharmacy, Masło do ciała Olej arganowy i Figi.
Masło wygrałam u M., z czego niezmiernie się ucieszyłam, wszak kosmetyków do pielęgnacji ciała nigdy dość (taaa, a w której kategorii myślę inaczej? :P). Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to zapach. Ani to argan, ani figi. Miks obydwu motywów również mi tu nie pasuje. Jest po prostu charakterystyczny i myślę, że nie każdemu się spodoba. Mnie nie do końca pasował, ostatecznie jednak stał się neutralny. Działanie natomiast do pewnego stopnia mogę pochwalić, gdyż masło okazało się bardzo dobrym nawilżaczem. Z czasem jednak mnie uczuliło, co skutkowało wysypką głównie w okolicach ramion. Zużyłam, ale nie sięgnę po nie ponownie. M. natomiast raz jeszcze - dziękuję :)

2. Organique, Shea Butter Body Balm, Cranberry.
Balsam o konsystencji bardzo (!) zbitego masła, niezwykle treściwy. Z pewnością nie jest uniwersalnym nawilżaczem, który sprosta wymaganiom większości, głównie z powodu tłustej warstwy, którą pozostawia na długo po aplikacji. Wchłania się wolno, lecz mnie to nie przeszkadza, zwłaszcza, że zastosowanie znalazł w wieczornej pielęgnacji. Ponadto wspaniale pachnie i jest całkiem wydajny. Pewnie jeszcze po niego sięgnę :)

3. Kings&Queens, Honey&Miel Body Butter.
Masełko kupiłam niegdyś w TKMaxx, za mniej, niż 20 zł, o ile dobrze pamiętam. Właściwości pielęgnacyjne wspominam przyjemnie. Kosmetyk wygładzał skórę i świetnie ją nawilżał. Ciężko jednak było go rozsmarować na ciele, gdyż rozmazywał się niemiłosiernie, bieląc przy tym skórę (pobił tu nawet masełko Mythos). Konsystencję miał dość zbitą, treściwą, która wchłaniała się raczej wolno. Wydajność jego oceniam wysoko. Zapach raczej z tych dyskusyjnych. Na mój nos był zbyt intensywny i z czasem po prostu drażniący. Do dostania w Douglasach (tu cena waha się w okolicach 50 zł), lub sporadycznie w TKMaxx.




1. Avene Cleanance, Żel oczyszczający do skóry tłustej i trądzikowej.
Pełną recenzję znajdziecie tutaj. To moje kolejne zużyte opakowanie, nadal jestem z niego zadowolona i z pewnością zagości u mnie ponownie.

2. La Roche-Posay, Płyn micelarny.
Miceli zabraknąć u mnie nie może. Ten z LRP jest jednym ze stałych moich bywalców. Uważam go za dobry kosmetyk, choć nie najlepszy (tu niezmiennie prym wiedzie Bioderma Sensibio). Niemniej z makijażu szybko mnie wyzwala, nie podrażnia ani skóry, ani oczu. Jest skuteczny i wydajny. Będę wracać.

3. Pat&Rub, Tonik.
Choć nie doczekał się jeszcze odrębnego tematu na moim blogu, zyskał miano mojego absolutnego ulubieńca w tonikowej kategorii. Jako pierwszy był w stanie przekonać mnie do zasadności stosowania produktów tego rodzaju. Owszem, wiele toników przeszło przez moje ręce wcześniej, jednak żaden tak namacalnie nie pokazał mi, ile ten proces znaczy w całym procesie pielęgnacyjnym. Łagodzi, doczyszcza ewentualne uchybienia demakijażowe, odświeża, a do tego wszystkiego działa antybakteryjnie. Polecam z całego serca! Rzecz jasna, spotkamy się jeszcze nie raz jeden :)





1. Phenome, Blossom Therapeutic Mask.
Niedawno pisałam o niej szerzej, kilk. Więcej do dodania nie mam. No, może poza moją radością, wynikającą z faktu, że słoik wreszcie pokazał swoje czyste dno ;)

2. Organique, Ghassoul Clay.
Glinka marokańska zapoczątkowała moją fascynację glinkami w ogóle. Tę z Organique mogę Wam z czystym sumieniem polecić. Doskonale oczyszcza cerę, pozostawia ją przyjemnie miękką i delikatnie nawilżoną. W działaniu oczyszczającym nieco słabsza od zielonej, ale te dodatkowe właściwości nawilżające sprawiają, że chcę do niej wracać. Poza tym, jest banalnie prosta w przygotowaniu - idealną konsystencję uzyskuję bez większego wysiłku. Wrócę, to przesądzone :)




1. John Frieda, Sheer Blonde, Szampon do włosów blond.
Zaskoczenie wcale duże! Trafił do mnie bodaj z okazji jakiejś promocji. W moich oczach jest to typowy, drogeryjny szampon, więc i w stałej swojej cenie na pewno nie skusiłby mnie do zakupu. Skupię się jednak na działaniu, za które moje włosy go polubiły. Dobrze myje, nie wysuszając przy tym i nie plącząc ich okrutnie. Ma ciekawy zapach, jest wydajny, mocno się pieni i co ważne - nie podrażnił mi skóry głowy. Nie jest to, rzecz jasna, szampon, który rozjaśni włosy. Da się jednak zauważyć podkreślenie ich blasku i słonecznych refleksów. Niespodziewanie jestem na tak :)

2. L`biotica, Biovax, Maska do włosów Keratyna+Jedwab.
Ta maska gości u mnie od dawna. Początkowo mnie zniechęciła - trzymałam ją na włosach ponad godzinę, pod czepkiem i ręcznikiem (= poświęcenie ;)), a ona dała efekt spuszonej, wysuszonej czupryny. Znalazłam jednak na nią sposób i tym samym, nakładana nieoszczędnie na 20-30 minut, sprawiała, że kosmyki były zdyscyplinowane i odżywione. Nie jest wybitnym nawilżaczem, ale wciąż uważam ją za udaną pozycję, do której w przyszłości wrócę. Nakładana raz w tygodniu służyła mi przez kilka miesięcy. W dodatku ma całkiem przyjemny zapach, choć chemiczny, ostrzegam :)

3. Ecospa, Olej ryżowy zimnotłoczony.
Uczestnik w moim sumiennym olejowaniu, który niestety na wysokoporowatych włosach, których jestem posiadaczką, niewiele zrobił. Właściwie nic. Uratował go olej jojoba, z którym ryżowy często mieszałam. Ze swojej strony nie polecam, choć wiem, że na włosach innej porowatości może ukazać lepsze swoje oblicze.




1. Poshe - top coat, o którym rozlegle pisałam tutaj.

2. Seche Vite - podobnie do poprzednika, odsyłam do recenzji porównawczej klik.

2. INGLOT, Cuticle Oil.
Preparat do skórek to mój stały kompan, a oliwka z Inglota sprawdziła się w tej roli nie najgorzej. Całkiem nieźle nawilżała i okazała się niesamowicie wydajna. Szkoda, że pędzelek nie jest dłuższy, bo aplikacja produktu, gdy jego dni były już policzone, nie należała do najłatwiejszych. Zapach z tych 'normalnych', niczym mnie nie porwał. Najważniejszą rolę spełnia tu systematyczność, gdyż oliwka użyta od święta nie nawilży, ani tym bardziej nie zregeneruje zaniedbanych skórek. Ot, przeciętniak.

4. Delia, Coral, Zmywacz do paznokci.
Mój ulubiony :) Od długiego już czasu używam tylko jego i nie w głowie mi zmiany. Owszem, ma w składzie Aceton, więc przestrzegam zagorzałych przeciwników. Jednocześnie donoszę, iż nigdy paznokci ani skórek mi nie przesuszył, świetnie radzi sobie z każdym lakierem. O rozmazywaniu emalii nie ma mowy, jest wydajny, ma przyjazną pojemność i cenę, a zapachem nie odstrasza. Moją ulubioną wersją jest różowa (/czerwona?). Polecam Wam go serdecznie :)




1. Phenome, Fresh Mint Heel Pumice.
Wiem, peeling do stóp jawić się może jako zbędna zbędność. Cóż, u mnie jest dopełnieniem pedicure :) Ten z Phenome świetnie złuszcza martwy naskórek, wyczuwalnie wygładza stopy, odświeża je, a oprócz tego ma działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne. Pomyślano tu o wszystkim i za to wszystko lubię go mocno. Nie wyobrażam sobie jednak płacić za niego pełnej ceny, dlatego rabaty wyprzedażowe wyjątkowo sprzyjają jego nabyciu :)

2. Phenome, Regenerating Hand Balm.
Krem do rąk z linii migdałowej należy do ścisłej czołówki moich ulubieńców. Zimową porą sprawdza się u mnie świetnie, gdyż konsystencję ma treściwą, rozprowadza się lekko i bezproblemowo, jednak nie wchłania się w ultra szybkim tempie, co w przeznaczeniu regeneracyjnym ma rację bytu. Skórę na dłoniach nawilża, wygładza i chroni. Ponadto wielbię jego zapach, nie lubię zaś opakowania, które ma wybitnie nieporęczną zakrętkę.


To tyle. Ale nie, to nie wszystko - po prostu nie chcę Was zamęczyć :P

Znacie coś z mojej zużytej gromadki? A może coś Was szczególnie zaciekawiło?


Pozdrawiam Was,
Megdil

104 komentarze:

  1. Piękne denko:) mam w nim kilku swoich ulubieńców;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak nie lubię mazideł w słoiczkach, tak Nuxe mnie skutecznie kusi. Chyba najwyższa pora się przemóc ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo. Jeszcze nie znalazło się takie by mnie zadowoliło.

      Usuń
    2. Ja też wolę sztyfty, ale o dziwo, większość moich ulubionych mazideł do ust jest w formie słoiczkowej. Jeśli produkt jest dobry, opakowanie schodzi na dalszy plan, albo w ogóle traci znaczenie :) Nuxe Wam polecam, jest naprawdę świetny.

      Usuń
  3. toś poszalała :) czaję się powoli na ten tonik z p&r oraz na zmywacze delii, które u mnie już zachwalałaś, tylko muszę zużyć obecny zapas :)
    a na produkty phenome (zwłaszcza peeling i krem do rąk) mam ogromną ochotę! ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo to wszystko? Nazbierało mi się tych pustych opakowań od groma ;) Ale że nie chciałabym Was zamęczyć, dzielę je na partie :D
      Tonik spróbuj koniecznie, ja mam zamiar zamówić sobie zapas w najbliższym czasie :) Zmywacze są ekstra, to moje osobiste odkrycie :D
      Z Phenome mogłabym jeszcze kilka rzeczy polecić :)

      Usuń
  4. sporo tego/ mnie jakoś idzie opornie zużywanie mazideł do końca, tę niepodważalną przyjemność zostawiam mojemu TŻ ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ale dlaczego? Nie lubisz resztek, czy jak? :D

      Usuń
  5. Pięknie Ci poszło :)
    Krem pod oczy Korres mnie kusi, na pewno kiedyś po niego sięgnę :)
    Szkoda, że masełko sposodowało wysypkę, nie spodziewałabym się tego po nim...
    A co do wysuszaczy - wróciłam właśnie do SV i wiem, że dobrze zrobiłam, brakowało mi go :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mignęło mi u Juicy Beige, że w Sephorze mają zestaw Korresowy - krem pod oczy i nawilżający do twarzy w fajnej cenie, jakby co :)
      Mnie też to zaskoczyło, bo dawno już nie miałam takich przygód, ale zdarza się, nie ma co rozpaczać. Dobrze, że skończyło się głównie na ramionach, bo mogło być przecież gorzej :)
      Ja też zamówiłam SV, chciałam wypróbować Insta-Dri, ale stwierdziłam, że w najbliższym czasie będę potrzebować czegoś sprawdzonego. Pewnie znów będę się wściekać, gdy ujrzę ściągnięty lakier. Oh well :P

      Usuń
    2. Niestety [ dla portfela ] mi tez mignęło ;)
      Powiem Ci, że to w sumie dziwne, bo tam nie było jakichś strasznych składników ;) Ale cóż, każda skóra rządzi się swoimi prawami :D
      Już wolę ściągnięty lakier, niż bąbelkowanie Insta Dri, które ostatnio się nasiliło... Próbowałam go reanimować rozcieńczalnikiem z Seche, bo dodatkowo zgluciało mu się, ale niewiele to pomogło, wręcz stracił na włąściwościach wysuszających :/

      Usuń
    3. Na bąbelki w mani patrzę wprost nienawistnie :P Ale obkurczony lakier też mnie irytuje. Aaa, dlaczego tak trudno o idealny top coat? Czy my wymagamy tak wiele?! :P

      Mam wrażenie, że rozcieńczalniki działają tylko na produkty w obrębie firmy, z której pochodzą. Zero uniwersalności ;)

      Usuń
    4. Z dwojga złego już wolę obkurczony lakier.... Bąbelki do pasji szewskiej mnie doprowadzają :/ Nawet sama myśl o nich ;)

      Wiesz, u mnie rozcieńczalnik z Seche sprawdza się przy kolorowych lakierach różnych marek, tylko z topami jest najwyraźniej jakiś problem...

      Usuń
  6. zmywacze do paznokci z Delii, to moje ostatnie odkrycie, rzeczywiście dobry produkt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Ja go po raz pierwszy kupiłam chyba w zeszłym roku. I tak od tamtej pory towarzyszy mi bezustannie :)

      Usuń
  7. Będę musiała spróbować tego kremiku Korresa. Co do pielęgnacji Chanel, nie mam też za dobrych doświadczeń, choć akurat tych produktów nie stosowałam.
    W miodowym balsamie Nuxe nie zakochałam się, ale krzywdy też mi nie zrobił.
    A wiesz, że Kings & Queens jest produkcji Korresa :)
    Tonik P&R bardzo sobie cenię.
    Ja też się nie mogę doczekać kiedy zużyję jakiś słoik maseczkowy Phenome. Blossom kiedyś kupię, nie do mojego typu cery, ale jak mam słabość do maseczek tej marki.
    Muszę w końcu kupić ten zmywacz Delii.
    Migdałowy krem do rąk Phenome to również mój ulubieniec :)
    Super post, dziękuję :)



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, widziałam, że Korres ma teraz w Sephorze świąteczny zestaw z tym kremem w korzystnej cenie :))
      A co miałaś z pielęgnacji Chanel? Ja się skusiłam na kilka pozycji, ale już spasowałam. Więcej próbować nie będę.
      Słyszałam właśnie gdzieś, że Kings&Queens ma jakieś powiązania z Korres, ale nigdzie nie mogłam niczego konkretnego doczytać. A rzeczywiście, nuty zapachowe w tym masełku są bardzo podobne do maseczki z miodem tymiankowym od Korresa, którą obecnie używam :)
      Kasiu, Tobie może się ta maseczka spodobać - głównie ze względu na zapach :D Oby w działaniu przysłużyła Ci się bardziej, niż mnie :*
      Bardzo proszę, cała przyjemność po mojej stronie :)))

      Usuń
    2. Z Chanel używałam jakiegoś kremu nawilżającego i chyba coś do demakijażu. Po kremie odpuściłam. Zapach mi nie podszedł,a działanie - ot taki zwykły nawilżaczek :) Pomyślałam, że gra nie jest warta świeczki, ceny bardzo wysokie, a satysfakcji brak.

      Usuń
    3. Zapachy tych kosmetyków są mało przyjemne, chemiczne bardzo, ale w tym najsurowszym wydaniu. Większość kolorówki Chanel lubię, pielęgnacji natomiast mówię 'nie'.

      Usuń
    4. Mam podobnie, z tymże ja kolorówkę uwielbiam :))

      Usuń
    5. Z chanelowej kolorówki uwielbiam mazidła do ust - pomadki i błyszczyki, to jest to :))) No i bardzo lubię ich róże, są piękne i takie przyjemne w użyciu, mam na swoim koncie kilka zdenkowanych :D
      Cienie natomiast mnie nie porwały (miałam tylko paletki czwórki) i ostatecznie została mi tylko jedna, z klasycznymi brązami. Podobnie podkłady, nie zrobiły na mnie ogromnego wrażenia - Vitalumiere Aqua daje piękny efekt na skórze, ale nie był na mojej cerze wystarczająco trwały, nad czym ubolewam :( A Mat Lumiere okazał się przeciętniakiem. Lubiłam natomiast puder sypki oraz ten w kompakcie, był całkiem niezły, ale też znam lepsze :)

      Usuń
  8. Niezłe zaskoczenie Chanel - jak widać nie wszystko co drogie, jest dobre :P
    Balsma do ust Nuxe widzę wszędzie, ale promocji na niego już nie ;)
    Tonik P&R bym kupiła, szkoda, że drogi, bo szukam jakiegoś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że nie. Niestety, aby się o tym przekonać czasami trzeba próbować na sobie. Kolorówkę Chanel bardzo sobie cenię, zwłaszcza produkty do ust skradły moje serce. Za pielęgnację jednak podziękuję :)
      Szukaj, a na pewno znajdziesz jakąś promocję na Nuxe :) Chociaż on i bez promocji jest wart zakupu - działanie, wydajność... Sama przyjemność! To samo tyczy się toniku P&R :D Zaglądaj na ich stronę internetową, tam zawsze są jakieś cenowe niespodzianki :))

      Usuń
  9. U Ciebie nie denko tylko prawdziwe wielkie dno. Tonik Pat&Rub wielbię, Phenome zamierzam poznać znaczy się markę ogólnie, bo tej pasty to chyba nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, rzeczywiście, sporo tego. W sumie, to jeszcze raz tyle czeka na swoje pięć minut w blasku fleszy :P Nazbierało mi się.
      Tę pastę na bank będzie Ci dane wypróbować. Jeśli nie uda Ci się jej kupić online, to daj znać, jeśli będzie dostępny w sklepie stacjonarnym, to wstąpię i kupię dla Ciebie :) Albo mogę Ci przesłać trochę od siebie :D

      Usuń
    2. jesteś boska i kochana :* poczekam jeszcze chwilę może się pojawi, jak coś to się zgadamy:)

      Usuń
    3. Jakby co, to maila znasz, pisz jak w dym :)
      Aha, chciałam zakomunikować, że hennę zrobiłam. Żałuj, że stchórzyłaś :D :*

      Usuń
  10. Zmywacze z Delii to mój hicior, wersja czerwoa pojawiła się awet w moich październikowych bodajże ulubiecach:)
    zainteresowalaś mnie natomiast Avene, pisałaś zdaje się mi o tym produkcie i tonikiem:)
    denko naprawdę ogromne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, widziałam ten zmywacz u Ciebie :D
      O Avene wspominałam, bo jest naprawdę godny uwagi. Zauważyłam, że ma zdecydowanie mniejsze predyspozycje do wysuszania cery, niż Effaclar, czy Vichy Normaderm chociażby - tak na gruncie luźnych obserwacji kilku opinii.
      Dziś przeczytałam na jednym z blogów o żelu z Sanoflore. Nie wiem, czy kojarzysz tę firmę? Dostępna jest w Superpharm (albo online). Podobno jest świetny (zielona seria). Jeśli jeszcze nie zdecydowałaś się na nic nowego, to poczytaj sobie opinie, może Ciebie też zainteresuje :)

      Usuń
    2. Madziu, myślę jeszcze o żelu Phenome, tym do cery tłustej:) miałaś może?

      Usuń
    3. Tak, Iwonko, miałam :) Tutaj pisałam o nim krótko http://megdil.blogspot.com/2013/05/phenomenalne-twarzowe-denko.html.
      To bardzo delikatny, ale skuteczny żel. Jestem przekonana, że nie podrażni cery, ani jej nie wysuszy. W dodatku skład ma bajeczny, przypomniałaś mi o nim i tym samym narobiłaś ochoty na ponowny zakup :P

      Usuń
    4. Ja właśnie czaję się na niego na ich stronce ale jest niedostępny, a stacjonarnie nie mam dostępu do tej marki:(
      utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że jednak warto...pewnie się skuszę jak już dorwę go on-line:)

      Usuń
    5. Właśnie tego nie lubię w Phenome. Takie braki często u nich występują, a na domiar złego, zwykle wtedy, gdy akurat chcę daną rzecz kupić :P
      Mam nadzieję, że gdy już trafi w Twoje łapki, będziesz z niego zadowolona tak samo, jak ja :)

      Usuń
    6. Madziulek, a Ty masz do nich dostęp stacjonarnie?

      Usuń
    7. Tak, w moim mieście szczęśliwie umiejscowili swój salon. Ale możesz też popatrzeć w Douglasach u siebie, tutaj jest spis miejsc, które prowadzą sprzedaż Phenome http://phenome.pl/pl/m1/nasze-sklepy :)

      Usuń
  11. Właśnie nie jestem przekonana, czy to jest ten, który miał stopniowo rozjaśniać włosy. Sama mam jakby brązowe i mam zamiar go kupić lub ten właściwy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, ja nie jestem przekonana, czy szampon jest w stanie rozjaśnić włosy. Ba, czy w ogóle powinien mieć takie właściwości? Ja chyba bym się obawiała, że za bardzo wysuszy kosmyki. A może mówisz o tym sprayu rozjaśniającym, Go Blonder?

      Usuń
  12. Oj Kochana, ale piekne zuzycia :-D :-D nuxe balsam do ust jest swietny :-D chcialabym wyprobowac kosmetyki phenome i organique.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będziesz w Polsce, to pierwsze kroki skieruj do ich salonów :D Tylko zrób najpierw rozeznanie, bo nie będziesz wiedziała, za co się chwycić. Gwarantuję :P

      Usuń
    2. To to juz wiem, niestety jak patrze na wasze wpisy to sobie mysle: 'to bym chciala i to bym chciala, a moze jeszcze to....' i tak bez konca :p

      Usuń
    3. Postaw na potencjalne pewniaki dostosowane do Twojej cery :) Grupa na pewno się zawęzi :P

      Usuń
  13. Ale tego dużo:) Chciałabym część z tych kosmetyków wypróbować, np. tonik Pat&Rub

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tonik jest świetny! Jeśli będziesz mieć sposobność, to wypróbuj go sobie, myślę, że będziesz zadowolona. Skład ma piękny - moim zdaniem idealnie wyważony, dla każdego :)

      Usuń
  14. Balsam Nuxe przedwczoraj zamówiłam i czekam :) Tonik P&R mam zamiar nabyć przy bardziej sprzyjających (patrz promocyjnych) wiatrach, zmywacz Delia również z chęcią wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na ten moment trzymam się tego, co mam do zużycia, ale po Nuxe sięgnę ponownie, nie ma innej opcji :)
      Promocją na tonik też bym nie pogardziła, tym bardziej, że mam zamiar niebawem zrobić sobie zapas :D

      Usuń
    2. Wiele dziewczyn zachwala ten tonik, takze kupie go na bank ;) co do zakupow to rowniez wlaczylam ograniczenia, ale balsam Nuxe to w ramach prezentu mikolajkowego od meza :]

      Usuń
    3. Masz rację, prezenty nie podlegają zdroworozsądkowym ograniczeniom. Z nich trzeba się po prostu cieszyć :D

      Usuń
    4. Tak jest :) Mikolaj nie wie, co to ograniczenia ;D

      Usuń
  15. Świetne denko! :-)
    Tonik Pat&Rub miałam i mile go wspominam :-)
    Maskę Biowax posiadam, ale inną wersję.
    Olejek do skórek Inglot bardzo lubię, jest niesamowicie wydajny i świetnie działa :-)
    Kosmetyki Phenome bardzo mnie kuszą, a balsam do ust Nuxe stoi na mojej liście zakupów obowiązkowych ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;D
      Ta maska z L`biotica naprawdę ostatecznie mnie zaskoczyła. Sprawiła, że mam ochotę wypróbować też inne wersje. A Ty którą masz?

      Usuń
    2. Ja mam wersję przeciw wypadaniu włosów, taką z zielonymi i brązowymi napisami :)

      Usuń
  16. Ja mialam zel z Avene bardzo dawno temu i jakos mnie nie porwal, ciekawe czy od ostatniego spotkania cos sie smienil :)
    Znam tez tonik Pat&Rub - bardzo lubie, zuzylam duzoooo opakowan i zatesnilam za nim :) chyba sobie zaparze rumianek w zamian bo dostepnu do toniku teraz nie nam.
    Znam tez maselko do ust Nuxe- swietne! Powiedz mi jak Ci sie udalo zuzuc cale opakowanie? Ja nie dalam rady przez rok... ;)
    Teraz uzywam rozanego blyszczyka P&R i kocham! Nawilza i daje sliczny polysk.
    Micel LRP uzywam ale tez z serii Effaclar na zmiane wlasnie z Bioderma i uwazam, ze ten drugi szybciej sobie radzi z makijazem(podklad, puder).
    Mialam tez glinke ghassoul ale z Alepia i byla ok. Buzia taka czysta i miekka bula po niej ale ja jednak wole mocne odtluszczenie ;)
    Olejek z Inglota milo wspominam.
    Super denko:)

    Megdil chcialam Cie zapytac tak na szybko odnosnie serum na konce z Phyto. Sprawdza Ci sie? Ja na poczatku bylam zachwycona ale po czasie wydaje mi sie, ze ono wysusza konce - zbyt duza ilosc protein dla rozjanianych wlosow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten żel z Avene jest bardzo przyzwoity. W porównaniu z innymi szeroko znanymi aptecznymi żelami (Effaclar, Normaderm) służy mi najbardziej. Wyczytałam dziś też coś o żelu z Sanoflore. Zapowiada się bardzo fajnie, a że bardzo lubię ichnią maseczkę oczyszczającą, chętnie sięgnę też po ten żel :)

      Używanie masełka Nuxe było najczystszą z przyjemności :) Ja zużyłam je w kilka miesięcy, ale podkradano mi je, więc o tyle szybciej ujrzało denko ;)
      Ooo, właśnie, we mnie rośnie ochota na pomarańczowy błyszczyk z P&R, ale wstrzymam się pewnie do wiosny, bo na razie mam pełen zestaw różniastych mazideł do ust :) Dobrze, że napomknęłaś o swoim zadowoleniu, tym chętniej po niego sięgnę :)

      Bioderma radzi sobie zdecydowanie najlepiej ze wszystkich miceli, jakich dotąd próbowałam. Sprawnie, skutecznie i łagodnie. Nie bez powodu nosi nazwę mojego ulubieńca wszech czasów :D

      Do mocnego odtłuszczenia zielona glinka jest zdecydowanie bardziej odpowiednia. Albo spirulina, chociaż z tą mam mały kłopot. Lubi podrażnić mi cerę, no i mam problem, by ją przygotować bez grudek :/ Nie wiem, czy to kwestia tej konkretnej, którą mam, czy kwestia moich wątpliwych umiejętności domowego chemika... Ale z innymi półproduktami problemów nie mam.

      Olu, serum z Phyto jeszcze nie używałam, lecz zmartwiłaś mnie trochę. Moje włosy zdają się lubić proteiny i do głowy by mi nie przyszło, że kosmetyk, który nie jest przeznaczony do okazjonalnego stosowania, a regularnego traktowania nim włosów, może być zbyt bogaty w tego rodzaju komponenty. Wszak ewentualne ryzyko powinno być wkalkulowane w możliwe skutki uboczne i zniwelowane w ostatecznej recepturze... A jak u Ciebie z olejowaniem?

      Usuń
    2. Co do maseczek glinek itd... dla mnie wygrywa kurkuma... serio, nic jej nie pobilo. Teraz krece ja z maka besan i mlekiem i juz nie mam takiego klopotu ze zmywaniem. Zielona glinka to pikus dla mnie ;)
      Spirulinke mialam kiedys bodajze z zsk. Nie robila nic, buzia byla podrazniona i czerwona, zero ukojenia, jakiegokolwiek wplywu na lojotok czy zmarchy. Rowniez mialam problem z uzyskaniem gladkiej masy a pamietam, ze mieszalam z hydrolatami. Lepsze wg mnie dzialanie maja maski algowe te ktore zastygaja na twarzy. Ja mialam z Bielendy i byla swietna. Przymierzam sie do zakupu, na prawde warto bo sklady maja swietne i dzialanie nawilzajace cudowne.
      A serum Phyto sie nie przejmuj, byc moze dla Ciebie bedzie hitem :)
      U mnie olejowanie pelna para i kremowanie rowniez- za Twoja sprawa ;) i musze Ci powiedziec, ze ten krem do ciala z YR z maslem karite sprawdza sie swietnie! Dla mnie nawet lepiej niz oleje. Od dawna wiedzialam, ze maslo karite jest dla moich wlosow najlepsze, podobnie jak olej arganowy ale czasami mialam problem z jego domyciem a z kremem nie mam problemu, nie musze spieniac szamponem( tylkodelikatnie jak piana po nich sama splywa) przez co ich wysuszam. A Ty probowalas kremowac? Ja nie wiem dlaczego wczesniej tego nie robilam. No ale dlaczego o tym pisze... bo chce dac serum Phyto jeszcze jedna szanse. W sumie duzo mi go nie zostalo( strasznie niewydajne jest) ale juz chyba nie zaszkodzi mocno... mysle, ze sie okazalo dla mnie za lekkie jednak. Podobalo mi sie, ze nie obciaza wlosow, nie zjada objetosci no ale to za malo troszeczke.

      Usuń
    3. Pamiętam, jak podczas naszej pierwszej wymiany zdań chyba wspomniałaś mi o maseczce z kurkumy. Wyobraź sobie, że do tej pory się za realizację jej nie zabrałam, mimo że chodzi za mną intensywnie. Leń ze mnie nie z tej ziemi ;)
      Moją cerę spirulina mocno oczyszcza i mam wrażenie, że wpływa też na mniejsze jej przetłuszczanie się (oczywiście bardzo doraźnie), to podrażnienie mnie wprawdzie niepokoi, ale mam jej jeszcze trochę, więc zobaczę, jak się historia rozwinie.

      Oj, plastyczne maski algowe kocham :) Cera po ich użyciu jest fantastyczna. Bardzo lubię te z Organique, ale mam na uwadze Bielendę i na pewno je sobie sprawię. Zastanawiam się tylko nad rodzajem, bo wersji, które mnie zainteresowały jest kilka :)

      Kremowania nigdy nie próbowałam, ale wychodzi na to, że musiałabym :D Cieszę się, że masło z YR nie poszło na straty, a okazało się przypadkowym strzałem w dziesiątkę :) Jak będę w YR, to się wokół tego masła/balsamu zakręcę. Moje włosy również kochają olejek arganowy, zdecydowanie im służy. Aktualnie przeżywam fascynację stymulującym Khadi, ale obydwa olejki mają jednak inne działanie. Równie dobre, lecz inne.

      Phyto na dniach zacznę stosować, liczę na to, że jednak da radę na moich włosach :)

      Usuń
    4. Ja Co serdecznie polecam maseczke z kurkumy. Trzeba uwazac na brwi poniewaz kurkuma dziala oslaniajaca na wloski, w moim przypadku bardzo na plus bo nie lubie swojego mchu na twarzy i po dluzszym stosowaniu zauwazylam jego redukcje. Jedynie zniechecajace moze byc to zoltawe zabarwienie ale po nocy z pomoca szczoteki i zelu wszystko ladnie schodzi.
      Z bielendy moge polecic ta maske.dla cery poszarzalej, palaczy (nie pale ;) nie pamietam dokladnej nazwy hmmm miala jasnozielone napisy ;)
      Musisz w takim razie sprobowac kremowania... mysle, ze nawet maselka P&R moglbyby sie sprawdzic, chociaz na wyprobowanie bo na dluzsza mete szkoda by mi bylo.
      Aha ten krem YR ma w skladzie jeden lekki sylikon. Mi to nie przeszkadza ale moze warto bys wiedziala.
      Ja tez zauwazylam, ze olejek arganowy super sprawdza sie na dlugosc, niesamowicie zmiekcza wlosy ale przy tym sa sypkie. Khadi natomiast lubilam na skore glowy. Teraz w Pl czeka na mnie Sesa i bedzie to moj powrot po roku. Ostatnim razem dala mi duzy przyrost i teraz mam nadzieje, ze tez tak podziala.

      Usuń
    5. Będziesz moją motywacją do tego, by tę maskę wreszcie ukręcić :) Zerknę raz jeszcze na przepis, który mi podałaś i zapiszę gdzieś w widocznym na pulpicie miejscu :P Przy okazji, Clarisonic używasz 2 razy dziennie? Ja dopełniam nim tylko demakijaż, czy po prostu wieczorną toaletę. Swoją drogą - nie wyobrażam sobie bez niego mojej pielęgnacji. Bo nie wiem, czy już to podkreślałam :D
      Jesteś drugą osobą, która poleca mi te algi do cery poszarzałej - to może i na nią się zdecyduję :)

      Masełek P&R byłoby mi szkoda do kremowania włosów :D Ostatnio wypróbowałam też to z serii Home Spa i jestem pod jeszcze większym wrażeniem jego działania. Uwielbiam te produkty!
      Powiem Ci, że składowo sobie ostatnio folguję. O czym już zresztą napomknęłam w trakcie którejś z naszych rozmów, więc jeden silikon, który pewnie i tak szamponem zostanie zmyty, nie stanowi dla mnie problemu. Mam też w planach zakup serii Joico K-Pak, pewnie w miniaturkach, bym mogła się przekonać, czy na moich włosach zrobią jakąś rewolucję. Chociaż JMO nadal wiedzie u mnie prym i niezmiennie mnie zadowala. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę potrafiła zupełnie z tych kosmetyków zrezygnować ;)

      Ja Khadi początkowo również z myślą o skalpie kupiłam. Po pierwszym użyciu okazało się, że moje włosy go pokochały, więc sobie nie żałuję :) Chociaż po arganie są bardziej mięsiste i mają nieco inny połysk. Mam ochotę wypróbować jeszcze olej z awokado, ponoć jest świetny.
      Sesy nigdy nie miałam, chyba o zapachu-śmierduchu nasłuchałam się za dużo :D Z drugiej strony, wątpliwy aromat Khadi jestem w stanie przeboleć, w sumie nawet mi już nie przeszkadza, to może i Sesa nie byłaby tak okrutna, jak mi się jawi ;)

      Olu, mam jeszcze do Ciebie pytanie odnośnie Phloretinu. Kupujesz go w 15ml buteleczkach? Wiem, że najbardziej powszechna i najłatwiej dostępna jest wersja 30ml, ale szczerze mówiąc, wolałabym inwestować w 15ml. Jakoś bezpieczniej bym się czuła wiedząc, że właściwości nie zdążą się ulotnić, nim zużyję produkt. Innym wyjściem jest też kupno małych fiolek po 5ml. Co sądzisz?

      Usuń
    6. Z tego co pamoetam to tamten przepis byl tez z innymi przyprawami i z bialkiem jaja ubitym na sztywno. Teraz po prostu sypie lyzeczke maki besan (do kupienia w sklepie ze zdrowa zywnoscia, mysle, ze takie delikatesy jak alma tez powinny miec) i lyzeczke kurkumy. Zalewam mlekiem i gotowe.
      Clarisonic uzywam dwa razy dziennie, poniewaz kremy na noc sa dosyc tluste i wole dokladnie zmywac ich pozostalosci poza tym moja skora bardzo sie luszczy i potrzebuje tej szczoty :) inaczej bym tego sypania sie nie ogarnela.
      Z tego co w zyciu przetestowslam z kupnych masek to bielenda dla mnie wiedzie prym. Nawilzenie bez zbednego obciazenia.
      Z oczyszczajacych mialam biala glam glow, dr sebagh z kwasami, uguisu na fun, glinki wszelkiego rodzaju, maseczka khadi do cery tradzikowej -ta byla calkiem fajna :) i ta moge polecic z czystym sumieniem. Miala tez bombelkowa maseczke sum:37- porazka hehe... stosowalam wszystko co mozliwe chyba z domowych masek. Jak sie zastanowic to juz wszystko mialam na twarzy, no nawet kupe slowika wiec jesli po tym wszystkim kurkuma sprawdza sie najlepiej to cos w tyn musi byc ;)
      Sesa rzeczywiscie nie pachnie fiolkami ale da sie wytrzymac ;) to takie zapach jak dla mnie orientalny, zatechly, wilgotny i kadzidlany. Zapach zwiedlego bukietu. Dosc dlugo stojacego ;)
      A JMO dla mnie tez jest nr jeden jesli chodzi o pielegnacje wkosowa, ostatnio zauwazylam, ze maja w ofercie szampon do wlosow przetluszcych, chcem go!!
      Oleju avocado nie mialal ale tez slyszalam duzo dobrego.
      Phloretin kupuje.w tych buteleczkach wlasnie po 15 ml bo takze sie obawiam, tych wiekszych opakowan, chociaz producent obiecuje stabilna forme wit c. A o tych malych fiolkach nie slyszalam, mysle, ze to fajna alternatywa na wyjazd :) jejku coagle mi przypominasz o tym serum a ja mam tyle wydatkow, niedobra Ty ;P

      Usuń
    7. Dziękuję, rozejrzę się za tą mąką :) Ten przepis przemawia do mnie jeszcze bardziej - szybszy w przygotowaniu i mówisz, że łatwo się zmywa? No i fakt, że w starciu z przytoczonymi przez Ciebie gotowcami, kurkuma wyszła z tarczą - nie będę już szukać leniwych wymówek :D
      A powiedz jeszcze, o której dokładnie maseczce z Khadi mówisz? Jak się nazywa? Jestem łasa :>
      Biała Glam Glow chodzi mi po głowie, ale cena cały czas mnie powstrzymuje. Jeśli trafię na jakąś fajną okazję, to na pewno skorzystam, bo lubię mieć pod ręką również gotowe rozwiązania, które mogę użyć prosto z pudełka.

      Haha... To, jak opisałaś Sesę nie zachęca, ale też nie wydaje mi się czymś, czego ostatecznie nie da się przeżyć. Jak zużyję Khadi, to sięgnę po nią. Używasz jej tylko na skalp?
      Ja początkowo miałam też pewne obawy przed nakładaniem Khadi na całe włosy, ze względu na olej rycynowy w składzie, ale nie odnotowałam przesuszenia, ani innych nieprzyjemności, więc póki będzie mi służył w ten sposób, mam zamiar stosować go na całą długość. Myślę jednak, czy nie zacząć mieszać go z arganem dodatkowo, tak 'w razie czego' ;)

      Wiadomość o tym nowym szamponie z JMO trafiła do mnie wczoraj dopiero :) W pierwszym momencie zdecydowanie bardziej zaintrygował mnie ten drugi etap (Głęboko oczyszczająca kuracja do skóry głowy). Ale po dogłębniejszym przemyśleniu sprawy, doszłam do wniosku, że jednak sięgnę po ten szampon w próbkach, zobaczę, jak włosy i skóra głowy zareagują, choć John mnie jeszcze nie zawiódł :)
      A przy okazji, używałaś może jakichś kremów (albo produktów do twarzy w ogóle) od JMO? Ja poszukuję właśnie czegoś dobrego na noc. Po głowie zaczął mi chodzić też ten krem z Retinolem ze SC (tak, to Twoja wina :P).

      W Polsce właśnie trudno o te 15ml buteleczki :/ Zauważyłam, że często sera w tej pojemności są dodawane do zakupów powyżej jakiejś tam kwoty, ale żeby dostać gdzieś je w wersji do kupienia, graniczy z cudem. Pozostają mi te fiolki, w sumie, to i cenowo wyjdzie całkiem przyzwoicie :) Stabilność, stabilnością, ale ja wolę dmuchać na zimne. Przepraszam no, ale musiałam zapytać :D

      Usuń
    8. Jeski chodzi o Khadi, to ja mialam ziolowa do nienieczyszczonej skory z fioletowa nalepka na opkakowaniu. Pamietam, ze probowalam mieszac z nia spiruline ale sama dawala lepsze rezultaty.
      Teraz jeszcze sesy nie mam w domu (czeka na mnie u tesci) ale planuje ja uzywac wlasnie na skalp bo dlugosc nie bardzo lubi olej kokosowy (tam gdzie sa jeszcze rozjasniane). Na skalp na razie zuzywam ten tonik Weledy... wspominalam o nim? Wydaje mi sie, ze kiedy uzywam go na mokra skore glowy po myciu dziala najlepiej, nie poteguje przetluszczania i wlosow wypada mi zdecydowanie mniej podczas mycia i w ogole ale to jest dzialanie bardzo dorazne, kiedy zapominam go uzyc to jednak wlosy spadaja. Chyba musze sie przyzwyczaic do tego, ze o skore glowy tez musze dbac juz bardzo systematycznie :/
      Ja z ´´Johna´´ jestem tez raczej zadowolona, odzywki i szampony sa swietne ale juz produkty do stylizacji mnie nie zachwycily, no moze poza Shine on, chociaz cudem to ona nie jest ;) Produkty do pielegnacji cery nie mialam... nie wiem dlaczego? Ostatnio dostalam probke serum do cery tlustej z macznica i jest calkiem przyjemne, lekkie i powaznie zastanawiam sie nad nim na lato. Uzylam go na noc aby dac odpoczac skorze od kwasow i byl ok, nie przetluscil skory ale tez nie zmatowil, delikatnie ukoil. Nie wiem czy nadaje sie pod makijaz bo uzylam nie oszczedzajac, cala saszetke na raz.
      Krem z retinolem SC to moje odkrycie roku ( podobnie jak Skinoren), mojej twarzy robi cudownie, i polecam go nawet bardziej niz Phloretin, ten jest na drugim miejscu :) ale jesli uzywasz Duac to moze byc za duzo dobroci na raz...Duac z tego co wiem zawiera adapalen.
      Ja mimo, ze stabilnosc Phloretinu sprawdzilam dosc ekstremalnie ( Wycieczka po wschodniej Europie, spanie w namiotach, bardzo czesto warunki byly niezbyt komfortowe, brak wody, raz zimno, raz goraco, brak klimy w aucie) to tez wole dmuchac na zimne ;) mimo ciezkich przezyc dzialal na medal i w tym roku musze sie pochwalic ale po lecie moja skora prezentowala sie calkiem dobrze (jesli chodzi o zmarszczki, przesuszenie, przebarwienia), zwykle z wakacji na wakacje wygladalam po prostu coraz starzej ;/ Jestem z niego mega zadowolona :D

      Usuń
    9. O, dziękuję, namierzyłam ją :) Widzę, że bazą tej maseczki jest glinka Multani Mitti (Fuller`s Earth), którą chcę wypróbować. Całość brzmi bardzo zachęcająco i chyba sprawię sobie taką puszeczkę. Przy okazji naszła mnie myśl, by do glinki dosypać kurkumę, może wtedy nie będzie tak farbować skóry, przy jednoczesnym działaniu. Ależ jestem ciekawa!

      Ja nigdy na moje włosy czystego oleju kokosowego nie nakładałam, bo kierowałam się myślą, że to nie może się udać na moich wysokoporowatych włosach. Ale musiałabym kiedyś spróbować, by się przekonać, jak to rzeczywiście jest, bo reguła regułą sztywną być wcale nie musi. Zrobiłam sobie niedawno hennę (nie wiem, czy już pisałam, czy nie :P) i rzeczywiście dało to przyjemne efekty, cały zabieg będę powtarzać co jakiś czas :)
      O toniku z Weledy wspominałaś (właśnie znalazłam go sobie w polskim sklepie). Zainteresowałaś mnie i zapiszę sobie go sobie do wypróbowania. Ja już oswoiłam się z myślą, że o skalp trzeba dbać tak samo jak o włosy - ciągle. Mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła polska produkcja, Jantar. Naprawdę wyrastają mi po nim nowe włoski, w dodatku nie obciąża włosów/nie przetłuszcza skóry głowy, a bałam się tego niesamowicie. U mnie nie zadziałał w tempie ekspresowym, na przyrost też nie działa wybitnie, ale jednak nie pozostaje bez znaczenia. Będę wracać do tej wcierki, bo efekty mi się podobają. Cały czas jednak nie potrafię ocenić, jak jest z wypadaniem. Tzn. na pewno włosy lecą mniej, niż kiedyś, ale nie jestem w stanie powiedzieć, czy to tylko zasługa Jantaru.

      Shine On mnie nie przypadła do gustu swego czasu, choć nie wiem, jak byłoby teraz. Chyba nawet nie chce mi się próbować, bo to jednak dość kłopotliwy kosmetyk. Jeszcze niedawno miałam chęć na powrót, jednak ostatecznie dziękuję. Lubię wiedzieć, czego się spodziewać po użyciu odżywki, a z Shine On trzeba uważać. Serum z mącznicą też miałam okazję próbować i ten krótki epizod zachęcił mnie do bliższego zapoznania się. Po zużyciu Ekoampułki z P&R sięgnę po JMO. Mam też ochotę na tonik tudzież 'mist' z tej samej serii :)

      Ja używam Epiduo, dobrze mówisz, zawiera adapalen. Tyle, że na mnie nie działa ani drażniąco ani specjalnie wysuszająco - oczywiście, jeśli nie zadbałabym o odpowiednie nawilżenie, skóra byłaby ściągnięta i może nawet lekko podrażniona, ale niczego takiego nie doświadczam, a samo Epiduo działa już na mnie dość łagodnie. Mam wrażenie, że skóra się przyzwyczaiła, dlatego zastanawiam się nad jakąś alternatywą. Do wizyty u dermatologa mam kawał czasu, więc myślę sama. Po głowie chodzi mi sam Retin A, muszę ten pomysł skonsultować.

      Usuń
  17. Używasz fajnych produktów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szpileczko, nie wszystkie one takie fajne są :)

      Usuń
    2. Wiadomo, że jakiś bubel zawsze się trafi, ale ogólnie są fajne :)
      Aha, mam wreszcie kremik z Korres pod oko, mam nadzieję, że sprawdzi się świetnie :)

      Usuń
  18. Czyli te Chanelki takie sobie. Bardzo fajne denko, wiele się można dowiedzieć z tego wpisu :). Ja też nie polubiłam się z masłem GP argan i figi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pielęgnacja Chanel ostatecznie mnie do siebie nie przekonała, choć te trzy próby nie były jedynymi. Ale kolorówkę już lubię, w większości :) No i perfumy, kocham!
      Bardzo się cieszę, że post uważasz za interesujący. Przypadkowe produkty w jednym miejscu to dobry sposób na podsumowanie, ja również chętnie takie czytam :)
      Masło z GP również Cię uczuliło?

      Usuń
  19. Chcę ten tonik Pat&Rub :)
    W tym miesiącu go sobie sprezentuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przekonana, że nie pożałujesz! :)

      Usuń
  20. Muszę koniecznie kupić masełko z Nuxe i nieważne, że mam chyba z 10 maseł i pomadek ochronnych do ust:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze. Ja mam dwa masełka i uważam, że to o jedno za dużo :D
      Ale Nuxe polecam Ci i tak :P

      Usuń
  21. A ja z Inglota polecam masełko do rąk i paznokci Olive & Cupacu. Skórki nawilża wprost idealnie! Niestety kończy mi się, nad czym ubolewam :( Często dodawany jest jako gratis do zakupów, ale myślę, że spokojnie można go też kupić w Inglocie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam je :) Uważam, że jest okej, ale na moje skórki nie działa rewelacyjnie. Odkąd poznałam cytrynowe masełko Burt`s Bees, nic nie jest w stanie go pobić :) Próbowałaś?

      Usuń
    2. Nie, niestety nie próbowałam :( Ale może jeszcze nic straconego :)

      Usuń
  22. Cała moja chciejlista znajduje się na pierwszym zdjęciu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pierwszego zdjęcia polecam tylko Korresa i Nuxe. Chanel, moim zdaniem, nie warto zawracać sobie głowy :)

      Usuń
  23. Na Nuxe skuszę się jak tylko moje Tisane wykończę bo jestem bardzo ciekawa o co tyle szumu ostatnio wokół tego produktu. Chyba jest w każdym filmiku, każdej chciejliście i coraz częściej widzę posty z jego udziałem.
    Tonik P&R uwielbiam. Tylko wykończę płyn micelarny i wracam do mojego ulubieńca. O płynie micelarnym powiem tylko tyle, że jeśli ktoś chce nim zmyć makijaż to raczej będą to pieniążki wyrzucone w błoto za to jako tonik może być. Jednak takiego wow jak w przypadku toniku nie ma.
    Ja chyba ogólnie z dużą nieufnością podchodzę do marek, które robią kilka rzeczy na raz moda, pielęgnacja, perfumy, makijaż. Według mnie nie można być w wszystkim dobrym i chętniej sięgam po marki stricte pielęgnacyjne lub skierowane raczej na kolorówkę. To tak odnośnie Chanel chociaż CM uwielbiam ;)
    Z Biovaxu jakoś najbardziej polubiłam tę maskę do włosów ciemnych. Ostatnio nawet używałam jej jako bardziej treściwej odżywki bo stwierdziłam, że powoli zaczyna się sezon na czapki, wiatr, śnieg i takie solidniejsze odżywienie jest wskazane ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też zauważyłam szał na Nuxe, choć nie dziwi mnie to wcale, bo produkt w mojej opinii jest wspaniały :) Jestem ciekawa Twojego porównania z Tisane.
      Na płyn micelarny z P&R miałam swego czasu chęć, ostatecznie po kilku opiniach uznałam, że gra najprawdopodobniej nie jest warta świeczki i odpuściłam. Ale wiesz, naszło mnie na mleczka. Również po Twojej recenzji tego z Douglasa. Miałam nawet okazję wypróbować przedstawiciela z Nuxe i przyznam, że przypadło mi ono do gustu. Świetnie pozbyło się tuszu z rzęs, a i resztę makijażu fajnie rozpuściło. Zastanawiam się nad nabyciem jakiejś sztuki, by zobaczyć, jak na dłuższą metę się sprawdzi. Zwłaszcza, że cerę tuż po zmyciu pozostawia przyjemnie miękką, a teraz w tym zimowym okresie grzewczym to miły dodatek.

      W kwestii tej nieufności się z Tobą zgodzę. Ja perfumy Chanel akurat bardzo sobie cenię. Mam trzy zapachy, które u mnie stale goszczą, uwielbiam je. Pielęgnację sobie odpuszczam, to pewne, natomiast przepadam też za mazidłami do ust. Zwłaszcza pomadki zaskarbiły sobie moją sympatię :)

      Biovax to jeszcze dla mnie tajemnica. Ta maska ostatecznie się sprawdziła i mam też ochotę skosztować innych wersji. Może sięgnę po tę z olejami, a i ponoć ta do włosów zniszczonych jest niezła (o ile czegoś nie pokręciłam). Testy przede mną.
      A jak sprawdza się u Ciebie maska z P&R? Próbowałaś już jej?

      Usuń
    2. Madzia powiedz jakie zapachy od Chanel lubisz?
      Ja lubie Chance chociaz juz mi sie przejadl, po tym jak dostalam od meza wszystkie trzy wariacja na jego temat... i jeszcze spray do wlosow ;)
      Lubie tez Allure, chyba moj ulubiony tej marki. Ostatnio zaciekawil mnie Noir, mam ochote dobrze go przetestowac :)
      Pisalas juz posta o ulubionych zapachach? ;) jak nie, to mam nadzieje, ze sie takowego doczekam :)

      Usuń
    3. Olu, ja od lat jestem wierna Coco Mademoiselle, później zakochałam się w Chance Eau Fraiche (szalenie wyjątkowy zapach!), a na koniec uzależniłam się od Chance Eau Tendre :) Po Allure nigdy nie sięgnęłam, ale powącham je sobie w perfumerii :) Noir natomiast nie jest dla mnie, nie pamiętam już niestety jakie dokładnie wrażenie na mnie wywarł, ale raczej nie jest to zapach, którym chciałabym się otulać.

      O perfumach jeszcze u siebie nie pisałam, bo zwyczajnie nie potrafię konkretnie zapachów opisywać. A gdy już zaczynam, to totalnie odpływam i nie wiem, czy ktokolwiek zrozumiałby mój bełkot :D
      Cały czas siedzi mi w głowie post o pielęgnacji cery, który już dawno temu miałam w planach, jednak nie mogę się za niego zabrać. Ciągle jakieś błahostki stają mi na przeszkodzie ;)

      Usuń
    4. Ja tez nie potrafie opisywac zapachow a uwielbiam czytac opisy perfum na wizazu, niektore sa zaskakujaco dobre. Bylam ciekawa po prostu co Ci sie podoba, tak ot :)
      Chance fraiche jeszcze zniese ale juz tendre mam po dziurki...w nosie. Tak mnie luby uraczyl hyhy... Ja lubie miec wybor na kazdy dzien w zaleznosci od humoru ale generalnie wole cieple zapachy. Allure jest raczej przejsciowym zapachem ani do konca letnim ani typo zimowym. A Noir psiknelam sie zaledwie raz i to co pamietam to bylo mile spotkanie. Ciagle czegos szukam, takiego na 100% mojego zapachu i ciagle zaliczam sredniaki...

      Usuń
    5. Mleczko z Douglasa mam już po raz drugi bo jak chciałam kupić Biodermę na promocji to jej nie było nigdzie a jednak standardowa cena mnie nie zachęciła.
      Używałam. Chyba najlepiej sprawdza się u mnie 20-30 minut przed myciem na lekko mokre włosy zawinięte w turban. W innej kombinacji kończy się strąkami. Dużo więcej będę mogła powiedzieć jak już ją zużyję.

      Ja lubię od czasu do czasu zarzucić perfumiarskim bełkotem ;P A czy mi to wychodzi to już druga sprawa ;D

      Usuń
    6. Olu, ja też przepadam za opisami zapachów, ale tymi niesztampowymi, budującymi opowieść. Czytam takie z najwyższą przyjemnością.
      Może kiedyś pokuszę się o jakiś, ale to 'kiedyś' niech pozostanie bliżej nieokreślone w czasie :D
      Widzisz, ja z kolei jestem wierna zapachom i rzadko kiedy któryś potrafi mnie sobą zamęczyć. Oczywiście, pod warunkiem, że działa na mnie odpowiednio. Są też takie, które okazały się przelotnym romansem, czasami rozciągającym się na kilka flakonów, ale jednak takim, za którym nie tęsknię, mimo iż wspominam dobrze :)
      Poza tym, chciałabym, aby ktoś mnie tak zapachami Chanel rozpieszczał, dlatego nie rozumiem Twojego przesytu :D

      Marilyn, ja Biodermy też nie kupuję w regularnej cenie, bo nie wiem, skąd oni ją biorą :P Zawsze kupuję ją w promocji, albo online, taka cena jest według mnie adekwatna i do przyjęcia. Mimo iż płyn jest świetny i wydajny!
      Widzę, że mleczko Douglasowe zdecydowanie Ci służy :) Ja czaję się na Caudalie, choć P&R też chodzi mi po głowie :)

      Ja tę maskę zawsze na suche włosy, przed myciem, nanosiłam. Też maksymalnie 30 minut mogłam ją trzymać, bo później zasychała, a efekty po takim seansie były bardzo średnie, podobnie zresztą było z odżywkami.

      Twoje zapachowe opisy są bardzo charakterystyczne, do mnie trafiają :)

      Usuń
    7. Wlasnie takie opowiadania mnie kupuja, bardzo... mam czasem ochote na kolejne spotkanie z zapachem, mimo, iz po pierwszym uznalam, ze nie jest dla mnie interesujacy. Tak bylo z Poison, w koncu uleglam. Nie jest to moj ideal ale czuje sie z nim wyjatkowo dobrze. Uwielbiam testowac zapachy. Duzo bardziej niz inne kosmetyki, bo dobry zapach skutecznie poprawia humor i dodaje pewnosci siebie.
      Ja tez nie wiem skad te ceny micela Biodermy... u mnie kosztuje okolo 18 euro za duza bulte a promocji jak na lekarstwo...

      Usuń
    8. Ja ostatnio zakochałam się ponownie w Gucci Guilty. Generalnie żadnym problemem jest dla mnie użycie cięższego zapachu latem, jednak ten jakoś nie do końca potrafił mnie zadowolić o tej porze roku, czasami nawet denerwował. Ale teraz jest dla mnie bajeczny :)
      Piękny zapach = lepszy humor, bezsprzecznie! Ja czasami nawet, gdy spędzam czas w domu, spryskuję się ulubionym zapachem, od razu inaczej się czuję :D Mimo iż nie jest to podyktowane jakąkolwiek wewnętrzną potrzebą, a zwykłym kaprysem. Wychodząc natomiast gdziekolwiek, zawsze muszę otulić się zapachem.
      18 euro? To nawet więcej, niż w Polsce. Cena z kapelusza...

      Usuń
    9. Gucci Guilty, moj ulubiony, bez dwoch zdan :)

      Usuń
  24. Zaimponowałaś mi tym denkiem! Jest iście ogromne :)
    Przykro mi, że Chanelowa gromadka w większości Cię rozczarowała. Balsam z Nuxe prędzej czy później zasili grono moich zimowych balsamów, to jest już przesądzone ;) Tonik z P&R także od dawna wisi na liście chciejstw!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też żałuję, bo spodziewałam się po tych kosmetykach przyjemności, a tu klapa...
      Nuxe i P&R to moje pewniaki, obydwa produkty są wspaniałe i do obydwóch będę wracać regularnie. Koniecznie je wypróbuj! :)

      Usuń
  25. jaka ciesząca me oczy gromada :) nawet nie wiedziałam, że Chanel ma taki balsam do ust :O szkoda, że kremy Ci zawiodły, ja miałam póki co serum od Chanel, które było bardziej bazą niż serum.. i krem na dzień, który był pięknie pachnącycm nawilżaczem.. są lepsze, do tego dużo tańsze.. ale ja lubię czerpać przyjemnośc z używania kosmetyków, a Chanel mi to daje ;) balsam Nuxe muszę kiedyś przygarnąć, ale ciagle o nim zapominam, a obecnie mam jakieś tam balsamy, więc w sumie nie potrzebuję kolejnego.. ale i na niego przyjdzie pora :) masło z Shea od Ogranique uwielbiam na zimę.. świetne, ale tylko na noc ;) a na pumeks Phenome mam chęć od jakiegoś czasu, ale co jestem przelotem w Wawie i zaglądam do sklepu, to nigdy go nie ma :/ ehhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chanel ma całą masę różniastych kosmetyków, we wszystkich się nie orientuję :D
      No właśnie, są lepsze, zdecydowanie lepsze. Jak dla mnie w przypadku Chanel płacisz za markę, bo w sumie i jakichś wyjątkowych technologii tutaj nie ma. Ja wiem, Marti, że Ty lubisz markowość :> W takim wypadku masz przed sobą jeszcze mnóstwo pozycji do spróbowania :D
      Właśnie mnie denerwują te braki w Phenome. Bardzo często na takie się natykam. Kiedyś na żel do mycia twarzy czekałam kilka tygodni. Zdecydowanie nie są przygotowani na zapotrzebowanie swoich klientów. A szkoda, bo to potrafi zniechęcić :(

      Usuń
  26. Piękne denko i wiele luksusowych produktów :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Odpowiedzi
    1. To zaledwie część nagromadzonych denkowców :)

      Usuń
  28. Porządne denko! zastanawiałam się nad tym krem po oka Chanel, ale widzę, że nie spełnił się :/ ja lubię ten żel z serii hydra, u mnie się świetnie spisuje a jak wiesz mam bzika na pkt skory pod oczami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ines, myślę, że Ty również nie byłabyś zadowolona z tego kremu/żelu. Naprawdę kiepski przeciętniaczek. Hydra Beauty ma chyba lepszy skład :)

      Usuń
  29. ja się kilka razy na tych biovaxach przejechałam i raczej już do nich nie powrócę ;)
    Nigdy nie widziałam zmywaczy do paznokci z Delii. Zdradzisz gdzie je kupujesz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja musiałam znaleźć sposób na tę maskę :)
      Zmywacze kupuję w Rossmannie, albo w SP, tam są na pewno, ale w Hebe chyba też powinny się znaleźć :)

      Usuń
  30. Mam nadzieję, ze kiedyś nadejdzie ten dzień i kupię coś z Phenome, bo tylko same dobre słowa słyszę i nic z tym nie robię ;)

    Biovaxa tego akurat nie lubią moje włosy, ciągnęły się po nim jak guma i wyglądały na matowe. Pielęgnacja Chanel nie zachwyciła mnie, za to porządnie w mojej głowie zawirował pokazany przez Ciebie krem pod oczy Korres ;) Muszę mu się przyjrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci, abyś trafiła na pełen asortyment i mogła w nim przebierać do woli :D

      Krem z Korres jest jednym z nielicznych, po którego kiedyś chętnie sięgnę ponownie w charakterze kremu na dzień :) Teraz w Sephorze mają zestaw świąteczny z kremem do twarzy w ciekawej cenie. Polecam też Allegro :)

      Usuń
  31. ciekawy wpis! dużo nowości dla mnie…
    ja z Chanel z serii Hydramax posiadam żel-krem nawilżający na noc i jestem nim zauroczona, zapach chyba cała seria ma podobny - rzeczywiście dość intensywny, zwłaszcza na kosmetyk na noc...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Megdil Blog , Blogger