czwartek, 17 października 2013

Makijażowe denko

Witajcie :)


Przybywam dziś z dalszą częścią denkowego cyklu.
Jako że jestem zwolenniczką zużywania kosmetyków w globalnym do nich odniesieniu, również kolorówka jest przeze mnie doprowadzana do stanu wyczerpania - w związku z tym podsumuję dziś kilka tych kosmetyków, które dzielnie stanowiły o mojej urodzie wśród ludzi ;)




1. Lily Lolo, Podkład mineralny
Znalezienie odpowiedniego dla mojej wymagającej, często problematycznej cery podkładu jest nie lada wyzwaniem. Doceniam różne konsystencje i właściwości, mogę nawet rzec, że wciąż szukam optymalnego dla siebie rozwiązania. Przygodę z minerałami zaczęłam jakieś dwa lata temu i wówczas, po raz pierwszy, sięgnęłam po Lily Lolo. Cera płatała mi wtedy różne figle, ja dobrałam gryzący się z jej kolorytem odcień, dodatkowo podkład czynił na mojej twarzy dziwne historie - warzył się, szybko schodził, podkreślał pory... Szybko się go pozbyłam i zapomniałam. W zeszłym roku jednak, po udanej przygodzie z minerałami innej firmy, postanowiłam dać LL jeszcze jedną szansę. Tym razem postawiłam na odcień Warm Honey, który świetnie wpisał się w moją kolorystyczną potrzebę. Jego działanie mnie zaskoczyło, bowiem pokazał się z nieco lepszej strony - ładnie wyrównywał koloryt cery, choć krycie miał raczej średnie. Wprawdzie można je budować, ale ja mogłam pozwolić sobie na max 2 warstwy, gdyż każda kolejna zanadto obciążała mi cerę i powodowała, że obecność podkładu na twarzy dawała się we znaki. Trwałość, przy bardzo tłustej cerze, oceniam bardzo średnio, gdyż bywały takie dni, w których makijaż trwał w stanie pokazywalności przez cały dzień (oczywiście z pudrowymi poprawkami) - nie było idealnie, ale gorsze rzeczy widziałam. Wytrzymywał nawet taneczne imprezy, ale potrafił też niemile zaskoczyć wzmożoną podatnością na ścieranie się z buzi, w okolicach nosa szczególnie. Na twarzy wygląda dobrze, o ile umiejętnie go rozprowadzimy, miałam jednak do czynienia z dużo lepszym efektem i dlatego wzbudzenie we mnie euforii w tym temacie to trudny do osiągnięcia cel. Czy do niego wrócę? Nie wiem, natenczas mam zamiar szukać dalej.

2. Make Up For Ever, HD Powder
Nie będę owijać w bawełnę, jeden z moich ulubionych pudrów wykańczających. Dobrze matuje cerę, utrwala makijaż, wygładza rysy twarzy, minimalizuje widoczność porów. Świetny produkt o bardzo dobrej wydajności. Ja tego rodzaju kosmetyki lubię nakładać puszkiem, wtedy zauważam również przedłużenie trwałości całego malunku. Wiem, że przy codziennym stosowaniu może przesuszać cerę. Nawet mnie, wybitnemu tłuściochowi zdarzyło się to kilkukrotnie, ale nigdy nie osiągnęło to rangi spustoszenia, a podstawowy krem nawilżający za każdym razem z tym problemem się rozprawiał. Polecam i na pewno kupię ponownie.




3. MAC, Blot Powder
To mój kolejny pewniak. Bardziej matującego pudru jeszcze nie miałam. Mimo że predestynowany został do czynienia poprawek w ciągu dnia, czasami wykańczałam nim również makijaż - w obu przypadkach sprawdzał się bardzo dobrze. Wprawdzie jest dość grubo zmielony, ale jego obecność na twarzy w oczy naszych rozmówców się nie rzuca, więc jako minus tego nie poczytuję. Zwłaszcza, że z działania jestem zadowolona. Zużyłam kilka opakowań, a to na pewno nie będzie ostatnim :)

4. Guerlain, Meteorites Compact, Prasowany puder rozświetlająco-matujący
Czy rozświetlony mat w jednym brzmi dla Was oksymoronicznie? Dla mnie była to czysta fantazja, w dodatku mało błyskotliwa, dopóki nie zaznałam tego pudru :D W swym sprasowaniu jest wspaniale zmielony, bardzo jedwabisty, efekt na twarzy mogłabym porównać do osławionego fotoszopowego, tyle że w namacalnym wydaniu. Twarz po jego użyciu jest odświeżona, promienna i złagodzona. Bez jakichkolwiek drobinek, rzecz jasna. U mnie nie utrzymuje matu szczególnie długo, ale taka już moja uroda. Nie będę rozpływać się nad opakowaniem, które jest piękne, urocze i nęcące, ma lusterko i przyjemny puszek celująco sprawdzający się w aplikacji pudru. Świetny kosmetyk i gdyby nie był taki drogi, na pewno gościłby u mnie częściej :)




5. Nars, Laguna Bronzing Powder
Absolutnie rozumiem jego fenomen. Ma idealny odcień - sprawdza się przez cały rok, przy różnym natężeniu opalenizny, a także w przypadku jej braku. Posiada w sobie delikatny, złoty shimmer, który na twarzy daje po prostu ładne wykończenie, nie matowe, ale bynajmniej, również nie błyszczące. Jest trwały, nie zmienia koloru w kontakcie z sebum, łatwo i przyjemnie rozprowadza się na twarzy nie tworząc plam. Nadaje się zarówno do konturowania (ubóstwiam to, jak twarz z nim wygląda) jak i do podkreślenia nim policzków zamiast różu. Żałuję, że w Polsce tak o niego trudno. Ukochany przeze mnie, wróżę nam świetlaną przyszłość :)

6. Bobbi Brown, Creamy Concealer Kit
Zgodzę się z jego reklamowaną kremowością, na pewno nie wysusza delikatnych okolic oczu i całkiem dobrze radzi sobie z ukryciem zasinień, przynajmniej tych 'mieszczących się w normie'. Daje wykończenie satynowe, które potrzebuje delikatnego pudru wykańczającego, inaczej nici z zamierzonego 'bezcieniowego' efektu. Na szczęście ten występuje z korektorem w duecie - jest drobno zmielony i nadaje się nie tylko do gruntowania korektora, bowiem dostępny jest również w regularnym, dużym opakowaniu jako puder przeznaczony do twarzy (o taki). Niestety, korektor lubi zbierać się w zmarszczkach mimicznych, a to mija się z rezultatem powszechnie pożądanym. Ja w jego kierunku już nie spojrzę.




7. Bobbi Brown, Lip Balm SPF15
Mój ulubiony balsam ochronny. Doskonale strzeże usta latem przed przesuszeniem, zimą niezastąpiony w ochronie przed mroźnymi, mało sprzyjającymi warunkami. Oprócz walorów pielęgnacyjnych ma też inny przymiot - daje na ustach efekt zdrowo błyszczących i nawilżonych warg, przy czym absolutnie się nie klei i trwa na nich długo. Często sięgałam po niego w zastępstwie szminek tudzież błyszczyków. Jest niesamowicie wydajny, ma specyficzny zapach, raczej nie powalający, ale w obliczu całego dobra, które mi daje, mankament to dla mnie żaden. Bardzo chętnie sięgnę po niego ponownie :)

8. MAC, Cień do powiek Brulé
Beżowy cień idealny do każdego makijażu. Świetnie wyrównuje koloryt powieki, odświeża spojrzenie, może okazać się przydatny również do zagruntowania korektora pod oczami. Przyjemny we współpracy, bardzo wydajny, nie pyli w opakowaniu, nie osypuje się podczas nakładania. Bardzo lubię i chętnie wrócę.

9. Inglot, Cień 355 Matte
Kolejny beż, jednak z delikatnymi różowymi tonami. Tak samo przydatny jak poprzednik. Używałam zamiennie. W odróżnieniu do Brulé, pyli i może się osypywać, jest przez to zauważalnie mniej wydajny. Ale i tańszy. Nie wykluczam powrotu, choć aktualnie mam w użytku 353, którego swoją drogą, uważam za bardzo udany dupe Brulé.


Znacie któryś z moich denkowców? :)
No i jak Wasze denko? :D


Pozdrawiam Was,
Megdil

72 komentarze:

  1. Ło Jezusie, jestem w szoku, zdenkować tyle kolorówki to jest coś! oprócz podkładu Lily Lolo nie miałam pozostałych pokazanych przez Ciebie produktów. Wzdycham do laguny i Guerlain, chciałbym tych dwóch produktów bardzo spróbować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W większości była to sama przyjemność :D
      Efekt, jaki daje Guerlain jest naprawdę godny zainteresowania. Gdy będziesz mieć okazję, nie zastanawiaj się trzy razy :P

      A Laguna... Ubolewam, że w PL jest tak ciężko o Narsa. Mój bronzer nr 1!

      Usuń
    2. właśnie dlatego nie mam jeszcze laguny, bo nie mam jak jej kupić:) Guerlain kiedyś przygarnę nie ma to tamto:)

      Usuń
  2. Jeny, w życiu nie zużyłam tyle kolorówki :D. Raz na ruski rok zużywam tusz, korektor i podkład, ale reszta jest u mnie wieczna :D.
    Z zaprezentowanych przez ciebie miałam (a właściwie nadal mam) podkład Lily Lolo - nie polubiłam się z tym kosmetykiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty, ja nawet róże do policzków denkuję :D

      Pamiętam Twoją recenzję Lily Lolo, minerały to wymagający zawodnicy. Znalezienie wśród nich ideału wcale nie jest proste, a szkoda, bo ogólna idea, która im przyświeca bardzo do mnie przemawia.

      Usuń
  3. Macowy cień i blot powder są rewelacyjne. Reszty nie miałam okazji używać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w zupełności, pamiętam, że masz słabość do MAC, cóż, ja chyba też ;)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. A mnie się wydawało, że to zaledwie kilka pustych opakowań :D

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Haha, dzięki. Jestem zaprawiona w boju po prostu :P

      Usuń
  6. Znam Lagunę i puder Guerlain - oba produkty uwielbiam :)
    A zaciekawił mnie puder MUFE :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jesteśmy dwie :)) Ja zużywam moje aktualne bronzery, by móc z czystym sumieniem znów sięgnąć po Narsa :D

      Puder HD to jeden ze sztandarowych produktów MUFE. Spotkałam się też z kilkoma recenzjami porównującymi go do nieco tańszych zamienników (Essence, czy BU). Moim zdaniem jednak MUFE robi robotę, a puder bambusowy z BU już niekoniecznie. Warto w niego zainwestować, jeśli akurat szukasz czegoś takiego.

      Usuń
  7. miałam ten podkład i był ok, jednak wolę polski odpowiednik o Anabelle Minerals, polecam wypróbować :)

    Ile zapłaciłaś za ten puder HD ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Annabelle będę testować, mam nadzieję, że zadowolą mnie bardziej, niż LL. A jaką masz cerę? I z której formuły jesteś zadowolona: kryjącej, czy matującej?

      Puder z MUFE kosztował mnie coś ok. 160 zł :)

      Usuń
  8. Podłączam się do zachwytów koleżanek nad umiejętnością zużycia kolorówki w takim stopniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ żadna to umiejętność, odrobinę samozaparcia i przyjemne w obsłudze kosmetyki :D

      Usuń
  9. widzę tu poważne zużycia :) bo większość z nich to produkty, ktre są niesamowicie wydajne. Nie miałam, żadnego z tych kosmetyków ale jak będę w Douglasie to zerknę czy mają ten balsam z Bobbi Brown

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie każdy z tych kosmetyków był bardzo wydajny i towarzyszył mi długo :)
      Balsam z Bobbi jest naprawdę udany, na mroźny zbliżający się okres to dobry wybór :))

      Usuń
  10. Podziwiam za wytrwałość w zużywaniu ;)
    Guerlain mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że powinnaś być z niego zadowolona, jeśli się kiedyś skusisz :)

      Usuń
  11. Ale kosmetyki, eh.....może kiedyś mnie będzie stać na takie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne, żeby kosmetyk spełniał oczekiwania, wszak nie wszystko, co droższe musi okazać się ideałem :)

      Usuń
  12. Brawa za tak ładne kolorówkowe denko :)
    Puder MUFE teraz męczę i niestety go nie lubię :( Wysusza skórę, minimalnie bieli i jest taki sucho-szorstki :/ W porównaniu z moich ukochany Prep+Prime z MACa wypadał u mnie blado. Za to puder Guerlain uwielbiam. Zgadzam się z Twoją opinią w 100% :) Cień Brule z MACa też udało mi się zużyć. Był idealnym cielakiem o cudownej konsystencji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję :)

      Z tego, co kojarzę, Ty masz suchą cerę, więc wcale się nie dziwię, że MUFE mógł Ci ją wysuszyć. Mnie w nim wszystko odpowiada, ale wspomniany przez Ciebie Prep+Prime też bardzo chcę wypróbować :) Ciekawa jestem, jak się u mnie sprawdzi :)

      Usuń
    2. Skórę mam normalną z delikatnymi miejscowymi przesuszeniami i faktycznie przy mojej skórze jego działanie pewnie musi być dużo gorsze. Niestety przez zakupem byłam przekonana, że jest odpowiedni do wszystkich rodzajów skóry :( Prep+Prime serdecznie polecam, dla mnie był idealny :)

      Usuń
    3. A to przepraszam, coś mi się ubzdurało z tą suchą cerą u Ciebie :))
      Wydaje mi się, że odpowiedni do każdego jej rodzaju jest, tyle, że niekoniecznie nadaje się do codziennego użytku, bo wtedy może przynieść więcej szkody, niż pożytku. Trzeba po prostu obserwować cerę i jak coś się dzieje, to na chwilę odstawić kosmetyk. Niektórzy traktują ten puder jako sypaniec na wyjścia specjalne, a używany w tak okazjonalny sposób na pewno nie przyniesie negatywnych skutków. Kwestia wyboru i doboru.

      Na Prep+Prime na pewno się skuszę :)) MAC podobno ma zamiar zagościć w Douglasach, więc tym większe prawdopodobieństwo, że niedługo go nabędę :D

      Usuń
  13. Bobbi Brown korektor, bym swego czasu na moim celowniku, trochę o nim zapomniałam, ale może to i dobrze, bo w sumie skoro mówisz, że ma tendencję do zbierania się w zmarszczkach to bez sensu...Nie potrzebny mi taki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, nie wygląda to najlepiej i nie o to chodzi. Myślę, że na rynku dostępnych jest wiele innych korektorów, które spełnią swoje zadanie bez dodatkowych atrakcji :)

      Usuń
  14. To zadziwiające że istnieje coś co matuje i rozświetla, ale właśnie za to uwielbiam pudry G! Nei lubię płaskiego matu, więc dla mnie to kosmetyk idealny. Właśnie wyleczyłaś mnie z kitu BB :) Miałam chrapkę na en duet, ale skoro mimo wszystko potrafi się zebrać, to sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam ochotę zainwestować po raz kolejny w meteoryty, ale te kulkowe :) Miałam je kiedyś, tylko że wówczas nie zostały przeze mnie docenione :P Kompakt natomiast z marszu stał się moim ulubieńcem :)

      Kit BB chyba po reformulacji nabył te wstydliwe zdolności do zbierania się w zmarszczkach :/ Pamiętam rzesze zadowolonych opinii z jego pierwotnej wersji (forma słoiczka - na górze korektor, na dole puder sypki). To samo się zresztą ma z korektorem (Corrector ten na tonach różu lub brzoskwini). Po raz kolejny pojawia mi się w głowie pytanie - czym kierują się producenci zmieniający formułę dobrego kosmetyku ;)

      Usuń
  15. Widzę, że same klasyki :))) Zwróciłam uwagę na pudry. Blot używam regularnie, też myślę, że to jeden z lepiej matujących pudrów na rynku, ale zaciekawiłaś mnie prasowanymi meteorytami. Niech no tylko nadarzy się jakaś okazja :DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku puder to podstawa, tłusta cera jest wybitnie wymagająca pod tym względem.
      Prasowane meteorytki są fantastyczne :) Polecam więc z czystym sumieniem, nie przegap okazji, gdy taką napotkasz! :D

      Usuń
  16. U mnie kolorówka słabiutko schodzi, chyba za dużo mam i nie używam czegoś non stop:), MUFE puder miałam i chwalę go sobie również:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja utrzymuję raczej optymalną ilość kosmetyków, więc ze zużywaniem problemów nie mam :) Chociaż pamiętam czasy, kiedy sprawy miały się zgoła inaczej :D

      Usuń
  17. miałam mac blot powder pressed i uwielbiałam go, teraz skusiłam się na skin finish mineralize natural w odcieniu light plus, fakt bardziej kryje i mogę chodzić bez podkładu, ale nie jestem już tak długo matowa;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MSFN też miałam, idea kosmetyku szalenie mi się podoba, bo i krycie mnie zadowalało i efekt na twarzy był bardzo ładny, ale ostatecznie nie dogadał się odpowiednio z moją cerą, więc rozumiem, co masz na myśli.

      Usuń
  18. z całej Twojej pustej kolekcji znam i mam mufe. jest cudowny, magiczny itp. itd. ale czy zwróciłaś uwagę na skład? mnie szlak trafił jak to zobaczyłam. to jest zwykła krzemionka, jaką można kupić za parę złotych. mam zamiar zamówić sobie na próbę i porównać efekty. oooo mam nadzieję, że mufe się spisze bo 40e za zwykły minerał to stanowczo za dużo;);)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zwróciłam uwagę na skład, a zakupu dokonałam świadomie :) Mam jednak zamiar skonfrontować krzemionkę MUFE ze "zwykłą" krzemionką, lol. Jestem szalenie ciekawa, jak się spisze :)

      Usuń
  19. Pokazujesz takie cuda, że aż mi szkoda, że ja takich nie mam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na bank masz inne, których ja nie mam i mnie też pewnie byłoby szkoda :P

      Usuń
  20. Gigantyczne zużycia kolorówkowe :) Gratuluję!
    Chyba najbardziej interesuje mnie puder i cień MAC. Podkład Lily Lolo miałam i bardzo go lubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarówno puder, jak i cień mogę Ci serdecznie polecić :) Do obydwóch kosmetyków na pewno wrócę i będę rozpowszechniać dalej :P

      Usuń
  21. zostałaś moim kolorówkowym miszczem *.* mi jak się podkład udaje zdenkować, to kwiczę jak dziecko :P ale puder, znaczy się 2 pudry :O do tego gromada innych.. padam na cyc :P

    Meteorki prasowane mam i uwielbiam.. choć pewnie nigdy nie zużyję, przy liczbie innych pudrów ;) Blota miałam kiedyś, ale się pozbyłam, bo co jak co, ale mat mi nie jest potrzebny ;) Laguna NARSowa wyjątkowo mi nie pasowała i znalazła nowy domek, w którym jest kochana ;) Brule uwielbiam! a i ten balsam do ust Bobbikowy też mam w szufladce koło łóżka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te zużycia nie nastąpiły w ciągu miesiąca, czy dwóch, bo wszystkie te kosmetyki odznaczały się sporą wydajnością, ale i tak mogę być Twoim Miszczem, Marti :* :D

      Meteorków wolałabym nie zużywać, tak mi się podobały :D Kiedyś je na pewno zużyjesz :P Poza tym, nie ma tego złego, masz przynajmniej w czym wybierać :)))

      Usuń
    2. no ja rozumie, gdybyś zuzyła cały róż w ciągu miesiąca, to bym zaczęła się o Ciebie martwić :P ahaha
      jesteś Miszczem i już :D mi czasem z jednej strony używać szkoda, a z drugiej fajnie jest denkować.. takie dylematy.. ehhh

      Usuń
    3. Ja tam ostatecznie nie mam skrupułów i zużywam z dziką przyjemnością :D Chyba, że coś mi nie pasuje, wtedy ćwiczę swoją konsekwencję, albo oddaję w dobre rączki :))

      Usuń
  22. Po pierwsze chciałam powiedzieć, że uwielbiam Twoje posty- zawsze piszesz o wszystkim tak ciekawie, że oczu od ekranu nie mogę oderwać!
    Po drugie - jak to możliwe zrobić tak wielkie denko kolorówkowe? Jestem pod wielkim wrażeniem!
    Żadnego z tych produktów nie miałam, Laguna mi się podoba, ale nie umiem zbytnio operować brązerami, więc pewnie w sklepie postawiłabym jednak na jakiś róż ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baaardzo Ci dziękuję, M.! :*

      Nie umiesz? Jeśli robisz takie ładne kreski na oczach i róż pięknie nakładasz, to i z bronzerami szybko powinnaś dojść do wprawy :) Laguna jest dla mnie ideałem, nie robi plam, wspaniale się rozciera, ma cudowną konsystencję - nie można sobie nim zrobić krzywdy :) Eh, tęsknię :D

      Usuń
  23. Wspaniałe denko! Jestem pod wrażeniem :))
    Niczego nie używałam, prócz cieni Inglota, ale innych kolorów :P Laguna jest na mojej liście od dawien dawien! Ale czekam, aż skończę mojego burżujka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Burżujka? Ty masz tę bazę brązującą, prawda? Ona chyba tak szybko się nie skończy :D Lagunę polecam, ja ją kupiłam bez wcześniejszego macania i byłam maksymalnie zadowolona :)

      Usuń
  24. Mnie kusi wiele rzeczy u Ciebie zużytych. Zaczynajac od podkładów mineralnych...nigdy takowych nie miałam, boję się, że cały podkład zostanie na mojego faceta koszuli. O prasowanych kuleczkach czytałam wiele dobrego, sama za to przymierzałam się do zakupu sypańca z ake up For Ever, jednak to wysuszenie to dziś mnie zniechęca. Korektora pod oczy jak i dobrego nawilżacza też szukam od...nie pamiętam nawet ile.
    Co do cieni to mam zamiar zacząć swoją przygode z MACiem albo z Inglotem, zalezy od kolorów gdzie więcej do mnie przemówi na jakość-cena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalezienie odpowiednich dla siebie minerałów to ciężka próba cierpliwości ;) Wprawdzie na rynku pojawia się coraz więcej mineralnych podkładów, ale zaczynam przechodzić w przekonanie, iż te nigdy nie będą tak trwałe, jak tradycyjne rozwiązania, do których większość z nas jest przyzwyczajona. Niemniej ja będę szukać, na razie nie porzucę tej misji, choć nie daję głowy, że któregoś dnia stwierdzę, że to zwyczajnie nie dla mnie zabawa.

      Co do MUFE i jego właściwości wysuszających - przy codziennym stosowaniu ponoć nie da się tego zjawiska uniknąć, wolę nie myśleć, jak zareagowałaby sucha cera w takiej kombinacji. Jeśli masz ochotę sprawdzić, zaopatrz się w krzemionkę (jedyny składnik pudru MUFE - z tym też związana była pewna sensacja, jakoby MUFE oszukiwało swoich klientów tworząc otoczkę cudowności wokół powszechnie dostępnego komponentu ;)). Ja mam zamiar skonfrontować te doniesienia i kupić niebawem 'zwykłą' krzemionkę. Chętnie się przekonam, czy rzeczywiście nie zauważę różnicy.

      Jeśli chodzi o porównanie cieni MAC-INGLOT - cienie Inglota, mimo wszystko, uważam za bardzo udane, zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę cenę jako główny czynnik komparatywny. Ostatecznym zwycięzcą dla mnie jest jednak MAC. Przede wszystkim kolory, wydajność i praca z tymi cieniami przemawiają na ich korzyść - przyjemność i zadowolenie z użytku, a o to właśnie chodzi :)

      Usuń
    2. Megdil jesteś niezastąpiona, dziękuję :)

      Z podkładami mineralnymi, to już na dzień dobry czuję, że to misterna praca, stąd tez nie poddałam się jeszcze jej. Nie na moje aktualne nerwy. Jednak dojrzewam i coś zaczynam pragnięć bardziej ich, czuję to, że muszę to przetestować. Jakie kroki podejmę zobaczymy, ale celuję w Lily Lolo. z krzemionką nie będę testować, bo nie mam oryginały, wiec pozostaje mi poczekać na Twoje odczucia.
      Cienie natomiast MACowe kuszą mnie swoimi kolorami, a tak jak mówisz chyba o to chodzi, jak już kupować coś droższego to niepowtarzalnego. Mnie Inglot zraził lakierami i cieniami właśnie, ale to było dawno temu. Teraz ich formuła się zmieniła, moja znajoma ma i sobie chwali, ale ja nie czuję tego pragnienia. Na szczęście w galerii mam koło siebie te dwa sklepy, więc kiedyś zrobię rundkę i się zdecyduję w końcu :)

      Usuń
    3. Jeśli chcesz popróbować z podkładami mineralnymi, to proponuję próbki. Teraz już chyba każda firma produkująca minerały ma w swojej ofercie takowe, co uważam za świetne posunięcie, bo nie dość, że masz nieco ułatwione zadanie w kwestii doboru koloru, to i formułę możesz na spokojnie przetestować - próbki są sprzedawane w słoiczkach, a te wystarczają zwykle na kilka(naście) słusznych użyć :)
      Oszczędność pieniędzy w przypadku ewentualnej klapy, no i nerwów, bo męczenie się z nieudanym podkładem to chyba najgorsze wyjście z możliwych :)

      Ja nie jestem 'cieniową' specjalistką, nie tworzę na powiekach cudów, ale przez kilka firm przeszłam i wiem, że w moim przypadku cienie muszą mieć to coś, bym chciała po nie sięgać :D Mam kilka Inglotowych, z których jestem zadowolona, ale większości się po prostu pozbyłam, bo w porównaniu z innymi, które mam, wypadały blado. Choć może to kwestia kolorów, czy wykończeń, które miałam. Inglotowe lakiery mnie też zawiodły swego czasu. Pamiętam jednak ten o oznaczeniu 82 - zużyłam kilka buteleczek, jakość miał świetną, a i malowanie nim nie przysparzało trudności :) Jak jest teraz, nie wiem, bo dawno już żadnego nie próbowałam :)

      Jak zrobisz rozeznanie cieniowe, to daj koniecznie znać, jestem bardzo ciekawa, co wybierzesz :)))

      Usuń
  25. Wow, same cudeńka pokazujesz!
    Kiedyś miałam meteoryty w kompakcie, lecz opakowanie było inne, może więc to wcale nie jest ten sam produkt. W kazdym razie u mnie on nie dawał absolutnie żadnego efektu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że meteoryty prasowane występują w różnych odsłonach, ale nic konkretniej powiedzieć nie mogę, bo nie jestem odpowiednio doinformowana :) Ale sądzę, że wszystko sprowadza się do oczekiwań i nawet, gdybyś miała do czynienia z tym samym produktem, nie musiałabyś podzielać mojej opinii, wszak każda cera ma prawo zareagować inaczej :)) Szkoda tylko, że kosmetyk Cię nie usatysfakcjonował ;)

      Usuń
  26. same makijazowe rarytasy widze;) cienie z Mac sa fenomenalne fajnie, ze i Ty znalazlas cos dla siebie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam i to nie tylko ten jeden cień mnie zauroczył :)

      Usuń
  27. też jestem ciekawa jak wyjdzie Twój test z taką krzemionką bez loga MUFE ;) Chociaż moim zdaniem czasami nawet taki prosty składnik może być lepiej lub gorzej zmielony i wtedy już efekt jest inny. Zresztą z tego co patrzyłam to MUFE ma bardzo bezpieczne opakowanie z którego aż przyjemnie dozować produkt.
    Hmmm... muszę obmacać Blot Powder jak będę w Macu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy takie samo spojrzenie na tę kwestię. Bo czasami nie sam składnik jest kluczowy, a sposób jego obróbki, czy podania. Takie śmiałe porównania jak to z krzemionką i krzemionką MUFE natomiast często są efektem poszukiwania sensacji tudzież jakiejś medialnej prowokacji. Czegoś takiego nie lubię, ale i tak na test się zdecyduję, choćby miało to być tylko zaspokojeniem mojej ciekawości :)
      Opakowanie MUFE zmieniło się w ostatnim czasie. Nie miałam jeszcze z nim bezpośredniej styczności, ale nowa wersja wygląda ciekawie i chyba rzeczywiście udało im się je udoskonalić :)

      Sprawdź sobie Blot (eh, zazdroszczę bezpośredniego dostępu do MAC :D), może i Tobie się spodoba :)

      Usuń
  28. Mam podobny problem z cerą jak Ty przetłuszcza się wyskakują niespodzianki, też ciężko znaleźć mi odpowiedni podkład nadal szukam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukanie odpowiedniego do tłustej cery podkładu to nie lada wyczyn. Zaczynam myśleć, że nigdy nie znajdę takiego, który w 100% by mnie zadowolił ;)

      Usuń
  29. same cudeńka :)
    Ja niesttey też psoiadam cerę tłustą z trądzikiem o ktorym własnie dzisiaj na blogu napisaem.. zmora ale da się żyć ;))

    Dodaje do obserwowanych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od nasilenia stanu chorobowego i od nastawienia/psychiki osoby, która została tym dotknięta. Zważywszy jednak na fakt, że problem staje się coraz bardziej powszechny, łatwiej jest się z tym pogodzić, albo i nawet uporać. Trzeba być dobrej myśli :)

      Usuń
  30. Megdil jesteś mistrzynią także w denkowaniu - w życiu nie wiedziałam tyle zużytych kolorowców :)
    Rozglądam się za czymś dla siebie bo akurat skończył mi się hello flawless i szukam następcy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak hojne mnie tytułowanie :D
      A szukasz wśród tradycyjnych podkładów, czy kierujesz się w stronę minerałów? Masz już coś na oczku? :)

      Usuń
  31. Wow, same makijażowe hity! Jak Ty to wszystko zużyłaś?! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W większości było tak przyjemnie, że nawet się nie obejrzałam, kiedy rozpostarło się przede mną puste denko :D

      Usuń
  32. MUFE niby tylko krzemionka, jak to wiele osób zawsze podkreśla tylko NIKT nie wspomina jak ważny jest rodzaj krzemionki oraz jej stopień oczyszczenia... I druga kwestia, dobrej jakości krzemionka zawsze była bardzo! droga :) ale o tym też się zapomina, dlatego uważam, że warto w pewne rzeczy inwestować i nie jest to żadna fanaberia.

    Blot Powder kiedyś miałam, ale odcień był źle dobrany.... Za jasny :/ Może jeszcze dam się kiedyś namówić :)

    U mnie z kolorówką jest tak, że na bieżąco denkuję tusze do rzęs, podkłady, pudry w kamieniu, linery, kredki, bazę pod cienie, korektory. Z cieniami jes gorze, bo mam ich za dużo :D podobnie róże, brązery i inne cuda wianki :))) Jednak od paru tygodni pokochałam pewien cień w sztyfcie z Kiko i z żalem patrzę jak go ubywa.... a to była limitka. Rewelacyjny pod łuk brwiowy! nie znalazłam nic podobnego w innych firmach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, na jakość i skuteczność składa się wiele czynników. Podobnym spojrzeniem wymieniłyśmy się wyżej z Marilyn.

      Blot za jasny? On jest raczej transparentny. Ja noszę Medium Dark - nazwa mogłaby sugerować, że będzie ciemnym, ale nic z tego, w opakowaniu wypada jasno, a na twarzy odcień niemal zupełnie traci znaczenie :)

      U mnie również z cieniami najgorzej sprawa wygląda. Owszem, na bieżąco zużywam te najbardziej neutralne, bo je stosuję niemal codziennie, ale biorę się za siebie i zaczynam powoli przemycać kolor na powieki :D

      Usuń
    2. U mnie niektóre pudry robią właśnie takie kuku, identyczna sytuacja była z Lumene odcieniem transparentnym. Na znajomej ten puder był niewidoczny, czyli wg założenia producenta a ze mnie robił córkę Młynarza.... Podobnie było z Blotem. Dlatego też zaczęłam omijać takie kolory/wykończenia.

      Wiesz, to jest tak, że jeżeli ktoś posiada min, wiedzy na temat krzemionki bądź innych wypełniaczy, to potrafi podejść do tematu globalnie :)

      Usuń