wtorek, 12 listopada 2013

Benefit, The POREfessional


Z bazami pod makijaż miewałam różne historie. Zwykle jednak ekscesy te kończyły się rozczarowaniem, stąd do tematu podchodzę ostrożnie, a samej bazy nie traktuję jako nieodzownego elementu w moim makijażu.
Owszem, chciałabym znaleźć taką, która spełni moje oczekiwania i nie spłata mi przy okazji nieprzyjemnych figli, dlatego też od czasu do czasu decyduję się na podjęcie poznawczej próby.




Jedną z takich prób był zakup z Benefitowej szafy, The POREfessional – bazy wygładzającej, niwelującej widoczność porów, mającej w swym zadaniowym wachlarzu delikatnie ujednolicać koloryt cery i jeszcze delikatniej utrzymywać sebum w ryzach. Poza wydłużeniem trwałości makijażu, oczywiście. Dodam, iż zakup w tym wypadku nie był do końca przemyślany, wytestowany i wyczekany. Był spontanicznym efektem wynikającym z rad sephorowych konsultantek, którym magii rzadko ulegam. Wyjątek jednak regułę od czasu do czasu potwierdzić musi ;)

22 ml kosmetyku umieszczono w plastikowej, bardzo miękkiej, zakręcanej tubce. Szata graficzna widoczna na mojej wersji jakiś czas temu została zastąpiona innym obrazkiem, nie doszły mnie jednak słuchy o równoczesnej zmianie formuły zawartości, dlatego jeśli jesteście bardziej w temacie oczytane, dajcie koniecznie znać, co wiecie :)

Składowo baza wygląda, jak wygląda – jest silikonowa, więc jeden silikon trzeci drugim pogania. Historia nie jest zatem odkrywcza, wszak baz takich na rynku jest zatrzęsienie. Każda bodaj firma, niezależnie od całorocznych finansowych bilansów ma ową w swojej ofercie.
Nie ukrywam, że nigdy nie byłam zwolenniczką specyfików tego rodzaju. Głównie z uwagi na moją cerę i jej skłonności do zapychania, czy przyciągania niczym magnes zanieczyszczeń rodzaju wszelkiego. Silikony w takim stężeniu nie są moimi najlepszymi przyjaciółmi, mogą się zaś okazać brutusowymi zdrajcami, gdy pozwolę sobie na dłuższy i regularny z nimi kontakt.




Cóż, skoro już weszłam w jej posiadanie, to i zainteresowałam się tematem szerzej, a przed pierwszym twarzowym testem, przekartkowałam opinie zapoznanych już z bazą użytkowniczek. Po tym wywiadzie na drugi plan w mojej świadomości zszedł fakt, iż skład ma ryzykanckie dla mnie predyspozycje, a prowadzenie objęła żądza natychmiastowego doświadczenia fotoszopowego blura. W końcu wizja cery o wyrównanej strukturze, po której podkład sunąć będzie niczym po nieskażonym minimalnym nawet zadarciem jedwabiu, była w zasięgu ręki :) – jakby nie było, obietnice zobowiązują, czyż nie?

Ekhm, musiałabym się urodzić wczoraj, by takim w stu procentach zawierzyć ;) Tym lżejsze było moje rozczarowanie. Ale do rzeczy…

Po pierwsze. Baza ma cielisty kolor, co w istocie może przyczynić się do ultra delikatnego wyrównania kolorytu cery. Nie oszukujmy się jednak, większych problemów, niż (mocno) wyblakłe przebarwienia nam nie zakryje.

Po drugie. Jeśli na Waszej twarzy zadomowione są choćby najmniejsze suche skórki – strzeżcie się, bo baza je podkreśli. Co więcej, ma ogromne ciągoty do przesuszania skóry, przy regularnym stosowaniu może narobić poważnych szkód w tej materii, więc w takim obliczu zadbałabym o godny zaufania, efektywny nawilżacz.

Po trzecie. Warto zwrócić uwagę na sposób aplikacji tejże. Zarówno producent, jak i wszystkie źródła, u których wiedzy zaczerpnęłam, zamiast starannie rozetrzeć, radzą bazę wklepywać/dociskać – w tym ma się kryć tajemnica i ostateczne oniemiałe zadowolenie. Moje empiryczne doznania nakazują jednak stwierdzić, że większej różnicy pomiędzy obydwoma sposobami nie widać. Oczywiście, szala przechyla się na korzyść zalecanej metody, jednak nie na tyle, by owiać ją woalką odkrywczości i genialnego sukcesu.

Żeby nie było – nie jestem złośliwa, odnoszę się tylko do oczekiwań zbudowanych na obietnicach.




Ostatecznie jednak uznaję, że baza sama w sobie spełnia poniekąd postawione przed nią zadanie, bowiem trwałość makijażu przedłuża. W moim przypadku nie robi tego perfekcyjnie, lecz spisuje się na tyle, że przed większym wyjściem, kiedy liczę się z tym, że podkład będzie musiał zostać na miejscu bez ewentualnych poprawek, sięgam po tę turkusową tubkę.
Kwestie użytkowe nie odbiegają dalece od innych, również tych tańszych, alternatywnych propozycji. Podkład rozprowadza się na warstwie bazy bardzo dobrze, gładko po niej sunie i zyskuje lepszą przyczepność. Cera wydaje się gładsza, choć rozszerzone pory nadal są widoczne. Na szczęście nie mam na ich punkcie obsesji, więc fakt ten nie mierzi mnie prawie wcale. Dużo większym natomiast problemem jest dla mnie brak ewidentnie matujących właściwości. Tych nie zauważam w ogóle – baza początkowo ukazuje ten specyficzny silikonowy semi-mat, ostatecznie jednak, bez względu na użyty podkład/kompakt/puder, nie utrzymuje wydzielanego sebum w ryzach. W ogóle, podkreślam.

Pozostaje jeszcze jeden ważny aspekt. Dla trądzikowców i cer z tendencją do zanieczyszczeń, nadrzędny – zapychanie.
Tutaj moje odczucia są nad wyraz mieszane. Mój pierwszy kontakt z produktem był, delikatnie mówiąc, nieudany. Po każdym podejściu do bazy, na twarzy pojawiało się stadko nieprzyjemności. Aktualnie używam jej mniej lub bardziej sporadycznie – tak naprawdę zależnie od potrzeb i nie zauważam już tak mocno nasilonego problemu. Jestem jednak świadoma, że tego rodzaju produkty nigdy nie pozostaną obojętne dla mojej cery. I takie rozumienie proponuję też osobom borykającym się z problemami analogicznymi do moich. Ja w podobnych przypadkach idę na świadomy, jawny kompromis albo zupełnie odrzucam możliwość poznania się z kosmetykiem. Decyzja podyktowana okolicznościami i potrzebą, tylko i wyłącznie.

Baza jest niezwykle wydajna i posłużyć może przez długie miesiące – jeśli więc macie inne, lżejsze potrzeby i nadmiar gotówki (ok. 160 zł), mogę zwrócić na nią Waszą uwagę. W przeciwnym wypadku stawiam na dogłębne przemyślenie Waszych oczekiwań.

Sama natomiast szukam alternatywy dla tradycyjnych, silikonowych baz. Mam na oku Matową Osnowę z Rouge Bunny Rouge, to jednak drogi interes, do którego na dzień dzisiejszy nie jestem jeszcze odpowiednio przekonana.
A może Wy macie swoje typy?


Pozdrawiam Was,
Megdil

90 komentarzy:

  1. Bejbe a może Kanebo Smooothing Water Make-up Baze? bez silikonów, uwielbiam ją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się na nią napaliłam :P

      Usuń
    2. Musiałam ją sobie wygooglować :) Lubię pielęgnację Kanebo, więc z chęcią spróbuję tej bazy. Udam się do Dougiego po próbkę :D Dziękuję za typ :*

      Usuń
    3. ja już swój egzemplarz już właściwie kończę i popadam w rozpacz z tego powodu, albowiem jak an razie ponownie nie mogę sobie na nią pozwolić,aleee Mikołaju jeśli istniejesz to wiesz już co chcę :D

      Usuń
    4. Z doświadczenia wiekiem i sprytem spowitego wiem, że Mikołajowi trzeba podsunąć list pod nos, osobiście. Poczta pantoflowa (tym bardziej Poczta Polska) nie zapewnią spełnienia prezentowych marzeń - subtelność w tym przypadku należy sobie darować :D
      Twoja rozpacz jest dla mnie dodatkowym bodźcem do wypróbowania tej bazy :P

      Usuń
    5. Uważam, że oferta Kanebo jak godna rozważenia a na pewno wypróbowania :) Sama poznałam z próbek a teraz kupiłam, wyróżnia się posród innych baz szczególnie dla cer typowo tłustych.

      Usuń
    6. Pomimo tego, że mam stanowczy zakaz używania różnych płynnych specyfików do makijażu do twarzy to zaintrygowałyście mnie tą bazą bezsilikonową. Nie słyszałam jeszcze o tym.

      Usuń
  2. Mam miniaturkę i używam sporadycznie, bo w dużych ilościach niestety masakra :) Na co dzień u mnie sprawdził się tylko kremik Biodermy pore Refiner. No i mam w planach Kanebo, ale to dopiero po zużyciu zapasów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie Ty zwróciłaś moją uwagę na Biodermę jakiś czas temu :D Ale zastanawiam się, jak rzeczywiście działa w połączeniu z makijażem. Robiłaś może jej recenzję? Bo nie mogłam znaleźć :)

      Usuń
    2. Robiłam, mam teraz drugie opakowanie i jestem równie zadowolona :)
      http://www.iwetto.com/2013/02/baza-doskonaa.html

      Usuń
    3. Mnie także pasował Pore Refiner pod makijaż :)

      Usuń
    4. Dzięki, Iwetto, za link :*
      Sięgnę po tę Biodermę na pewno, mam nadzieję, że u mnie sprawdzi się tak samo dobrze :)

      Usuń
  3. Ciekawiła mnie ta baza swego czasu. Potem jakoś samoistnie mi przeszło, z korzyścią dla portfela ;) Na bazach się nie znam i jakoś nie są to dla mnie produkty pierwszej potrzeby, ale przyznam, że mam chętkę na bazę Photofinish ze Smashbox'a, muszę próbkę zorganizować. Co do silikonów, to moja skóa toleruje je w kremach BB azjatyckich całkiem nieźle, myślę, że z tymi silikonami w bazie też by współegzystowała ;) Ostatnio dostałam kilka próbek podkładu nowego z Max Factora, w musie - świetny jest, bo ma w sobie silikony właśnie i działa tak trochę blurowato po nałożeniu, próbowałaś? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie bazy to również bardzo okazjonalny kosmetyk, ale są takie sytuacje, w których potrafią dać mi komfort. Przy tłustej cerze to bardzo dużo. Z drugiej strony, kompletnie mi one nie służą, bo zawsze mniej lub bardziej katują mi cerę :/ Dlatego rozpoczęłam poszukiwania lżejszych formuł. Co z tego wyjdzie - zobaczymy...

      Z podkładowymi nowościami jestem na bakier - zużywam moje obecne zapasy, więc nawet nie rozglądam się za innymi :D Chociaż Hexx nieświadomie pokusiła mnie Parure de Lumiere z Guerlain. Podkłady w musie miałam dwa - jeden z Maybelline, drugi był z L`Oreal i muszę przyznać, że taka formuła nie dla mnie - nie chcesz wiedzieć, ile kosztowało mnie ładne roztarcie ich na twarzy :D Męki nieopisane przeżywałam podczas każdego makijażu :P

      Usuń
    2. Trzymam kciuki za owocne poszukiwania zatem :)

      Rozumiem, ja też staram się zużyć to, co mam, żeby kupić coś nowego ;)
      Ja też miałam jak dotąd niemiłe doświadczenia z podkłądami musowymi, w ogóle mi to nie odpowiadało, ale tutaj jestem mile zaskoczona, nie spodziewałam się takiego fajnego efektu :) I nie ma żadnego problemu z rozcieraniem, na szczęście :)

      Usuń
    3. Dwa typy już mam, teraz pozostaje mi je tylko wypróbować na sobie :)

      M., to bardzo rozsądne podejście, które ja zdecydowanie pochwalam. Trzymam też kciuki za wytrwałość w naszym naustnym postanowieniu :D
      Z tym podkładem mnie zaskoczyłaś, bo przeszłam już w przekonanie, że trudności w aplikacji są zwyczajnie wpisane w tę niestandardową, musową formułę. Pomaziam go w drogerii, jak będę mieć okazję, choć przypomniał mi się Lasting Performance, też z Max Factor, któremu dałam szansę (znowu, kolejną...) i mimo tego, że trzyma się na twarzy całkiem nieźle, to jednak robi mi kuku :(

      Usuń
    4. Nie uznaję wyrzucania dobrych [ w sensie ważności ] kosmetyków, więc staram się je zużyć ;) Z naustnym postanowieniem nie mam na razie problemów, nawet codziennie sięgam po jakieś kolorowe mazidło :D

      Ja też byłam bardzo pozytywnie zaskoczona tym podkładem. Próbki wzięłam tak od niechcenia, z założeniem, że nie sprawdzą się u mnie i przekażę Mamie. Tak się nie stało, bo musowa formuła i właściwości tego produktu mnie zauroczyły :) Dołączę Ci próbkę do paczki :*

      Usuń
    5. Rozbawiłaś mnie, bo ja też zawsze myślę o Mamie lub znajomych w takich sytuacjach :D Często coś im się ode mnie skapnie ;D
      Dziękuję :* Po Twojej rekomendacji chętnie zapoznam się z nim na twarzy :)

      Usuń
    6. Ja nie wiem, jak to jest, ale mojej Mamie zazwyczaj każdy podkład pasuje! Też bym tak chciała... ;)

      Usuń
    7. Moja Mama po podkład sięga baaaaardzo rzadko. Nie lubi. W sumie nawet nie musi. Ja nie wiem, po kim odziedziczyłam taką paskudną cerę. Jako jedyna w rodzinie borykam się ze skórnymi nieprzyjemnościami - gdzież tu logika, gdzie sprawiedliwość !? ;)

      Usuń
    8. Moja maluje się codziennie, ale uwierz mi - czy jest to podkład Eveline za 13 zł, czy jest to Dermablend, zawsze pięknie wygląda u niej na buzi!
      Megdil, też nie rozumiem, dlaczego to tak jest... Tłumaczę sobie, że może dlatego, że żyjemy w świecie bardzo zanieczyszczonym, jedzenie też już nie jest w 100% naturalne, stres, wymagania, a to wszystko odbija się na naszym wyglądzie... Pomyśl sobie, jak w większości żyli ludzie 200 lat temu, a jak my teraz?

      Usuń
    9. To zazdroszczę Twojej Mamie :D

      W tym, co piszesz jest dużo racji, niestety :/ Z obserwacji widzę, że u mnie stres i jedzenie wywołują najwięcej szkód. Dlatego muszę uważać, co jem. Chociaż w moim przypadku to też kwestia samego organizmu. Abstrahując już od kosmetyków i zanieczyszczeń, od których ucieczka jest już bodaj niemożliwa. Są więc aspekty, na które niewiele możemy poradzić i w sumie nad tym najbardziej ubolewam. Już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że pora podejść do tematu rozważniej i chociaż w kosmetykach, które stosowane w codziennej pielęgnacji mają jednak duży wpływ na stan skóry, znaleźć takie, które będą nie tylko działać dobrze, ale też nie pozostawią szerokiego marginesu na ewentualne 'skutki uboczne'. Folguję sobie czasem, zwłaszcza w przypadku kolorówki, ale i do tego tematu, jak widać, muszę podchodzić bardzo ostrożnie.

      Usuń
  4. niestety takie zwarte, naszpikowane silikonami bazy są nie dla mnie :(
    mam ładną cerę a one ewidentnie i zawsze ją psują więc sobie po prostu odpuściłam :) i nie używam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoją cerę, to ja podziwiam za każdym razem, gdy lico Twe widzę na monitorze. Czasami się zastanawiam, po co Ci podkład, a gdzie tu baza :D

      Usuń
  5. Zupelnie nie mam doswiadczenia w kwestii baz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ich szaleńczo nie używam, z prostej przyczyny - zapychanie. Dlatego naiwnie (na razie) szukam czegoś, co będzie stanowić jedynie pomoc w makijażu, bez kompromisów :)

      Usuń
  6. W takim razie ja mówię: dziękuję bardzo. Podkreśla suche skórki, wysusza, a do tego może zapychać. Na takie ryzyko się nie zdecyduję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja musiałam mieć jakieś zaćmienie umysłu, by kupować kosmetyk tego rodzaju w ciemno - czasami jednak daję się ponieść niewytłumaczalnym emocjom :D

      Usuń
    2. Tak jak każda z nas :D ale przynajmniej wiemy, że ten produkt efektu WOW nie daje ;)

      Usuń
  7. Mam i u mnie tworzy maskę na twarzy:/ jakaś taka mocno porcelanowa się robię :) na większe wyjścia ok, ale na co dzień źle się z tą bazą bym czuła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojej cerze porcelanowego efektu nie i da cały zastęp silikonów, więc i takiego efektu nie odnotowałam, ale w takowy u Ciebie - wierzę :)

      Usuń
    2. może innym wydawać się taki efekt super ale ja się źle czuję , jakbym miała ciągle coś na twarzy:/

      Usuń
    3. Fakt jest taki, że silikonowe formuły nigdy nie pozostaną niewyczuwalne, bo skórze ciężko pod ich warstwą normalnie funkcjonować. Pamiętam, że na Twoim licu pięknie prezentuje się meteorytkowa baza Guerlain, u mnie ta konkretna, mocno rozświetlająca wersja dałaby efekt postrachu wśród ludzi :D

      Usuń
  8. Nie miałam z nią większego kontaktu, jednak obietnica blura mnie też skusiła :) Wprawdzie nie do kupna, ale wysmarowania całej dłoni w Sephorze :D Efekt ogromnie mi się spodobał, ale wzięłam pod uwagę, że na dłoni raczej nie mam problematycznej cery ;) Obawiam się, że z moją tendencją do zapychania, ta baza spowodowałaby taki sam wysyp nieprzyjaciół, jak u Ciebie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, jakie spustoszenie mogłaby wywołać, gdybym stosowała ją codziennie. Brrr. Na dłoni rzeczywiście intryguje, cera to inna historia. Wiadomo, że ostateczny efekt zależy od wyjściowego jej stanu, ale rozszerzonych porów z pewnością nie pozwoli nam się pozbyć. Jeśli masz więc cerę podobną do mojej, odpuść, nie warto :)

      Usuń
    2. Rozszerzone pory, to mój nieodłączny....hmm, na pewno nie atrybut :D Ale coś, z czym muszę żyć i nie mogę się pozbyć :( W takim razie będę ją omijała :)

      Usuń
    3. Ja myślę, że do rozszerzonych porów można się po prostu przyzwyczaić. Oczywiście, to zależy od oczekiwań, czy subiektywnej estetyki, ale żyć się z tym da, czyż nie? :)

      Usuń
  9. Mam ja, ale uzywam dosc rzadko.. Nie lubie tego efektu jaki daje.. Nie lubie tego uczucia sliskosci jakie zostawia na skorze.. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No taka ci domena silikonów. Ja nie znoszę tej śliskości na dłoniach. Zaraz po zaaplikowaniu jej na twarz muszę biec do łazienki i umyć ręce, bo szlag mnie trafia :P

      Usuń
  10. kusiła, w święta można kupić miniaturę w zestawie z różem, tinte,, 4 cieniami i tuszem do rzęs za 169 zł - to fajna opcja na próbę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na próbę lepiej zaopatrzyć się w próbki :) Jak chcesz, to Ci takową sporządzę.

      Usuń
  11. Benefit wogole nie wzbudza we mnie zaufania, te kiczowate opakowania mnie zniechecaja do siebie... chociaz tinty mnie troszke interesuja. Ja wcale nie uzywam takich produktow i jakos zyje, boje sie uzyc nawet sporadycznie.
    PS nadal stosujesz Epiduo? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam jeden tint (ten czerwony), ale w ogóle się z nim nie polubiłam. Efekt na policzkach był dla mnie nijaki, usta natomiast wysuszał - w tym przypadku stawiam na 'klasyczne' rozwiązania :)

      Epiduo stosuję cały czas. Tyle, że niekoniecznie codziennie, a w zależności od stanu cery. Nadal daje radę, aczkolwiek ostatnio mój organizm przeżywa małe perturbacje i wszystko odbija się na cerze :/ Za jakiś czas udaję się do dermatologa i nie wykluczam podjęcia innych leczniczych kroków. Zobaczę, jak sytuacja się rozwinie, no i co wyjdzie w trakcie konsultacji.

      A powiedz, Olu. Nadal jesteś zadowolona z CE Ferulic? A może stosowałaś też Phloretin CF?

      Usuń
    2. Nie uzywam takich produktow - mialam na mysli bazy pod podklad...czasem jak cos napisze to az strach ;) nie wiadomo o co chodzi.
      Nie uzywam, bo cos czuje, ze zle by to sie skonczylo dla mojej cery ale ta dyskusja o bazie Kanebo mnie zainteresowala... nie ukrywam, ze czasami chcialabym aby makijaz dluzej wygladal swiezo.
      Z tintu mnie wyleczylas, dziekuje!
      Trzymam kciuki za udana wizyte u dermatologa! Ja jeszcze sie nie zdecydowalam na konsultacje z lekarzem ale to chyba kwestia czasu poniewaz moja pielegnacja nie daje takiego efektu na jaki licze chociaz wiem, ze leczenie retinoidami na recepte takze wymaga cierpliwosci. Nadal uzywam Skinorenu, do tego Effaclar K i tonik z kwasem glikolowym Liquid Gold Alpha H - tak, wszystko na raz nakladane od konca, jestem juz naprawde przeprawiona w boju i nawet nie czuje nalozeniu na siebie tego wszystkiego szczypania. Mam takze na stanie tonik oczyszczajace Clinique, czworeczke(zastapie nim Liquid Gold) i nowosc krem Skin Ceuticals Retinol 0.3. I chociaz jest to krem dedykowany cerze starzejacej sie to zawiera duzo retinolu, wiec jest szansa, ze podziala na zaskorniki - zastepstwo Effaklar K z ktorego jestem zadowolona ale nie do konca :)
      CE Ferulic nie uzywalam, ale Phloretin CF tak, z powodzeniem i tesknie za nim ;) to serum jest swietne ale cena mnie troche blokuje ( tym bardziej, ze jest niestety malo wydajne, buteleczka 15ml starcza na 2 miesiace) jak tylko bede mogla sobie pozwolic to je kupie.

      Usuń
    3. Spokojnie, wszystko zrozumiale napisałaś :) I zgadzam się z Tobą - tak, jak napisałam - dla takich cer, jak nasze, silikonowe bazy nigdy nie pozostaną obojętne. Szkody (mniejsze lub większe) są gwarantowane. To mój ostatni taki kompromis. Ta baza z Kanebo wryła mi się w głowę i zamierzam ją wypróbować. Ciężko mi porzucić zupełnie poszukiwania potencjalnych utrwalaczy makijażu. Zobaczę, co się z tego wszystkiego rozwinie. A przy okazji, masz jakieś swoje sprawdzone i ulubione podkłady? :)

      Muszę przyznać, że mocną mieszankę skombinowałaś. Ten tonik z Clinique też mam zamiar wypróbować, muszę tylko poszukać jakiejś małej wersji, bo nie miałam z nim wcześniej styczność, w związku z czym nie wiem, czego się spodziewać, więc dużego opakowania nie zaryzykuję. Zastanawiam się nad 3 lub 4.

      Na krem z retinolem trafiłam przypadkiem, gdy przeglądałam sobie ofertę SC. Zwróciłam na niego uwagę, ale na dłuższą metę jej nie przykuł. Widziałam jednak, że zbiera pozytywne opinie :)

      Przepraszam, pokręciłam :D Pamiętam, że polecałaś właśnie Phloretin CF, naczytałam się też kilku zdań w temacie obu serów, również CE Ferulic - ten drugi ma wyższe stężenie wit. C, ale też jest ponoć nieco bardziej upierdliwy w użytku (wzmaga błyszczenie, wolniej się wchłania). Trochę mnie to zniechęca, tym bardziej, że cena nie jest odpowiednia do eksperymentów zupełnie w ciemno. Zrobię jeszcze małe rozeznanie po sklepach i mam nadzieję zdecydować się na coś niedługo.

      Usuń
    4. Ja mam bardzo dobre zdanie o Kanebo, lubie ich czyscicki i ta podstawowa serie nawilzajaca (ta chociaz cudoow nie robi, to rowniez nie krzywdzi a w przapadku cery tradzikowej jest to juz duzo), uwielbiam ich krem pod oczy Wrinkle Repair ( nie mam zamiaru zamieniac go na nic innego, tresciwy krem na noc ktory nie przypomina wazeliny i dziala, zmarchy prostuje blyskawicznie ), no i podklad Lasting Velvet to moj ulubiony, niewidoczny, taka woalka na twarzy, lekki,slabo kryje i aktualnie nie moge sobie pozwolic by go uzywac,ale w lepsze dni cera nim przyozdobiona wyglada bardzo naturalnie. Mam ochote wyprobowac puder sypki tej marki, no i teraz tez ta baze pod makijaz. Zaden z kosmetykow Kanebo nie zrobil mojej cerze kuku.
      Ja wybralam 4, bo jednak ma ona mniej gliceryny i sklad jest podobny. Ja nie boje sie panicznie gliceryny ale jednak wole jak jest jej minimalna ilosc w kosmetyku. Generalnie tonik dosc mocno wysusza cere i nie wiem czy to dobry pomysl na laczenie go z epiduo, tak jak mowisz najlepiej poluj na male opakowanie.
      Krem uzywam juz od paru dni i jak na razie jestem pozytywnie zaskoczona, cera po nocy jest wygladzona, niespodzianki wysuszone i jak na razie nie pojawia sie nic nowego, nie wiem czy ostatnio puzzle mnie tak relaksuja= mniej stresu ;) czy w koncu trafilam na dobry suplement (naturalne drozdze) czy moze to zaslugo tego kremu?
      A wiesz, ja rowniez sie zastanawialam na tymi dwoma serami ;) najpierw chcialam zakupic CE Ferulic wlasnie dzieki wyzszej zawartosci witaminki C ale ostatecznie zniechecila mnie jego tlustosc. Phloretin CF tez zawiera kwas ferulowy oraz floretyne ktora w polaczeniu z ww kwasem daje lepsze dzialanie niz nawet 15% stezenie witaminki C. Ostatecznie dla mnie zwycieza Phloretin, zwlaszcza, ze jest lekki jak woda. Musze po niego sie w koncu wybrac :)

      Usuń
    5. Ja jestem zakochana w Mud Soap, tęsknię za nim bardzo. To chyba znak na reaktywację naszej miłości :D Opisem kremu pod oczy zainteresowałaś mnie niezmiernie, cena w Polsce jednak skutecznie mnie zniechęca.
      Pamiętam, jak wspominałaś mi już kiedyś o tym podkładzie, byłam nawet w Douglasie, chciałam go wypróbować, ale wszystkie testery były totalnie wysuszone :/ Cały czas mam go jednak na uwadze i z pewnością wypróbuję.
      Kanebo kusi mnie kilkoma kosmetykami, poniekąd dzięki Tobie zwróciłam uwagę na ich kolorówkę i na ów puder też będę polować :) A używałaś może tej ich Esencji Oczyszczającej oraz Peelingu Enzymatycznego? Na ten peeling mam szczególną ochotę, chcę go bowiem porównać z Daily Microfoliant z Dermalogica.

      Epiduo nie działa na mnie jakoś specjalnie wysuszająco. Oczywiście wszystko zależy od innych działań pielęgnacyjnych, które podejmuję, ale generalnie nie stwarza mi pod tym kątem wybitnych problemów. Wiem, że ten Clinique wysusza, liczę się z tym, ale korci mnie, żeby jednak sprawdzić jego działanie. Nie wiem, czy chciałabym go używać codziennie, ale podejrzewam, że mógłby się w mojej pielęgnacji odnaleźć. Zobaczymy :)

      No to świetnie, że SC z retinolem Ci służy, złagodzenie stresu zawsze niesie swój wkład w poprawę :) Puzzli dawno nie układałam :D Drożdże? Rzeknij coś więcej :>

      Dzięki, moje poszukiwania serum z witaminą C uznaję już powoli za zakończone :) Phloretin przekonuje mnie najbardziej, przynajmniej składowo, z opisu i opinii innych :)

      Usuń
    6. Ja tez lubie Mud Soap! Bezwzglenie najlepszy oczyszczacz jaki mialam i jeszcze mam ale na razie poszedl w odstawke bo mam jeszcze Shiseido Ibuki tez zel peelingujacy rowniez bardzo fajny efekt i jak dla mnie zapach przyjemniejszy chociaz zapachy to to co najmniej sie dla mnie liczy. MS potfafi jednaj zaszczypac w nosa ;)
      Och cena jest masakryczna ale ten krem jest niesamowicie wydajny. I zaluje, ze ma tak krotka date waznosci po otwarciu, zaledwie 6 miesiecy. Ja przyznam, ze uzywam dalej...mam go dokladnie rok i chyba juz troche przeginam... uzywam tylko na noc bo na dzien nie jest juz nic potrzebne.
      Esancja oczyszczajaca to sciema :) serio, jest to najgorszy kosmetyk Kanebo i w tym wupadku zaluje, ze nie uwierzylam opiniom z wizazu.
      Peeling enzymatyczy mam tez juz z rok i nadal jestgo troche mniej niz polowe, moze 1/3 opakowania. Te kosmetyki sa superwydajne a ja nigsy sobie nie zaluje! Uzywam nawet czasami codziennie bo jest delikatny, trzeba dac mu na poczatku kilka dni aby pokazal swoja moc. Nie mialam peelingu z Dermalogica i szukalam opini porownawczych i chyba wychodzi na plus dla Kanebo, moze uda Ci sie zdobyc probke zeby samej sie przekonac?
      Na razie nie jestem w stanie nic powiedziec o Clinique ale moge tyle, ze za Liquid Gold wcale nie tesknie. Podobno skora uodparnia sie szybciej na kwsy AHA niz BHA wiec na jakis czas odstawiam kwas gikolowy. Chyba warto jest je zmieniac..przynajmniej w moim wypadku ale mimo wszystko uzywac stale.
      Retinol coraz bardziej mi sie podoba i wreszcie czuje, on w tym kremie naprawde jest i dziala.
      Puzzle to zuo o.o lepiej nie zaczynac bo wciaga na maksa.
      Drozdze lykam takie w tabletkach. Maja duzo naturalnj witaminy B1. Codzienna dawka 15 tabletek (3x5) u mnie dziala bardzo dobrze na zmniejszenie lojotoku. Ranki goja sie szybciej. Trzeba byc tylko systemstycznym. Bardzo dziwi mnie to, ze ten suplement dziala bo kupilam go w akcie desperacji a to co sie naczytalam o kandydozie nikaj sie trzyma kupy z moimi doswiadczeniami .. ale co tam, te drozdze sa martwe...najwazniejsze, ze cos tam dziala :)
      Jedyne serum z C ktore mnie przekonuje oprocze Phloretin to te samorobione. Ciekawa jestem tez witaminy c w proszku dr Sebagh i co w niej jest takiego wyjatkowego, ze kosztuje kilkanascie razy drozej niz ta zsk...

      Usuń
    7. A mi zapach Mud Soap bardzo odpowiada, czuję w nim takie SPA... :D Z tej serii Shiseido Ibuki chodzi mi po głowie jakiś nawilżacz. Wiele osób je chwali, przyznam, że nie zainteresowałam się jeszcze żadnym bliżej, ale ziarnko zostało zasiane ;) Muszę sprawdzić składy, głównie obstawiam emulsję nawilżającą i tę z ochroną SPF.

      Wiesz, ja wychodzę z założenia, że jeśli kosmetyk po sugerowanym terminie przydatności służy nadal tak, jak służył, a konsystencja i zapach się nie zmieniły, to nic nie stoi na przeszkodzie, by nadal ich używać. Owszem, są takie produkty, z których w podanym przez producenta okresie wyparowują właściwości obecnych w nich składników, ale do tego można też dojść wczytując się w skład. Staram się nie dopuszczać do takich sytuacji i zużywam kosmetyki w sugerowanym jednak terminie, ale zdarzają się takie, z którymi to jest po prostu niemożliwe. Np. peelingi z Phenome, również używałam ich dłużej, niż 'ustawa przewiduje', ale cały czas spisywały się tak samo. Identyczny zapach, identyczna konsystencja, no i działanie bez zmian.
      Muszę o tym kremie pod oczy szybko zapomnieć, by się za bardzo nie nakręcić :P

      No to esencję sobie odpuszczę :) Ja z Dermalogica byłam bardzo zadowolona, rozważałam powrót, ale przypomniał mi się właśnie ten z Kanebo. Z próbkami, to u nas ciężko jest ;) Tak, jak w Sephorze właściwie nie miewam tych dziwnych, legendarnych już sytuacji, w których konsultantki nie chcą dawać próbek (chore podejście), tak w Douglasie sytuacja ma się zgoła inaczej. Serio. To tak, jakby przetestowanie kosmetyku przed ewentualnym zakupem, który w dodatku nie należy do najtańszych przyjemności, było czymś z kosmosu. Czasami śmiać mi się chcę, gdy widzę, jak inaczej traktują Cię, gdy zostawiasz u nich konkretne pieniądze, a gdy przychodzisz rozeznać się w tym, co mogą zaoferować. No ale. Może poszukam na Allegro.

      Powiem Ci, że ja nie w każdych nowościach się orientuję. W dużej mierze robią furorę/przychodzą z YT, a od jakiegoś czasu jestem zdecydowanie w tyle z produkcjami dziewczyn, więc i nie wiem, co w trawie piszczy ;) O Liquid Gold czytałam/słyszałam chyba u Nissiax? Żeby wejść w dysputę, musiałabym zgłębić wątek :)
      Podobnie z tematyką drożdży, dziękuję, że zwróciłaś na to moją uwagę. To zmniejszenie łojotoku zapaliło u mnie lampkę, toteż z pewnością rozważę plusy i minusy. Z tym problemem rzadko co u mnie sobie radzi. A jeśli już, to tylko bardzo doraźnie, straciłam wręcz nadzieję, że uda mi się ten problem 'samodzielnie' opanować :/

      Wiesz, cena nie zawsze świadczy o rzeczywistej wartości, ale zdaję sobie sprawę, że są przypadki, w których zastosowane technologie, sposób obróbki, sposób pozyskania, czy wreszcie jakość danego komponentu, czy ich mieszanki robi ogromną różnicę w odbiorze i finalnym działaniu. Zwykle jednak jest tak, że dopóki nie porównasz dwóch rzeczy osobiście, możesz jedynie gdybać o ewentualnej dysproporcji.

      Usuń
    8. Zel jest fajny ale wrocilam na chwilke do Kanebo i jesdnak nic go nie pobije ;) Z Shiseido mialam kiedys filtr , nie pamietam odkladnej nazwy ale byl ciezki ;( tlusty i bardzo mi zaszodzil. Nie mam zbyt dobrego zdania o Shiseido, na opakowaniach chwala sie niezapychajacymi formulami ale rzeczywistowsc w moim przypadku jest zgola inna.

      Troszke mnie uspokoilas z tym kremem... zuzyje do konca i dopiero bede sie zastawiac czy aby na pewno warto wydac tyle kasy ponownie...

      Wiesz u nas probki Tez ciezko jest tak dostac nic w zamian nie kupujac ale czasami sie udaje. Moja tesciowa niedawno zdobyla miniaturki najnowszej serii kosmetykow Kanebo, gdzie sam krem do twarzy kosztuje 700 euro( jednoczesnie jest chyba najdrozszym z tej lini). Ale juz za drugim razem pani powiedziala nam, ze sa to za drogie kosmetyki aby robic z nich probki ;) Wszystko zalezy od obslugujacego nas sprzedawcy.

      Ja oczywiscie tez wszystkie nowosci i hity kosmetyczne poznaje z sieci. Dla mnie recenzje osob ktorym moge zaufac i maja podobny profil urodowy sa bardzo pomocne ale zawsze istnieje ryzyko, moja cera sie z tym czy innym kosmetykiem nie polubi dlatego tez czytam sklady, porownuje, lubie miec rozeznanie w rynku zanim na cos konkretnego sie zdecyduje. Raczej nie kupuje kosmeytkow pod wplywem chwili.

      Z ostatnim akapitem zgadzam sie calkowicie :)

      Usuń
    9. Ja już dawno nie używałam w pielęgnacji żadnego kosmetyku, którego skład nie byłby naturalny. Od dawna bazuję na Phenome, ale mam ochotę na zmianę. Szukam czegoś bardziej nawilżającego, ale jednocześnie w takiej formule, która mi nie zaszkodzi. Bo muszę uważać tak samo, jak Ty :/
      Patrzyłam na skład Ibuki, ale nie do końca mi pasuje. Może to kwestia mojego składowego rozbestwienia, ale jednak przekonana nie jestem. Może uda mi się gdzieś nabyć miniaturowe wielkości. Przetestowałabym go sobie na spokojnie. No i mam miniaturę sorbetu Caudalie, bardzo jestem go ciekawa.

      Masz rację, możliwość uzyskania próbki, czy fachowego doradztwa (czasami nachodzą mnie poważne wątpliwości, czy coś takiego jeszcze w ogóle istnieje w sklepach) zależy od sprzedawcy. Swoją drogą, Twoja Teściowa musi mieć spory urok osobisty :D

      Usuń
    10. Wiesz mialam taki okres, kiedy moj synek byl malutki, zczelam sie interesowac kosmetykami naturalnymi. Po roku od porodu kiedy moja cera zaczela sie diamentranie zmieniac na gorsze postanowilam calkowicie bazowac na kosmetykach ekologicznych ale jakos nie do konca mi pasowaly, a poznalam naprawde duzo kosmetykow, przez samorobione, biochemie urody i gotowce z roznch polek( Z tego co pamietam to byly m.in. Lush, Miessence, dr,. Hauschka, Pat&Rub, jakies marki dostepne w Bionaderze)Y Nie jestem juz w stanie sobie przypomniec i obiektywnie ocenic ich dzialania, wowczas interesowalo mnie jedynie to aby nie zapychaly... a jak wiadomo cera tradzikowa zapycha sie sama... a ja myslalam, ze sobie szkodze kosmetykami - nie moglam zrozumiec, ze nagle cera sama z siebie sie zmienia. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek zdecyduje sie na naturalne kremy -( moja cera nie potrzebuje olejkow, a te sa glownymi skladnikami takich nawilzaczy, nie lubi tez zalepiajacego kwasu hialuronowego) peelingi ( preferuje enzymatyczne - phenome to dla mnie bardziej kwasowa maska, nie sprawdzil sie, te z biochemii urody byly strasznie niewydajne,innych nie pamietam... a pamietam jakis z Miessence, beznadziejny byl, a z ziarnistych mam ulubiony, jest nim soda oczyszczona ktora dosypuje do zeli do mycia), czy oczyszczacze ( niestety ale kiedy uzywam filtrow, tradycyjnych podkladow czy kremy bb to jednak oczyszczanie jakimis glinkami czy delikatymi produktami nie wchodzi w gre, dodatkowo stosuje kosmetyki z substancjami czynnymi i aby byly one w stanie dotrzec glebiej cera musi byc odtluszczona, przynajmniej ja tak to widze i sie to u mnie sprawdza). Bardzo chcialabym uzywac naturalnych kosmetykow ale nie pasuja mi ;( Wyjatkiem jest tonik Pat&Rub ale na dzien dzisiejszy nie uzywam, moze kiedys... w ogole ja malo uzywam takich zwyklych nawilzaczy, moja cera sie juz przywyczaila dla kremow zluszczajacych i w tej chwili daja mi one lepsze poczucie nalzenia niz niejeden krem.
      Na nawilzacze Ibuki tez bym sie nie zdecydowala, bo chociaz wole chemie to jednak bez przesady hehe :)

      Usuń
    11. Wiesz co? Macalam ta baze pod podklad z Kanebo i jest to po prostu nawilzajaca baza, wodnisty zel... a coz innego mogloby zapraponowac Kanebo? Ja sprawdzalam na dloni tylko i ciezko mi jest ocenic, nawilza, tak po prostu ale nie wiem czy przez to nawilzenie makijaz bedzie trzymal sie lepiej? Jakos ciezko mi siebie wyobrazic by ten produkt sprawdzil sie na filtrze... chociaz w wyjatkowych sytuacjach filtr mozna sobie odpuscic, i tylko tym zwieszyc zywotnosc makijazu... Ja chyba podziekuje tym razem Kanebo ;)

      Usuń
    12. Ja jestem zdania, że nic na siłę robić się nie powinno. Nie stoję na ten moment po stronie żadnego z obozów - mimo że jeszcze do niedawna każdy kosmetyk, który lądował na mojej twarz, ciele, czy włosach MUSIAŁ być naturalny. Od tej reguły odstępowałam tylko w przypadku kosmetyków do makijażu, no i ewentualnych leków zaleconych przez dermatologa. Obecnie zaczynam otwierać się ponownie na produkty odbiegające od tej filozofii, ale też tylko do pewnego stopnia, bo są składniki, których unikać będę. Mnie akurat naturalna pielęgnacja bardzo służy i niezmiernie się z tego cieszę, lecz zdaję też sobie sprawę, że zaawansowane technologie niekoniecznie idą w parze z naturą i są sytuacje, w których warto odpuścić i spróbować czegoś innego. W takim punkcie się właśnie znajduję.
      Ostatnio czytałam na jednym z blogów bardzo przychylną opinię na temat którejś emulsji Ibuki, zresztą jest wiele osób, które tę serię zachwalają i powiem Ci, że czuję się zaintrygowana, choć naprawdę niespodziewanie. Od zachcianki do zakupu daleka droga u mnie, więc nie wiem, jak się sprawa potoczy, ale 'natwarzowe' rozeznanie zrobię :)

      Ja jeszcze nie byłam w Douglasie, więc nie zdołałam się zorientować bezpośrednio, jak ta baza wygląda i z czym się to je :/ Ale wiem, że spróbuję, bo może ona tylko tak niepozornie się zapowiada? :) Poza tym, jestem łasa na ewentualne przedłużacze trwałości makijażu, więc nie mogłabym jej sobie odpuścić, wiedząc, że istnieje :P
      A z jakich filtrów korzystasz?

      Usuń
    13. Nie dodalam, ze jesli chodzi o wlosy i cialo to sobie nie zaluje i tutaj juz wchodza w gre tylko kosmetyki naturalne :) no moze poza kremem do stop z mocznikiem, no i serum czy jakas jedna maska z sylikonami musi byc...no i kulka chemiczna rzecz jasna bo inne nie daja rady.
      Ciesze sie, ze u Ciebie naturalna pielegnacja sie sprawdza. Uwazam, ze lepiej nie klasc za duzo chemii na siebie i w siebie... Zyjemy w takich czasach, ze ciezko jest sie od tego odciac calkowicie ale skoro mozna choc troszke ograniczyc to zdecydowanie warto to robic.
      Ja uzywam filtru z Vichy, lubie go ale nie jest bez wad, czasami nie chce sie wchlonac i zostawia taka jakby pudrowa otoczke? Dlatego nie widze na takim podlozu tej bazy z Kanebo, mysle, ze to bedzie sie rolowac ale moze sie myle, (z podkladami nie mam problemu, bo je wklepuje)... Jesli sie na nia zdecydujesz to oczywiscie bede czekac na recenzje :)

      Usuń
  12. Nie stosuję takowych.
    Uważam, że nie jest mi potrzebny kosmetyk tego typu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i słusznie :) Jeśli nie masz potrzeby, to bezcelowym byłoby katowanie cery, bo w takich kategoriach należy to jednak rozpatrywać.

      Usuń
  13. Miałam i bardzo lubiłam, choć cena jest nieco przesadzona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem cena jest mocno wygórowana. Mądry jednak Polak po szkodzie :P

      Usuń
  14. Alternatywy dla tradycyjnych silikonowych baz niestety nie mam, więc nie pomogę w Twoim problemie.
    Taka sobie ta baza powiem Ci, za połowę tej ceny pewnie dostałabym taką samą w działaniu. Ja znowu bym była zła o te pory, bo dzielnie z nimi walczę, choć już teraz są dużo mniejsze i też mi tak nie przeszkadzają.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Ci powiem, że za 1/4 tej ceny dostałabyś pewnie coś podobnego. Jeśli jednak nie odczuwasz potrzeby, nie warto męczyć cery w ten sposób.

      A z rozszerzonymi porami da się żyć, koniec świata to to nie jest :) Poza tym, większość z nas trochę tę kwestię wyolbrzymia. Ja spotkałam kiedyś na swojej drodze osobę, której pory na całej twarzy były bardzo mocno widoczne. Zwykle ten problem objawia się w takich strategicznych miejscach, jak policzki i nos, a i wówczas da się tę różnicę delikatnie zakamuflować makijażem. U kobiety, o której wspominam, nic nie było w stanie temu zaradzić. Ale wystarczy wtedy podkreślić swoje zalety - piękne oczy, usta, czy włosy i kłopot z głowy :) Poza tym, nie sądzę, by ktokolwiek zwracał uwagę na te rozszerzone pory poza nami samymi, warto o tym pamiętać :)

      Usuń
  15. Zaniechałam poszukiwania bazy, aby nie skatować swojej twarzy już do końca. Mnie wszystko zapycha, muszę bardzo uważać i w jedzeniu, pielęgnacji, a w szczególności w makijażu. Tym sposobem wybrałam coś sypkiego - fix z artdeco, okazał się strzałem w dziesiątkę. Matowi i trzyma w ryzach naprawdę porządnie całą imprezę. Oczywiście nie jestem przychylna stosowania codziennie, bo takiego wrażliwca jak ja, po prostu wysusza, ale dla tłustych cer, myślę że może być bardzo pomocna. No i ta cena, 40-50zł? Pomyśl o tym fixie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie sprawa niestety ma się podobnie. Czasami taki dodatek daje mi pewien komfort w sytuacji, w której jest mi takowy potrzebny. Stąd moje sporadyczne eksperymenty i poszukiwania. Ostatecznie jednak stwierdzam, że w przypadku naszpikowanych silikonami produktów gra nie jest warta świeczki - zwłaszcza w przypadku tak wrażliwych na te substancje cer.

      Zainteresowałaś mnie tym produktem z Artdeco. Zdążyłam się zorientować, że występuje w wersji kompaktowej i sypkiej właśnie. Na pewno przestudiuję temat! Dziękuję :*

      Usuń
    2. U mnie aktualny kryzys na twarzy, ale na tyle mocny, że od dwóch dni stękam z bólu. Hormony mi szwankują, czeka mnie trochę wizyt. To wszystko przypomina mi, że z moją cerą nie warto igrać. Wszelkie nowości i zachcianki muszę przeanalizować i dyskretnie wprowadzać w życie mojej twarzy. Niestety mamy ją jedną, a mi nie w głowie zabiegi medycyny estetycznej. W każdym razie wróciłam po to, aby napisać Ci, że pisałam o niej daaawno, dawno temu u siebie, mam wersje sypką. Jak spojrzysz na datę postu, a dzisiejsza, ze nadal go mam...pioruńsko wydajne to jest! Druga ważna sprawa, fix dajesz na makijaż już cały, odbija światło, wygładza, także ma troche "dalej" do kontaktu ze skórą niż jako pierwszy produkt w makijażu. Owszem, będzie zapychać zbyt często używany, prawdopodobnie też wysuszy. Ale od dzwonu jest to najlepszy jak dla mnie produkt. Wersja sypana ma minus taki, że lubi sie wysypywać ze swojego zgrabnego pudełeczka po otwarciu. Szybko jednak wyszło w praniu, że nie musze nosić fixa ze sobą, bo działa bez poprawek (testowałam na imprezach i weselach), a więc problem wysypywania sie został zredukowany do minimum, bo leży sobie grzecznie w komodzie z kosmetykami ;)

      Usuń
    3. Moja cera aktualnie też przeżywa katusze. W niedługim czasie wybieram się do dermatologa skontrolować sytuację, ale podejrzewam, że i na tym się nie skończy. Trzymam kciuki, żeby u Ciebie szybko nastąpiła poprawa, bo z doświadczenia wiem, że takie bolące historie potrafią dać w kość.

      Dziękuję za te spostrzeżenia, przeczytałam też post u Ciebie, jesteś nieoceniona :)
      Ja takimi produktami nie traktuję twarzy codziennie, nie wyobrażam sobie tego na dłuższą metę. Dzięki Wam dowiedziałam się o kilku alternatywach, które mam zamiar spróbować. Porefessional uznaję bowiem za mój ostatni eksperyment z takim składem, bo i przekonałam się finalnie, że nie ma opcji, by ten nie odbił mi się czkawką na ogólnym stanie skóry. Czas odrzucić kompromisy, z których wynikające korzyści nie są w stanie pokryć strat.

      Usuń
  16. Lubię bazy pod makijaż i najprzyjemniej używa mi się bazy z MUFE oraz Guerlain, mam też niezły preparat z Dermalogiki ale to nie jest typowa baza. Kupiłam bazę Kanebo, która po próbkach dobrze rokuje :) a za Benefitem to specjalnie nie szaleję, jakoś nie trafia do mnie oferta tej firmy. Wyjątkiem jest Hervana i Dallas.
    Opisywana baza przez Ciebie gościła u mnie i szybko znalazła nowy dom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baz z MUFE nie znam, jest ich tyle, że ostatecznie nigdy nie potrafiłam dokonać odpowiedniego wyboru. Mam ochotę na meteorytową Guerlain, od dawna ciekawi mnie, jak sprawdziłaby się na mojej cerze. Na pewno ją wypróbuję, bo i od dawna sobie to obiecuję.
      Po Water Make-Up Base sięgnę, Iwona skutecznie mnie zachęciła :D

      Usuń
  17. Paradoksalnie w Twoim stylu są próbki trzech podkładów i ten nowy Max Factora wydaje mi się być taką super, hiper wygładzającą bazą właśnie ze względu na chyba wszystkie możliwe rodzaje silikonów ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że duża zawartość silikonów jest po prostu wpisana w podkłady tego rodzaju. Używałam dwóch i każdy dawał to specyficzne wygładzenie połączone z równie charakterystycznym, śliskim wykończeniem.

      Usuń
    2. dla mnie to one mają jeszcze swój charakterystyczny zapach :D

      Usuń
    3. Tak daleko moja pamięć nie sięga :D

      Usuń
  18. Ja już ją miałam nabyć, bo na blogach sponsorowanych przez tą firmę same superlatywy o tej bazie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie neguję innych opinii. Ile osób, tyle różnych wrażeń ;)

      Usuń
    2. To fakt, zależy też od rodzaju cery :)

      Usuń
  19. Mam miniaturkę tego specyfiku :) Leży głęboko w koszyczku i jakoś mnie nie zachęca. Cieszę się z każdego dnia bez 'niespodzianek' na twarzy i z obawy przed silikonami po prostu jej nie używam :) Twoja opinia utwierdziła mnie tylko, że to słuszna decyzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, nie wiedziałam, że borykasz się z takimi problemami. W takim razie, oddaj ją komuś, niech Ci miejsca nie zabiera i na Twoją cerę nie czyha :P

      Usuń
    2. No niestety :( Z cerą u mnie bywało różnie. Teraz jest ok, choć ciągle boję się tak mówić żeby nie zapeszyć :] W moim przypadku ładna cera to ciągła walka, przemyślana pielęgnacja i regularne wizyty u kosmetyczki.

      Usuń
    3. Znam to aż za dobrze ;) Trądzikowe zmagania nie należą ani do łatwych, ani do przyjemnych. Tym bardziej, że to zwykle nie jest kwestia samej pielęgnacji, ale i głębszych problemów. Trzymam za nas kciuki :*

      Usuń
    4. Trzymajmy mocno :) Ja za Ciebie, Ty za mnie :)

      Usuń
  20. Moja skóra ma tendencje do zapychania i jak tylko ma okazję do tego to ją wykorzystuje ;) Tej bazie przyglądałam się kilkakrotnie, miałam nawet próbkę, ale postanowiłam zrezygnować z tego wydatku. Wolę, żeby podkład trochę szybciej zleciał ze skóry, a pory były odrobinę mocniej widoczne niż mieć później na twarzy nowych nieprzyjaciół :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cechuje nas to samo, a kysz silikonom! No, przynajmniej w takim stężeniu, bo całkowicie trudno się ich wyzbyć.
      Mnie pory same w sobie aż tak bardzo nie przeszkadzają, nie mam bzika na ich punkcie. Gorzej z trwałością makijażu, bo nie każdy podkład sam z siebie jest w stanie mnie zadowolić w konkretnych sytuacjach. Tak, czy inaczej, ta baza jest moją ostatnią o podobnym składzie :)

      Usuń
  21. Otagowałam cię na moim blogu do Liebster Blog Award : ) Jeśli masz ochotę - przyłącz się :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Odpowiedzi
    1. Jeśli mogę doradzić, to o ile Twoja skóra nie reaguje źle na tego rodzaju produkty - poszukałabym czegoś tańszego :) Jestem przekonana, że bez trudu znajdziesz coś, co w ten sam sposób zadziała, bez wydawania majątku ;)

      Usuń
  23. Ciekawa baza. Dobra baza to podstawa trwałego makijażu :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dużo osób nie ma do końca pozytywnego zdania o tej bazie, ja jednak jestem z niej bardzo zadowolona, oczywiście w kategorii produktów działających "doraźnie", na pewno bardziej wskazany byłby dla mnie produkt pielęgnacyjny, który będzie trwale wpływał na zmniejszenie widoczności porów. Mimo wszystko bardzo się z nią polubiłam. Podobnie jak Ty, bałam się zapychania, ale dla testów używałam jej kilka dni pod rząd i nic złego się nie stało. Wolę jednak zachować ostrożność i stosuję ją raczej na wyjścia itp. U siebie pokazywałam jaka różnica jest w widoczności rozszerzonych porów na mojej cerze przed i po, dla mnie różnica jest naprawdę duża :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to też kwestia dopasowania jej do stanu cery. Moja po prostu nie lubi się z silikonami, zwłaszcza w takim stężeniu. Zdecydowałam się na nią świadomie, ale wiem już, że po raz ostatni skierowałam moją uwagę w stronę produktów nimi przesyconych.
      Mnie już te rozszerzone pory tak bardzo nie przeszkadzają. I tak udało mi się je trochę zmniejszyć (chyba, że to moja wyobraźnia :P).
      Dobrze podobno sprawdza się Pore Refiner z Biodermy. Nie wiem, czy słyszałaś? To po części produkt pielęgnacyjny, ale też działa jak baza pod makijaż. Mam w planach go wypróbować :)

      Usuń
    2. Tak, tak czytała o "Reniferze" sporo pozytywnych recenzji, mam go gdzieś na liście kosmetyków koniecznie do wypróbowania, tylko najwyższa pora stworzyć w końcu jedną, porządną listę, a nie notować nazwy w przypadkowych miejscach, bo potem jak przychodzi do kupowania, to sama nie wiem, co to właściwie miało być? :)

      Usuń