wtorek, 2 lipca 2013

Historia mojej cery: Walka z trądzikiem.

*Post dla wytrwałych.




Intensywnie zastanawiałam się nad ugryzieniem tego tematu, gdyż po głowie chodziło mi kilka rozwiązań. Moja pierwotna koncepcja jego ogarnięcia była zgoła inną, nie będę się jednak rozdrabniać - finalnie wygrało to, co następuje.

Zdecydowałam się na podzielenie zagadnienia na dwa wątki: po pierwsze – przedstawię Wam ‘profil’ i historię mojej cery, jako waleczny przemarsz przez trądzikową gehennę. Postaram się w sposób jak najbardziej usystematyzowany opisać jej stan w poszczególnych ‘tranzytowych’ etapach,  co mi wówczas pomagało, co szkodziło, czy jakim czynnościom i zabiegom moja cera była w danym okresie poddawana.
Bardzo chciałabym móc okrasić każdy z tych etapów odpowiedniej, poglądowej jakości zdjęciami – ten zamysł jest niestety trudny do osiągnięcia, ale jakiś ‘materiał’ zdołałam wyłuskać i mam nadzieję, że okaże się jakkolwiek użytecznym w zilustrowaniu tego, z czym przyszło mi się borykać.

W odrębnym zaś poście zbiorę moją aktualną codzienną pielęgnację. Myślę, że nastąpi to w niedługim czasie.

Zdaję sobie sprawę z tego, iż nie każdy odnajdzie tu coś interesującego. Mam jednak nadzieję, że w jakikolwiek sposób okaże się to pomocnym dla osób, które borykają się z porównywalnymi do moich problemami.  Sama zawsze chętnie chłonę wiedzę zawartą w takich artykułach, bo większość z nich jest w stanie wnieść coś pożytecznego i do moich pielęgnacyjnych rytuałów, a takie dobrodziejstwo bywa nieocenionym.

Tyle słowem wstępu.

Drobne wprowadzenie do streszczenia mojej przeprawy zamieściłam już w poście z recenzją serum SkinCeuticals. Jeśli jesteście zainteresowani, a nie czytaliście, możecie znaleźć je TUTAJ.

Tak, czy inaczej, pojawia się tu potrzeba powielenia kilku informacji. Głównie tych traktujących o mojej cerze ogólnie.
Mam skórę grubą, z widocznie rozszerzonymi porami i o ogromnej skłonności do zapychania. Jest ponadprzeciętnie tłusta i właściwie nic nie jest w stanie jej skutecznie i na długo zmatowić. Przez większość mojego życia ilość pojawiających się na niej wyprysków, można było określić jako stopień normalny, przeciętny. Wprawdzie mocno przeszkadzający, ale jednak ‘do przeżycia’. 
Okres dojrzewania nie był dla mnie najłaskawszym. Na tle innych rówieśników odznaczałam się zdecydowanie wzmożonym problemem trądzikowym. Bo nie było to kilka pojawiających się tu i ówdzie, raz na jakiś czas krostek, obok których przechodziło się obojętnie, gdyż nie było sensu rozpaczać nad czymś, co gościło na twarzy zaledwie przez trzy dni w miesiącu. Nie, tak dobrze nie miałam.
Mimo tego, początki tej historii nie były obfite ani w głośne lamenty, ani w gorączkowe bitwy mające na celu pogrzebanie wroga. Przeciwnie, sytuację przyjęłam na siebie z opanowaniem i nadzieją, że minie tak, jak się pojawiło – nagle.  Niestety, nie trudno się domyśleć, iż nadzieja przeistoczyła się w naiwność, która w stanie surowym trwała przez sowitą część podstawówki i mały ułamek gimnazjum. Tak – zero antytrądzikowych kosmetyków, zero wysuszaczy, zero zabijaczy bakterii. Zupełnie normalna higiena – mycie jakimś podstawowym mydłem (o dziwo, nie wysuszającym!) i od święta, gdy mnie ktoś zmusił, jakiś delikatny krem (aplikowanie kremowych konsystencji na moją i tłustą cerę było dla mnie katorgą).  Ot, taka pielęgnacyjna beztroska.
Nastał jednak w końcu dzień, w którym czara goryczy się przepełniła. Wypryski zamiast niknąć, pojawiały się na nowo, twarz świeciła się ogromnie, nos pokryty czarnymi kropkami irytował mnie przy okazji każdego spojrzenia w lustro. Postanowiłam więc wziąć sprawy w swoje niedoświadczone w temacie ręce i pójść do zielarskiego sklepu, w którym uświadczyłam swój pierwszy tonik. Moje pojęcie na jego temat było wówczas nieco inne, niż teraz, kupiłam jednak, używałam i czekałam na pierwsze efekty. 
Tak zaczęła się moja kosmetyczna historia, bo później poszła już wzburzona fala.
Przez niemal cały gimnazjalny okres i ten w komplecie licealny, na mojej łazienkowej półce gościły kosmetyki z najróżniejszych firm (pamiętam Under20, serię Pure Zone z Loreal, Vichy Normaderm, silnie wysuszający Benzacne, Silicol Skin, a nawet kręcone na zamówienie lekarza pierwszego kontaktu, mazidła i zawiesiny). Wszystko to, w jakże przemyślanym i napełniającym pokrzepieniem pielęgnacyjnym planie, pozwalającym na  pozornie holistyczne zajęcie się moim trądzikowym problemem.  

Cel czystej skóry, który reklamowe hasła obiecywały, nie został przeze mnie osiągnięty. Ani dzięki podstawowym, łatwo dostępnym zasobom drogeryjnym, ani dzięki dermo kosmetykom szczycącym się zaawansowanymi, opatentowanymi i nowoczesnymi technologiami.
W tym momencie w Waszych głowach (w mojej zresztą też…) jawi się pewnie wielki znak zapytania – dlaczego nie udałam się do specjalisty? A no, bo oprócz zanieczyszczonej cery, cechowała mnie również niewytłumaczalna upartość. Czasami, tak, jak w tym przypadku – irracjonalna. Wynikająca ze zwyczajnej niechęci do lekarskiego entourage.

I na takim gruncie samopomocy radziłam sobie przez kilka lat, w czasie których moja cera pozostając problematyczną, nie przyprawiała mnie jednocześnie o około depresyjne stany. Wypryski były, sebum w nadmiarze też występowało, ale było to położenie, do którego – zwyczajnie – przywykłam.

Prawdziwe łoże boleści było dopiero przede mną, albowiem wraz z ‘organizacyjnymi’ zmianami w moim życiu, pewnej zimy, pojawiły się także dodatkowe zmiany na mojej twarzy – oprócz mimicznych zmarszczek od naprzemiennego uśmiechu i prężnego zamartwiania się, skóra poddała się naporowi czyhającym w niej niekończącym się pokładom nieczystości. I tak, w zasadzie, z dnia na dzień, zostałam okraszona taką ilością wyprysków, jakiej na mojej twarzy dotąd nie widziałam. Nie były to jednak pryszcze, z którymi zwykłam radzić sobie dotychczas wypracowanymi metodami. To, co opanowało moją twarz jawiło się jako mieszanka ogromnych, ropnych wyprysków wymieszanych z podskórnymi zjawiskami, z którymi stosowany przeze mnie przeciwtrądzikowy kaliber, w postaci Effaclar Duo, nie miał szans.




Był to okres, w którym intensywnie zaczęłam przeszukiwać internetowe czeluści z nadzieją znalezienia remedium na moje mocno już niezdrowe problemy (bo przecież zostałam stworzona do tego, by być sobie alfą i omegą…). 
Takim sposobem trafiłam na gros pozytywnych opinii o Effaclar K. Nie myślałam długo. Poszłam do apteki. Kupiłam. Każdej kolejnej aplikacji legendarnej maści towarzyszył coraz mniejszy entuzjazm i wizja oczyszczonej, gładkiej cery. Bo z każdą kolejną aplikacją było też coraz gorzej. Nie zważałam jednak na to, gdyż byłam przygotowana na wszelkiego rodzaju niedogodności. Niesamowite wysuszenie cery też nie było mi straszne – wspomagałam ją nawilżającymi kremami z tej samej firmy. Filtr też mi towarzyszył – moje działania były, tym razem, podręcznikowe.
Po kilku tygodniach sumiennego stosowania, wychwalany pod niebiosa specyfik, podrażnił mi skórę do tego stopnia, że nie byłam w stanie go dłużej stosować. Żadna zmiana nie chciała się goić, cera, mimo świadomego nawilżania, była tak sucha, że aż szczypała. Twarz wyglądała coraz gorzej. Effaclar K poszedł więc do kosza, a ja zaczęłam rozmyślać, co z tym fantem dalej począć.

Do głowy przyszła mi myśl, by spróbować profesjonalnego działania (nie, nie u dermatologa…), a w gabinecie kosmetologicznym. Najpierw zaczęło się od manualnego oczyszczania, przy okazji którego zostały mi polecone kwasowe zabiegi. Z uwagi na fakt, że ta stagnacja w stanie mojej cery już w tym momencie dobijała mnie dostatecznie, bez względu na wyrzeczenia i nieprzyjemności związane z zabiegami, zdecydowałam się na serię złuszczania kwasem migdałowym. Łuszczenie, potworne uczucie ściągnięcia skóry i jej odpadanie całymi płatami – przetrwałam wszystko, w nadziei, że przyniesie to obiecane mi efekty. Rzecz jasna, nie przyniosło. A przynajmniej nie do końca. Cera rzeczywiście zaczęła wyglądać lepiej, ale nie na tyle, by zachęciło mnie to do kontynuowania zabiegów. Poza tym, zbliżało się lato, a w tym okresie, z kwasami nie chciałam kombinować, by nie dorzucić sobie kolejnych, niepotrzebnych mi już problemów.
Wzrosło więc moje zainteresowanie zagadnieniem oczyszczania cery. Moja zwyczajowa metoda obejmowała płyn micelarny służący mi do demakijażu oraz żel myjący, który był u mnie podstawą poranną i wieczorną. Dzięki zgłębieniu tego tematu, trafiłam na kilka alternatywnych, przyjemnych i przede wszystkim, skutecznych sposobów oczyszczania skóry. Kosmetykami godnymi uwagi, które w tamtym czasie odkryłam i na które chciałabym zwrócić Waszą uwagę są przede wszystkim – olejek do demakijażu od Bobbi Brown, który doskonale rozpuszcza makijaż, będąc tym samym idealnym preludium do rytuału dokładnego oczyszczenia cery z całodziennego brudu (sprawdza się doskonale w wieloetapowym oczyszczaniu; podobny kosmetyk recenzowała niedawno Iwetto, o TU) oraz myjący specyfik od Kanebo, Mud Soap, który jest moim absolutnym hitem – niezwykle delikatny, a przy tym wybornie sprawdzający się przy codziennej pielęgnacji cery problematycznej z czynnymi wypryskami.
Oprócz kosmetyków, zakosztowałam również w gadżetach służących dokładniejszemu pozbyciu się zanieczyszczeń z powierzchni skóry – muślinowe szmatki, naturalne gąbki, szczotki manualne i elektryczne (m.in. Sigma, o moim zdaniu na jej temat przeczytacie TUTAJ) – zdecydowałam się na nie świadomie – mimo tego, iż takie eksperymenty nie są zalecane do cery z problemami, które w tamtym okresie mnie nie opuszczały. Czy pomogły? Nie do końca. Zaszkodziły? Też nie.

Przez okres letni nadal trwałam z gęsto usianymi wypryskami na twarzy, w pielęgnacji niewiele się zmieniło – kilka dermo kosmetyków, seria Super Aqua z Guerlain (świetnie nawilżająca swoją drogą) i serum Advance Night Repair z Estee Lauder – nie było to stricte przeciwtrądzikowe działanie, ale miałam już dość wysuszonej i podrażnionej cery, a te produkty przyszły mi z pomocą (bo szkody żadnej nie zrobiły!).

Wraz z nadejściem jesieni postanowiłam znów spróbować kwasów. Tym razem zdecydowałam się na serię peelingów złożonych AHA-BHA-AKA. Po drodze trafiłam na różne opinie i przeciwwskazania, które sugerować mogły, iż zabiegi te dla mojej skóry z aktywnym jeszcze trądzikiem mogą okazać się nieciekawymi w skutkach. Mimo tego, zaufałam mojej Kosmetyczce (mówiąc zwyczajowo, gdyż tego rodzaju zabiegi wykonuję tylko u licencjonowanych kosmetologów) i zdecydowanie, nie pożałowałam tej decyzji. Przez jesień i zimę uczęszczałam regularnie na kwasowe złuszczanie. Poprawę zauważyłam znaczną, ale w tym czasie przeobrażeniu uległy również niektóre z moich poglądów.

Przede wszystkim, w międzyczasie, moje zainteresowanie naturalnymi kosmetykami wzrosło, przez co i pielęgnacja ewoluowała w stronę bardziej naturalnej. Moimi faworytami zostały obwołane produkty, w większości pochodzące od Phenome (przede wszystkim krem Oil Control i żel do mycia twarzy Complete Blemish Cleanser – o obydwóch produktach pisałam TU) – przed przejściem do najważniejszego, zwrotnego wątku, wspomnę tylko, że była to jedna z lepszych decyzji, na które mogłam się porwać. Cera z biegiem czasu zdecydowanie doceniła delikatność, jaką jej tym samym zaserwowałam i odwdzięczała się małymi sukcesami – była bardziej uspokojona i nie tak zaogniona, jak wcześniej.
Najważniejszym jednak punktem w tej historii jest to, iż wreszcie, po wielu męczarniach i długim zwlekaniu, postanowiłam oddać się w ręce medycznego specjalisty.  Znaczącym w takim obrocie sprawy był fakt polecenia mi konkretnego, rzetelnego i zaufanego dermatologa. Poczytałam w Internecie, dowiedziałam się tego i owego i po niedługim czasie czekałam już w kolejce do lekarskiego gabinetu.

Po wstępnych oględzinach, przeprowadzeniu wywiadu i dokładnym przyjrzeniu się mojej cerze, zostały mi zapisane dwa specyfiki – Zineryt (płynna zawiesina), którą stosowałam 2 razy dziennie – podczas porannej i popołudniowej toalety. Wieczorem zaś przykazane zostało mi smarowanie twarzy kremowym żelem Epiduo. Pierwsze efekty były widoczne już po tygodniu (!) – nowe zmiany przestały się pojawiać, a te już istniejące żegnałam z lisim uśmiechem na twarzy. Cera była gładsza, owszem, nieco ściągnięta – zwłaszcza po Zinerycie, ale krem nawilżający (Oil Control) w większości zapewniał mi odpowiednie nawilżenie. Po miesiącu, wyniki leczenia postanowiłam skonsultować i podsumować – lekarz mający piecze nad moim zdrowieniem, wykazał takie samo zadowolenie z osiągniętych wyników, jak ja – postanowiliśmy utrzymać w mojej pielęgnacji Epiduo, które ewidentnie robiło czystkę na mojej twarzy, a zamiast Zinerytu, wrzuciliśmy Klindacin. Ten, niestety, nie zadowalał mnie tak, jak poprzednik – nie był najlepszym kompanem makijażowych wyzwań, gdyż nałożony jakąkolwiek warstwą lubił się rolować – pod kremem, czy pod podkładem, z filtrami też nie współpracował. Zużyłam jednak, bo widocznie pomagał mojej cerze – dodatkowo nie ściągał, ani nie wysuszał mi cery tak, jak Zineryt (ja jednak jestem z tych, którzy w swej zawziętości mogą znieść wiele, w związku z czym, raz na jakiś czas wracam do Zinerytu profilaktycznie).

Klindacin się skończył, Zineryt odstawiłam na jakiś czas, nocna kuracja z Epiduo też dobiegła końca, postanowiłam więc sprawdzić, jak moja cera poradzi sobie bez tych wszystkich sprzymierzeńców.
Radziła. Ale nie tak, jak chciałam – wypryski się jednak pojawiały, a gojenie ich trwało bardzo długo (przy okazji zużyłam też lubiany przeze mnie Oil Control, nie miałam zatem w pielęgnacji praktycznie nic, co mogłoby hamować moje trądzikowe zapędy).

Mając już chęć i udokumentowane zaufanie do dermatologicznej pomocy, a nie mając z kolei dostępu do skorzystania z tej, do której z bezgranicznym już zawierzeniem się kierowałam, zmuszona zostałam do podjęcia decyzji o skorzystaniu z porady ‘obcego’ dermatologa, w trybie mocno spontanicznym.
Wybrałam więc jedną z klinik w moim mieście, którą kilka osób mi wcześniej polecało w innym kontekście. Na wizytę nie musiałam długo czekać, a na czasie zależało mi niezwykle. Gdy nadszedł dzień tego wiekopomnego spotkania, ochoczo, zaraz po pracy (zatem i w pełnym makijażu), udałam się na umówione spotkanie.
Na najwyższym poziomie było wszystko, oprócz kompetencji szanownej pani doktor, której ocena stanu mojej cery zajęła nie dłużej, niż 10-sekundowe spojrzenie przy dwukrotnym mrugnięciu oczami. Tak – w całym tym makijażowym przybraniu, które miałam na sobie, pani doktor uznała, że mam cerę w bardzo dobrym stanie. Mimo iż zwróciłam jej uwagę, że warstwa makijażu może mocno zaburzać jej wyobrażenie. Mimo iż zwróciłam jej uwagę na konkretne problemy, z którymi się borykam, ta pozostała przy swoim, mówiąc, że znacznie większe problemy zdarzyło jej się już widzieć (oh, really?). Gdy to teraz piszę, śmieję się sama do siebie, no ale wyszłam z receptą i mimo wszystko, postanowiłam ją zrealizować i odpowiednio dostosować do wytyczonych zaleceń.
Na wypisanej recepcie miejsce znalazły dwa leki – Skinoren żel (którego zakup nie wymaga przypisu lekarza; głównym składnikiem aktywnym jest tu kwas azelainowy) oraz Izotziaja (lek oparty na dzialaniu izotretynoiny).
Przed rozwinięciem zagadnień trącających o obydwa wspomniane leki, muszę zaznaczyć, że po kuracji Epiduo-Zineryt, Epiduo-Klindacin, czy Epiduo solo, stan mojej cery uległ zmianie o 360 stopni w stosunku do tego, co pojawiło się u mnie feralnej zimy. Zwyczajnie, po odstawieniu wszystkich wyżej wymienionych, moja cera delikatnie udowadniała mi, że wciąż jest cerą trądzikową i bez odpowiedniego wspomożenia, nie pozostanie czystą i wolną od ropnych wyprysków, czy podskórnych grud. Dlatego kontynuacja leczenia była kwestią niepodlegającą dyskusji.
Idąc dalej – Skinoren stosować miałam rano (na to, według pani dermatolog, winnam nanosić tylko filtr – jakikolwiek), potem makijaż i wszystko miało iść w dobrym kierunku ;). Na noc zaś przeznaczona była Izotziaja.
Obydwa leki stosowałam zgodnie z przeznaczeniem. Skinoren służył mi rano po umyciu twarzy, a przed zaklepaniem go filtrem (na szczęście mój filtr zawarty był w mocno nawilżającym kremie, inaczej skóra wyglądałaby pewnie jak wysuszona, popękana glina...) – pod względem użyteczności nie mam zastrzeżeń, gdyż przy nałożeniu odpowiedniej ilości nie sprawiał problemów podczas nakładania makijażu. Izotziaja natomiast łuszczyła się/rolowała, niezależnie od tego, jaką warstwą na twarz została naniesiona.

Problemem było jednak to, że moja cera przy stosowaniu obydwóch produktów sukcesywnie się pogarszała – wizualnie była ziemista, pełna wyprysków, stany zapalne zaognione, żadne zmiany za nic w świecie nie chciały się goić. Twarz przy każdorazowej aplikacji piekła (czasami pieczenie było wręcz palące) – czułam, że wracam do punktu wyjścia. Po kilku tygodniach tej wątpliwej kuracji (choć rozumiem sposób działania tych i podobnych im leków; rozumiem, iż czas i cierpliwość są tutaj niezbędnymi; rozumiem, że przygotować się trzeba na absolutne oczyszczenie skóry), to nie byłam w stanie jej kontynuować. I nie chodzi już o to, że miało to, po raz wtóry, niekorzystny wpływ na mój wygląd i samopoczucie – przeżyłam to raz, więc i kolejny byłabym w stanie przetrwać, ale to, co się działo, nie było wiadomą częścią zaplanowanego mechanizmu – to, co się działo, przyprawiało mnie o swoiste boleści i niewyobrażalny dyskomfort podczas każdej kolejnej aplikacji, podczas zmywania makijażu, podczas mycia twarzy, a nawet podczas zwykłego jej dotykania.
Obydwa produkty wylądowały w koszu, a ja pokornie wróciłam do Epiduo, który do tej pory grzeje miejsce w mojej kosmetyczce.

Podczas używania Skinorenu, zastanawiałam się, czy glikol propylenowy mógłby być odpowiedzialny za to, co dzieje się z moją skórą (występuje on również w Effaclar K, a na niego miałam podobne reakcje), ale zaangażowałam się też w analizę składu Epiduo, który tak dobrze się u mnie sprawdza, a tam substancją pomocniczą jest ten sam komponent. Jestem więc w kropce i nie potrafię odpowiedzieć, skąd takie reakcje mojej skóry na poszczególne pozycje. Mogę jednak zwrócić Waszą uwagę na obecność jego w kosmetykach, gdyż spotkałam się z kilkoma naprawdę złymi reakcjami na tę konkretną substancję u innych osób borykających się z trądzikiem.
  
Historii koniec – zdjęcia, które wrzucam nie są przyjemne. W większości, niestety mam na sobie makijaż (na tych po leczeniu twarz jest pokryta matującym pudrem transparentnym, na policzkach znalazł się bronzer i róż – zero podkładu, czy korektora), ale poglądowo powinny wystarczyć. Różnica jest wystarczająco widoczna.

Zdjęcia sprzed leczenia nie są udokumentowaniem mojego najgorszego stanu. Cóż, wystawianie się pod ostrzał obiektywów w tamtym okresie było ostatnią rzeczą, na którą miałam ochotę, deficyt ten więc zupełnie nie dziwi. Pokazują one stan między wątkiem z kwasem migdałowym, okresem bezkwasowym a złuszczaniem AHA-BHA-AKA.




Na koniec chciałabym zwrócić również uwagę na to, iż w leczeniu takich przypadłości, sama pielęgnacja, profesjonalne zabiegi, czy nawet leki, nie zawsze okazują się wystarczającymi działaniami. Potrzebna jest również odpowiednio zbilansowana dieta. W szczegóły zagłębiać się nie będę, bo to inny temat, ale warto zwrócić uwagę na to, jak Wasz organizm reaguje na spożycie pokarmów o wysokim indeksie glikemicznym chociażby. Publikacji na ten i pochodne tematy znaleźć można mnóstwo – zachęcam Was do przeszukania sieci.

Jak widzicie, moja historia, w znacznym stopniu, nie należy do tych godnych naśladowania – irracjonalne opieranie się podjęciu leczenia z pewnością nie wyszło mi na dobre, te najgorsze trądzikowe przeżycia rozciągnęły się w czasie niesamowicie, a moje samopoczucie zaczęło już sowicie trącać o bezradność i wrażenie totalnej klęski.

Wiem, jak trudno dziś znaleźć dermatologa z głową na karku. Pewnie gdyby odpowiednia osoba nie poleciła mi wówczas takiego, do którego zdołała zbudować swoje zaufanie, błądziłabym dłużej w tej samopomocy, która w pewnym momencie może i zaczęła dawać małe efekty, ale na pewno nie na tyle zadowalające, bym mogła poczuć się w najmniejszym choć stopniu wyzwolona ze szponów trądzikowego dręczyciela.


Jeśli macie podobne przeżycia, podzielcie się nimi.


Pozdrawiam Was,
Megdil

143 komentarze:

  1. Ja właśnie od paru miesięcy walczę z cerą, która od stycznia uległa gwałtownemu pogorszeniu - może nie w taki stopniu jak kiedyś Twoja, ale jednak wyprysków coraz więcej i jak jedne znikną(a goją się długo) pojawiają się następne. Byłam u kosmetyczki na oczyszczaniu, stosowałam Effeclar Duo i parę innych sposobów polecanych w internecie, ale zadecydowałam, że skoro od jakiś 3 miesięcy poprawy brak, to na przyszły wtorek jestem wstępnie umówiona do dermatologa. Zobaczymy, co to będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja żałuję, że tak długo zwlekałam z udaniem się do specjalisty. No, ale kilka powodów ku temu znalazłam.
      Podjęłaś bardzo słuszną decyzję - trzymam kciuki, żeby leczenie dało takie efekty, na jakie liczysz! Daj znać, co i jak, gdy będziesz już po wizycie :)

      Usuń
    2. Ledwie dobrnęłam do końca tekstu. Straszny styl pisania. Wystarczyło napisać krótko i na temat. Wymęczyłaś mnie niesamowicie.

      Usuń
  2. świetnie to opisałaś zmiana na zdjęiach jest bardzo widoczna :)
    a powiedz? czemu nie kontynuowałaś Epiduo? skoro były zadowalające rezlultaty i postawiłas na obcego dermatologa, który był o kant dup ;)?
    A jak u Ciebie dieta? czy to temat na osobny post? i mam go czekać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu? Bom durna? Z drugiej strony, nie rozpaczam już nad tym, raczej z dozą pobłażliwego uśmiechu podchodzę - zarówno do siebie samej, jak i tej nieszczęsnej lekarki ;)

      Moje ówczesne leczenie nie było podparte odpowiednią dietą, dlatego wspomniałam o niej dopiero w końcowych wersach. Zainteresowanie tym tematem wzrosło znacznie później, ale prawdą jest, że unikałam rzeczy, które ewidentnie działają na moją niekorzyść - m.in. słodycze, fast foody, białe pieczywo - i już takie proste zabiegi dają zauważalną poprawę.
      Na dzielenie się spostrzeżeniami o mojej diecie nie jestem jeszcze gotowa, z uwagi na fakt, że zmiana takich przyzwyczajeń, to bądź, co bądź, proces długofalowy, a ja ciągle jestem na drodze jego realizacji, kombinowania i weryfikowania poszczególnych działań. Ale gdy temat u mnie dojrzeje - na pewno nie omieszkam podzielić się doświadczeniem :)

      Usuń
  3. Zainteresowałaś mnie tym indeksem glikemicznym. Jak masz jakiś ciekawy artykuł, to podrzuć mi koniecznie. Jestem też ciekawa tego kosmetyku z Kanebo, mam nadzieję że pojawi się w następnej notce, a jeżeli nie to też poproszę o link :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. btw dzięki za podlinkowanie :*

      Usuń
    2. Ta strona fajnie objęła temat http://whfoods.org/genpage.php?tname=faq&dbid=32.
      Kanebo w poście z pielęgnacją nie będzie, bo używam teraz czegoś innego, ale tu masz link http://www.douglas.pl/douglas/Piel%25C4%2599gnacja-Twarz-Oczyszczanie-Kanebo-Sensai-Sensai-Silky-Purifying-Mud-Soap-(Wash-and-Mask)_productbrand_3000031520.html :)

      Usuń
    3. Aha! Za linkowanie nie masz co dziękować - to ja dziękuję za przedstawienie mi alternatywy dla Bobbi :P

      Usuń
  4. Wyczerpujący post, zawarłaś w nim morze informacji i na pewno osoby borykające się z podobnym problemem a co za tym idzie, mające zbliżony profil cery do Twojej na pewno znajdą wiele wskazówek dla siebie.
    Indeks glikemiczny to bardzo ciekawa sprawa, zainteresowałam się nim jakiś czas temu i żałuję, że w moim przypadku nie ma zbliżonych rozwiązań. Oczywiście jest to jedno z wielu.

    A widzisz, ja od razu skierowałam swoje kroki do dermatologa, ale przeszłam niezłą wędrówkę ludów. Trafiłam do niezłej sławy w Częstochowie, lecz początki dobrego okazały się mało optymistyczne :/ Na szczęście wybrałam się potem eksperymentalnie do kogoś innego, co nie tylko pomogło postawić diagnozę ale w końcu przyniosło efekty. Niestety trądzik różowaty nawet uśpiony to ciągła walka i pogodziłam się z tym, że moja cera nie będzie idealnie gładka, bez drobnych wyprysków. Poza tym moja cera nie toleruje kwasu salicylowego, a naczynka wykluczają glikolowy i całą masę innych. Popularne specyfiki przyniosły więcej szkody niż pożytku. W każdym razie kontakt z obecną lekarką mam na tyle dobry, że zostaję przy Jej podejściu do leczenia na tak długo, jak się da. Częściowo moje perypetie opisywałam na blogu i wiem, że mały wycinek tego czytałaś odnośnie przejścia z włosami.

    Glikol propylenowy to rodzaj rozpuszczalnika, penetratora i choć dużo osób na niego narzeka, to problem może być tez w składnikach które wchodzą z nim w reakcję. Do tego bardzo istotne jest jego stężenie, ale tego najczęściej nie ma podanego na opakowaniu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie z tą myślą pisałam tego posta - sama w tym okrutnym okresie szukałam rzeczywistych historii i wiem, jak mogą podnieść, zmęczonego już bezproduktywnymi zmaganiami człowieka, na duchu.

      Ja mam to szczęście, że moja skóra jest gruba, problemów naczynkowych nie mam i chociaż problemy z nadwrażliwością odchodzą. Punktem zwrotnym okazuje się znalezienie rzetelnej, fachowej pomocy, dla której nie będziesz kolejnym królikiem doświadczalnym, a pacjentem, który liczy na pozbycie się problemu, z którym przychodzi.

      Co się zaś tyczy problemów z trądzikiem różowatym - nasłuchałam się ostatnio kilku faktów u mojej ortodontki, której córka, ni stąd, ni zowąd została dotknięta problemem, mimo iż przez całe życie skórę miała całkowicie nieproblematyczną. Polecę jej następnym razem Twojego bloga :P

      Usuń
    2. Z trądzikiem różowatym to jest problem a jeszcze bardziej dlatego, że nie zawsze jest prawidłowo diagnozowany :/ Sama zresztą padłam ofiarą tego, nie dość że dostałam go "w prezencie" z powodu nieprawidłowego leczenia, to potem było coraz gorzej. Miałam takie dni, że nie chciałam wychodzić do ludzi bo makijaż w żadnym stopniu nie ukrywał a tylko podkreślał problem. To była masakra..... Gdyby nie moja męska połówka i otoczenie podejrzewam, że poddałabym się. Bo ileż można walczyć, niczym jak z wiatrakami.

      Miałam napisać to wcześniej, ale zapomniałam. Zachwycam się Twimi brwiami, pokażesz więcej? :))

      Hihihihi dzięki :)))

      Usuń
    3. Historie podobne do Twoich ledwo mieszczą się w głowie, Hexx. Tak naprawdę mało kto jest w stanie zrozumieć uczucia towarzyszące takim trudnościom. Ktoś, kto nie miał do czynienia ze skórnymi problemami nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak ogromnym wyrzeczeniem jest pokazanie się gdziekolwiek bez odpowiedniego makijażu - a jeśli nawet ten nie pomaga, wtedy zaszycie się w domu, bez zbędnych 'gapiów' wydaje się być najlepszym wyjściem. Mnie makijaż też nie pomagał. W większości, podobnie, jak u Ciebie, podkreślał cały problem, ale dawał mi przynajmniej złudzenie lepszego wyglądu.

      Brwi? Znajdę okazję i pokażę :D

      Usuń
    4. Koniecznie pokaż :) Będę czekać z niecierpliwością :))

      Megdil, masz rację. Niestety nadal problemy tego typu są bagatelizowane przez otoczenie. Mam znajomą, która zakończyła walkę na antydepresantach...a co lekarz to inna diagnoza była. Koniec końcem trafiła gdzieś z polecenia na zielarkę, która pomogła się Jej uporać chociaż częściowo z problemem. Jednak wiele lat eksperymentów zostawiło swoje ślady :(

      U mnie jeszcze czasami było tak, że otoczenie starało pocieszać ALE lustro w domu było a makijaż potrafił wyglądać gorzej niż może się wydawać. Kiedy przychodziło zaostrzenie stanów zapalnych, to było najgorszy czas.

      Ważne, że w jakiś pokręcony sposób wyszłyśmy na prostą :) i tego się trzymajmy :*

      Usuń
  5. Wow, ogromny post, jestem pełna podziwu, że tak wszystko dobrze zapamiętałaś, ale może dlatego, że walka ze skórą była dla Ciebie utrapieniem. Ja sama nie borykałam się z trądzikiem, ale za to moja przyjaciółka tak. Niestety do tej pory zostały jej dość widoczne ślady po trądziku i tak naprawdę nie jestem przekonana czy jej skóra jest wyleczona. Raczej nie. Ale z tego, co wiem próbowała też wielu rzeczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nad niektórymi rzeczami głowiłam się kilka dobrych minut :P Ale prawda jest taka, że to utrapienie odcisnęło się w mojej pamięci bardzo dobrze, bo te ciągłe zmagania nie były lekką przyjemnością.

      Mnie, na szczęście, nie dotknął problem blizn potrądzikowych - z tym borykała się moja Przyjaciółka, której przejścia były nieporównywalnie gorsze od tych, z którymi ja się borykałam. Mój podziw dla niej, dla jej działań i hartu ducha jest ogromny.

      Usuń
  6. Gratuluję Ci wytrwałości, a przede wszystkim odnalezienia takich leków i pielęgnacji, które sprawiły, że udało Ci się wygrać z własną skórą :) Czekam na posta z dokładną pielęgnacją Twojej skóry, a także z przyjemnością przeczytam o Twojej diecie, jeżeli zdecydujesz się ją opisać :) Trzymam kciuki, żeby ten nieprzyjemny problem już nigdy Cię nie dotyczył :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za to dobre nastawienie - zawsze miło jest takie słowa usłyszeć :)

      Usuń
  7. Niesamowicie ciekawy i rzetelnie napisany post - czytałam z zainteresownaiem :)
    Bardzo współczuję Ci takich perypetii skórnych - ja mam cerę mieszaną w kierunku tłustej i borykałam się przez kilka lat z rónymi wysypami i krostami na twarzy, jednak lekarstwem na wszystko okazał się dla mnie Effaclar Duo - do dziś go stosuję sporadycznie na pojawiające się czasem wypryski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Effaclar Duo jest bardzo dobrą opcją, znam wiele osób, którym pomógł przezwyciężyć ich problemy i pomaga utrzymać skórę w dobrym stanie :)

      Usuń
  8. Gratuluję Ci dojścia do takiego stanu sóry różnica jest duza, gratulacje cierpliwości! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cierpliwość i dobre nastawienie to coś, czego nie może zabraknąć w takich zmaganiach. Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. zmiana wrażenie robi ogromne, choć sama nigdy nie miałam problemów z trądzikiem (ale za to mam inne przypadłości). Chciałabym żeby moja walka z przebarwieniami przyniosła podobny efekt:)

    Pozdrawiam,
    Agnieszka Baczyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przebarwienia to też ciężki temat. Zwłaszcza przy skórze ze wzmożonymi skłonnościami do ich pojawiania się.
      A jak Twoje zmagania? Bo pamiętam, że u Ciebie na blogu pojawiła się kiedyś wzmianka o Twojej walce.

      Usuń
  10. Niezła zmiana :) Ja już od jakiegoś czasu borykam się z wypryskami.. co prawda nie mam ich w dużych ilościach, od czasu do czasu kilka się pojawi, jednak są to duże gule które są strasznie nieprzyjemne..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wiem, że do najprzyjemniejszych to nie należy :/ A stosujesz jakieś konkretne specyfiki?

      Usuń
  11. Wow, zmiana jest... ogromna! Ja borykam się z wypryskami od czasu do czasu i nie mogę pozbyć się też 'czarnych kropeczek' . Strasznie mnie to irytuje. No i blizny.. u mnie zawsze po każdej niespodziance zostaje ślad... :( Niby większość osób mówi mi, że mam idealną cerę, ale makijaż też robi swoje.

    Chciałam poinformować, że nominowałam Cię do Liebster Blog :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, te blizny bywają najgorsze... Bo nawet, jeśli wyleczysz problem, to pozbycie się tych, często bardzo głębokich śladów, nie jest bułką z masłem. Wiem, że kwasy mogą odrobinę je spłycić, ale na cuda nastawiać się nie można :/ Są też lasery. Z ich działania skorzystała dwójka moich znajomych. Owszem, pomogły, ale też nie w 100% :(

      Usuń
  12. :) wspaniala przemiana :)
    Cudownie, ze trafilas na solidnego lekarza i leczenie szybko przynioslo efekty.
    Mud soap jest jest i moim hitem kosmetycznym. Na razie poszedl w odstawke bo zel skin ceuticals sprawdza sie chyba jeszcze lepiej... zobaczymy jak nasza znajomosc sie rozwinie z czasem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie posiadam się z radości, że trafiłam tak, a nie inaczej - bo znam historie, które są jednym wielkim toczeniem walk z dermatologami różnej maści. I to już nie chodzi nawet o dobór odpowiednich leków do skóry pacjenta i szybkość reakcji skóry na zaproponowane specyfiki, ale samo podejście do chorego, które w zastraszającej ilości przypadków jest zwyczajnie karygodne...

      Usuń
    2. Za Ciebie trzymam mocno kciuki! Jeśli zdecydujesz się na Skinoren, to daj znać, jak się sprawdza!

      Usuń
    3. Dziekuje :) zdecydowalam sie na Skinoren i juz do mnie leci. Mam nadzieje, ze nie zaszkodzi, chociaz wtedy bede miala powod by wyprobowac kosmetyki phenome ;) strasznie na nieszczescie mojej twarzy testowac kosmetyki... ale bardzo staram sie ograniczac to do wlosow i ciala...no o kolorowki ;)

      Usuń
    4. Phenome polecam Ci wypróbować tak, czy inaczej :P Ja wracam do większości z ogromną przyjemnością :)

      Usuń
  13. Masz bardzo dobre pióro, przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Też się muszę za siebie wziąć bo od jakiegoś czasu mam problemy z niedoskonałościami, których wcześniej nie miałam.
    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Kasiu, bardzo miło czytać takie słowa od Ciebie :)

      A podejrzewasz, co może być powodem pojawiania się tych niedoskonałości?

      Usuń
    2. Właśnie nie wiem, podejrzewam, że to hormonalne, bo mam 30 lat i jakoś wcześniej nie miałam takich problemów, a nie zmieniałam jakoś diety, ani innych przyzwyczajeń. Po lekturze Twojego posta zapisałam się dziś do dermatologa. Zobaczymy co powie.

      Usuń
    3. Dobrze, że podjęłaś takie kroki. Jeśli nie będzie to nic osobistego, daj znać, co orzekł.

      Usuń
    4. Wizytę mam dopiero na wrzesień, nie było wcześniej terminów :)

      Usuń
    5. Ważne, że termin już masz, więc i prawdopodobieństwo zaniechania tematu zmalało :)

      Usuń
    6. Starałam się wybrać lekarza, który ma dobre opinie, na takich z reguły trzeba czekać :) Ale zleci w momencie :))

      Usuń
  14. Zmiana widoczna :) Gratuluję WYTRWAŁOŚCI!! Z doświadczenia wiem że przy takich zmianach skórnych wizyta u dermatologa jest konieczna. Post świetny! z przyjemnością się czytało:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, teoretycznie, też to wiedziałam, a jednak nie do końca szło mi przekonanie się do tego kroku ;P Na szczęście, w końcu otrzeźwiałam i zrobiłam to, co należało.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  15. świetnie to wygląda gratuluje sama bym tak chciała :)
    zapraszam do mnie :) http://pattydreamss.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz podobne problemy, to ucz się na moich błędach i zasięgnij odpowiedniej porady, a efekty mogą być jeszcze lepsze - no i szybsze :)

      Usuń
  16. Zmiana jest niesamowita, gratuluję Ci wytrwałości, Twój rzetelny i wyczerpujący opis z pewnością posłuży osobom, które mają podobne problemy, mnie na szczęście nie dotyka ten problem, przynajmniej na razie.
    Pozdrawiam cieplutko Megdil

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam go właśnie z nadzieją, że kiedyś komuś może się on przydać.
      Życzę Ci więc, aby nigdy ten okrutny żart natury Cię nie dotknął!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  17. Interesujący wpis :) Zmiana ogromna. Dobrze, że się zmobilizowałaś do walki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Innego wyjścia już nie było w tej sytuacji :P

      Usuń
  18. przeczytałam wszystko z zainteresowaniem. miałam podobne problemy, co prawda nie na taka skalę, ale były... albo raczej nadal są ;/ też już próbowałam tylu rzeczy, zazwyczaj niewiele pomaga. mieszkam z malym miasteczku i starsza pani dermatolog nie dość, że nie miła i nie zachęca to do jej odwiedzenia, to jeszcze mi nie pomogła... mimo wielu konsultacji i mnóstwa wydanej kasy. teraz mam zamiar odwiedzić Panią dermatolog w Lublinie, gdzie jeździ moja przyjaciółka... u niej widać również cudowne efekty, tak jak i u ciebie.
    gratuluję cierpliwości, bo teraz cera wygląd świetnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, miedzy innymi, to, o czym mówisz zniechęcało mnie do ruszenia tyłka i zapukania do drzwi gabinetu lekarskiego. Przykro mi to stwierdzać, ale w większości medyczna maść to jedni wielcy partacze, którzy ubliżają specjalistom z prawdziwego zdarzenia - tym, którzy kierują się przede wszystkim dobrem pacjenta, a nie błyszczącymi na horyzoncie benefitami.
      Mam nadzieję, że uda Ci się wreszcie pokonać ten problem, bo wiem, jak może uprzykrzyć życie. Trzymam kciuki!!

      Usuń
  19. Ja na trądzik zawsze łykałam tabletki z bratkiem i z czasem pomogło ;) Pozbyłam się tego problemu raz na zawsze. Muszę przyznać ,że miałam mniejszy trądzik niż ty ;)


    W wolnej chwili zapraszam do mnie na news :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się za każdą osobę, która znalazła swoje lekarstwo na skórne problemy :)

      Usuń
  20. Podziwiam Cię za wytrwałość, masz teraz piękną cerę : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Nadal jest kapryśna i idealna może nigdy nie będzie, ale doceniam to, co mam ;)

      Usuń
  21. zdjęcie po kwasach aha-bka-aka widać już całkiem ładną cerę, niestety walka z trądzikiem łatwa nie jest a leczenie dermatologów to często gęsto loteria:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to niestety wygląda. Pół biedy, jeśli dobrane leczenie nie przynosi efektów, gorzej jednak, jeśli dodatkowo szkodzi, zamiast pomagać :(

      Usuń
  22. zmiana jest kolosalna, musiałaś przejść długą drogę, ale efekty mówią same za siebie :)
    Ja nigdy nie zmagałam się z trądzikiem, znam jednak osoby które walczą z nim od lat, z lepszym lub gorszym skutkiem - podrzucę im link do Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli moje perypetie mogłyby Im w czymś pomóc, to będę bardzo szczęśliwa, że na coś się ten post zdał :)
      Ciesz się zatem, że ten problem Cię nie dotknął. Zawsze zazdrościłam osobom z piękną, czystą cerą :P

      Usuń
  23. Fajnie,że udało Ci się z tym uporać. Ja walczę, raz jest lepiej raz gorzej ale nie tracę nadziei:)
    Obserwuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za powodzenie w tej walce :))

      Usuń
  24. ja też borykałam się z trądzikiem, ale nie aż tak bardzo nasilonym jak u Ciebie. choć droga do wyleczenia też miała wiele zakrętów ;) mi pomogły dopiero tabletki antykoncepcyjne - i wiek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby upływ czasu był pewnym lekiem na to zło, to chociaż jakiś plus można by odnaleźć w posuwającym się do przodu wieku ;)
      Dobrze, że to przebiegało u Ciebie w lżejszej odsłonie, a jeszcze lepiej, że wreszcie udało Ci się tego problemu pozbyć :))

      Usuń
  25. Twoj trądzik nie nalezy do łatwych do leczenia a raczej jest tym z gorszych, niestety sama tez walcze z trądzikiem od podstawówki, z różnym nasileniem , ale trwa on do dzisiaj w postaci łagodnej, ale jest. Na studiach mialam dermatologie, takze praktyki w gabinecie dermatologicznym wiec duzo sie napatrzylam, a w salonie tez zdarzaja mi sie klientki z tym problemem. Biorac pod uwage wlasne dosiwadczenie a takze doswiadzczenie od pacjentek i kientek moiuch z salonow wiem ze: - nawet łagodny tradzik powinien byc leczony u dermatologa, wszystkie kosmetyki, dermokosmetyki tylko moga zlagodzic objawy ale ich nie wylecza bo lekami nie są. Po leczeniu u dermatologa warto skorzystać z zabiegow u kosmetologa. Kosmetyczki niestety maja bardzo uboga wiedze z zakresu dermatologii i czesto przekraczaja swoje kompetencje. Podczas leczenia u dermatologa warto takze skorzystac z konsultacji u kosmetyczki /kosmetologa w celu poznania wlasciwej codziennej pielegnacji - dobranie kosmetyku do mycia twarzy, kremu w przypadku jesli dermatolog tego nie zrobi - ten dobry powinien. Jesli chodzi oczyszczanie manualne twarzy skuteczne jest tylko w przypadku tradziku bez stanów zapalnych - czerwonych krostek najprosciej mowiac, w innych przypadkach mozna tylko skore podraznic, zrobic blizny i rozniesc bakterie co przyneisie negatywy skutek, mikrodermabarzja nie moze bcy wykonywana przy czerwoncyh stanach zapalnych jedynie kwasy, jednak bardzo wazna jest firma, stężenie % ale takze pH kwasow, bo stezenie % to nie wszystko.
    Hmm.. dlugo moglabym pisac na ten temat :D , znam juz chyba kazdy mozliwy lek na tradzik i wiekszosc uzywalam :D. Mzoe pokusze sie tez o posta w tym temacie bo tutaj to za duzo wyjdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, każde niepokojące problemy skórne powinny znaleźć się pod lupą specjalisty jak najszybciej po ich wystąpieniu. Zwłoka może przyczynić się do zdecydowanego zaostrzenia sytuacji, z którą potem o wiele trudniej się uporać.
      Wiesz, myślę, że jeśli masz szerszą wiedzę na ten temat - w dodatku z tej profesjonalnej strony, to taki post mógłby przydać się wielu osobom :) Sama chętnie go przeczytam!

      Usuń
    2. Megdil dzięki za motywację :), napewno taki post z tradzikiem sie u mnie pojawi :), ale potrzebuje na niego wiecej czasu bo temat rzeka :D .

      Usuń
    3. Pisz, pisz - obszernie i szczegółowo :D Będę czekać :)

      Usuń
  26. Twój wpis natchnął mnie dziś do naskrobania swojego na podobny temat. Przeszłaś naprawdę dłuuuugą i ciężką drogę, ale efekt jest teraz już znakomity. Ja również mam awersję do dermatologów i pewnie długo leczyłabym się na własną rękę, ale jak widać warto się profesjonalisty też poradzic :)
    Oby cera już była tylko lepsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam, już prześledziłam cały :P

      To prawda, z cerą nie było mi lekko, ale przez to doceniam jej obecny stan, chociaż też bywa różnie. Dobry dermatolog z pewnością jest w stanie udzielić ogromnej pomocy - tylko dlaczego tak trudno na takiego trafić? :/

      Usuń
  27. Gratuluję zmiany :)
    Aż niewiarygodne,że z tak trudnym problemem można dość do tak pięknej skóry:)
    Masz teraz ładniejszą skórę niż nie jedna kobieta!
    Naprawdę ,świetna zmiana :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, zawsze miło jest słyszeć takie słowa. Zwłaszcza po mozolnej walce :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  28. Powiem szczerze, że temat jest mi nieznany. Na szczęście nie miałam nigdy aż takich problemów z cerą..
    Na pewno to co przeszłaś było trudnym doświadczeniem i prawdziwą walką :) Medgil - bez dwóch zdań jesteś prawdziwym fajterem:)
    Efekt jest spektakularny :) masz piękną cerę, którą nie jedna osoba mogłaby pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walka w tym najgorszym okresie była zacięta, ale na szczęście się opłaciła :)
      Dzięki! Lepszych słów uznania nie mogłabym się chyba spodziewać :))

      Usuń
  29. Gratuluję zmiany ;-)

    sanvves.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  30. Kolosalna zmiana ! ;o Gratuluję ;-)

    OdpowiedzUsuń
  31. różnica jest diametralna! Jak widać jednak można, zamiast użalać się nad sobą i nakładać na twarz kilogramy tapety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, czasami tzw. "użalanie się nad sobą" jest ostatnim stadium ogarniającej człowieka bezsilności, a z tą wygrać tak samo trudno, jak z niemożliwymi niemal do wyplenienia niektórymi skórnymi problemami. Zazwyczaj jest też tak, że makijaż pozwala poczuć się w takich sytuacjach nieco pewniej, lepiej. Nawet jeśli tak naprawdę te problemy widocznie podkreśla - przykra prawda.
      Najważniejsze to jednak nie dopuścić do kapitulacji, bo ta na pewno nie przyniesie ulgi.

      Usuń
  32. Kurcze, różnica nie do opisania! Rewelacyjną masz teraz cere.

    OdpowiedzUsuń
  33. Podołałam, i jestem pod wrażeniem efektów !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo nie było, ale na szczęście moja cera nie przypomina już tej sprzed leczenia :)

      Usuń
  34. Elo !fajny blog, fajnie prowadzony i staranny, zapraszam do mnie na bloga i prosze o kilka komentów z radami na temat bloga oraz dodanie do obserwowanych odwdzięczę się i to BARDZO ! :D http://oldzia-oldzia-oldzia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  35. Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że komuś się to przyda :)

      Usuń
  36. chrum chrum muszę dopytać. Bo ja właśnie się katuję epiduo i zaczynam wątpić. Czy Ciebie też w pewnym moemcie zaczęła piec skóra i się łuszczyć? Mam wrażenie, że przechodzę wylinkę jak jaszczurka. W sumie nic do tego nie mam poza tą drobnostką że boli jak... Skóra jest aż czerwona, ale co się już złuszczyło jest piękne i czyste. Kontrola dopiero za ydzień. I nie wiem, co robić :( czy się martwić czy dalej smarować.
    Jak już dojdę do ładu to chyba się skuszę na polecany przez Ciebie matujący Phenome :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie początkowo dawał się we znaki jego wysuszający potencjał, ale chyba tylko dlatego, że razem z nim działał Zineryt, a potem Klindacin. Później, gdy używałam już samego Epiduo, czasami skóra mi się wysuszała, ale wystarczyło zastąpić go na dwie noce czymś innym i było ok. Typowe łuszczenie, na które mogłabym się uskarżać u mnie nie wystąpiło. Pieczenie tym bardziej. Teraz używam Epiduo w razie potrzeby i żadne niepożądane efekty mnie nie nękają.
      Podobne objawy do tych, o których mówisz miałam po Effaclar K, Skinorenie i Izotziaji - dosłowny ból i niesamowicie podrażniona, zaogniona cera to był dla mnie dyskomfort nie do zniesienia, dlatego po kilku tygodniach je odstawiłam. Tyle, że u mnie nie było żadnych pozytywnych aspektów ich stosowania. A jak długo już używasz Epiduo? I z jaką częstotliwością? Pamiętam, że moja Dermatolog przy pierwszej tubce powiedziała, że gdybym odczuwała jakieś nieprzyjemności, to zamiast codziennie mam go stosować co drugi dzień (raz dziennie, na noc). Może spróbuj w ten sposób?

      Usuń
    2. Uzywam raz dziennie na noc. Pierwsze pieczenie pojawilo sie dopiero po tygodniu ale naprawde widze roznicr po tym zlazeniu. Tylko ten bol mnie niepokoi. Ulotka tez mowi zeby zrobic przerwe ale na poczatku uzywania. W tym najd

      Usuń
    3. W tym najgorszym momencie uzylam na na noc oleju kokosowego i wszystko oklaplo.

      Usuń
    4. Oklapło? W sensie - ból minął? Jeśli tak, to może przez ten tydzień spróbuj co drugi dzień smarować się olejem na przemian z Epiduo?

      Usuń
    5. Mniej boli znaczy. Na razie wrocilam do epi ale jak bol powroci- znow zrobie wieczor z kokosem ;)

      Usuń
    6. Miałam epiduo i było podobnie jak u Ciebie Cocaron gdy próbowałam stosować go codziennie. Dlatego pozostałam przy tym co lekarka poleciła w początkowej dwutygodniowej fazie czyli stosowanie co 2 dzień.

      Usuń
  37. To chyba jednak najważniejsze jest naleźć rzetelnego i dobrego lekarza ,który podejdzie do Twojej sprawy bardzo indywidualnie :) Gratuluję wygranej walki :) Ja naszczęście nigdy nie miałąm aż takich problemów ze skórą .
    Wole nie wiedizeć ile się musiałaś przez to nacierpieć ,nadenerwować i włożyć pieniędzy ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lekarz z głową na karku w takich przypadkach, to skarb. Rzeczywiście nie było kolorowo, ale najważniejsze, że jakoś udało mi się z tym uporać :)

      Usuń
  38. znalazłam w sumie dwie :D normalną z metką h&m ale wzięłam rozmiar M i była za luźna :D i jedną z działu młodzieżowego z metką: divided rozmiar mniejszą czyli S dlatego też wyszłam z tą drugą, właściwie niczym się nie różniły oprócz metki :D bo cena ta sama, materiał też w sumie ten sam :D

    OdpowiedzUsuń
  39. Dobrze , że jednak udałaś się do dermatologa , bo byś się nadaj męczyła z tym problemem. Ważne , że po mimo takiego problemu nie zwątpiłaś i walczyłaś z tym ;). Efekt genialny i gratulację za taką wielką walkę ;) ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz wiem, że to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
  40. Biedactwo.. ależ się nacierpiałaś :(( Ja mam również cerę tłustą nawet nie mieszaną :)) I wiele lat z nią walczyłam, ale nauczyłam się :)) Jako starsza już koleżanka polecę Ci codzienne poranne pilingi :) Przy naszej grubej skórze to nie przeszkadza, a spłycisz pory i przestaną się blokować :) DO tego polecam zakup sobie KORUND KOSMETYCZNY (1kg około 25-30zł - mega wydajny) :)) DO tego terapia kwasami to dla mnie norma.. już po latach uczęszczania na nie do gabinetu potrafię robić je sama i do tego używam kwasu glikolowego, ale trzeba uważać jest mooocny trzeba robić roztwór i uważać bardzo :) Drugi kwas który kocham, który reguluje wydzielanie sebum i po prostu leczy jest kwas AZELAINOWY :) który jest dostępny w maściach aptecznych - które stosuję w sezonie jesienno zimowym podobnie jak złuszczanie kwasami :)) DO tego nawilżające kremy do skóry tłustej codziennie..i co jakiś jednak czas oczyszczanie manulane i mikrodermabrazja :) TRochę tego jest ale moja cera wygląda już dość normalnie.. :) Sebum nadal się produkuje ale już sobie z tym radzę :) Noszę przy sobie bibułki matujące lub chusteczki aby nadmiar co kilka godzin ściągnąć... Dieta jest mega ważna :(( zawsze jak tylko sięgnę po coś niezdrowego, przetworzonego.. to za 2 dni mam to na TWARZY :) Najładniej moja cera wygląda, wtedy gdy jem dużo warzyw i owoców świeżych bądź gotowanych, staram się nie jeść niezdrowych tłuszczów.. i nie smażyć.. Za to dbam o dobre tłuszcze sięgając np. po orzechy, nasiona.. itp. :) POWODZENIA kochana :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Systematyczne peelingi, to u mnie podstawa, aczkolwiek nie robię ich codziennie, chociaż czasem rzeczywiście i tak się zdarza.
      O korundzie wspominałaś mi już znacznie wcześniej przy innej okazji, a ja nadal o nim pamiętam i z pewnością z ciekawości się skuszę, jednak na zdecydowanie mniejsze opakowanie :P
      Kwasy to pomocna rzecz i lubię od czasu do czasu zafundować sobie taką serię :)
      E, nie wydaje mi się, by Twoja pielęgnacja była jakoś wybitnie obfita :P To, co o niej piszesz wygląda na przemyślany, rozsądny plan. A najważniejsze, że przynosi efekty, z których jesteś zadowolona :))
      Dieta to szeroki temat. U mnie tak samo ważne jest to, co jem i jak jem - a pod Twoimi słowami mogę się w 100% podpisać.
      Dziękuję za podzielenie się doświadczeniem i radami - z korundu prędzej, czy pózniej skorzystam :)

      Usuń
    2. Just with Rut a możesz napisać jakich używałaś maści aptecznych z kwasem AZELAINOWYM? :)

      Usuń
  41. to jest niesamowiteeee
    masakra
    gratulacje za wytwałość
    zapraszam
    http://rozaliafashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  42. Właśnie jestem ciekawa tego szamponu a teraz jeszcze bardziej mnie zachęciłaś :)
    Jesli chodzi o trądzik i zmiany skróne obecnie z nim walcze, stąd mój zakup kremu Pharmaceris, nic mi nie pomaga ani sudocream ani inne maście, byłam u dermatologa i wydałam na dwie wizyty kupując kosmetyki 400zł i nic nie pomaga dlatego prowadząc bloga walcze również ze swoją cerą niestety!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam z niego zadowolona, trzymam kciuki, żeby i Tobie przypadł do gustu :)

      A co Ci zapisał? Czasami potrzeba sporo czasu i podjętych prób na osiągnięcie założonych rezultatów. Uzbroj się w cierpliwość, a prędzej, czy pózniej uda Ci się osiągnąć stan, w którym cera będzie dobrze wyglądać :)

      Usuń
  43. ja nie mam problemu
    jak byłam młodsza to miałam doże problemy ale teraz jest spoko
    życzę zdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jesteś szczęściarą teraz!
      Dziękuję i wzajemnie :)

      Usuń
  44. rewelacyjnie sobie poradziłaś! masakra!

    http://linde-lo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie obyło się bez komplikacji, ale jakoś na prostą wyszłam :)

      Usuń
  45. Szkoda że przerwałaś złuszczanie kwasami. Zaraz po zabiegu stan skóry się pogarsza, ale później jest coraz lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz na myśli te kremy z kwasami, które stosowałam. Zdaję sobie sprawę z mechanizmu ich działania i mimo że moja cera wyglądała na taką, która gorzej już "prezentować się" nie może, to byłabym w stanie to znieść. Ale skrajne niedogodności związane z ich stosowaniem ostatecznie przyczyniły się do mojej kapitulacji w ich temacie.
      Zabiegi kwasowe u kosmetyczki natomiast bardzo mi służą i te od czasu do czasu sobie funduję :)

      Usuń
    2. Miałam na myśli złuszczanie kwasami u kosmetyczki :) widocznie musiałam źle zrozumieć. Super, że wciąż fundujesz sobie ten zabieg, mam tylko nadzieje, że nie latem :)

      Usuń
    3. Spokojnie - latem odpoczywam od kwasowych bolączek :D

      Usuń
  46. Po stosowaniu antybiotyku dopiero teraz widzę niektóre skutki uboczne jak np. to, że do tej pory siadałam na fotel, robiłam 2 zęby i miałam spokój na dobre ponad pół roku. Obejrzałam ostatnio filmik jednej osoby i właśnie wspominała o złym oddziaływaniu Tetralysalu na zęby. Wczoraj byłam u dentysty i tylko mnie w tym utwierdził, że jednak to może ale nie musi No nic póki co pozostaje mi wyleczenie ząbków i mam nadzieję, że potem wszystko wróci do normy, ale raczej drugi raz pomimo tego, że pomogło to raczej się nie zdecyduje.

    Odnośnie diety to zaintrygowałaś mnie i póki co od dobrego tygodnia odstawiłam słodycze, fast foody( w domu takim niebezpieczeństwem jest np. ketchup) kawę i postanowiłam o wiele więcej pić herbat ziołowych. Herbaty, kawy nigdy nie słodziłam, ale za to z solą sobie folgowałam i zamierzam to zminimalizować. Nabiał też ograniczyłam tylko do takich potraw gdzie raczej mleko jest w przepisach bo samego mleka nie pijam już od dawna i od tamtej pory moje czoło uległo sporej poprawie. Dodatkowo więcej warzyw i owoców. Nie zamierzam raczej wprowadzać rygorystycznych zmian tylko zmienić swoje niektóre nawyki aby zobaczyć jak to wpłynie na moją skórę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś rozważałam podjęcie doustnego leczenia, ale mnogość możliwych skutków ubocznych przy stosowaniu większości leków mnie przeszyła :/ Na szczęście, w moim przypadku, Epiduo wykazało się wystarczająco skutecznym działaniem i mimo tego, iż nadal pojawiają mi się jakieś niedoskonałości, to żyję z tym, radzę sobie i nie wpadam w panikę.

      Dieta to temat rzeka i rzutujący na wszystko argument. Samopoczucie, ogólny wygląd, no i stan cery - wszystko to jest zależne od tego, co sobie w pokarmach dostarczamy, a czego nie. Chociaż opinie w tym temacie są różne, ja uznaję tylko tę. Niektóre moje przyzwyczajenia i słabości (głównie słodycze), są dla mojej cery zgrozą. Są takie rzeczy, z których trudno mi zrezygnować, ale dokształcam się, kombinuję i widzę różnice. Mimo wszystko, jestem na początku swojej drogi, bo ta jest długa i bywa kręta ;), ale wierzę w swoją wytrwałość.
      Z solą miałam podobnie - zwykle potrawy, które dla mnie w smaku były idealne, inni postrzegali jako przesolone - teraz jest odwrotnie ;) i wiem, że do dawnych nawyków w tym kontekście już nie wrócę.

      Wydaje mi się, że radykalne wprowadzanie diametralnych zmian nie ma większego sensu, bo większość przypadków kończy się wówczas sromotną klęską. Co więcej, sądzę, że lepiej robić to etapowo, by móc dokładniej ocenić efekt naniesionej zmiany. A jeśli Twoja dieta nie wymaga rygorystycznych reform, to tym łatwiej dla Ciebie :)

      Usuń
  47. najchętniej przeczytałabym wszystko, co tutaj zostało napisane, łącznie z komentarzami, ale niestety czas mnie goni. też mam problemy z trądzikiem i miałam je od podstawówki, a właściwie od kiedy pamiętam, co jest strasznie przykre i uciążliwe. widzę, że leczono Cię takim samym zestawem leków. Skinoren jest moim numerem jeden. może na Ciebie źle działał po połączeniu z tym drugim lekiem? problem z nim taki (jak z każdym kremem), że niestety po pewnym czasie skóra się przyzwyczaja i przestaje działać zbawiennie :( ja chyba właśnie mam taką chwilę załamania i czas przerwać kurację. leczę się też hormonami, chociaż mam ich dość. 3 lata wykańczają mnie od wewnątrz. najlepszym środkiem (a miałam zabiegi kwasami i laserami, cholernie drogie i nic nie wnoszące) była izotropina Izotec - pochodna wit A. łykałam ją przez pół roku i zdążyła mnie wykończyć psychicznie i fizycznie. skóra sucha, usta spierzchnięte w środku wiosny, suche oczy, krwotoki z nosa i schodząca skóra. fuj. ale podziałało! po pół roku próżno było szukać chociaż jednego wągra na nosie! niestety działanie już minęło, a ja nie mam już pomysłu co zrobić z bliznami :(
    Ty masz piękną cerę. gratuluję i oby nie było nawrotu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, jeśli chodzi o Skinoren i Izotziaję, to nie mam pomysłu, czym te niedogodności były spowodowane - czy to rzeczywiście kwestia połączenia tych dwóch receptur (po tej lekarce, u której wówczas byłam, spodziewałabym się najwyższej niekompetencji - nawet w kompletowaniu leczenia...), czy po prostu coś innego mi w nich nie pasowało. Z kolei Epiduo, który u wielu osób działa dość drastycznie, u mnie żadnych przykrości nie wywołał - co skóra, to inne reakcje.

      Co do Izoteku - moja Przyjaciółka się nim leczyła, wiem, jak paskudne efekty uboczne jej towarzyszyły podczas jego zażywania i szczerze jej współczułam tego, jak się męczyła. Jakiś czas temu zakończyła leczenie i jak na razie cerę ma bardzo czystą. Mam nadzieję, że nie odnotuje nawrotu :/
      Zabiegi kwasowe są bardzo fajne, ale na pewno same w sobie nie wystarczą w walce z prawdziwym trądzikowym problemem. Natomiast jako pomoc dodatkowa, według mnie, sprawdzają się bardzo dobrze.
      Blizny to chyba najgorsza rzecz z tego wszystkiego - zwłaszcza te głębokie. Lasery pomagają, ale przy poważnych zmianach nie zagwarantują one pełnej satysfakcji :( Regularne kwasy mogą również pomóc je trochę spłycić, ale to też zależy od wagi problemu.
      Trzymam za Ciebie kciuki :*

      Usuń
  48. Ja natomiast cały okres dojrzewanie mialam cere niemal perfekcyjną, jedynie przed miesiączką wyskakiwały jakies pojedyńcze "przyjemniaczki", które jednak szybko znikały. Problemy z cerą zaczełam miec dopiero w wieku 23 lat ! Cięzko mi powiedzieć, czym bylo to spowodowane, bo nie zmieniałam ani diety ani pielegnacji cery. Być może przyczynił się do tego stres, którego na studiach miałam dość sporo. W moim przypadku był to natomiast trądzik zaskórnikowy, głównie w okolicy ust, na brodzie i czole. Policzki miałam czyste. Były to zaskórniki zamknietę, a więc trudne do usunięcia, broń Boże do wyciśnięcia. Każda próba wyciśnięcia kończyła się stanem zapalnym i wielką bolącą bulwą... Zawsze byłam osoba pogodną, raczej pewną siebie, jednak przez trądzik zaczełam miec kompleksy, tym bardziej ze coraz wiecej osob zaczeło pytać co mi się stalo, bo zawsze słynełam z aksamitnej cery. Rozpoczęłam walkę z zaskórnikami. Niestety probowałam leczyć się w domu, a więc w grę wchodziło mnóstwo specyfików z drogerii, apteki itp, które jeszcze bardziej pogorszyły stan mojej cery. Wkońcu wybrałam sie do dermatologa (co powinnam zrobic od razu!), ponieważ zbliżało się wesele mojej siostry, na której byłam świadkiem i po prostu wstydziłam sie mojej twarzy. Przepisał mi Epiduo i uratowal moja cere ! Juz po miesiacu efekty były zadawalające! Zaskórniki znikęły. Moze stan mojej cery nie jest jeszcze idealny, nadal się przetłuszcza głównie w okolicach brody, jednak dalej stosuję epiduo srednio raz w tygodniu i nie zamierzam, poki co, rezygnować...;) Niestety zdarza się, ze najdzie mnie jakas chandra i zaczynam się wyciskać, czego zaraz załuję. Tobie gratuluje i zycze powodzenia w utrzymaniu tak pięknej buźki; :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podjęłaś ważną kwestię - problemy skórne często wywołują poważne kompleksy i zaniżenie poczucia własnej wartości, a gros ludzi, którzy nigdy takich przejść nie doświadczyli, totalnie nie rozumie, do czego taka udręka może doprowadzić. Mnie w jakimś stopniu też to dotknęło, ale starałam się jednak takie myśli utrzymać na wodzy i nie załamywać.
      Również żałuję, że od razu nie udałam się do specjalisty, bo cała historia wyglądałaby wówczas zupełnie inaczej. Zaoszczędziłabym sobie kilku nieprzyjemności i poczucia ogromnego dyskomfortu w tak wielu sytuacjach. Ja natenczas także nie mam zamiaru z Epiduo rezygnować. Stosuję go regularnie i to on pomaga mi na bieżąco ogarniać twarzowe perypetie :)

      Życzę Ci powodzenia i czystej cery :))

      Usuń
    2. Z dużym zaciekawieniem przeczytałam tego posta, uwielbiam nietuzinkowe posty, w których blogujący ma coś do powiedzenia. Tak mnie natchnęłąś i chyba w końcu udam się do dermatologa, ponieważ tak jak ModeLoverin mam jednak problem z zaskórnikami zamkniętymi na czole.

      Pozdrawiam ciepło!

      Czekam ze zniecierpliwieniem na drugą część.

      Usuń
    3. Jeśli masz taki problem i sama sobie nie radzisz, to koniecznie udaj się do specjalisty - nauka oparta o cudze błędy może zaoszczędzić wielu niedogodności ;)

      Cieszę się, że uznałaś moją historię za przydatną. Post z codzienną pielęgnacją pojawi się jak tylko będę mogła zebrać wszystko w jednym miejscu i przekazać tak, jak chcę :)

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  49. ja na szczęście nie mam problemów z tradzikiem ale ten problem dotyczy wielu osob szczegolnie mlodych dlatego ten post jest naprawde przydatny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że chociaż ktoś na opisie moich perypetii skorzysta, bo taki właśnie cel mi przyświecał :)

      Usuń
  50. Wielkie dzięki Ci za ten wpis. Mam co prawda cerę mieszaną, ale ostatnio jest coraz tłustsza w strefie T i coraz bardziej wysuszona na policzkach od kosmetyków, które próbują ogarnąć tłustą strefę. Muszę sobie wszystko od nowa wymyślić, a Ty mi dałaś parę tematów do rozważenia. Jesteś wielka! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, iż mogłam w jakiś sposób Cię zainspirować :)

      Cera mieszana też nie należy do najłatwiejszych, bo to, co dobrze działa na tłustą strefę, może przynieść przykre skutki na tych suchych miejscach. Że też wszyscy nie mogliby cieszyć się normalną, bezproblemową cerą ;)

      Usuń
  51. Też stosowałam przez rok Epiduo i nie mam dobrych wspomnień po tej maści niestety. Mam cerę mieszaną, wrażliwą i cienką. Obszarem problematycznym jest broda i na wypryski w tym rejonie dermatolog przepisała mi właśnie tę maść, stosowałam ją przez rok. Wypryski i tak się pojawiały mimo sumiennej aplikacji zgodnie z zaleceniami lekarza.Natomiast broda wyglądała, jakby była częścią twarzy innej osoby - skóra postarzona chyba o 30 lat, brunatna (rumień i rozszerzone naczynka), żaden makijaż nie niwelował różnicy między tą partią buzi a resztą. Po prostu koszmar. Dopiero po roku pielęgnacji kosmetykami naturalnymi i zabiegach laserowych nastąpiła poprawa. Teraz już się tak nie odcina od reszty buzi. Nie krytykuję posunięć Twojego lekarza, bo dla Ciebie okazały się strzałem w dziesiątkę ;) Mamy zupełnie różną cerę i każdemu służy inna terapia, szkoda tylko że moja dermatolog, też się lepiej nie przyjrzała mojej buzi i wystawiła od razu takie ciężkie działo przeciwko niedoskonałościom. Swoją drogą nie udało mi się jeszcze trafić na kompetentnego dermatologa, a odwiedziłam ich już kilku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, moja cera jest zgoła inna - tłusta i gruba, potrzebuje bardzo regularnego złuszczania i dokładnego oczyszczania. Leczenie przy tej kombinacji leków przebiegło więc bez większych ubocznych efektów, ale wiem, że Epiduo może działać bardzo agresywnie. Myślę, że to kwestia dopasowania siły leku do zastanej cery i częstotliwości jego stosowania.
      Współczuję każdemu, kto musiał/musi przechodzić przez tego rodzaju problemy. A jeszcze bardziej tym, którzy trafili na dermatologów z przypadku :/ Mnie udało się znaleźć dobrego lekarza, Tobie życzę tego samego!

      Usuń
  52. Ciekawy i rzetelny wpis ;) W podstawówce też borykałam się z trądzikiem, dosłownie pryszcz na pryszczu. Przeszłam drogę od dermatologa i leków, maści oraz płynów do przemywania twarzy po kosmetyczkę i nic nie pomogło. Zaczęłam używać lepszych kosmetyków i zdrowiej się odżywiać, widzę efekty. Choć u mnie to bardziej sprawy hormonalne :) Teraz na stare lata moja cera wygląda znacznie lepiej i od czasu do czasu pojawią się jakaś niespodzianka. uff... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trądzik to trudny zawodnik. Dieta odgrywa w tym problemie dużą rolę, sama też muszę uważać na swoje jedzeniowe słabostki, bo widzę, w jaki sposób wpływają na stan mojej cery. Badania hormonalne też warto zrobić, bo rzeczywiście mogą naprowadzić na sedno powstających zmian.
      Cudownie, że nie masz już z tym paskudztwem problemu!

      Usuń
  53. jak pozbyłaś się blizn i rozszerzonych porów? o ile takie miałaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z bliznami nie miałam kłopotu, natomiast rozszerzonych porów nigdy się raczej nie pozbędę ;) Można ewentualnie zmniejszyć ich wielkość/widoczność. Na pewno regularne oczyszczanie, czy maseczki glinkowe dają jakiś rezultat. Jeśli jeszcze nie próbowałaś, to polecam Ci naturalną glinkę Ghassoul, zieloną lub Multani Mitti - wszystkie są rewelacyjne. Ważne, by były dobrej jakości. Ja polecam sklep ecospa, tam się w nie zaopatruję i wiem, że są dobrze oczyszczone i świetnie działające na cerę.

      Usuń
    2. no i namówiłaś mnie na glinki ;d póki co wybrałam glinkę zieloną kambryjską :) czy stosowanie 2 razy w tygodniu będzie okey? i pewnie pytanie bardzo głupie i z góry przepraszam;d czy są jakieś przeciwwskazania do stosowania? np kremy z kwasami? domyślam się że nie ale zawsze lepiej spytać kogoś mądrzejszego hehe Pozdrawiam :*

      Usuń
    3. Super, bardzo się cieszę, bo glinki mają w sobie moc :) A gdzie ją nabyłaś?
      Pamiętaj, żeby spryskiwać twarz podczas działania maseczki, z taką częstotliwością, by nie wyschła do końca, gdyż wtedy może m.in. przesuszyć niepotrzebnie cerę. Fajnie jest mieszać glinki z hydrolatami, choć oczywiście woda też się nadaje :)

      Moim zdaniem stosowanie takich maseczek dwa razy w tygodniu to optymalne rozwiązanie dla większości, choć to oczywiście wszystko zależy od skóry - obserwuj ją :) O przeciwwskazaniach nie słyszałam, chyba, że masz cerę płytko unaczynioną, wtedy lepiej uważać z silniejszymi odmianami glinek (jak np. zielona właśnie). Dla takich cer lepsza będzie glinka biała.

      Usuń
    4. glinkę zamówiłam na stronie bioema.pl za jakieś 8 zł za 100g jest to glinka y roszjskiej firmy :) pamiętam o spryskiwaniu przelałam przegotowaną wodę do buteleczki z atomizerem :)

      Usuń
    5. z rosyjskiej firmy* sorki za literówkę :)

      Usuń
  54. W mojej walce z trądzikiem pomogły tabletki 4akne, skuszona niewielką ceną postanowiłam, że wypróbuje no i nie zawiodły mnie. Wypryski zaczęły się goić w między czasie wyskoczyło kilku nieprzyjacieli ale ogólny stan cery się poprawił i to znacznie. Do tego skóra jest zmatowiona ale też nawilżona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja medykamentom nie ufam. Wolę inny szlak, choć często dłuższy i bardziej wyboisty ;))

      Usuń
  55. Jesteś twardą osobą i widać efekty tej walki. Osobiście mogę polecić ci kosmetyki mineralne, ponieważ super matują, nie zapychają i są leciutkie. używałam earthnicity i pomogły mi w walce z trądzikiem, delikatnie zasuszały stany zapalne i mialy naturalny filtr :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Post ma już swoje lata :D
      Ja idę ku minerałom obecnie. Zamierzam dać kolejną szansę Annabelle Minerals, ale o Earthnicity chętnie poczytam, nie miałam z nimi dotąd styczności :)

      Usuń
  56. Niestety moja historia trądziku była podobna do Twojej i też minął rok zanim zdecydowałam się iść do dermatologa, wierząc wcześniej, że wszystkie te cudowne specyfiki z drogerii pomogą, a niestety pogarszały sprawę. I choć od najostrzejszej postaci mojego trądziku minęło 15 lat - na mojej twarzy ciągle widnieją skutki (blizny, dziury). Dlatego myślę, że pewną przestrogą dla wszystkich powinno być to, że trądzik jest chorobą, która może zostawić blizny na całe życie i lepiej nie czekać - ja teraz bardzo, bardzo żałuję. Takim wyznacznikiem myślę powinno być, że jeśli na twarzy pojawia się więcej niż 1 zmiana zapalna(krostka)na 1-3 dni przez dłuższy okres to czas iść do lekarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno, zgadzam się, postrzeganie trądziku jako przejściowego okresu połączonego z nastoletnią burzą hormonów zakrawa w obecnym świecie o kpinę... Zresztą, wizja 'rozwiązywania' tego problemu propagowana przez większość lekarzy niezmiennie mnie zaskakuje.

      Moje podejście do sprawy ewoluowało od czasu, kiedy pisałam tego posta. Mam już za sobą kolejne doświadczenia, tym razem niepowiązane z farmakologią i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem po tysiąckroć razy bardziej zadowolona z efektów, jakie małymi krokami udaje mi się osiągać we własnym zakresie, bez maltretowania organizmu 'lekami', które i tak działały doraźnie, nie lecząc źródła, a jedynie maskując to, co widoczne było na zewnątrz.
      Blizn na szczęście udało mi się uniknąć, ale wiem, jak potrafią rzutować na codzienny komfort i samopoczucie...

      Życzę wszystkiego dobrego!

      Usuń
  57. Trądzik był moja zmorą przez długi czas. W moim mieście w Siedlcach niedawno jedna z przychodni Fonte di Vitae wprowadziła zabieg ozonem. Korzystam z niego, ponieważ działa równie dobrze na skórę jak i inne choroby. Koloryt skóry się poprawił i na twarzy jest mniej niedoskonałości.

    OdpowiedzUsuń